Skocz do zawartości

Konrad Banaś

Uczestnik
  • Zawartość

    3
  • Dołączył

  • Ostatnio

O Konrad Banaś

  • Ranga
    Debiutant
  1. Muzyka mojego życia

    Muzyka mojego życia. Każdy z nas od najmłodszych lat kojarzy pewne utwory muzyczne z jakimiś wydarzeniami w swoim życiu, każdy z nas po usłyszeniu pewnej piosenki przypomina sobie pewne dobre lub złe wspomnienia, muzyka jest jak klucz do drzwi które jeżeli otworzymy to ukaże nam się fotografia z przeszłości. Chciałbym chwilkę powrócić do tamtych zdarzeń i przedstawić zbiór utworów które powinny znaleźć się na płycie mojego życia. Historię tej płyty chciałbym zacząć od utworu który utkwił mi w pamięci najbardziej ze wszystkich, utwór o którym zapomniałem i pewnego razu usłyszawszy go ponownie w radiu tak utkwił mi w pamięci iż stał się dla mnie swoistym hymnem melodią którą nuciłem w dobrych i złych chwilach. Pierwsze wspomnienie dotyczące tego utworu sięgają końca lat 80, jako kilkunastoletni chłopak usłyszałem tą piosenkę w audycji Lato z radiem w programie pierwszym Polskiego Radia, od razu utkwiła w mojej głowie i zacząłem ją nucić a raczej wygwizdywać, melodia ta była ze mną przez cały czas, zawsze nuciłem ją gdy byłem smutny i wesoły. Kiedy ożeniłem się w wieku 25 lat zapomniałem o tej melodii i na dobre 10 lat wyleciała mi z głowy, jakieś 3 lata temu usłyszałem ją ponownie i powróciła, powróciła z wielkim impetem ale co ciekawe od samego początku nie wiedziałem co to za melodia, wspomnienie z młodości. No cóż człowiek koło 40 powoli zaczyna żyć wspomnieniami ale bardzo chciałem dowiedzieć się co to za melodia i przez 2 lata ślecząc w internecie próbowałem ją znaleźć, nie udało się. Ale jak zawsze życiem człowieka rządzi przypadek a z ludzkich planów Bóg ma największy ubaw i jadąc raz w nocy usłyszałem ją w radiu w samochodzie, także dzięki RDS wiem że melodia ta to „Melodia dla Zuzi” duetu Marek i Wacek, także mamy No 1 mojej płyty. Drugą piosenką którą długo szukałem w internecie, ale znalazłem dzięki serwisowi Youtube była piosenka pod tytułem „Księżna R” Alicji Majewskiej – podobne wspomnienia jak z pierwszą. Piosenka ta swoją premierę miała w Opolu w latach 80 – tych i prawdopodobnie została wydana jedynie na jakiejś płycie analogowej w ZSRR jako dodatek do czasopisma, nie wiem czemu ta piosenka się nie przyjęła dla mnie jest obłędna po prostu mistrzostwo świata. A co byście powiedzieli na taką sytuację, chory dzieciak (oczywiście na uleczalna chorobę jedynie z wysoką temperaturą) który budzi się w swoim łóżku i słyszy w radiu pierwszy raz piosenkę która w pół śnie i pół na jawie wydaje mu się najpiękniejszą piosenką jaką słyszał i dokładnie zapamiętał do dziś wiele szczegółów z tamtych chwil właśnie przez tą piosenkę i tak jest do dziś „Dziewczyna o perłowych włosach” - Omega, normalnie wehikuł czasu. Jeżeli wchodząc w dorosłe życie i zaczynając swoją kawalerską przygodę kojarzycie jakieś piosenki szczególnie (tu jest sprawa trudna pewnie każdy ma takich piosenek multum) ale dla mnie szczególną wartość mają dwie, jedna to Haddaway – What is Love, oraz DJ Bobo – Everybody, obie z nich słuchałem na moim nowym dwukasetowym radioodtwarzaczu stereo firmy FISHER model PH-W801 RLO zakupionym w Baltonie na koniec 8 klasy na tamte czasy „Hi Tech” klasa A+ teraz śmiech. Cofnijmy się teraz trochę do tyłu klasa 6 7 i 8, półmrok na sali gimnastycznej, drabinki do ćwiczeń a przy ścianach ławeczki w rogu ławka szkolna, magnetofon kasetowy i kolorofony, chłopcy wstydzący się zaprosić dziewczyny do tańca, dziewczyny tańczące ze sobą w parach lub w większych grupach a na sali króluje co? Oczywiście Modern Talking i tutaj nie umiem wybrać tytułu, wszystkie na jedno kopyto ale wszystkie fajne i dla mnie ważne. Rok 1993 ognisko u kumpla piliśmy piwo? A nie sorry to jednak było wino marki kier lub karo nie pamiętam, ale dokładnie pamiętam co wtedy słuchaliśmy a była to relacja z Jarocina i zespół ANKH - „Kraina umarłych” totalny odlot, w tamtych czasach takie połączenie stylów muzyki, zuepłna nowość szczęki nam opadły jak heder w Bizonie, gdzie są tamte lata oddam wszystko za wehikuł czasu – jak Rysiu z Dżemu. Z tym kumplem o którym mowa powyżej przeżyliśmy nie jedno, nie jedną muzykę słuchaliśmy przy nie jednym winie (później to już raczej wódkę piliśmy ale to już inna sprawa) , w pewnym momencie dorośliśmy do Deep Purple a w szczególności „Fireball” , „Perfect Strangers” oraz oczywiście „Smoke on the water”, zawsze, ale to zawsze kiedy słyszę jedną z tych piosenek przenoszę się w czasie i przestrzeni – czy ktoś z Was ma z tymi piosenkami jakieś wspomnienia . Daje sobie rękę uciąć że tak. Tak siedzę i myślę że tych piosenek pojawia się w mojej głowie coraz więcej i obawiam się że jak bym miał 0,7 Jacka Danielsa, rozpalone w kominku lub ognisko to mógłbym do 4 rano ślęczeć i ględzić o piosenkach które z czymś mi się kojarzą, a nie jeden z was pewnie by już usechł do białej kości a sępy krążyły by od południa w oczekiwaniu na padlinę. Niedawno dowiedziałem się że w młodości chodziłem na próby chóru pewnie dziwicie się czemu dopiero niedawno się o tym dowiedziałem, no cóż usłyszałem dowcip z którego wynikało że znajomy też chodził na próby chóru gdzie w barze grali w karty pili alkohol i podrywali dziewczyny a śpiewali dopiero jak wracali do domu, identycznie jak ja z kumplem, a śpiewaliśmy szczególnie jedną piosenkę a był to szlagier zespołu Piersi „Leżę” - hit ten mieliśmy opanowany do perfekcji i ćwiczony był naprawdę wiele razy oj wiele. De fakto zespół ten również odkryliśmy słuchając relacji z Jarocina w 1993 roku – Grunwald był wcześniej czy później bo już nie pamiętam? Tak myślę czy to moje pisanie ma sens? Czy znajdzie się choć jedna osoba która to przeczyta? Ja tak mogę jeszcze długo, tylko po co. PS. Pozdrawiam wszystkich myślę że każdy powinien utworzyć taką płytę swojego życia, w życiu najfajniejsze jest oczekiwanie na coś i później wspomnienia, chwila obecna zbyt szybko przelatuje i człowiek nie zdąży się nią nacieszyć, chyba że ktoś umie zatrzymać czas.
  2. Castle Knight 3

    Chciałbym pokazać zdjęcia Castle Knight 3
  3. Castle Knight 3

    Witam, chciałbym podzielić się swoimi przemyśleniami oraz uwagami dotyczącymi kolumn głośnikowych firmy Castle model Knight 3, jak wszędzie jest napisane i jest to pewnie prawda model ten jest oparty na Knight 1 czyli przetworniki 1 x 25 mm( kopułka miękka) oraz 1 x 130 mm. Pierwszy z nich odpowiada za tony wysokie natomiast drugi za pozostałe pasmo częstotliwości. Analizując przed kupnem tych kolumn budowę oraz parametry miałem pewien dylemat czy aby moje zmysły powiązane z uszami nie będą czuły że zostały przeze mnie pozbawione tego dreszczyku emocji związanego z niskimi tonami oraz dynamiką dźwięku, dylemat dylematem ale przeprowadziłem dodatkową analizę powiązaną z burzą mózgów oczywiście sam ze sobą (proszę nie myśleć że mam schizofrenię) i doszedłem do wniosku iż to co nas kręci i podnieca działa tylko chwilowo a na dłuższą metę jest jednak męczące, to tak jak kobieta która nas podrywa i jest to fajne ale później zaczyna coraz bardziej irytować, podsumowując stwierdziłem iż nie będzie dla mnie priorytetem bas czy dynamika, zresztą mam już 40 lat i mocny kicker już mi przeszedł. Może zupełnie inaczej powinienem zacząć tą opowiastkę, po pierwsze skąd do głowy zaświtały mi Castle, tu sprawa jest prosta uważam że kolumny prócz tego że powinny dobrze grać jednak są elementem wystroju i powinny też dobrze wyglądać niestety z ograniczonym budżetem jaki posiadam sprawa nie jest łatwa ale w tym przypadku kolumnom firmy Castle w tym przedziale cenowym nie można nic zarzucić, powiedzmy że mnie urzekły od pierwszego wejrzenia. Po analizach wszelkiego typu przeszedłem do działania zaczynając od czytania opinii w ogólnodostępnych serwisach internetowych, próbowałem również na forach i na całe szczęście nie znalazłem zbyt wiele informacji więc mój niezaśmiecony umysł żadnym spamem wraz z moim ciałem i uszami udał się na odsłuch. Jako że produkty byłej brytyjskiej obecnie chińskiej faktorii nie są ogólnodostępne musiałem troszkę poszukać nim znalazłem w Krakowie na ulicy Malborskiej dystrybutora z możliwością odsłuchu tu chciałem podziękować Panu Mariuszowi który według mnie jest prawdziwym profesjonalistą. Teraz wrażenia z odsłuchu. Sala odsłuchowa specjalnie zaadaptowana o powierzchni zbliżonej do mojego pokoju, ja mam około 18m2 , wzmacniacz oraz źródło to niezwykłe urządzenie wielofunkcyjne amerykańskiej produkcji Music Hall 2.1 (Pan Roy Hall tworzy ciekawe oraz dość przystępne cenowo urządzenia), dodatkowo poprosiłem o podłączenia gramofonu, akurat w tym momencie był dostępny model o jakiejś kosmicznej cenie, no i zaczęliśmy sesję trwającą ponad 2 godziny. Wśród wielu utworów jakie zostały odsłuchane znalazły się między innymi: Biscaya – Jamesa Lasta, Fever – Elvisa Presleya, ze 2 kawałki zespołu Metalica, The Animals, Hallejuah- Cohena, Długość dźwięku samotności – Myslovitz i inne. Słuchaliśmy cały czas na poziomie głośności pozwalającym na konwersację ale jeszcze nie krzycząc do siebie i najważniejsze moje stwierdzenie jest takie iż po tych dwóch godzinach nie byłem zmęczony odsłuchem, kolumny te nie są natarczywe nie kaleczą słuchu ani zbyt podkręconymi wysokimi tonami ani zbyt mocnym basem są dość zrównoważone choć nie są neutralne, bawią się dźwiękiem potrafią urzec można powiedzieć iż czarują ale brakuje im dynamiki i przy wyższych poziomach głośności są zbyt słabe, no cóż jeden przetwornik 13 cm cudów nie zdziała. Dużą zaletą jest zastosowanie dylatacji od doły kolumny zamiast otworu basreflex co pozwala ustawić kolumny dość blisko ściany bez uszczerbku dla dźwięku. W tym momencie podbudowany obsługą i osłuchem już byłem zdecydowany na zakup ale zawziąłem się w sobie i kiedy ochłonąłem postanowiłem zrobić porównanie kolumn o zbliżonej wartości. Tym razem wybór padł na salon w Katowicach, do boju wybrałem brytyjskie kolumny Monitor Audio BX 6 które wydają się być zdecydowanie bardziej dynamiczne, zresztą dwa przetworniki 16 cm już coś mogą zdziałać, oraz francuskie Focal Horus 714 które posiadają dwa głośniki 13 cm i jeden 25 mm, wzmacniacz jaki został podłączony to Exposure 1010, źródła dźwięku nie pamiętam, reasumując Monitor Audio coś mi nie podeszły zaczęły drażnić moje zmysły, być może jestem zbyt delikatny natomiast kolumny francuskiej firmy spodobały mi się podobnie jak Castle i tutaj zrodził się dylemat. Po uspokojeniu emocji ochłonięciu w domu, wyciszeniu się znów przystąpiłem do analizy i burzy mózgów, wziąłem pod uwagę takie kwestie jak: jakość dźwięku (poziom podobny), dynamika (na plus Focale), walory estetyczne (na plus Castle), walory ekonomiczne (na plus Castle). Wybór padł na Castle Knight 3 i zostały zakupione. Od tego czasu minął rok, w międzyczasie dokupiłem urządzenia Music Hall 2.1 ( w tym przypadku bardzo zależało mi na zaoszczędzeniu miejsca nie tracąc na jakości dźwięku), i często mając chwilę czasu zanurzam się w dźwięku zamykam oczy i przenoszę się do swojego świata który jest bardzo daleko. Potwierdzam to co pisałem wcześniej te kolumny nie zagrają na imprezie w domu nie nagłośnią dostatecznie muzyki tanecznej ale sprawią iż goście podczas długich godzin rozmów nie będą czuli się zmęczeni, będą oczarowani będą wprowadzeni w klimat i tak będą chcieli trwać. Pamiętaj nie zaszpanujesz nimi przed znajomym jak będziesz chciał pokazać jakiego mają kopa zupełnie nie nadają się do ostrego rocka czy metalu tym bardziej rapu czy techno, ale chętnie bawią się pozostałymi gatunkami i czarują. Wokal, skrzypce, kontrabas, akordeon do tego są stworzone. Dzięki nim od nowa odkryłem stare płyty takie jak Mike Oldfield – Voyager, ścieżkę dźwiękową ze Star Wars, Leonarda Cohena, Elvisa, The Animals i wiele innych Pewnie zbytnio się rozpisałem ale jak już napisałem to nie będę kasował. Pozdrawiam wszystkich.
×