Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'test'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • AUDIO
    • Stereo
    • Kino Domowe
    • Technika lampowa i analogowa
    • Kluby - Sprzęt znanych marek
    • Audiofile dyskutują
    • Nasze testy
    • Niezbędne audiofilskie dodatki, czyli kable i inne akcesoria
    • Słuchawki i wzmacniacze słuchawkowe
    • Akustyka
    • PC-Audio / iPhone / iPod / głośniki bezprzewodowe / DJ i nagłośnienie imprez
    • Od radio do audio w samochodzie
    • DIY, czyli Do It Yourself oraz serwis i modyfikacje sprzętu
    • Artykuły
    • Co się dzieje na mieście, czyli prezentacje sprzętu audio
  • MUZYKA i FILM
    • Koncerty na żywo, audycje radiowe i telewizyjne
    • (Najczęściej) dobre realizacje i nagrania
    • Gatunki muzyczne
    • Wykonawcy
    • Refleksje melomana
    • Dobre kino, czyli co oglądają audiofile
  • GIEŁDA
    • Kupię
    • Sprzedam
    • Zamienię/Inne
  • KOMENTARZE, OPINIE
    • Nic o nas bez Was
    • Rozmowy (nie)kontrolowane

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie


Lokalizacja

Znaleziono 16 wyników

  1. Kraftest, którego miało nie być. Ale być musi, bo tytułowe kolumienki są tak inspirujące, że nie sposób powstrzymać się od podyskutowania o nich. To moje drugie spotkanie z Dali. Parę lat temu, wybierając nowe kolumny do salonu, testowałem równolegle w domu Opticony 6 (mk 1) i Pylony Diamondy 25. Duńskie kolumny zrobiły bardzo dobre wrażenie. Grały czysto, dynamicznie i efektownie, jednak czegoś mi w ich brzmieniu brakowało i wybrałem ostatecznie kolumny jarocińskiego Pylona. Czego brakowało? Namacalności i poczucia przestrzeni, dzięki którym na polskich kolumnach słuchało mi się muzyki z większą frajdą. Uprzedzając trochę bieg zdarzeń powiem, że Menuetom namacalności i powietrza nie brakuje, a innych zalet znanych z Opticonów nie straciły. Jak widać na zdjęciu Menuety są malutkie. Mierzą 250 x 150 x 230 mm. Nie zakrywają nawet półki standów na których je ustawiłem. W moim 25-metrowym salonie całkowicie giną. Tylko że one wcale nie są przeznaczone do stawiania na standach. Producent widzi je raczej powieszone na ścianie lub ustawione na półce z książkami. Ciekawe umiejscowienie monitorów za 5 000 zł. W sumie, może takiego ustawienia też spróbuję, choć nawet na głupich standach grają świetnie. cdn.
  2. "Uważam, że Bowersy 707 grają lepiej niż 706". Ta zasłyszana przypadkowo opinia, padająca na podatny grunt w postaci satysfakcjonujących doświadczeń z mikro monitorami Dali Menuet, popchnęła mnie do działania, które jeszcze niedawno wydawałoby mi się zupełnie absurdalne. Monitorek z 5-calowym wooferem w 25m2 ???. Czemu nie! Skoro testowane już 706-tki bardzo mi się podobały, a wiem przy tym, że mikro monitory potrafią dać dużo frajdy nawet w średniej wielkości pomieszczeniu, to dlaczego nie spróbować kolejnego mikrusa w postaci najmniejszych 700-setek. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Kolejny test i kolejne doświadczenie zbliżające mnie do ostatecznego rozstrzygnięcia. Doświadczenie, którym zamierzam się podzielić. Czyniąc jednak najpierw zastrzeżenie. Mimo szczerych chęci, staranności procedury, doświadczenia itp., takie testy zawsze są mniej lub bardziej subiektywne. To po prostu nieuniknione. Szerzej pisałem już o tym tutaj: Powtórzę konkluzję powyższego wpisu: "Czytacie na własne ryzyko;)". Ale i tak opiszę swoje wrażenia. A co mi tam. Małe Bowersy są ładne. Nie tak słodkie i ociekające luksusem, jak - nieco droższe - Menuety, ale nie pozostawiające niedosytu. Prosty, przemyślany projekt z ładnymi detalami w postaci metalowych pierścieni ze szlifem wokół głośników. Kolumny eleganckie, jak samo logo B&W. Ich wygląd raczej szybko się nie zestarzeje. Do tego wyposażone w technikę hi-tech. Woofer z membraną z plecionki Continuum™ (niezbyt gęstej swoją drogą), odlewanym aluminiowym koszem i solidnym napędem wielkości samej membrany. (i jeszcze parę zdjęć rozbieranych zaczerpniętych z recenzji ON-mag - https://www.on-mag.fr/index.php/topaudio/tests-auditions/17736-test-enceinte-bowers-wikins-707-s2-petite-perle-hifi-de-luxe-abordable) Zwrotnica niezwykle prosta, ale zbudowana z dobrej jakości elementów (m.in. Mundorf EVO Silver Gold Oil). No i tweeter też niczego sobie. Aluminiowa kopułka powlekana węglem, z dodatkowym pierścieniem usztywniającym (Double Dome) i tubką wytłumiającą à la Nautilus. Do tego, dla redukcji niepożądanych drgań, elastycznie zamontowana do obudowy (Decoupled). No i z ładną siateczką zabezpieczającą (starczy już tych wklepanych kopułek Bowersów na OLX). Terminale średniej jakości. Podobne (takie same?), jak w tańszej serii 600. Ale i tak ładniejsze niż w Dali, więc nie wybrzydzam. Niech posiadacze 600-tek cieszą się, że mają terminale, jak z droższej serii;) Warunki odsłuchu. Bowersów słuchałem w pokoju 25 m2. Nieco zaadaptowanym akustycznie: dwa absorbery za kolumnami, mały dyfuzor za miejscem odsłuchu, trochę innych ustrojów. Ustawione 85 cm od tylnej ściany (licząc do przedniej ścianki), "dogięte" do miejsca odsłuchu - standardowo, jak inne recenzowane kolumny. Standy 60 cm wysokości (trochę dla nich za niskie). Wrażenia z odsłuchu. Zestaw utworów testowych taki, jak przy wielu wcześniejszych testach plus kilka innych płyt dla urozmaicenia. Utwory podzielone na kilka bloków tematycznych dla sprawdzenia różnych aspektów brzmienia (ale takich, które mnie interesują - nie mówię, że uniwersalnych). Elektronika Kraftwerk "The Robots" Charlotte Gainsbourg "Deadly Valentine" Brendan Perry "The Bogus Man" Więcej niż dobrze. Bowersy w elektronice czują się znakomicie. Są szybkie, precyzyjne i potrafią świetnie oddawać sztucznie wykreowane efekty przestrzenne. Dobrze to słychać na przykładzie "The Bogus Man". Otwierający utwór, wędrujący między kanałami, basowy syntezator jest przez 707-tki oddany perfekcyjnie. Ma dobrze kontrolowany impuls i jest precyzyjnie prowadzony w przestrzeni. Lepiej go chyba żadne inne kolumny u mnie nie zagrały. Towarzyszącemu mu, grającemu dwa dźwięki, niskiemu basowi, też nic nie brakuje. Ma odpowiednie ciepło, wybrzmienie i czytelność. Głos Perrego wypada imponująco. Elektroniczne „świerszcze” grają zawieszone w przestrzeni daleko przed kolumnami. Instrumenty perkusyjne są dynamiczne i świetnie odseparowane. Bardzo dobre „wykonanie”. W "Deadly Valentine" nieco szorstkie, zatłoczone partie w środku utworu wypadają spokojniej niż na wielu innych kolumnach – Bowersy nie są bezlitosne i nie gubią się w bałaganie. Bas Hellmut Hattler "Siesta" Lee Ritenour "Papa Was a Rollin' Stone" Monika Borzym "Edith and the Kingpin" Bardzo dobrze. Bas jest szybki, napięty, precyzyjny, ale ma też wypełnienie i schodzi zadziwiająco nisko. Pod względem rozciągnięcia jest znacznie lepiej niż z podobnie malutkich Dali Menuet. Wielki szacunek dla inżynierów Bowersa. W przypadku "Siesta" i "Papa Was a Rollin' Stone" nie mam do basu żadnych zastrzeżeń. Jest dobrze artykułowany, ale nie brakuje mu też niskiego „puff”. Do tego razem ze stopą świetnie nabija rytm. Sekcja rytmiczna potrafi zasuwać, jak parowóz. Basowym wyzwaniem dla kolumn jest zawsze u mnie kontrabas "Edith and the Kingpin". I w tym przypadku nie było idealnie. Nie było wprawdzie dudnienia (przynajmniej mocnego), ale miało się wrażenie, że nie wszystkie dźwięki odpowiednio wybrzmiewają. Wszystkie kolumny się na tym kawałku jednak wykładają. Trochę kulawo, ale znośnie. Dało się posłuchać bez irytacji. Za to głos Borzym ładnie zawieszony w przestrzeni. Ogólnie bas z Bowersów jest niezły, a zważywszy na ich gabaryty wręcz fenomenalny. Może o krok wycofany, ściszony względem reszty pasma, ale za to o bardzo dobrej motoryce. Najniższe dźwięki usłyszymy trochę ciszej niż z wielu innych kolumn, ale jednak je usłyszymy – Bowersy nie odpuszczą, nie poddadzą się, jak niektóre inne monitory, nawet od nich większe. Żadnej pudełkowatości, ale też żadnego dudnienia, podgrzania, ocieplenia, dodatkowego wypełnienia średnicy – raczej szczupło niż tłusto. Dla wielu może być w punkt. Ale fotela nie przesuną - żeby była jasność. Akustyczne Albins Alpin Quintet "Pilatus - Suite" The Byrds "Draft Morning" Dobrze, ale nie porywająco. Na plus separacja, szczegółowość, przestrzenność. Dźwięk jest też namacalny, ale akustycznym instrumentom czegoś brakuje, by satysfakcja była pełna. Jakiegoś ciepełka, akustycznej aury... nie wiem. Ale wielu innym kolumnom (i to droższym) też nie zawsze się udaje. Jak ktoś słucha tylko muzyki kameralnej, to Bowersy niekoniecznie. Może lepiej Menuety;) Na "Draft Morning" angielskie maluchy pokazały za to, że potrafią grać szeroko i z rozmachem. Wokale damskie i Męskie Chapman "Fast Car" Rokia Treore "Tu voles" Friend 'N Fellow "Here Comes The Rain Again" Diana Krall "I Remember You" Jopek "Przypływ, Odpływ, Oddech Czasu" Waglewski "Król" Cohen "Nevermind" Sting "The Last Ship" Bardzo dobrze. Wokale są przyjemne, namacalne, skupione, wyodrębnione w przestrzeni. Słychać niuanse. Do barwy też nie można się jakoś przyczepić. Sybilanty są trzymane w ryzach i gdy występują są krótko i precyzyjnie ucinane. Brakuję jednak odrobiny magii, żebyśmy mogli wokale Bowersów nazwać pięknymi. Więcej niż zadowalające, ale mnie niż czarujące. W „Królu” zwraca uwagę świetna stopa. Bise XL grały ją za mocno, dudniąco. Menuety za słabo, pudełkowato. Tutaj jest idealna - energetyczna i jednocześnie miękka. W "Nevermind" bas mniej efektowny niż się przyzwyczaiłem, trochę bez „mięcha”. Do wokali jednak nie można się przyczepić. W "The Last Ship" słychać było przyjemne pomruki basu, co świadczy o tym, że Bowersy schodzą wystarczająco nisko, by delikatnie wzbudzać mi mody pomieszczenia. W "Przypływ, Odpływ, Oddech Czasu" rewelacyjnie wybrzmiały perkusyjne przeszkadzajki. Jest ich tam sporo, a mimo to każdy ich dźwięk czy wybrzmienie można było bez problemu odnotować. Świetna szczegółowość i separacja. Głos Jopek też ładny. Bardzo delikatny, eteryczny. Przestrzeń The Alan Parsons Project "I Robot" The Alan Parsons Project "Total Eclipse" Yello "Takla Makan" Felix Laband "Miss Teardrop" Najmocniejszy argument Bowersów. Kolumny jawią się jako idealne narzędzie do odtwarzania staranie zrealizowanych przestrzennie nagrań – obojętnie czy przestrzeń jest w nich wykreowana syntetycznie, czy zarejestrowana w naturze. "Miss Teardrop" – otoczenie dźwiękiem. Przedstawienie odbywa się między słuchaczem a kolumnami. Bardzo czytelne szybkie oscylacje elektronicznego basu. Perfekcyjne odtworzenie. "I Robot" – zgodnie z oczekiwaniami. Pełen realizm efektów przestrzennych. "Total Eclipse" – wyjątkowo ładnie umieszczone w przestrzeni oszalałe chóry. I do tego bardzo szczegółowe, ułatwiające śledzenie poszczególnych głosów. "Takla Makan" – ogromna i dobrze zagospodarowana przestrzeń ciągnąca się od słuchacza daleko za kolumny. Jednak odgrywające główną rolę przeróżne trąby i piszczałki nie tak przekonywujące jak z niektórych rywali. Namacalne, trójwymiarowe, ale znowu bez odrobiny tego czegoś. Podsumowanie Wsad technologiczny - 9/10 Przetworniki i zwrotnica pierwsza klasa. Ale skrzynka prosta w kształcie, bez żadnych patentów antydyfrakcyjnych (chociaż wąska, więc sama w sobie korzystna w tym względzie). Rezonansom poświęcono trochę uwagi, ale inni potrafią postarać się bardziej. Wzornictwo/wykonanie/detale - 9/10 Powściągliwie, ale ekskluzywnie. Lakier (fornir), trochę gustownych ozdóbek, dobre proporcje. Klasa. Balans tonalny - 8/10 Bowersy z równiutkiego pasma nie słyną. Wykresy mają bardzo nieładne;). "Na ucho" wydaje się jednak, że wszystko jest w porządku. Nie za jasno, nie za ciemno. Dla mnie OK. No ale widziałem wykres, więc dychy dać nie mogę;) Stereo - 10/10 Konkurencja popisowa. Rozłożysta scena z dużą ilością powietrza. Precyzyjna lokalizacja. Świetne oddanie efektów fazowych. Gdy trzeba wyjście z dźwiękiem do przodu i czasem wręcz otoczenie nim słuchacza. No i oczywiście namacalność. Czy można lepiej? Można. W ogromnej ilości powietrza produkowanego przez Bowersy brakuje odrobiny akustycznego dymu. Ale i tak rewelacja w tej cenie i nie tylko. Bas - 9/10 Zaskakująco dobry. Czujący rytm, precyzyjny, o miłej barwie, potrafiący nisko zejść. Zaskakująco nisko, jak na wielkość skrzynek. Nie ma go dużo, jest trochę z tyłu, ale pozostaje czytelny. Co nagrano, będzie nam odtworzone. Ale wielkich basowych emocji nie wygeneruje. Przypomina bas z dobrych słuchawek. Słychać każdą nutę, ale włosów nie rozwiewa. Wokale/średnica - 9/10 Tu mam trochę problem. Wokale są bardzo dobre. Namacalne, czytelne, całkiem przyjemne. Mam jednak wrażenie, że jakieś niuanse, emocje gubią. Czegoś brakuje, żeby wokaliści na 100% zmaterializowali się nam w pomieszczeniu. Iluzja nie jest pełna. Może barwa?. Podobnie pewien niedosyt pozostawiają instrumenty dęte.. Niektóre brzmią lepiej, niektóre gorzej. Czasem podobnie jak z wokalami czegoś brakuje. Wysokie/detaliczność - 9/10 Jest precyzja, detaliczność, metaliczność, ale nie pojawia się agresja (no chyba, że nagranie jest specyficzne). Struny gitar dźwięczne wybrzmiewają. Talerze robią wrażenie. Dużo się dzieje. Jest angażująco i elektryzująco. Słyszałem już jednak wysokie tony bardziej dopieszczone, z jeszcze większą ilością wybrzmień i szeleścików (choć niekoniecznie brzmiały tak efektownie jak z Bowersów). Dobry kompromis między wyostrzeniem a wydelikaceniem. No i jest niezwykle czysto. Prawie perfekcyjnie czysto. Muzykalność/komfort odsłuchu - 8/10 Tu miałem obawy. Problem z większymi 706 miałem taki, że mimo pewnych fenomenalnych zalet, ciężko ich było słuchać przez dłuższy czas. Ich emocjonujący przekaz szybko męczył. Z 707 jest na szczęście inaczej. Nie tylko da się na nich posłuchać płyty w całości, ale ma się ochotę sięgnąć potem po następną. Żeby była jasność. Bowersy nie grają relaksująco. Grają szybko, lekko, szczegółowo, ale dzięki czystości i dobremu balansowi, nie męczą. Można dużo usłyszeć, ale się przy tym nie natrudzić. Ani nie trzeba się wsłuchiwać, ani bronić przed przekazem zbyt nachalnym. Bez klimacików, ale rzetelnie. No i rozrywkowo. Ogólnie super kolumny. Jedno z moich ulubionych brzmień. Mocny konkurent dla Menuetów. Bez tej magii i fenomenalnej szybkości, ale za to z lepszym basem. Tylko dla kogo. Albo dla bogaczy, którzy potrzebują markowych kolumn do sypialni czy gabinetu. I takie dostają. Z uznanym logo, świetnie wykonane i profesjonalnie nastrojone. Z dźwiękiem efektownym, ale bezpiecznym. Takim, któremu można zaufać, że tak właśnie dobre kolumny powinny grać. Ale taż dla audiofilów, którzy znudzili się gonieniem króliczka i stwierdzili, że wystarczy im brzmienie pełne obiektywnych zalet i nieprzekombinowane. Szczegółowe, szybkie, czyste, precyzyjne, zabawne, ze świetną przestrzenią, niezłą barwą i dobrym motorycznie basem. Faktycznie 707 są lepsze niż 706. Przynajmniej "faktycznie" dla mnie. A kosztują 4000 zł. Cholernie dobre Hi-Fi może być dostępne. I tym optymistycznym akcentem...
  3. Kolejny test czas zacząć. I to test specjalny, bo kolumn CAŁKOWICIE polskiej produkcji! Wszystko polskie: projekt, montaż, obudowa, nawet przetworniki!. Tylko nazwa jakaś taka... Brooklyn. To już nie ma ładnych nazw polskich dzielnic? Nie wiem, np. Praga. Minus za brak konsekwencji;) Producent jeszcze mało znany. Nic sensownego nie chciało mi wyskoczyć w wyszukiwarce, gdy wpisałem "Kultura Dźwięku - Brooklyn". Ale to nic. Ważne, że kolumny ciekawe konstrukcyjnie, atrakcyjne wzorniczo, bardzo solidne i jeszcze ponoć dobrze brzmiące. No i przyzwoicie wycenione. 4200 zł za tak duże, skomplikowane paczki w naturalnym fornirze, to chyba niezbyt drogo. Jeszcze korzystniej cena wypada, gdy kupimy je z firmowymi standami (to właściwie podstawowa opcja) - 4500 zł. CDN
  4. Czas na Heco. Dlaczego akurat ta firma przyciągnęła moją uwagę? Pytanie powinno brzmieć: dlaczego tak późno? Powodów do zainteresowania się wyrobami niemieckiej grupy Audiovox miałem bowiem sporo. Po pierwsze, miałem już styczność z Heco i ich Aurory zrobiły na mnie jak najlepsze wrażenie. Po drugie, właśnie za sprawą tego udanego modelu, Heco ma ogólnie dobrą opinie na forach. Po trzecie, z Heco współpracuje jeden z najbardziej znanych (i uznanych) konstruktorów kolumn, czyli Karl-Heinz Fink, którego firma szczyci się solidnym zapleczem naukowo-badawczym, co dla mnie jest zawsze argumentem na plus. Po czwarte, jeden z modeli Heco - flagowy The New Statement - posiada nasz forumowy kolega Bogusław i chyba bardzo je sobie chwali, bo powymieniał już TIR-a sprzętu, a Heco jak u niego stały, tak stoją nadal (no chyba, że chodzi o te 50 kg wagi i dlatego są nie do ruszenia;). I po piąte, produkty Audiovoxa są uznawane, za bardzo konkurencyjne - ponoć grają lepiej niż miałaby na to wskazywać ich cena (przynajmniej tak naucza nasz forumowy guru S4home). Zważywszy na powyższe, jakbym nie spróbował, to byłbym ciężkim frajerem. Zamówiłem model podstawkowy, bo ostatnio z małymi kolumnami bardzo się lubię. A wygląda on tak: CDN
  5. Dzięki uprzejmości kolegi @nowy78 mogłem sobie pozwolić na całkowicie niespodziewany, ale zarazem jakże pożądany Kraftest. Będę miał okazję posłuchać cieszących się znakomitą renomą kolumn tajwańskiego Ushera. I to nie byle jakich, bo "berylowych" 718-stek. Już po zdjęciach widać, że będzie "grubo";) CDN.
  6. Postanowiłem wykonać skok na głęboką wodę. Tak się złożyło, że mam akurat u siebie cztery monitory mniej lub bardziej pasujące do grania w 25-metrowym pomieszczeniu. Szkoda byłoby nie skorzystać z okazji do ich bezpośredniego porównania i opisania swoich wrażeń, bo podobna się już pewnie nie powtórzy. No to korzystam. Już na wstępie miałem problem, jak nazwać ten wątek. Najczęściej kryterium doboru kolumn do porównania jest ich cena i to ona (lub pewien zakres cenowy) gości najczęściej w tytule. Z tym jednak kłopot. Raz, że rozstrzał cenowy spory. Dwa, że dwie konstrukcje już nieprodukowane, więc trudno ustalić ich wartość w stosunku do konkurentów. Wymyśliłem zatem tytuł "Supermonitory". Na wyrost? Nieadekwatny? Niekoniecznie. Każda z czterech konstrukcji w jakim aspekcie (lub nawet kilku) na niego zasługuje. Albo sławą, jaką się cieszy. Albo gabarytami i rozwiązaniami technicznymi. Albo jakością wykonania. Albo ogólnym stosunkiem ceny do jakości. Dla mnie wszystkie są już na dzień dobry super. Kwestią pozostaje jednak, jak grają w stosunku do rywali, jakimi zaletami się wyróżniają. I to postaram się ustalić w teście. Od lewej (albo od prawej - zależy jak stoją): KEF LS50, Usher BE-718, Heco Celan Revolution 3 i YB Bise XL cdn.
  7. W kolejnym Krafteście dzieło śląskiej YB. Firmy dobrze znanej w światku, choć właściwie nieobecnej w głównym nurcie audiofilskich środków przekazu - konsekwentnie i z powodzeniem stawiającej w promocji na marketing szeptany. Sam się o niej parę lat temu dowiedziałem w "szemrany" sposób. Podczas lektury naszego forum natrafiłem na zdjęcia bardzo pięknych kolumn kolegi Audiowita, które okazały się być wyrobem właśnie tej manufaktury (do tego gorąco polecanej przez wspomnianego użytkownika). Przyjrzałem się firmie bliżej i przyznam, że zrobiła na mnie duże wrażenie. Eleganckie projekty wzornicze, profesjonalne zdjęcia produktów, sensownie zredagowana strona internetowa. Wtedy jeszcze nie byłem mentalnie gotów na bliższe spotkanie z jej wyrobami, ale ziarenko zostało zasiane. Parę miesięcy temu wykiełkowało i w konsekwencji kolumny YB zagościły u mnie w domu. Trochę przypadkowo (dostępność), a trochę planowo (cenione przeze mnie przetworniki) padło na model Bise XL, monitory z podstawowej serii producenta noszącej nazwę Air. Seria podstawowa, ale już w niej znajdziemy dobre głośniki, wysmakowane projekty, dobrą stolarkę i eleganckie detale. Do tego w niewygórowanych cenach (jedna z zalet wybranej formy promocji i modelu biznesowego pomijającego pośredników). cdn.
  8. Dawno nie było żadnego Kraftestu;) Przynajmniej podłogówki. No to jest. I to największej, jaką miałem okazję u siebie mieć - Impuls Audio Lightstorm. Dotychczas największe były chyba Bowersy 603. Ich skrzynie miały 985x190x340 mm (bez plinty). Impulsy mierzą 980x225x330 mm. I te parę centymetrów więcej szerokości przedniej ścianki robi różnicę. Dzięki nim Lightstormy wyglądają naprawdę imponująco. Czy ta wizualna potęga będzie miała odzwierciedlenie w adekwatnym brzmieniu? Oto jest pytanie. cdn.
  9. Niespodziewanie zjawił się u mnie kolejny pretendent do zajęcia miejsca Diamondów 25. Po sporej grupce kolumn wyprodukowanych przez rynkowych potentatów (B&W, Elac, KEF) postanowiłem spróbować czegoś innego. I to podwójnie. Raz, że kolumn z wyższej półki cenowej, dwa, że konstrukcji niszowej, przygotowanej przez niewielką manufakturę. poznańską firmę Impuls Audio. Wybór akurat tej firmy był, przyznaję, dość przypadkowy. Na informację o niej natrafiłem przeszukując internet w innej sprawie, a impulsem do bliższego zapoznania się z jej wyrobami była nieodległa lokalizacja, ułatwiająca kontakt. Po krótkich ustaleniach z właścicielem firmy, panem Sławkiem Chimczakiem, wybrałem z dostępnych opcji model Lagune - zgrabną podłogówkę o niebanalnym kształcie, wyposażoną w dwa (też niebanalne - ale o tym potem) przetworniki SB Acoustic z linii Satori. Kolumny odpaliłem dzisiaj i na razie powiem tylko tyle, że czasem warto zdać się na przypadek;) CDN
  10. Na początku następnego tygodnia zjawią się u mnie długo oczekiwane Audio Physic Classic 5. Dlaczego własnie one? Od pewnego czasu chodziła za mną chęć wypróbowania klasycznej dwugłośnikowej podłogówki w angielskim stylu. Czegoś w rodzaju podłogówek Spendora, Grahama, ProAca czy Kudosa. Wiadomo, Audio Physic angielski nie jest, ale Classicom 5 do wymienionych Brytoli chyba niedaleko - nawet technika głośnikowa pasuje, bo trąci skandynawskimi koneksjami. Traf chciał, że zanim nadarzyła się okazja do wypożyczenia Classiców, zagościły u mnie, podobne koncepcyjnie, Impuls Audio Lagune. I bardzo mi się spodobały, podsycając jeszcze apetyt na test niemieckich kolumn. Zwłoka w odsłuchach okazała się w sumie nawet szczęśliwa, bo piątki ostatnio bardzo potaniały. Już nie kosztują 7500 zł za parę, ale jedynie 6000 zł. Nie mogę się doczekać, kiedy je podłączę. Coś tam, czego się spodziewać już wiem, bo miałem okazję w sklepie posłuchać krótko Classic 8. Na tle nielichej konkurencji wypadły wówczas najciekawiej. Tylko odsłuch sklepowy obarczony jest dużym ryzykiem błędnej interpretacji, więc trzeba podchodzić do niego z dystansem. Domowy test wszystko wkrótce zweryfikuje. CDN
  11. Zamówiłem na testy kolejne kolumny. Już niedługo będę miał okazję przesłuchać Fyne Audio F501. Ten odsłuch to będzie na swój sposób podróż sentymentalna, albo raczej domknięcie drzwi w historii sprzed lat. Otóż dawno temu, gdy wybierałem dla siebie nowe kolumny do zastąpienia Monitor Audio Bronze BX6, kolega @S4Homepolecał mi gorąco kolumny Tannoy XT8F. Wszystko pięknie, za wyjątkiem tego, że kolumny z tej serii kompletnie mi się nie podobały. Raz, że były wówczas oferowane tylko w dwóch okleinach, akurat nie pasujących mi do wystroju wnętrza. Dwa, że na zdjęciach prezentowały się zbyt odpustowo - te wszystkie błyszczące pierścienie i ozdóbki... nie mój gust. Trzy, że postrzegałem je jako po prostu niezgrabne - złe proporcje, dziwaczne podcięcie przy podstawie - projekt zrobiony zupełnie bez wyczucia. Choćby nie wiem jak grały, to ich nie chciałem. Skuszony dobrymi opiniami postanowiłem jednak posłuchać ich w sklepie. A co mi tam. O dziwo, na żywo zrobiły dużo lepsze wrażenie niż na zdjęciach, fornir, prawdziwy metal - wcale nie sprawiały wrażenia tandety. Niestety bryła pozostała, więc i tak byłem na nie. Co do odsłuchu, to niewiele już z niego pamiętam, ale na tle słuchanej równolegle konkurencji (m.in. Monitor Audio Silver 8 i Sonus faber Toy Tower) zaskoczyły mnie bardzo odsuniętymi wokalami. Wtedy mi się to nie spodobało, nie trafiły w mój ówczesny gust zielonego szczypiorka;) Teraz jednak przestrzeń, szczególnie ta w głąb, to jedna z cech, których w brzmieniu poszukuję. Myślę, że mógłbym obecnie to brzmienie zupełnie inaczej odebrać. Wówczas się nie zdecydowałem na XT8F, ale zażartowałem, że jak Tannoy wypuści następcę tej serii (w domyśle, coś ładniejszego;), to spróbuję podejść do tematu ponownie. Jak wiemy Tannoy klepie XT8F nadal i nic nie wskazuje na rychłe pojawienie się nowej generacji tych kolumn. Za to pojawiła się na rynku konstrukcja, którą z pewnym przymrużeniem oka, możemy za takowego następcę uznać - właśnie Fyne Audio serii F500. Dla mnie estetycznie znacznie bardziej akceptowalna, więc nadszedł czas na danie Tannoy-owi/Fyne Audio drugiej szansy i odsłuchanie starej/nowej kolumny ponownie, tym razem już u siebie w domu. CDN
  12. Kolejny test czas zacząć. I to test wyjątkowy, bo po raz pierwszy zagości u mnie kolumna z najwyższej półki. Może nie cenowo, bo okolice 10 000 zł za monitor nie są jeszcze uważane jest hi-end, ale reprezentująca na pewno techniczny i konstrukcyjny top. Sedan 9 przynależy bowiem do najlepszej serii kolumn Quadrala zwanej Aurum. Nie tylko przynależy formalnie, ale i praktycznie, bo wykorzystuje te same podzespoły, których użyto w najdroższych modelach tej serii Titan i Montan (Titan kosztuje prawie 60 000 zł, więc już zdecydowanie hi-endowo). Dlaczego w ogóle Quadral? Wyroby tej firmy od dawna mnie ciekawiły. Dokładniej od 2008 roku, gdy buchnąłem ze sklepu katalog* dystrybutora i zobaczyłem w nim niecodzienne kolumny przynależące do 7. generacji serii Aurum. Nie dosyć, że wyglądały odlotowo, to jeszcze nosiły tajemnicze starożytne imiona. Jak nic muszą grać mistycznie - pomyślałem. Serii Aurum przyglądałem się także w kolejnych odsłonach, aż do aktualnej 9-tej, ale nigdy nie traktowałem ich jako potencjalnych kolumn dla siebie. Raz - cena, dwa - gabaryty. Tak myślałem, aż poszedłem po rozum do głowy i stwierdziłem, że jak nie podłogówek, to może spróbuję chociaż monitorów. Cena (prawie) znośna. Gabaryty OK. No to do dzieła. Spełnijmy młodzieńcze marzenie! I sprawdźmy przy okazji, jakiej klasy dźwięk potrafią wygenerować hi-endowe podzespoły. * mam go nadal. CDN
  13. Jadą już do mnie kolejne kolumny. Po zapoznaniu się z ofertą rynkowych potentatów, a także zakosztowaniu wyrobu polskiej manufaktury, przyszedł czas na coś pośredniego. Kolega @S4Home od dawna "wciska" mi Opera Grand Mezza, więc postanowiłem w końcu przekonać się, czy słusznie je tak zachwala. Sama firma ciekawa. Proszę wymienić trzech włoskich producentów kolumn? Sonus faber, Chario, Opera. Jak firmę wymienia się jednym tchem z Sonus faberem, to już jest nieźle. Stylistyka zresztą zbliżona: skóra, drewno i - podobnie, jak u Sonusa - skandynawskie przetworniki. Do tego produkcja na miejscu we Włoszech. Na dzień dobry robi się już całkiem audiofilsko. Strona internetowa bardzo elegancka. Już miałem poczuć się "prestiżowo", ale wrażenie popsuły dziwaczne błędy merytoryczne w opisach kolumn. Nie wiem, czy to wersja próbna strony, ale tak zdecydowanie nie powinno być. Un piccolo scandalo. Oferta firmy dość skromna. Prawdziwie na poziomie kolumnowej manufaktury. Zaledwie osiem modeli pogrupowanych w dwie serie: Classica i Callas. W sumie dobrze. Bardziej ekskluzywnie. Stylistyka oferowanych kolumn jest bardzo spójna. Najdroższe i najtańsze modele zaprojektowano z podobnym pietyzmem. Najciekawsze jest jednak to, że mimo podobieństwa wizualnego, poszczególne kolumny są zbudowane według odmiennych pryncypiów. Środkowa Seconda ma obudowę zamkniętą. Pozostałe są bas-refleksami. W Grand Callas, Diva i Quinta mamy polipropylen na średnicy i aluminium na basie. W Seconda aluminium w konstrukcji 2,5-drożnej, a w Grand Mezza też polipropylen, ale dla odmiany na basie, a na średnicy papier. W Callas, Prima i Mezza odpowiednio w midwooferze: polipropylen, aluminium i papier. Spora różnorodność. Konstruktor nie jest z pewnością fanatykiem stosowania takiego, a nie innego materiału na membrany;) A tak się prezentują zamówione Opery. No to czekam na dostawę. CDN
  14. PIONEER N-50AE Wszystko mający strumieniowiec Pod mój dom trafił kolejny strumieniowiec do testowania. Tym razem japońskiej firmy Pioneer o oznaczeniu 50AE. W ofercie Pioneera znajdziemy aż 4 odtwarzacze sieciowe. Można powiedzieć, że po zeszło rocznych modelach firma naprawdę się w tym specjalizuje. N-50AE to model drugi od góry a zarazem referencyjny, na który najmocniej stawia Pioneer. Model topowy N-70AE jest jednak znacznie droższy. Zacznijmy może od tego w co wyposażony jest nasz nowy streamer. FLARECONNECT Technologia multirumu opracowana przez Blackfire Research. Każde urządzenie które jest wyposażone w tą technologie może między sobą przesyłać dźwięk. Żadna filozofia? Otóż FlareConnect daje możliwość przesyłania między urządzeniami sygnału formatów bezstratnych. Dodatkowo na przykładzie naszego N-50AE. Jeśli będę miał do niego wpięty DAC - USB i przesyłał muzykę w komputera, mogę dalej przesłać ją po sieci do innego urządzenia wyposażonego w tą technologie. Zatem mini głośniczek w kuchni, który nie ma nic oprócz sieci zyskuje podłączenie komputera, TV itp. Wszystkie źródła, w które jest wyposażony N-50AE oraz wszystkie źródła, które możemy do niego wpiąć do licznych gniazd wejściowych możemy przesyłać dalej! Obecnie z tej technologi korzysta cały koncern Onkyo & Pioneer Corporation. Więc wybór urządzeń jest spory. A jeśli będzie to nadal rozbudowywane i wykorzystywane przez inne firmy będzie jeszcze lepiej. DTS PLAY-FI Analogiczna funkcja multiroom jednak opracowana przez firmę DTS. Na chwilę obecną nieco więcej firm wprowadziło do swoich systemów tą właśnie funkcjonalność i tu oprócz Onkyo i Pioneera znajdziemy np. Definitive Technology. A po przejęciu przez Sound United D&M daje nam to na prawdę szeroką gamę produktów. AIRPLAY, SPOTIFY, TIDAL, DEEZER, TUNEIN RADIO Pozwólcie, że tych omawiać nie będziemy USB-DAC Wspierające zarówno sygnały HiRes jak i DSD. Sprawdziłem Początkowo podpinając odtwarzacz pod komputer uzyskałem komunikat, iż urządzenie nie zostało zainstalowane. Bez paniki. W instrukcji jest napisane, trzeba skorzystać z sterownika dostępnego na stronie internetowej. Pomogło. Urządzenie z 32 bitowym DACiem ESS Sabre wspiera ASIO WEJŚCIA USB W instrukcji widnieje informacja, że trzeba korzystać z pamięci sformatowanych w FAT32. Musiałem to sprawdzić. Nie wiem czy to kwestia aktualizacji, czy jednak bezpieczeństwo w pisaniu instrukcji przez producenta ale NTFSowy dysk 1 TB został odczytany bez problemu. Mało tego. Przeglądanie folderów jest bardzo szybkie. Zarówno z poziomu pilota jak i aplikacji na Android. CHROMECAST BUILT-IN Ten opis zostawiłem na koniec. Bardzo użyteczna technologia. O co boimy się kupując odtwarzacz sieciowy? Będzie tracił na wartości ze względu na ciągle zmiany w serwisach streamingowych, dodawanie kolejnych itp. Wtedy urządzenie na dziś dzień aktualne przestaje być użyteczne. Dzięki Chromecast Biult-In nie musimy sięo to martwić. Ciągle rozwijane przez google CAST raczej nie zastopuje. O co chodzi w technologi? Zakładając, że nasz N-50AE nie jest wyposażony w jakiś serwis sieciowy, a wspiera Googlowski CAST, możemy dzieki temu przesłać treści do naszego playera. Sprawdziłem to na przykładzie Spotify (którego N-50AE oczywiście ma) i na zdjęciach widać kiedy korzystam z natywnego Spotify a kiedy z technologi Cast. Napotkałem jednak pewien problem przy aplikacji YouTube. Mianowice jej nie udało mi się zCASTować do N-50AE. Aplikacja widzi telewizor a nie widzi playera. Czysto teoretycznie powinienem móc słuchać jakże potrzebnej muzyki z YouTube (taka moda ostatnio) właśnie na mojej sieciówce. Będę to sprawdzał dokładniej. Jednak sama technologia pozostawia nam aktualne urządzenie na bardzo długi okres. DŹWIĘK Dochodzimy do sedna tego urządzenia czyli jak radzi sobie podczas grania. Prawdę mówiąc, dobrze..... ba bardzo dobrze. Moim zdaniem przy takim wyposażeniu i funkcjonalności i adekwatnej cenie mamy do dyspozycji świetny dzwięk. Dzwiek przez spotify nie jest natarczywy, basy są odpowiednio miękkie chodź nie jest to player prezentujący geste obfite ciężkie granie. Środek jest bardzo czytelny. Bardziej w kierunku naturalnego. Nie ma ani ciepłoty ani suchości. Wokale są na miejscu. Góra jest dokładna, nie ostra, daleka od ciepłej. Całość sprawia wrażenie spójnego dźwięku dokładnego i bardzo czystego. Co ciekawe poziom grania przez sieć jest na prawdę wyjątkowo dobra. Dźwięk przez USB i DAC jest tylko niewiele lepszy. Możliwe że to z powodu testowania na plikach FLAC a nie samego interfejsu. Piotrek
  15. Hej, odebrałem wczoraj głośniki Microlab Solo7c, podłączyłem do laptopa (zintegrowana karta muzyczna) i jestem... zawiedziony. Basy są bardzo mocne (nawet po zredukowaniu ich do wartości ujemnych), a treble (nawet podbite) są bardzo słabe (gitare bardzo słabo słychać). Muzyka klasyczna jest czysta - nie mam zarzutów. Czy istenieje jakiś sposób na obiektywne sprawdzenie, że basy są za mocne (a treble za słabe), czy odesłać na gwarancję? Pozdrawiam
  16. Cześć Zastanawiam się nad zakupem płyty testowej do gramofonu. Nurtuje mnie parę pytań, a mianowicie: 1. Czy jest sens zakupu takiej płyty? 2. Jakie są różnice (materiał dźwiękowy/testy) między wydaniami różnych producentów takich płyt? 3. Czy taka płyta jest potrzebna w zasadzie tylko podczas kalibracji wkładki lub ramienia gramofonu? 4. Jeśli rzeczywiście jest niezbędna, to konkretnie jakie warto zakupić (producent/typ)? 5. Czy takie płyty warto co jakiś czas wymieniać, czy to jest bez znaczenia? I to już chyba wszystkie moje dylematy związane z płytą testową Serdecznie pozdrawiam.
×
×
  • Utwórz nowe...