Skocz do zawartości

Blues. Porozmawiajmy o korzeniach.


Miles

Recommended Posts

Tak wiele we współczesnej muzyce zaczęło się od bluesa...
Zanim Jimmy Page i Robert Plant zarejestrowali "Whole Lotta Love", świat znał "You Need Love" Muddy Watersa...

Tak wiele we współczesnej muzyce jest powrotów do korzeni bluesowych...
Gary Moore odszedł z tego świata nie jako hardrockowy wojownik,lecz jako ten,który nagrał "Still Got the Blues"...

No ale dobra,nie będziemy tu przecież "fizolofować". Czas na konkrety.

Nowa płyta Joe Bonamassy " Blues of Desperation" jest znakomita. Zyskuje z każdym kolejnym przesłuchaniem. Oplata mnie jak blu(e)szcz. Kiedyś uważałem,że ten cały Bonamassa to jest jakiś taki zbyt idealny,zbyt poprawny w tej swojej muzyce. Niniejszym odszczekuję. To rasowe granie. Jest pomysł,jest finezja,są smaczki,jest po prostu dobra muzyka. Nie ma bezsensownych popisów (a mógłby! ), nie ma w tej muzyce pretensji do bycia czymś więcej,no i najważniejsze: nie ma nudy! Kupując ten album warto dołożyć parę złotych do wersji deluxe - zyskuje się w książeczce przegląd części kolekcji zabytkowych gitar Bonamassy. Robi wrażenie. Ciekawe,że ta prezentacja ma "vol.2" w tytule. To znaczy gdzie ten "vol.1"? Przy poprzednim albumie? Tamtą płytę kupiłem w "zwykłej" wersji...
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Miles z tematem wstrzeliłeś się w "10". Tego mi brakowało. A tak nawiasem mówiąc zastanawiam kto z pokolenia 20-30 latków słucha obecnie bluesa. Mam wrażenie, że w naszym kraju blues jest trochę traktowany po macoszemu.
Nie będę tutaj truł jak wychowywałem się na bluesie, bo będą to wspomnienia bardziej o charakterze kombatanckim dlatego przechodzę do rzeczy, a właściwie do wywołanego przez Ciebie Bonamassy.
Poleciłbym dla wzrokowców i słuchowców płytkę wydaną na Blue - Ray'u "Joe Bonamassa London 2013 - Tour de Force live in London". Świetny koncert z Royal Albert Hall, można rzec składający się z dwóch jakby części. Nie będę opisywał wrażeń muzycznych, namawiam natomiast do zakupu. Płyta wydana też na nośniku DVD.
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z bluesem jest trochę tak,że w ogólnym,powiedzmy "społecznym" odbiorze,jest to taka sama nisza jak country,poezja śpiewana itp.
Tymczasem z punktu widzenia teorii muzyki rola gatunku - jak sygnalizowałem w zagajeniu - jest zapewne o wiele większa. Piszę "zapewne",bo muzykologiem nie jestem.No i przede wszystkim nie tylko o teorię tu chodzi. Dlaczego wielu dojrzałych muzyków rockowych zwraca się z czasem do bardziej organicznego,bluesowego grania? Może po latach poszukiwań i grania skomplikowanych form dochodzą do wniosku,że blues jest bardziej szczerą i prawdziwą formą wypowiedzi? Tego nie wiem,sam jednak w coraz większym stopniu dostrzegam w bluesie ten sens,którego czasem brakuje gdzie indziej,gdyż zatracił się w formie...

Przepraszam jeżeli powyższy akapit wyszedł nazbyt "jajogłowo" icon_wink.gif


Osobiście koncertów na DVD nie oglądam,musiałbym jakoś poprawić brzmienie mojego "video" w kierunku "audio". Za to ostatnio z obfitego dorobku Bonamassy nabyłem nagrany wspólnie z Beth Hart album koncertowy "Live in Amsterdam" (w wersji audio). Podoba mi się jak Beth śpiewa te wszystkie klasyczne utwory mając Joe u boku. Pasują do siebie. Scenicznie ma się rozumieć.

Jedyny problem z Bonamassą jest jak dla mnie taki,że gość tak dużo wydaje muzyki,iż ciężko jest mi się czasem połapać w tym wszystkim. Klęska urodzaju. Na szczęście ten gitarzysta chyba zawsze trzyma poziom,więc ryzyko zmarnowania pieniędzy przy zakupie jego płyt oceniam jako znikome.
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Faktycznie Bonamassa jest wyjątkowo płodny.
Oczywiście ja nie słucham Bonamassy tylko na DVD, choć tor wideo mam skonfigurowany dosyć rozsądnie, oczywiście wersja stereo.
W zbiorach mam płyty na CD i na winylu, m.in. winyl ze wspomnianą przez Ciebie Beth Hart " Don't Explain". Faktycznie tworzą świetny duet.
Co do wspomnianej płyty na Blue- Ray warto choćby zobaczyć na jakich fajnych - starych instrumentach grany jest blues, włącznie z tarką. icon_smile.gif
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rzeczywiście,z tego punktu widzenia ciekawie było by w warunkach domowych podpatrzeć stronę wizualną koncertów które mam na płytach.

Dziś w odtwarzaczu jeden z moich ostatnich nabytków: Devon Allman " Ragged and Dirty". Tak,Devon jest z "tych" Allmanów (syn Gregga).
Płyta pierwszorzędna : świeże gatunkowe granie,muzyka idealna na słoneczne niedzielne przedpołudnie i nie tylko. Ciekawe,że uwagę na ten album zwróciłem pod wpływem instrumentalnego utworu " Midnight Lake Michigan",który to zasłyszałem z rok temu w radiowej audycji "3 wymiary gitary" prowadzonej w Trójce przez Piotra Barona. Ową audycję również polecam fanom bluesa - zawsze znajdzie się tam jakiś bluesior, a z uwagi na fakt,że jest nadawana między 13.00 a 14.00 czyli w środku dnia,jest ona dla mnie taką kojącą blues - rockową wyspą w codziennym zgiełku.
Zamieszczam fotkę płyty,choć w byle sklepie to jej raczej nie kupicie... icon_wink.gif

DSC01446.jpg

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 month later...
Z pewnym opóźnieniem,bo to żadna nowość,nabyłem ostatni album Roberta Planta "lullaby and... The Ceaseless Roar".
No tytuł mało chwytliwy,fakt. Muzyka za to jest pierwszorzędna. Naturalnie trudno przylepić tym nagraniom jakąkolwiek etykietkę - nie jest to czysty blues,rock itp. To jest Plant.
Artysta w świetnej formie,szukający w muzyce...magii - takie odnoszę wrażenie.
To piękne,że Robert Plant, który mógłby do końca życia opływać w luksusy odgrywając stare klasyki Zeppelinów wciąż szuka swojej prawdy w muzyce.
Album brzmi świeżo,niezwykle wciąga i czaruje. Jednocześnie nie jest to płyta którą mógłbym odtwarzać "w tle" - gdy ląduje w odtwarzaczu odczuwam potrzebę skupienia i należnej celebry.
Gorąco polecam - dla mnie pozycja obowiązkowa.

DSC01446.jpg

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie bardzo wiem Fran_otto jaki cel ma Twoja wypowiedź. Czy ma ona nas przekonać do słuchania bluesa, czy też nosi ona charakter instruktażu jak oddziaływać na kobiety.
Wątek ten, przynajmniej jak dotychczas, nie gromadzi gimnazjalistów, których trzeba przekonywać do tego gatunku muzycznego i pisać im o wrażeniach jakie osiąga się ze słuchania, czy ew. grania tego rodzaju muzyki.
O ile rozumiem intencje „ojca założyciela” tego tematu bardziej chodziło mu o podzielenie się wrażeniami dotyczącymi ciekawych płyt, twórców, ew. historii bluesa niż wypisywanie pustych, nic nie wnoszących wypowiedzi.

Wracając do tematu.

Miles zaciekawiłeś mnie tym albumem Planta. Jakoś nie wpadł mi w ręce. Inna sprawa, że ostatni okres twórczości Planta, szczególnie na spółkę z Jimmy Page jakoś mi nie przypadł do gustu, mnie staremu zeppelinowcowi.
Natomiast wpadł mi w ręce wydany, dosyć dawno bo w 2012 roku dwu płytowy winyl Buddy Guy'a. Jak zwykle majstersztyk w wykonaniu mistrza. Ciekawostką edytorską jest, to że winyle są kolorowe - jest to wersja limitowana.
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Belfrze, wstyd się przyznać,ale nie mam żadnej płyty Buddy Guy'a na półce. Cóż,niebawem zapewne nadrobię ten brak,tylko chwilowo staram się troszkę ograniczać zakupy płytowe,bo zauważyłem,że ja to bym chciał mieć wszystko od razu; jednakże samej arcyważnej klasyki wybranych gatunków jest tyle,że trzeba lat by w tym wszystkim dobrze się zorientować (no i obkupić). Już poupychałem do schowków sklepów internetowych Buddy'ego,Muddy'ego i innych. Teraz będę sobie reglamentował,bo chcę wreszcie zaoszczędzić na wymarzony gramofon. A dorobek mistrzów bluesa okazałym jest icon_smile.gif
Co to za album Buddy Guy'a na winylu nabyłeś? Będzie foto?
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Milesie, ba gdyby tak mieć wszystko to co lubimy, to musielibyśmy mieć nie lada zasoby finansowe i olbrzymie pomieszczenia do przechowywania naszych nagrań. Ja od lat robię ostrą selekcję, która często wykonywana jest w sposób pochopny. Stąd też co najmniej dwukrotne pozbycie się pokaźnej kolekcji winyli.
Co do płyty Buddy Guy'a, to jest to album "Live At Legends" - zawierający nagrania koncertowe z 2010 roku i trzy nagrania studyjne (strona B - płyta druga). Są tam m.in. utwory Hendrixa, Muddy Watersa, Johny Lee Hookera.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg


Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ja od siebie poleam ostatni album Claptona icon_wink.gif Facet wg mnie dopiero teraz wrocil na dobre. Wczesniej jeszcze swietny album live z Wyntonem Marsalisem. Blues na najwyzszym poziomie! A wracajac do Bonamassy to ja w pewnym momencie tez widzialem juz tylko ten caly jego marketing, ale teraz zyskal na autentycznosci na dobre... niesamowita plyta.
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 month later...
Cytat

Miles z tematem wstrzeliłeś się w "10". Tego mi brakowało. A tak nawiasem mówiąc zastanawiam kto z pokolenia 20-30 latków słucha obecnie bluesa. Mam wrażenie, że w naszym kraju blues jest trochę traktowany po macoszemu.


Witam serdecznie, bardzo ciekawy watek.
Na wstepie sorry za brak polskiej czcionki.
Chcialbym sie odniesc do przytoczonej wypowiedzi zamieszczonej kilka miesiecy temu, ze jakoby mlodsze pokolenie nie slucha bluesa. Przy okazji tez zwrocic uwage na istniejaca w polsce scene bluesowa z jej podporami zaczynajac od Nalepy, Skrzeka, Wierzcholskiego, Skibinskiego itd.itd. jak i "polskiego nurtu bluesa", bo nasi wykonawcy nie ustepuja klasie zagranicznym.
Alez owszem, w naszym kraju blues ma sie co najmniej dobrze, festiwale Rawa organizowane przez Irka Dudka, to tylko jaskrawszy przyklad. Jest mnostwo lokalnych miejsc, mam na mysli kluby, puby, plenerowe cykliczne imprezy i to calkiem preznie dzialajace, napedzanych przez Pasjonatow i Krzewicieli Bluesa, gdzie graja swiatowe gwiazdy, jak i kapele ktore graja tylko "hobbystycznie" ( a pozniej jezdza z trasa, a co oferuja, to nie tylko odgrzewane standardy ale i ich wlasne kompozycje) Zapewniam ze atmosfera jest wspaniala obcujac z bluesem na zywo. Bywam, kiedy jestem w Szczecinie we Free Blues Club gdzie Blues jest w atmosferze. Bywam tez w blues Club w Gdyni - cos wspanialego. Zreszta chyba takie kluby zapewniaja wlasciwe brzmienie tego rodzaju muzyce. W filmie "Blues Brothers" chlopaki zagrali nawet w klubie country. :)czym sie to skonczylo widzowie wiedza. Ale do sedna...
Kto choc raz byl na takim klubowym koncercie, moze zobaczyc obrazek gdzie mlodziez (nie mowie o podchmielonych podrostkach) przyszla swiadomie, nie rzadko znajac na wskros repertuar wykonawcy. Naprawde nierzadki to obrazek, wiec jest w tym narodzie nadzieja icon_smile.gif i ja tez mam nadzieje, ze podnioslem na duchu tym postem.
PS.Niechaj bedzie ten blues takim jakim jest, nisza "traktowana po macoszemu", mlodziez cos takiego bardziej przyciagnie icon_wink.gif

pozdrawiam serdecznie audioforumowiczow
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Od kołyski jestem fanem twórczości Tadeusza Nalepy. Pierwsze winyle które w wieku 8-10 lat odsłuchiwałem na gramofonie ojca to były m.in.nagrania Breakoutu. Po latach szacunek jakim darzę twórczość tego muzyka jeszcze wzrósł - mając znacznie większe osłuchanie tak w bluesie jak i w innych gatunkach stwierdzam, że płyty Tadeusza Nalepy nie odbiegają od tego co robiła reszta świata. Znakomita muzyka i tyle. Nic się nie starzeje.
Oszczędna gitara i stonowany wokal Nalepy potrafią wzbudzić wielkie emocje.

Kilka tygodni temu w radiu w ciągu jednego dnia usłyszałem kilkukrotnie "Modlitwę",jednakże w wykonaniu Grzegorza Markowskiego. To chyba była po prostu piosenka dnia. Ciekawe że po tym dniu utwór nie pojawia się na antenie,przynajmniej nie trafił na mnie.
Cóż,bardzo cenię Grzegorza Markowskiego,jego wersja omawianego utworu była bardzo dopracowana,ale...gdy słucham jak "Modlitwę" lub "Hołd" śpiewa Nalepa,to ciarki przechodzą mi po plecach. A tu nic. Wszystko pięknie,ale emocji brak. Może jestem zbyt przywiązany do oryginału...
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Miles,
Tak jest, Nalepa to korzenie bluesa w Polsce.
Pierwsza kasete zapis koncertu z zespolem After Blues (duet-swietni bluesmani ze Szczecina, ktorzy graja pospolu na perkusji) uslyszalem i juz mi tak zostalo. icon_smile.gif
Album Nalepy (2 plytowy) "To moj blues" jeszcze w szkole po prostu zdarlem, po latach nabylem gdzies nowa i juz ja tylko mam, mimo ze nie ma na czym sluchac icon_smile.gif, a obecnie slucham czesto nagran z tego wydawnictwa w samochodzie z innego nosnika. Prawdziwa przyjemnosc.
U mnie najpierw byl Nalepa, zas pozniej Breakout z racji pokolenia. Dopiero pozniej zaczalem odkrywac i konfrontowac to z innymi, swiatowymi wykonawcami i twierdze ze Breakout w pelni zasluguje na miano prekursora tego gatunku w naszym kraju. Bluesband z prawdziwego zdarzenia.
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Iggi,myślę że w naszym pięknym kraju dla wielu osób Tadeusz Nalepa znaczy dużo dużo więcej niż "Kiedy byłem małym chłopcem hej!". Całe szczęście. Ostatnio słuchałem "Flamenco i Blues" by po raz kolejny stwierdzić,że to kawał świetnego grania. Jako iż można powiedzieć,że to "późny Nalepa",miałem wrażenie,że obcuję z w miarę nowym albumem. Dopiero po chwili zreflektowałem się,że pierwszy egzemplarz "Flamenco..." miałem na kasecie. Zatem płyta relatywnie nowa,ale ... nie aż tak icon_biggrin.gif
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dla kronikarskiego porządku trzeba wspomnieć, że zaczynem do powstania Breacout była grupa Blacout. Wokalistą w niej był Stanisław Guzek, który po zmianie nazwy grupy i odejściu z niej zmienił nazwisko na Stan Borys. Zresztą to wszystko można sobie poczytać w necie. Breakout przez lata swojego istnienia często zmieniał skład. Trzeba wspomnieć, że przez grupę „przewinął się” m.in. Józef Skrzek i Włodek Nahorny.
Co do p. G. Markowskiego to nie cieszy się on moim szczególnym uznaniem. Ale to już inna sprawa, częściowo poza muzyczna i związana jest ze Z. Hołdysem.
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Usłyszałem gitarę...i natychmiast opętało mnie jej brzmienie!
Nie usłyszałem jej jednak siedząc wygodnie na sofie i słuchając płyty. Nie byłem też na koncercie. Dźwięki gitary dopadły mnie za pośrednictwem radiostacji,w ferworze dnia codziennego,w biegu,i natychmiast ogarnęło mnie to wspaniałe uczucie,że oto świat wokół wiruje a ja zatrzymałem się na jego uboczu i słucham wspaniałego grania...Redaktor Piotr Kaczkowski lubi robić mi takie numery. Jeden utwór,pośród popołudniowego zgiełku,a ja już wiem,że to jest TO granie. Miłość od pierwszego usłyszenia: Stevie Ray Vaughan.
Natychmiast zamawiam płyty tego gitarzysty nie szczędząc forsy i tylko myślę sobie,że wspaniały jest ten świat,bo całe życie można wciąż i wciąż odkrywać fascynującą muzykę...
...odpakowuję zawiniątko,pokazuję żonie: -Przystojny-zawyrokowała. -Czekaj aż usłyszysz jak gra!-odparłem. Uruchamiam płytę,jest wspaniale.
Nie nie jest to dla mnie niespodzianka - po tych kilku dźwiękach które usłyszałem przez radio byłem całkowicie pewien faceta. Pytam żonę o zdanie, bo jednak WAF jest ważny. Są płyty których mogę słuchać tylko gdy jestem sam w domu. Małżonce podoba się ta muzyka,i to bardzo. Zatem będę mógł się osłuchać do woli.
Jeżeli jest oprócz mnie jeszcze jakiś miłośnik blues-rockowego grania który nie zdążył dotąd zapoznać się z dorobkiem Stevie Ray Vaughana - niech tak jak ja czym prędzej naprawi swój błąd!
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Uuu, nie znac tego geniusza to... trzeba po prostu nadrobic i tyle! icon_biggrin.gif Ja ostatnio slucham tez Erica Gales'a. Szczegolnie poelcam wykonania koncertowe, bo brzmieniowo wypada to duzo lepiej niz na studyjnych albumach. Kolejny ,,wychowanek Hendrixa", ale na swiatowym poziomie, laczac z tym wszystkim tez elementy jazzu. Niesamowity wariat icon_wink.gif
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 weeks later...
  • 1 month later...
Nareszcie udało mi się dostać kompaktowe wydanie mało znanej płyty Breakoutu sprzed 20 lat - "Ballady". To w zasadzie kompilacja (jak sam tytuł wskazuje) plus coś nowego dla wiernych fanów. Musiałem to mieć, choć sam album znałem dobrze, gdyż nabyłem go przed 20 laty, tyle że na jedynym słusznym dla mnie w owym czasie nośniku - na kasecie. Stare ballady z Mirą Kubasińską chwytają za serce bardzo mocno, ale nowsze z Grażyną Dramowicz są równie piękne. Kiedy wraca się do takich nagrań kalejdoskop wspomnień jest nieunikniony...

DSC01446.jpg

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kolejne ważne dla mnie w ostatnim czasie nazwisko : Kelly Richey.

Dziewczyna świetnie gra na gitarze, śpiewa, często także pisze swoją muzykę.

Szkoda tylko że jej płyty - jak tysiące innych świetnych tytułów z "Ameryki" - nie są u nas zbyt łatwo dostępne. Słuchając audycji radiowych moich ulubionych prezenterów jak choćby niezastąpiony Wojciech Mann dochodzę do wniosku, że prawa rynku są bezlitosne, bo importujemy zza oceanu tylko główny nurt i największe nazwiska. Oczywiście w dobie internetu takie problemy dużo łatwiej rozwiązać - nie jest konieczne posiadanie cioci w U.S.A.

Link do strony artystki:

https://kellyrichey.com/

DSC01446.jpg

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 month later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wkleiłeś treść z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Only 75 emoji are allowed.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Poprzedni post został zachowany.   Wyczyść edytor.

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Utwórz nowe...