wpszoniak

Płyty- arcydzieła edytorskie

37 postów w tym temacie
Revo, i piękne płyty prezentujesz i piszesz o nich w.... Hmmm... W jakiś taki sposób, że czuję (może i inni też?), że bardzo je kochasz. Wiem, że kochać nie pwinniśmy przedmiotów, ale jak inaczej określić uczucie jakim obdarzamy coś co gdy akurat nie włożyliśmy do odtwarzacza cieszy nasze oko?
Przesadzam...Kurde! Prawda?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czuję, że na mnie kolej...
No, OK... The Groundhogs "Who Will Save the World?"
Hard rockowy album z 1972. roku, pierwotnie wydany przez United Artists Records numer katalogowy UAS-5570. Najnowsza reedycja CD jest z 2003 roku- EMI Records, numer katalogowy 07243-584815-2-5.
Rozkładana wielokrotnie okładka tworzyła komiks. Do dnia dzisiejszego nie odtworzono okładki LP na potrzeby CD, jaką widać na zdjęciu. Ale od czego dwie ręce mamy, drukarkę i karton? Ja na własne potrzeby odtworzyłem. Trochę pracy kosztowało, ale opłacało się... Nikomu ze znajomych nie przyszło do głowy, że to nie japoński miniLP.
Na fotografiach prezentuję oryginał-

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

Revo, i piękne płyty prezentujesz i piszesz o nich w.... Hmmm... W jakiś taki sposób, że czuję (może i inni też?), że bardzo je kochasz. Wiem, że kochać nie pwinniśmy przedmiotów, ale jak inaczej określić uczucie jakim obdarzamy coś co gdy akurat nie włożyliśmy do odtwarzacza cieszy nasze oko?
Przesadzam...Kurde! Prawda?



wpszoniak, nie przesadzasz, na prawdę. Czy kocham swoje płyty? Ależ oczywiście! Co lepsze - kocham swój sprzęt, pomimo, że nie jest może z aż z tak wysokiej półki. Lubie obcować z elektroniką audio. Dla mnie to czysta przyjemność. O swoje płyty dbam pedantycznie, pudełko nie może leży obok pudełka, tylko na specjalnym stojaku, bo mi się porysują. Fakt, przedmiotów nie powinniśmy darzyć jakimś uczuciem. Z drugiej strony, inni kochają swoje samochody, spodnie, telefony, filiżanki z bazaru i co tam jeszcze cywilizacja nam daje... W kwestii zamiłowania do zawartości muzycznej - tym bardziej. Dobra muzyka może wywoływać jakieś doznania, i w tym audiolub różni się od innych ludzi.

Co do opisu płyt, albumów - zawsze staram się dowiedzieć czegoś więcej na temat zespołu, wykonawcy, zainteresować się tym, jeśli muzyka jest fajna, dobra. "Movement" wrzuciłem może też i z racji fascynacji albumem Joy Division "Closer", a jest on dla mnie doskonałym. Jest albumem, który, o ile ktoś chce robić jakiś ranking, jest u mnie w pierwszej trójce (aczkolwiek takie typowania są oczywiście bezsensu, muzyki nie powinno się poddawać takim typologiom). Odbieram go inaczej, niż odbierają go ludzie - depresyjnym, monotonnym. Bardziej jako obraz człowieka. "Movement" zawiera taki obraz, natomiast przejawia się w inny sposób, przełamując zwłaszcza barwę tego pierwszego.

Na koniec - coraz ciężej o jakieś arcydzieła edytorskie w sklepach. Trzeba szukać i trochę to kosztuje.

Wybaczcie za długi wpis odbiegający od tematu głównego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

"Movement" wrzuciłem może też i z racji fascynacji albumem Joy Division "Closer", a jest on dla mnie doskonałym. Jest albumem, który, o ile ktoś chce robić jakiś ranking, jest u mnie w pierwszej trójce (aczkolwiek takie typowania są oczywiście bezsensu, muzyki nie powinno się poddawać takim typologiom)


Zgadzam się, że nie ma sensu ustawiać rankigowo płyt. Według mnie z dwu powodów co najmniej- po pierwsze sztuka to nie sport, który jest (bywa) mierzalny, po drugie- nawet gdy jest to tylko pogląd na prywatny użytek to często płyty z pierwszych miejsc zastąpione zostają innymi... Piszę z pozycji takiego co to kiedyś słuchał wyłącznie rocka, później jazzu a teraz klasyki. Z "pudła" na którym medale się rozdaje spadły The Cream, Colosseum i Chicago a wlazły na te miejsca Chopin, Schubert i Schumann.

PS Nie wiem czy "Closer" nie miał nawet piękniejszej okładki niż New Order.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Chciałbym poinformować zainteresowanych starym rockiem (właściwie klasyką już), że na wzór "The Beatles in mono" wydano zbiór 14 CD grupy The Rolling Stones.
W sprzedaży będzie 30 września. Zapytacie o cenę zapewne... Och, lepiej nie pytajcie!
Tytuł- "The Rolling Stones in mono" lub "The Rolling Stones Ultimate MONO Box"

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dwie płyty w formie krążków (było więcej np Curved Air "Airconditioning"):

Pierwsza to The Small Faces "Ogdens Nut Gone Flake ..." wytwórni Immediate Records, a druga to "E Pluribus Funk" grupy Grand Funk Railroad, wydane przez Capitol Records. Pierwsza z tych płyt przedstawia opakowanie charakterystyczne dla marki tytoniu produkowanego w Liverpoolu od 1899 roku przez Thomasa Ogdena. Druga zaprojektowana przez Ernie Cefalu, pokryta warstwą srebra miała przypominać dużą monetę. Druga stronia okładki tego albumu zawierała obrazu Shea Stadium, bo Grand Funk pokonał na nim Beatlesów sprzedając komplet biletów w ciągu zaledwie 72 godzin.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Sticky Fingers jest powszechnie uważana za jedną z najlepszych płyt The Rolling Stones. Nie dość, że muzycznie wyśmienita to okładka autorstwa Andy Warhola stała się jedną z ciekawszych, by nie nazwać jej legendarną (nadużywa się tego określenia często). Tym co nie mieli płyty w wersji LP lub mini lp opiszę- okładka albumu pokazuje z bliska dżinsy a dokładniej rozporek z autentycznym zamkiem błyskawicznym po otwarciu którego ukazywały się majtki bawełniane. O dziwo okładka nie budziła oburzenia, lecz raczej zaciekawienie.
Inne okładki Rolling Stonesów tu prezentowane to "Through the Past, Darkly (Big Hits Vol. 2)" ze ściętymi rogami i zestaw płyt mono (w formie mini lp) Rolling Stonesów wydanych przez Deccę.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Erato Records, francuska wytwórnia płytowa.
Erato została założona w 1953 przez Philippa Loury'ego w celu wydawania nagrań francuskiej muzyki klasycznej. Jego pierwszym wydaną płytą było Te Deum Charpentiera (1954). Producentem większości płyt Erato był Michel Garcin. Jako dyrektor artystyczny wytwórni stworzył główny katalog nagrań, w którym błyszczały takie nazwiska dyrygentów i solistów, jak Daniel Barenboim, John Eliot Gardiner, William Christie, Les Arts Florissants, Maurice André, Marie-Claire Alain, Hél?ne Grimaud, Susan Graham, Scott Ross. W 1992 wytwórnia została przejęta przez koncern Warner Bros. Records.

Erato w 2013. roku wydało płytę "Farinelli: Porpora Arias" z wykonawcą- Philippe Jaroussky'm. Mówi o niej tak:
"Odkąd tylko zacząłem śpiewać, zawsze byłem ostrożny myśląc o repertuarze legendarnego Farinelli'ego" mówi wokalista, którego niemiecka gazeta Die Zeit nazwała "Apollem wśród kontratenorów". W zamian wolałem zwracać uwagę publiczności na innych, mniej znanych kastratów, tak jak kilka lat temu w przypadku Carestiniego. (Album "Carestini: The Story of a Castrato" Virgin Classics wydało w 2007 r., rok później Jaroussky otrzymał Echo Klassik Award w kategorii Singer of the Year).
Od tego czasu wykonywałem niektóre arie pisane z myślą o Farinellim. Zrozumiałem wówczas, że czuję się w tym repertuarze lepiej, niż mógłbym kiedykolwiek przypuszczać. Zwłaszcza w ariach Nicola Porpory, znanego za życia nie tylko ze swoich kompozycji, lecz także z niezwykłych zdolności pedagogicznych w dziedzinie wokalistyki".

Płyta jest świetnie wydana- przypomina książkę (do nabycia jest też wersja w normalnym dla CD opakowaniu). Jest też muzycznie atrakcyjna!

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dwa tematy przedstawię-
1. Zgodny z tytułem wątku, bo zestaw płyt mono Boba Dylana od pierwszej do ósmej jest piękny. Każda to tzw. mini LP dokładnie odzwierciedlające oryginały z fakturą tektury.
2. Ogólniejszym problemem jest polityka firm fonograficznych. Klarowna- dużo zarobić, a mniej się narobić! Po co nagrywać nowicjuszy, skoro można sprzedać kolejny raz to samo? Pierwszym przykładem, który się nasuwa są zbiory stereo i mono The Beatles. Już one mogłyby posłużyć mi do namówienia Was do dyskusji, ale.... Wybiorę inny- "Bob Dylan, The Original Mono Recordings". Zanim kupiłem ten zestaw ośmiu płyt, od "Bob Dylan" do "John Wesley Harding", to wydałem pieniądze na remastery stereo, wydane przez Sony Legacy w roku 2004. Byłem zadowolony bo brzmiały dobrze- barwa, dynamika i rozdzielczość na wysokim poziomie. Dylan w mono wydano w pakiecie w 2010 roku. Kupiłem ten zestaw i.... Wersje stereo stały się całkowicie zbędne. Mało tego- okazały się pomyłką! Dlaczego? Bo dla takiego płytomana jak ja, który przywykł do idiotyzmów stereo, gdy harmonijka pojawiała się w lewym kanale, gitara w prawym a wokal w środku było dziwaczne, ale akceptowalne, bo inne aspekty nagrań to rekonpensowały. Wraz z wersją mono, w których barwa, dynamika i rozdzielczość usytuowały się na jeszcze wyższym poziomie (o dziwo nawet wrażenia przestrzenne zyskały) przy braku nieprawidłowości usytuowania instrumentów otrzymaliśmy doskonały produkt.... Wreszcie!

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pragnę zaprezentować płytę z 1972 roku- "Bandstand" The Family.
Okładka przedstawia telewizor od przodu, od tyłu i od środka (nie wiem po diabła piszę, skoro to widać na fotografiach).

"Bandstand" - to szósty album studyjny brytyjskiego zespołu art-rocka (coś pomiędzy art i hard rockiem) wydany we wrześniu 1972. Wokalistą i front manem był Roger Chapman dysponujący ostrym, silnym głosem, ubarwiony charakterystycznym wibratem. On, Charlie Whitney ? gitara i Poli Palmer ? instr. klawiszowe, wibrafon, flet to rdzeń tego zespołu. Mimo, że na tej płycie pojawił się fantastyczny przebój- "Burlesque" to jednak nie dorównywał wcześniejszym tytułom- "Anyway" i "Entertainment (fotografia nr1 i 3)

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A teraz o muzykach, którzy kierunek jazz- rocka rozwinęli niemal do dosknałości. W Ameryce tworzyli między innymi muzycy z bandu Chicago Transit Authority a później o skróconej nazwie Chicago.
Columbia w 1973 roku wydaje VI album tej grupy. Ciekawa jest okładka, bo przypomina wzorniczo banknot dolarowy z dokładnym odwzorowaniem koloru i faktury atamentu (pod palcami łatwo wyczuć nałożoną farbę). Piszę o pierwszych edycjach tego long playa, bo współczesne edycje są gładkie jak lustro. O dziwo, również współczesne japońskie CD w edycji mini LP są dokładnym odzwierciedleniem tych wczesnych edycji, w których pod palcami odczuwa się trójwymiar atramentu. Muzycznie to bardzo dobry produkt, choć pierwsze trzy albumy są chyba jeszcze lepsze.

Bardzo podobnie wydano (Island Records) płytę grupy Spooky Tooth "Witness", z tą różnicą, że wykorzystano dokładnie fragment wzoru banknotu dolarowego. Nadruk też był/jest wyczuwalny pod palcami. Muzycznie płyta nie dorównywała doskonałej- "Spooky Tooth Two"

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.


Zaloguj się