wpszoniak

Wydawnictwa płyt aspirujące do najlepszych

136 postów w tym temacie
Zatrzymam się na moment w roku 1968 (jak w przypadku wydania drugiej płyty Canned Heat). To był magiczny czas, bo niespełna rok wcześniej wydano pierwszy album The Doors (znakomicie nagrany przez Paula A. Rothchilda, ale o tym w następnych postach), a w rok później w USA nagrywano już Blood, Sweat & Tears, Chicago i innych wielkich. W tym roku- 1968, wydano też znakomity Creedence Clearwater Revival? pierwszą płytę tej grupy, powstałej w 1967. Wtedy rock stawał się skomplikowany, utwory zaczynano (jeszcze nieśmiało) wzbogacać o improwizacje. Rock stawał się dojrzały, dzielił się na nurty- psychodeliczny rock, rock progresywny, blues- rock, underground, art czy hard- rock... A CCR zagrało prosto i melodyjnie, choć jednocześnie energicznie i ekspresyjnie, łącząc blues z country music w sosie rock-and-rollowym. Muzykę kwartetu, opartą na grze akustycznej i elektrycznej gitary z nosowym śpiewem Johna Fogerty'ego i mocno zaznaczonym nieskomplikowanym rytmem, zrealizował Saul Zaentz w Fantasy Records. Trudno byłoby dziś nagrać lepiej- ze specyficznym pogłosem, doskonale słyszalne instrumenty rozciągnięte pomiędzy głośniki i poza nie. Dobrze też budowana jest głębia.

W przypadku tej płyty doradzałbym japońską wersję mini LP (sprzedawcy z Federacji Rosyjskiej i Estonii sprzedają podróbki):
http://www.ebay.pl/itm/CREEDENCE-CLEARWATE...84AAOSwcLxYMuY~

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
The Doors w 1967 roku nagrał debiutancki long play w wersji mono. Wydawcą była Elektra Records, a producentem Paul A. Rothchild. Pierwszy singel- "Break on Through" został niezauważony, a drugi- "Light My Fire" stał się z dnia na dzień wielkim przebojem (pozostaje do dziś i do tego w różnych wykonaniach), sprzedając się w liczbie ponad miliona egzemplarzy i to on był tzw. "lokomotywą" płyty długogrającej. Z płyty pochodzi też wiele utworów, które zapadły później w pamięć, choć nie wybrano je na single (proszę pamiętać, że to były czasy popularności singlowych szaf grających), na przykład "Alabama Song" Kurta Weilla i Bertolta Brechta, czy "Back Door Man". Na koniec, nomen omen, wybrano utwór "The End" gdzie Jim Morrison (wokalista i autor tekstu) mierzy się z problemem kompleksu Edypa, z którym się w przeszłości borykał. Ten długi utwór (nagrany bez dogrywek) Francis Ford Coppola wykorzystał w filmie "Apocalypse Now", utrwalając jego popularność. Album "The Doors" to klasyk! Klasyk... Ale jak nagrany! Każdy następny album The Doors, choć nagrany dobrze, nie brzmi tak realistycznie jak debiut.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wpszoniak, w "Boogie z Canned Heat" słyszę dominację raczej bluesa niż rocka. Pewnie miałeś na myśli jakieś kryteria, ale mocnych rifów to ja tam nie uświadczyłem. To płyta obowiązkowa dla bluesmenów.
Pierwsza płyta The Doors choć mi znana, to odsłuchana po raz pierwszy na zestawie HiFi zabrzmiała bardzo rasowo, bo to świetna muzyka i nagrana przednie. Nigdy bym nie powiedział że to Mono.

p.s.
Proszę o jeszcze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Londyńska Wigmore Hall to jedna z bardziej docenianych sal koncertowych na świecie, uznawana za szczególnie predestynowaną do muzyki kameralnej i wokalnej. Jak możemy wyczytać w internetowych źródłach, akustyka sali jest bliska ideałowi. Może kiedyś będę miał przyjemność znaleźć się tam na ciekawym koncercie i ocenić ten fakt samodzielnie.

Jak łatwo się domyślić, wydawnictwo o tej samej nazwie co sala, Wigmore Hall, które chcę Wam przedstawić w tym poście, oferuje w swoim katalogu nagrania będące rejestracją koncertów które odbyły się w rzeczonym miejscu. Jak dotąd nie spotkałem się, aby jakaś płyta wydana przez omawianą oficynę pozbawiona była charakterystycznego oznaczenia "LIVE". Dla mnie to świetna wiadomość, gdyż coraz bardziej cenię sobie realizacje nagrywane "na setkę", bez wielu podejść i poprawek.

Znajomość z WH rozpocząłem od nagrania solowego na klawesyn: Trevor Pinnock "Suites by Purcell and Handel and Sonatas by Haydn". Klawesyn tego wykonawcy uznawany jest przez niektórych za najlepiej brzmiący dziś na świecie , więc obiecywałem sobie wiele. Jednak i tak przeżyłem pozytywne zaskoczenie.

Klawesyn nie bez kozery wyparty został w muzyce przez fortepian - ma on mniejsze zdolności dynamiczne, trudniej jest mu przebić się przez brzmienie innych instrumentów. Na nagraniach klawesyn często wypada szczupło, mało dźwięcznie. W wielu realizacjach jest nadmiernie przykrywany chociażby przez smyczki. Tutaj instrument pod palcami znanego mistrza brzmi fantastycznie. Jego dźwięk jest pełny, barwy głębokie, nasycone, o ciepłym jesiennym zabarwieniu. Od razu po uruchomieniu płyty przykuł moją uwagę, a ekscytacja nagraniem trwała do ostatniej nuty!
Brzmienie braw pomiędzy utworami pokazało, że rola realizatora w takim oddaniu barwowym dźwięku jest duża, bo dłonie publiki zabrzmiały tak, jakby na widowni siedzieli sami drwale o łapskach niczym bochny chleba. No troszkę przesadzam icon_wink.gif Na dobrą sprawę jednak, analizowanie co ma jaki wpływ na dźwięk nagrań - akustyka, instrument, realizacja - nie ma większego sensu, gdy mamy do czynienia ze znakomitą świetnie brzmiącą muzyką!

Moje obserwacje potwierdziły kolejne nabytki z oferty Londyńczyków - seria sonat skrzypcowych Beethovena w wykonaniu duetu: Alina Ibragimova / Cedric Tiberghien. Znakomity poziom wykonawczy, żywy duch muzyki, emocjonująca realizacja.

Polecam wszystkim miłośnikom kameralistyki.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

Wpszoniak, w "Boogie z Canned Heat" słyszę dominację raczej bluesa niż rocka. Pewnie miałeś na myśli jakieś kryteria, ale mocnych rifów to ja...


Wiesz... rock to bardzo pojemna "szuflada"... W tamtych czasach (w latach 60'tych) blues był czarny i biały. W białym bluesie królowali John Mayall z grupą Bluesbreakers w Anglii, a Canned Heat w USA. Jednak jedni i drudzy nie byli reprezentantami czystego bluesa... Nazywano ten nurt blues-rockiem. zresztą Canned Heat w następnych płytach stawali się jednak bardzie rockowi niż bluesowi. Proszę przesłuchać choćby płytę "Future Blues" (1970r.) z utworem, który stał się wielkim przebojem- "Let's Work Together".

Przy okazji zarekomenduję rewelacyjne remastery (uważam je za lepsze od japońskich) niemieckiej firmy Repertoire

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowany)

No tak, utwór "Future Blues" to rock&roll czystej wody. Takie to białe bluesy...

"Let's Work Together" znałem w wykonaniu Bryana Ferry - "Let's Sticks Together".

p.s.
A teraz czytam że ten utwór napisał i wykonywał Wilbert Harison w 1962 r., a wykonywali go poza Canned Heat i Bryanem Ferry, także m.in. Bob Dylan i Status Quo.

Edytowano przez Pboczek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czy powtórne wydania CDJapan są słyszalnie słabszej jakości niż pierwsze? Czy warto dopłacić by kupić wydanie pierwsze nagrane w formacie np. UHQ-CD, zamiast drugiego w SHM-CD?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowany)

Pboczku, warto i nie warto... Oto odpowiedź, bo jak w audiofilźmie nie wolno generalizować, jedna płyta zabrzmi lepiej, inna gorzej. Ale i tak, pewniejsze są wersje japońskie od ich odpowiedników europejskich (jedynie edycje amerykańskie się bronią), o czym już kiedyś pisałem przy okazji płyty IKE'a QUEBEC'a "IT MIGHT AS WELL BE SPRING". Przypomnę- w wersji europejskiej sax Quebeca był w lewym kanale z uciętym wyższym zakresem częstotliwości, natomiast w wersji japońskiej był na środku z pełnią barw saksofonowych.

img_7.jpg

 Poza tym SHM CD to nie format tylko inny materiał użyty do powłoki CD. Należy sprawdzać daty remasterowania materiału muzycznego. Jeszcze innym zjawiskiem są płyty nagrywane przez wytwórnie japońskie... Mam parę płyt wytwórni Venus Records i one wszystkie biją na głowę wypoty europejskie, nawet te audiofilskie. Takim koronnym przykładem jest porównanie płyt w wykonaniu Bill Charlap Trio- japońska  "S' Wonderful" z 2010 roku i najnowsze jego dzieło wydane przez Impuls- "Notes from New York". Nagranie japońskie to zupełnie inny poziom nagrań, trudno zliczyć ile klas wyżej stawiam... Impuls przyzwoicie wydał, ale nie lepiej niż wiele innych jazzowych, a Japończycy postarali się o poziom jakiego możemy doświadczyć jedynie na sali klubowej siedząc tuż przy pianiście.

 

 

CD-Cover von Bill Charlap Trio - Notes from New York.jpg

charlap.jpg

Edytowano przez wpszoniak

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowany)

Im głębiej w las tym ciemniej..., dobrze. Kto powiedział że ma być łatwo.

Edytowano przez Pboczek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowany)

Przed kilkoma tygodniami w "Wieczorze płytowym" II PR, zaprezentowano nieznany mi zupełnie zespół CAN i jego płytę: "Tago Mago" (United Artists, 1971). W pierwszym momentach opisu prowadzących pomyślałem, Niemcy? - niewiele znam dobrej niemieckiej muzyki, ale po uruchomieniu gramofonu, od pierwszego numeru, usłyszałem że to się zmienia...

Przedstawiono ich jako zespół krautrockowy. Termin taki funkcjonuje by zaakcentować dorobek niebrytyjskich i nie amerykańskich nurtów muzycznych z lat 60, 70 (jak ja to rozumiem). A jest co podkreślać. CAN jest awangardowy, improwizujący, psychodeliczny, transowy, kosmiczny. Słychać tam progresywnego rocka, punk rocka, rocka, jazz, wszystko okraszone efektami analogowymi (loopy z klejonych taśm). Realizacja, miód. Dźwięk, brzmienie, … nagrali się jak nikt. I zostałem fanem.

Na początku słuchanie Tago Mago proponuję rozpocząć od trzeciego utworu i dalej w kolejności. A jak już wskoczy ta płyta, można posłuchać „Vitamin C” z albumu „Ege Bamyasi” (United Artists, 1972), i jechać po całości.

TagoMago.PNG

EgeBamyasi.PNG

Edytowano przez Pboczek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Co prawda jedynie zbliżone płyty zaprezentuję, ale może Ciebie Pboczku zainteresują. Omówię je na swoim blogu. (Jeszcze go nie ma, ale gdy się pojawi to łatwo będzie na niego trafić bo domenę wykupiłem taką: wpszoniak.pl)

nucleus_medeski_mini.jpg

Edytowano przez wpszoniak

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.


Zaloguj się