Skocz do zawartości
Gość

Czy audio-voodoo to voodoo?

Recommended Posts

Podoba mi się powyższa definicja bo i ja się w niej zmieszczę, jako Audiofil w sensie szerokim ma się rozumieć.
I oczywiście chce się wymieniać poglądy w tak doborowym towarzystwie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pboczek, w wątku, do którego link jest poniżej w moim podpisie, wyraziłem bardzo podobne sformułowanie jak Wpszoniak.
Jeśli nie czytałeś, zachęcam. Także do wpisu.

Audiolub (jeśli już musi być po angielsku to Audiofeel) - człowiek kochający muzykę i pragnący w swojej wrażliwości odtwarzać ją na sprzęcie audio z jak najlepszą dostępną mu jakością, by nie uronić najmniejszego detalu.
Słuchamy jednak nie poszczególnych dźwięków, ale właśnie MUZYKI.
Audiofil - jako pojęcie zdewaluowane, wyszydzone choćby przez Wikipedię, nie jest określeniem Nas ani tego co robimy, przestaje obowiązywać.


Tu jedynie jest taka różnica, że nie lubię określenia Audiofil i propaguję inne nazewnictwo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cytat

Audiolub (jeśli już musi być po angielsku to Audiofeel) - człowiek kochający muzykę...
Audiofil - jako pojęcie zdewaluowane, wyszydzone choćby przez Wikipedię, nie jest określeniem Nas ani tego co robimy, przestaje obowiązywać.


Tu jedynie jest taka różnica, że nie lubię określenia Audiofil i propaguję inne nazewnictwo.


Zgódźmy się co do jednego- to sprzęt ma służyć muzyce a nie odwrotnie, bo takich co mają płyt mniej niż sprzętu ja znam (mogę opowiedzieć, jeśli już tego nie zrobiłem). Audiofil, audiolub... Ja lubię- "świrek audiofilek", nie robi chyba nam różnicy w rozumieniu problemu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Opowiedz koniecznie o tych kilkupłytowcach. Ciekaw jestem niezmiernie. Jaki sprzęt mają i jakie te płyty? Pewnie samplery w większości?
A słyszeliście moi drodzy o audiofilach (tu pasuje to określenie) bezsprzętowych? Bo i tacy są.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cytat

Opowiedz koniecznie o tych kilkupłytowcach. Ciekaw jestem niezmiernie. Jaki sprzęt mają i jakie te płyty? Pewnie samplery w większości?
A słyszeliście moi drodzy o audiofilach (tu pasuje to określenie) bezsprzętowych? Bo i tacy są.


Dobra, opowiem ale Ty obiecaj opowiedzieć o audiofilach bezsprzętowych (toż to dopiero voodooo!) OK?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cytat

Opowiedz koniecznie o tych kilkupłytowcach. Ciekaw jestem niezmiernie. Jaki sprzęt mają i jakie te płyty?


Pewien sympatyczny (naprawdę) jegomość mnie odwiedził bo postanowił kupić ode mnie lampy co diabełkami zwą. Nie znaliśmy się. Wszedł do mojego pokoju gdzie jest sprzęt i płyty i kanapa, na której usiadł. Zaczął od przeprosin za spóźnienie bo kota musiał szukać w jednym z dwu (!) domów jakie posiadał. Nic nie zrozumiałem z jego opowieści, ale i tak tematu kota nie drążyłem, choć zaintrygował mnie fakt, że kota szukał w dwu domach, a nie jednym... Potem popatrzył na mój sprzęt i odparł tak- "wiesz ja mam więcej sprzętu niż duży sklep... Mogliby mi pozazdrościć. Zaczął wymieniać marki, których już nie pamiętam, ale to pułap McIntoshy czy Bata lub Accuphase co najmniej. Wierzyć mu czy nie? Tak pomyślałem tylko. Po długim wymienianiu co na jego liście sprzętu się znajduje przeniósł wzrok na moje półki z płytami CD i zapytał- "Ile jest tu płyt?". Odpowiedziałem jak umiałem- "nie bardzo wiem, bo w pewnym momencie przestałem liczyć, ale jakieś cztery tysiące chyba". Żeby się rewanżem szarmanckim wykazać zapytałem jego- "a ile Ty masz?". Odpowiedział- "siedemdziesiąt".... Ja zdziwiony- "siedemdziesiąt tysięcy?", "Nie, siedemdziesiąt, ale wszystkie to audiofilskie wydania!"... Kupił lampy typu diabełki za chyba 100zł, po czym wsiadł do nowego białego Porshe 911 z wnętrzem w czarnej skórze i odjechał. Koniec opowieści....

PS Ta opowieść (prawdziwa) bardziej odpowiednią byłaby w wątku- "Audiolub, Audiofeel lub inne okreslenie jako alternatywa dla Audiofila" ale też do voodoo tematu się nadaje, bo nie do uwierzenia jest.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

... z płytami CD i zapytał- "Ile jest tu płyt?". Odpowiedziałem jak umiałem- "nie bardzo wiem, bo w pewnym momencie przestałem liczyć, ale jakieś cztery tysiące chyba". Żeby się rewanżem szarmanckim wykazać zapytałem jego- "a ile Ty masz?". Odpowiedział- "siedemdziesiąt".... Ja zdziwiony- "siedemdziesiąt tysięcy?", "Nie, siedemdziesiąt, ale wszystkie to audiofilskie wydania!"... Kupił lampy typu diabełki za chyba 100zł, po czym wsiadł do nowego białego Porshe 911 z wnętrzem w czarnej skórze i odjechał. Koniec opowieści....


No to ja mam jeszcze mniej płyt od niego icon_sad.gif ... ale tych audiofilskich.
Na szczęście tych nieaudiofilskich płyt jest "trochę" więcej icon_razz.gif

Ale w najbliższym czasie posiadanie małej ilości płyt może się stać popularne wśród wielu audio-słuchaczy, parę razy widziałem ogłoszenia ludzi sprzedających swoje płyty (w ilościach "słusznych", czyli 3 i 4ro cyfrowych), bo przegrali już je na HDD i odtwarzają w ten sposób.
Pytanie tylko o kwestie prawne takiego działania - bo oryginalny fizyczny nośnik jest potwierdzeniem legalności nagrań, a nie kupowali przecież samych plików w postaci cyfrowej.

Pozdrawiam
PS. Nie mam nic przeciwko Porsche 911 (białemu oraz w innych kolorach).
Ale odeszliśmy trochę od tematu "audio-voodoo" i mam nadzieję że Angel napisze o "audiofilach bezsprzętowych"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cytat

Ale w najbliższym czasie posiadanie małej ilości płyt może się stać popularne wśród wielu audio-słuchaczy, parę razy widziałem ogłoszenia ludzi sprzedających swoje płyty (w ilościach "słusznych", czyli 3 i 4ro cyfrowych), bo przegrali już je na HDD i odtwarzają w ten sposób.
Pytanie tylko o kwestie prawne takiego działania - bo oryginalny fizyczny nośnik jest potwierdzeniem legalności nagrań, a nie kupowali przecież samych plików w postaci cyfrowej.

.... odeszliśmy trochę od tematu "audio-voodoo" i mam nadzieję że Angel napisze o "audiofilach bezsprzętowych"


RoRo, od czasu do czasu, tak tylko trochu, pozwól odskoczyć od tematu głównego, bo co dla jednych voodoo dla innych będzie czymś oczywistym. Dam taki przykład- zaznaczona przez Ciebie tendencja do sprowadzania tego co na CD do pliku dla jednych nie szkodzi materiałowi muzycznemu (pomijam aspekt prawny) a dla drugich degraduje zawartość melodyczną i barwową. Dla tych co nie czują różnicy voodoo będzie to co inni słyszą jako różnicę (ja do nich należę)

Angelusie.... Już dwu chce opowieści....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wojtek, jaką celną myślą zamknąłeś te offowe opowieści. I nikt nie napisze, że nie o audio-voodoo icon_biggrin.gif
Rzeczywiście ciekawa historia. Ale ja wiem, że prawdziwe wydarzenia czasem są bardziej niewiarygodne, niż coś zmyślonego.
Zaimponował mi facet. Siedemdziesiąt płyt i wszystkie audiofilskie!
Może i można by go wziąć za fantastę, ale to białe, nowe Porsche jakby go uwiarygodniło.
Roman, ja też bym się nie obraził na taki samochód. Choć wolałbym bardziej "trywialny" icon_wink.gif kolor czerwony.
Natomiast nagrania, podobnie jak kolega Wpszoniak preferuję na płytach a nie w postaci cyfrowej.
Choć jeśli mam do wyboru posłuchać z plików albo wcale, to wolę posłuchać.

Co do mojej opowiastki, być może się zawiedziecie. Nie jest tak barwna jak poprzednia.
Miałem kiedyś kumpla z którym mnóstwo czasu spędziliśmy na słuchaniu muzyki i nie będę zaprzeczał, że na konsumowaniu różnych trunków też.
Towarzyszył mi ten kolega niemal od początku mojej audio drogi. Słuchaliśmy razem muzyki na kolejnych moich zestawach,
Kumpel gra na instrumentach klawiszowych. Słuch ma dobry, nawet bardzo. Razem ocenialiśmy zmiany jakie przynosiły kolejne wymiany komponentów, kabli, ustawienia kolumn, czy zawieszenia jakiegoś ustroju akustycznego. Nawet porównywaliśmy nagrania. Oryginalna płyta kontra CDR. Albo CDR malowany pisakiem na obrzeżu a nie malowany.
Zawsze mogłem liczyć na jego słuch i opinie. A były trafne, często pokrywające się z moimi odczuciami.
Nieraz nawet marudził. Czemu do tak małego i kiepskiego akustycznie pokoiku kupuję coraz to lepsze elementy.
Czy będzie różnica, czy będzie lepiej? Pytał. Później przyznawał, że jest lepiej i było warto coś wymienić.

Czy tak słyszącego i wrażliwgo na dźwięk człowieka można nazwać audiofilem? Chyba tak.
Nie wiem czy będzie niespodzianką, ale miał on sporo dobrej muzyki w domu. Słuchał z discmana, a później z chińskiego DVD za pomocą małych głośniczków, zabawek. Take jajko, co jak się je rozłupało na pół, były dwa głośniczki. I naprawdę wielkości jajka.
Później kupił telewizor z systemem stereo i to był postęp, bo słuchał za pomocą systemu nagłośnieniowego tego telewizora. I tak było przez lata.

Obecnie nie jest już audiofilem bezsprzętowym, bo dostał na urodziny zestaw stereo. Ale to już zupełnie inna historia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cytat

Co do mojej opowiastki, być może się zawiedziecie....


Hmmmm... To ciekawe zagadnienie- zaliczyć Twojego kumpla do audiofili czy nie? No chyba tak, ale tylko wtedy gdy u Ciebie bywał (i pił coś czego w opowieści nie ujawniasz).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wspaniale się czyta wpszoniaku twe barwne opowieści. Zaginiony kot, białe Porsche 911, 70 płyt i jeszcze trochę ( fantazji) a byłby kryminałicon_wink.gif
Zazdroszczę Twej kolekcji płyt i najważniejszego, czasu na słuchanie, także miejsca na ich godne ustawienie.
Ja mam problem z książkami żony, bo kupuje je i dostaje, a ja potem robię akcje wydawania znajomym i po aukcjach. Podczas gdy ja czy rodzice znamy miejsce zwane biblioteką, zresztą jak ktoś czyta po kilkanaście książek w miesiącu naprawdę miałby problem z miejscem i finansami.
Jestem sobie w stanie wyobrazić siebie i bezludną wyspę i 70 ulubionych płyt ( nawet bez porsche i kota), choć dla Ciebie pewnie o jedno zero za mało .
Co do wspomnianego zagadnienia co do zgrywania płyt na pliki, cóż to znak czasów, pewnie powoli pokolenie dla których kontakt z okładką , grafiką i samym krążkiem, był bardzo ważny, powoli ma się w mniejszości. Mnie osobiście ciężko czyta się ebooki, wolę papier, tak jak lubię papier okładki z płyty Cd, ale plilki akceptuję.
Z drugiej strony czy jest coś złego, że dla kogoś liczy się sama muzyka...twardy dysk, serwer, nie wygląda tak romantycznie, jak kolekcja płyt, ale ma praktyczne aspekty.
Mam znajomego który miał też parę tys płyt i kaset i sprzęt pokroju kolumn Mildton i źródła Unitra (bez sprzętowy audiofil , meloman?), ale pasja, wiedza, wrażliwość muzyczna to jest chyba najważniejsze. Bo łatwiej dziś o ludzi ustawiających piękny i drogi sprzęt w pustych jak hangar pokojach tfuu...salonach z okazjonalnie kupiona jedną płytą, niż o pasjonatów muzyki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

Hmmmm... To ciekawe zagadnienie- zaliczyć Twojego kumpla do audiofili czy nie? No chyba tak, ale tylko wtedy gdy u Ciebie bywał (i pił coś czego w opowieści nie ujawniasz).


Wyjście jest proste: to nie był audiofil!
to był AUDIO-PIJ icon_cool.gif

Pozdrawiam
PS. Wojtek - nie mam nic przeciwko OT! Pod warunkiem, że są takie jak tutaj ostatnio: na odpowiednim poziomie i wśród odpowiednich osób icon_cool.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cytat

Z drugiej strony czy jest coś złego, że dla kogoś liczy się sama muzyka...twardy dysk, serwer, nie wygląda tak romantycznie, jak kolekcja płyt, ale ma praktyczne aspekty.

Mam znajomego który miał też parę tys płyt i kaset i sprzęt pokroju kolumn Mildton i źródła Unitra (bez sprzętowy audiofil , meloman?), ale pasja, wiedza, wrażliwość muzyczna to jest chyba najważniejsze. Bo łatwiej dziś o ludzi ustawiających piękny i drogi sprzęt w pustych jak hangar pokojach tfuu...salonach z okazjonalnie kupiona jedną płytą, niż o pasjonatów muzyki.


Absolutnie nie ma niczego złego! To jeszcze jedno medium. Ja jednak potrzebuję fizycznej obecności nagrań i okładki. Jest też tak, że ja słyszę różnicę w jakości nagrań z płyt i plików (u znajomego, bo ja nie odtwarzam z pliku)...
Drugi przypadek to Twój znajomy meloman. To tylko kwestia wyobraźni, która wybudowuje to czego system audio nie odda (tak mi się zdaje). Zauważ, że większość muzyków, czy kompozytorów nie używa super sprzętu, a w skrajnych przypadkach w ogóle nie używa sprzętu, bo muzykę odczyta z partytury.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja też nie mam nic przeciwko cyfrowym źródłom jak muzyka puszczana z HDD...
tyle że ich nie używam, choć pare razy słuchałem (również na pokazach i AudioShow).

Ale może kiedyś...

Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cytat

PS. Wojtek - nie mam nic przeciwko OT! Pod warunkiem....


RoRo, obiecujemy (obiecuję), że za moment wracamy do tematu głównego!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tak sobie myślę, że spór pomiędzy tymi co odprawiają przeróżne egzorcyzmy przy swoim sprzęcie, a tymi którzy się takich rzeczy wystrzegają,
a nawet z nich drwią "bo to i tak nic nie wniesie do brzmienia, bo to niemożliwe", to odwieczny konflikt postępu z dogmatami. Jednak historia postępu w każdej dziedzinie to historia ludzi, którzy "nie wiedząc" że coś jest niemożliwe, przyszli i zrobili to...

Jestem niedowiarkiem w kwestiach związanych z odprawianiem wszelakich egzorcyzmów przy swoim sprzęcie. Co ciekawe, zauważyłem że mój sceptycyzm nie odnosi się do ludzi którzy różnych rzeczy próbują, lecz do mojej własnej osoby. To znaczy, gdy czytam jak forumowy kolega podkłada pod listwę zasilającą różne materiały w celu zbadania różnic, to ani przez sekundę nie przyjdzie mi do głowy wątpić w celowość jego działania w jego systemie; tym bardziej nie pomyślę nawet, że mógłbym poddać w wątpliwość wysnute przez niego wnioski. Sam jednak próbować takich rzeczy to jeszcze nie próbowałem, bo sceptycznie odnoszę się do swoich możliwości słuchowych i sprzętowych. Póki co.

Póki co, bo na co dzień jestem człowiekiem, który bacznie samego siebie obserwuje, by stwierdzać własne ograniczenia i niedostatki. W każdej dziedzinie. Tak, wiem, obiektywne obserwacje to to nie są, ale jednak uważam, że jeżeli chcę zasłużyć sobie na miano człowieka myślącego (ale nic więcej, bez zbędnej megalomanii), to auto obserwacja jest ważną częścią mojego rozwoju. Znam ludzi, którzy śmiało idą do przodu nie tracąc czasu na zastanawianie się, bo nie widzą takiej potrzeby. Nie wiedzą, że nie wiedzą i jest im z tym dobrze. To jedna z dróg życiowych jakie można obrać, jednak ja wolę inną ścieżkę. Tak więc ciągle wykonuję małe kroczki by przekonywać się, że patrzenie na świat przez pryzmat własnych ograniczeń okropnie zubaża człowieka.

Dla przykładu zakupiłem ostatnio solidny kabel głośnikowy (który aktualnie Jarek poddaje egzorcyzmom w swoim systemie) i choć wierzyłem kolegom że to dobry kabel i u nich "spłacił" swoją cenę, to jednak podłączając go u siebie po raz pierwszy wciąż odczuwałem określony dystans w oczekiwaniu efektów zmiany. U innych się sprawdza, wierzę im całkowicie, ale ja, nieosłuchany, bez doświadczenia, taką kwotę na dwa krótkie odcinki...może czynię voodoo? Zauważcie, że nie chodzi tu o pojmowanie audio-voodoo w taki sposób, że myślę sobie iż ten kabel nic nie wniesie, bo to tylko kabel itp. W moim przypadku, choć nie kwestionowałem wartości jaką mogą wnieść w system audio te przewody u innych, to myślałem czy to co u innych voodoo nie jest, u mnie jednak taką "magią" będzie... jak to tak?
Najpierw drugi przykład. "Niechcący" mój cedek trafił do lekkiego tuningu. Nigdy takich rzeczy nie robiłem, bo nie dość że nie za bardzo w to wierzyłem, to jeszcze sprzęt staje się "grzebany", a to może być czasem minus. Nie wierzyłem tak całkiem, spróbowałem. Podstawą było tu moje zaufanie do kolegów forumowych którzy prace na moim odtwarzaczu prowadzić mieli, bo Pygar i Piotrek608 na rzeczy się znają. (Pozwoliłem tu sobie wymienić ich nicki, bo jak można kogoś pochwalić za dobrą robotę, to trzeba to robić, co też niniejszym czynię). Poza tym motywowało mnie to, że jednak- co by nie było - pragnę ponad wszystko dobrego brzmienia mojej ukochanej muzyki...

Jaki dla mnie jest skutek opisanego zakupu kabla i wykonanego tuningu? Ano taki, że teraz, gdy będę kupował kolejne przewody - w tym przypadku IC, to bez cienia sceptycyzmu wydam kasę na najlepsze kable na jakie będzie mnie stać. Do tego jak odłożę trochę pieniędzy, to spróbujemy pójść dalej z pracami w moim cedeku - chłopaki nie powiedzieli tu ostatniego słowa, po prostu ja, jako właściciel sprzętu byłem im pewnym ograniczeniem.

Z tego przydługiego, niezbyt może jasnego w wyrazie i nieco filozoficznego rozważania które tu zamieściłem klaruje się jednak bardzo jasny i czytelny wniosek, który niniejszym przedstawiam.

Moja granica pomiędzy audio-voodoo a twardą rzeczywistością jest ruchoma i pokrywa się z linią graniczną moich aktualnych horyzontów. Aktualnych, bo cały czas dążę do ich poszerzania.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Słuchając wczoraj nocą dwóch dopiero co otrzymanych płyt, zakupionych zresztą pod wpływem propozycji z wątku o płytach roku 2016, i chyba na skutek efektu wywołanego muzyką z obu - w sumie wydaje mi się że w pewien sposób podobną - hipnotyczną, naszły mnie takie przemyślenia.

Cz. 1
Oczekiwanie dowodu na każdy aspekt rzeczywistości jest elementem myślenia oświeceniowego. W XVIII w. nauka dostała takiego przyspieszenia że pod wpływem jej osiągnięć i "popularyzacji" wyników, nowoczesnym ludziom wydawało się że odczytują prawidła całego świata. Tzn. odczytują je za nich naukowcy, a wyjaśnienie wszystkiego jest tylko kwestią czasu. Rozwój nauki i techniki zdominował myślenie i utarł przekonanie, że wszystko da się pomierzyć i sprawdzić. Domaganie się dowodu na rzeczywistość, to cecha człowieka zaspokajająca jego potrzebę upewnienia się że rozumie świat w którym żyje. Do czasu oświecenia współistniały w nas i często dominowały tłumaczenia religijne, mistyczne, a więc nie racjonalne. Oświecenie było często postrzegane jako wyzwolenie człowieka z dogmatów i niepewności. Tymczasem już w końcu XIX w. okazało się że ufność we wszechmoc nauki była pozorna, bo na dalszych poziomach uszczegółowień nauka gubi się i nie znajduje odpowiedzi na pojawiające się pytania. Dociera do rewirów które są jedynie polami do hipotez i kolejnych niekończących się pytań, np. na poziomie kwantowym przytaczając za cz. bezmyślną - (hasło Audiofil trzeba edytować) - wikipedią: "Zasada nieoznaczoności to reguła która mówi, że istnieją takie pary wielkości, których nie da się jednocześnie zmierzyć bo akt pomiaru jednej wielkości wpływa na układ tak, że część informacji o drugiej wielkości jest tracona. Zasada nieoznaczoności nie wynika z niedoskonałości metod ani instrumentów pomiaru, lecz z samej natury rzeczywistości." - W. Haisenberg. Wniosek naukowy zatem nie tylko wydaje się ocierać o nierzeczywistość, ale jest wprost nie do uwierzenia że akt pomiaru jednej wartości, prowadzi do nieodwracalnej utraty informacji o innej z nią powiązanej. To że wszystkiego nie da się pomierzyć jest już częścią nauki XX w. Żyjemy w XXI w. i to się dalej potwierdza, im więcej odpowiedzi, tym więcej pytań.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

Jaki dla mnie jest skutek opisanego zakupu kabla i wykonanego tuningu? Ano taki, że teraz, gdy będę kupował kolejne przewody - w tym przypadku IC, to bez cienia sceptycyzmu wydam kasę na najlepsze kable na jakie będzie mnie stać. Do tego jak odłożę trochę pieniędzy, to spróbujemy pójść dalej z pracami w moim cedeku - chłopaki nie powiedzieli tu ostatniego słowa, po prostu ja, jako właściciel sprzętu byłem im pewnym ograniczeniem.


Miles,
a możesz przypomnieć jaki masz CD oraz napisać co było w nim zrobione?
Oraz co się zmieniło w dźwięku...

Napisz albo w bieżącym wątku - albo od razu w "Waszych systemach..."

Pozdrawiam
PS. Do tuningu (oczywiście rozsądnego!) to ja akurat jestem przekonany. Zarówno robionego przez producenta (choćby Cyrus i dodatkowy moduł Q-DAC lub upgrade i dzięki temu przechodzenie z niższego modelu na wyższy w przypadku Cyrusa czy Micromegi) lub firmy które się tym zajmują "hurtowo", jak i utalentowanych pasjonatów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cz. 2
Człowiek sceptyczny, racjonalny, spadkobierca oświecenia, powie że efekty soniczne poddają się metodzie dowodowej, więc każdą z dyskutowanych w tym wątku kwestii da się zweryfikować i zechce je sprawdzać poprzez testy. Słychać, czy nie słychać różnicy ? ma być dowodem przydatności elementów systemu audio, a przedstawienie występującej zmiany, potwierdzeniem dowodu. Samo stwierdzenie różnicy nie wystarcza, o ile nie jest poparte jej opisem. I tak przechodzimy od wrażeń do słów. O tym co słyszymy nie decyduje wyłącznie słuch który jest jedynie aparatem odbioru. (Oczywiście bez niego dalsze dywagacje nie byłyby możliwe.) Rozpoznawanie dźwięków bierze się ze świadomości słyszenia. To nasza świadomość odczytuje dźwięk, określa go, przypisuje mu cechy. Tak więc opis zaobserwowanej zmiany będzie opowieścią świadomości słuchacza, składającej się z jego własnych doświadczeń i wrażliwości. Kiedy Wpszoniak w ?Smutnej historii? - wątek Verictum #253, pisze o zróżnicowaniu barwy klawiszy fortepianów z 1849 roku i współczesnego, to przecież ja nawet słysząc tu jakąś różnicę, bez jego wskazówek nie miałbym pojęcia na czym ona polega, bo nie mam adekwatnego zasobu do takich porównań.
Mój sceptyzym (postnowoczesny) każe mi pytać, czy wyniki testów "na słyszenie" są odpowiedzią np. na pytania: czy wszyscy słyszą dokładnie tak samo, czy sami zawsze słyszymy tak samo, czy wszyscy nazywają to co słyszą tak samo, jak nasza świadomości warunkuje odczytywanie różnic i czy może się zgubić?
Zauważcie jakimi określeniami opisujecie charakter jaki nadają muzyce wzmacniacz, kolumny, kable. Ciepły, zimny, jasny, ciemny, ostry, łagodny, góra, środek, dół, wycofanie, wysunięcie, itd. Choć są to pojęcia ogólne, to wcale nie jest łatwo przy ich pomocy dokonać opisów (zwłaszcza mi). Jakimi zwrotami przedstawia się głębię (dźwięku, muzyki), wypełnienia, wybrzmienia? No a co z subtelnościami związanymi np. z barwą fortepianów, skrzypiec. Gdy świadomość nie ma materiału do porównań, to czy usłyszymy trudno uchwytne zmiany?
Wydaje się że tam gdzie zaczynają się pytania o świadomość, nauka nie dociera. Pozostaje tylko indywidualne doświadczenie, no i oczywiście i na szczęście, doświadczenia innych które mogą nas wzbogacać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Pboczku, ważny Twój głos. Bo rzeczywiście opis tego co słyszymy wymaga użycia słów na tyle precyzyjnych by czytający rozumieli i na dokładkę rozumieli podobnie przynajmniej jak pozostali uczestnicy wirtualnej rozmowy. Recenzenci i my- forumowicze wytworzyliśmy słownik, który jest dość ścisły... Sądzę, że rozumiemy się dobrze. Jest też tak, że często te słowa zbyt ubarwiają opisywane efekty, jednak należy liczyć się z tym, że piszący bywają emocjonalnie pobudzeni gdy słyszą coś co ich zaintrygowało.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Miles, Pboczek. Bardzo ciekawie piszecie. Najważniejsze, że macie odwagę podzielić się tu swoimi często bardzo osobistymi i niełatwymi do wyartykułowania przemyśleniami.
Rzeczywiście nauka nie ogarnia jeszcze wielu rzeczy. A tylko dotyka niektórych. W pewnym sensie poruszyłem to już kiedyś w wątku "jak to jest z prądem...", gdy spierałem się z człowiekiem, który ma pewną wiedzę techniczną, ale który poza tę wyuczoną wiedzę nie ośmielił się wychylić. Bo przecież inaczej go uczono, nie to wyczytał. I to dla niego była Nauka a nie jakaś Zasada nieoznaczoności, czy coś podobnego.

Ostatnio, być może fantastycznie sobie myślę, że kto wie, czy takie podstawki pod kable albo cokolwiek innego nie wpływają na dźwięk również dlatego, że tego chcemy. Na zasadzie stawania się aktu naszej woli. Bo przecież Bogu podobni jesteśmy.
Jakże nieodkryte jeszcze zasoby posiada nasz mózg.
I wcale nie chodzi tu o autosugestię jak próbują to niektórzy wyjaśniać. Tylko o akt stwórczy. Nieśmiały jeszcze, rachityczny, ale dokonujący się. A wszystkiemu temu pomagają nasze ekstazy podczas słuchania muzyki. Wprowadzanie mózgu w odmienne stany świadomości, niwelowanie blokad które nas hamują. Nasza kultura a raczej cywilizacja nas tak zaprogramowała. A my teraz musimy się przeprogramować.
Niełatwe to, bo wciąż wpadamy w stare koleiny. Lecz światełko zabłysnęło. Maleńkie, drżące, niepewne. Ale jest.

Bardzo dobrze mi się czyta Wasze przemyślenia. Przemyślenia wszystkich niemal uczestników tego wątku.
A to dzięki Wojtkowi, który założył ten temat.
Ano właśnie. Miles ma też na imię Wojtek. Tak sobie rozmawialiśmy i wyszło, że fajnie by było pisać sobie w odpowiednich (jak ten) wątkach po imieniu.
Jarek jest tylko jeden, jak wiadomo (prezes icon_mrgreen.gif ). Ale Wojtka już mamy. Będzie się myliło, jakby co.
Macie może koledzy jakieś propozycje jak to rozwiązać? Piszę o tym oczywiście za zgodą zainteresowanego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cytat

.
Macie może koledzy jakieś propozycje jak to rozwiązać? Piszę o tym oczywiście za zgodą zainteresowanego.


Ja mam- Angelusa będę nazywał Angelus, Milesa- Miles, bo do imion nie mam pamięci, za to kto to RoRo, czy Belfer mój ulubiony (jeśli jakiś belfer może być lubianym) to wiem dokładnie. Uściślę- nie dam rady zapamiętać czy RoRo to Roman czy Robert? Poza tym mielibyśmy tego typu kłopot- z którym Wojtkiem chcesz gadać?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cytat

Ostatnio, być może fantastycznie sobie myślę, że kto wie, czy takie podstawki pod kable albo cokolwiek innego nie wpływają na dźwięk również dlatego, że tego chcemy. Na zasadzie stawania się aktu naszej woli....
I wcale nie chodzi tu o autosugestię jak próbują to niektórzy wyjaśniać. Tylko o akt stwórczy. Nieśmiały jeszcze, rachityczny, ale dokonujący się. A wszystkiemu temu pomagają nasze ekstazy podczas słuchania muzyki. Wprowadzanie mózgu w odmienne stany świadomości, niwelowanie blokad które nas hamują.


Nie Angelusie drogi, tak nie jest. Żadna to wygoda wiedzieć, że kolejny element (przykładowo podstawka pod kabel) wpływa na dźwięk (przecież to szaleństwo!). Raczej nasze postrzeganie powinno się bronić przed zauważaniem kolejnych wahnięć dźwiękowych. Ja zrezygnowałem z podstawek pod kable z tych samych powodów jak te, które mnie do nich próbowały przekonać- sonicznych. I jeszcze to przemawia przeciwko Twoim przypuszczeniom, a mianowicie fakt słyszenia dwu/trzech osób podobnie, a przecież każdy z nich był o różnej wrażliwości na dźwięk.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Człowieka posiada pewne możliwości stwórcze. Tworzy np. sztukę. To wystarczająco duże pole do aktów kreacji, efekty czasami przechodzą wyobrażenia. Muzyka jest tego oczywistym przykładem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Chyba oddaliliśmy się za bardzo od tematu, bo to czy coś jest nazywane voodoo w audio raczej należy oczekiwać po wpływie (słyszalnym lub nie) sprzętu takiego lub innego na efekty dźwiękowe.

Przykładowym przedmiotem, którego wpływ przez jednych jest wynoszony na piedestał, a przez innych bagatelizowany, jest wtyczka. Jedni i drudzy mają wybór, bo ceny są od przystępnych kilkunastu złotych do kilkuset złotych (a nawet sporo więcej). Albo jakość gniazd zasilających... Ma wpływ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wkleiłeś treść z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Only 75 emoji are allowed.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Poprzedni post został zachowany.   Wyczyść edytor.

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Utwórz nowe...