Skocz do zawartości

The Audio Critic - krytyka współczesnego rynku audio


Kraft

Recommended Posts

48 minut temu, Bogusław Kożyczkowski napisał:

To efekt masteringu pod streaming i słuchania na "pchełkach" na mądrym telefonie. Tak teraz trzeba.

Ponoć jest właśnie odwrotnie. Ponieważ w usługach streamingowych jest wbudowana normalizacja, nie trzeba już kompresować płyt na etapie produkcji. Może streaming uratuje dynamikę nagrań.

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Już linkowałem ten adres w innym temacie, ale pozwól ze przypomnę.

http://www.highfidelity.pl/@numer--152&lang=

Sam zauważyłem, że część wykonawców przestała dawać materiał lepszy nic 24bit 44,1kHz

Po pierwszym szale na jakość 24-192 teraz jest bardziej pod klienta ze słuchawkami, bo jak wiesz teraz jest bum na słuchawki wszelakie. Rynek wydawniczy i wszystko z nim związane przestawia się wraz ze wzrostem sprzedaży muzyki ze streamingu i wraz z odchodzącym zapotrzebowaniem na płyty CD.  Jest jeszcze powrót do winylu, ale on też z czasem się ustabilizuje na pewnym poziomie w sprzedaży tak jak płyty CD

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Kraft napisał:

nie trzeba już kompresować płyt na etapie produkcji.

Jarku, pozwól ze odniosę się też do tego ..

Nagranie "MIWAKU” Mayo Nakano Piano Trio 

Plik DSD 256 - przekonwertowany bezpośrednio do Wawe = DL20

Zas to samo nagranie z CD-R GOLD = DL17

Siła rzeczy, pomimo dbałości o jak najwyższą jakość, nie udało się zachować już tak wysokiego DL.

 

Rynej już powoli zaczął się dzielić, masówka to streaming, trochę płyt CD i ... wybaczcie .. winyl. Klasyka, jazz, i pare podobnych dla których jakość jest ważna i zalecana, to płyty CD a najlepiej SACD (jest różnica, potwierdzam wyższość tego materiału nad warstwa CD).

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, Bogusław Kożyczkowski napisał:

To efekt masteringu pod streaming i słuchania na "pchełkach" na mądrym telefonie. Tak teraz trzeba.

Niestety nie do końca masz rację, bo loudness war zaczął się de facto na początku lat 90-tych, gdzie o komórkach czy streamingu jeszcze nie było mowy. Założeniem nagrywania głośnego muzyki, a więc z niskim DR było to, aby ta muza głośnością wyróżniała się wtedy w radio w stosunku do innych. Jak jednak już pisałem -  nie to decyduje, że ludzie potem taką muzykę kupują. Ale trend niestety pozostał. Dlatego dziękuję bogu, że wychowałem się na muzyce lat 80-tych i w mojej kolekcji ona głównie u mnie dominuje w formie oryginałów, a nie wznowień, które mają już niski DR. Mam sporo muzyki klasycznej, trochę jazzu. W sumie płyt z niskim DR mam procentowo mało, a nawet bardzo mało.

3 godziny temu, Bogusław Kożyczkowski napisał:

Już linkowałem ten adres w innym temacie, ale pozwól ze przypomnę.

http://www.highfidelity.pl/@numer--152&lang=

Bardzo proszę, abyśmy cytowali poważnych recenzentów. 

3 godziny temu, Bogusław Kożyczkowski napisał:

Sam zauważyłem, że część wykonawców przestała dawać materiał lepszy nic 24bit 44,1kHz

Najważniejsze nie są wcale bity i herce, ale dobrze zrealizowana taśma matka i dobry mastering. Taki materiał umieszczony na zwykłej płycie CD zagra tak samo dobrze, jak na UHQCD.

Z kolei UHQCD nie pomoże, jeżeli taśma matka lub remaster są źle zrealizowane.

 

1 godzinę temu, Bogusław Kożyczkowski napisał:

Siła rzeczy, pomimo dbałości o jak najwyższą jakość, nie udało się zachować już tak wysokiego DL.

DL czy DR (dynamic range)?

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Melo-man napisał:

loudness war

...i temu podobne trendy są jak najbardziej odbiciem oczekiwań potencjalnych słuchaczy. Nie mogę teraz tego znaleźć w sieci, ale koncerny muzyczne najnormalniej przeprowadzają badania marketingowe jak się zmienia tzw. "krzywa domowa" i jakie są tendecje. Na tej podstawie następnie projektuje się nagrania i cały mastering. Także nie ma w tym przypadku. 

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tekst ze strony Yamahy (tłumaczenie googla)

GŁOŚNO KONTRA GŁOŚNIEJ

Przed pojawieniem się usług przesyłania strumieniowego do dostarczania muzyki — w czasach, gdy płyta CD była jeszcze dominującym formatem — świat muzyki popularnej doświadczył czegoś, co nazywano „ wojną głośności ”. Aby ich muzyka wyróżniała się w radiu lub klubowym nagłośnieniu (w porównaniu z innymi utworami granymi przed i po), utwory zostały zmasterowane z dużą dozą kompresji, aby uzyskać jak najwyższe średnie poziomy.

Niezamierzoną konsekwencją było zmniejszenie dynamiki tych nagrań, przez co muzyka była zgnieciona, mniej mocna i często męcząca dla uszu. W tamtych czasach nie było niczym niezwykłym, że piosenki miały zakres dynamiki od 4 dB do 6 dB. Album Metalliki Death Magnetic z 2008 roku był jednym z najbardziej skompresowanych, a przez to kontrowersyjnych wydawnictw ery „loudness war”.

Na szczęście usługi przesyłania strumieniowego wprowadziły funkcję o nazwie Normalizacja głośności, która automatycznie ogranicza głośność utworu; bez względu na to, jak głośne jest nagranie, zostanie ono automatycznie wyciszone, aby nie przekraczało tego pułapu. W rezultacie podczas masteringu do streamingu inżynierowie nie odczuwają już potrzeby zmniejszania zakresu dynamiki, aby piosenki były głośniejsze. Zaowocowało to wyższymi zakresami dynamiki w muzyce popularnej, które obecnie mieszczą się średnio w zakresie 10 dB. To wciąż dość wąskie, ale sprawy się poprawiają i mam nadzieję, że era wyciskania życia z muzyki w większości dobiegła końca.

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No, troche mnie poniosło z ty DL = Dirac Live

A faktycznie, wszędzie miało być DR 

Sorrki

============

@Kraft no i wszystko jasne, tylko ..... normalizacja/ograniczenie volume odsłania tylko niewielki zakres DR

Źle, że już masowo psuja też płyty, ale co zrobić takie czasy.

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, Bogusław Kożyczkowski napisał:

Plik DSD 256 - przekonwertowany bezpośrednio do Wawe = DL20

Zas to samo nagranie z CD-R GOLD = DL17

Siła rzeczy, pomimo dbałości o jak najwyższą jakość, nie udało się zachować już tak wysokiego DL.

 

Rynej już powoli zaczął się dzielić, masówka to streaming, trochę płyt CD i ... wybaczcie .. winyl. Klasyka, jazz, i pare podobnych dla których jakość jest ważna i zalecana, to płyty CD a najlepiej SACD (jest różnica, potwierdzam wyższość tego materiału nad warstwa CD).

DR=20 to bardzo dobry wynik, podobnie jak DR=17.

Co do SACD czy tzw. złotych nosników mam mieszane uczucia. Płyty SACD, które mam w kolekcji po pierwsze brzmią ciut mniej dynamicznie od CD. Po drugie - jak dla mnie brzmią już za sterylnie, klinicznie. Te niby wyższe parametry płyty SACD nie robią na mnie wrażenia. Dźwięk z nich jest dla mnie akceptowalny, ale wcale nie lepszy. Z kolei potrafi zrobić wrażenie np. seria Living stereo - praktycznie przedstawiająca pierwsze próby z muzyką dwukanałową. Np. takie "Obrazki z wystawy" brzmią wręcz rewelacyjnie. Zapomniałbym - świetnie nagrana płyta SACD to znowu seria Living stereo z 5 i 6 symfonią Beethovena. Ale że tak brzmi to w mojej ocenie wynika z dobrej tasmy matki i remastera. Na płycie CD zagrałoby podobnie.

Wiem też, że mamy tutaj różne gusta. Ty optujesz w wydaniach made in Japan, do których ja osobiście mam wręcz krytyczny stosunek, zwłaszcza wydań po roku 2000 r., gdzie tworzy się efekciarskie brzmienie przez majstrowanie tonalnością (zwłaszcza w zakresie tonów średnich). To nie ma nic wspólnego z dobrym brzmieniem np. płyt CD nagrywanych w latach 80-tych.

Co do muzyki klasycznej to oprócz Living stereo świetnia brzmią praktycznie wszystkie realizacje z lat 60-tych czy 70-tych niezależnie czy to EMI, Sony czy Decca. Mam takie wydanie "Carmen" z Callas (bodajże Decca, ale mogę się mylić), które wgniata w fotel.

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Poprzedni mój system był mocno wyczulony na płyty "loudness war". Nie każde potrafił zagrać akceptowalnie. Wiem, że to trudne, zwłaszcza w muzyce nazwijmy to rockowej lub podobnej. W końcu jednak pi płyty Coldplay zaczęły fajnie grać. 😉

Jak pisałem - płyt z niskim DR nie mam na szczęście za dużo. Ale dwie o dziwo brzmieniem wyróżniają się na plus.

Jest to Santana "Supernatural" i Sade "Soldier of love" które brzmią bardzo dobrze, by nie napisać świetnie.

 

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, Melo-man napisał:

Poprzedni mój system był mocno wyczulony na płyty "loudness war".

Czyli rozumiem ze obecny juz nie jest (tak) wyczulony (jak poprzedni) i wszystko brzmi bardziej  podobnie do siebie niezależnie od DR?🤔

Jesli "tak" to na jakie aspekty dźwięku zmieniłeś tę "utraconą" możliwość selekcji utworów (wiadomo jak to w audio... kompromisy ciągłe)? 

Ps: jesli nie chcesz to nie odpowiadaj. (Tak tylko z ciekawości zapytałem).

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

36 minut temu, Chyba Miro 84 napisał:

Czyli rozumiem ze obecny juz nie jest (tak) wyczulony (jak poprzedni) i wszystko brzmi bardziej  podobnie do siebie niezależnie od DR?🤔

Jesli "tak" to na jakie aspekty dźwięku zmieniłeś tę "utraconą" możliwość selekcji utworów (wiadomo jak to w audio... kompromisy ciągłe)? 

Raczej trudno mówić o kompromisie, a wręcz przeciwnie. Wiadomo - każdy system ma wady. Chodzi tylko o to, żeby je zminimalizować. Im poziom wyżej tym wady są mniejsze. Rzecz w tym, aby złożyć system tak, aby płyty, które kiedyś grały słabo zaczęły brzmieć. Dzisiaj po latach doświadczeń stawiam tezę, że im lepszy system tym rzeczywiście zrównuje poziom nagrań, ale do góry.

W uproszczeniu - jeżeli poprzedni system grał jakieś płyty na poziomie dajmy na to 5 9 8 10 4, to obecny daje 7 9 9 10 7.

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Melo-man napisał:

Dzisiaj po latach doświadczeń stawiam tezę, że im lepszy system tym rzeczywiście zrównuje poziom nagrań, ale do góry.

A ja się z tym zgadzam. Kiedyś (przed DSP) miałem kawałki /płyty których nie słuchałem bo drażniło dudnienie. Teraz źle nagrane kawałki można analizować, gdzie są błędy, ale ogólnie brak elementów drażniących (u mnie to były mody basu) 

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, marcinmarcin napisał:

A ja się z tym zgadzam. Kiedyś (przed DSP) miałem kawałki /płyty których nie słuchałem bo drażniło dudnienie. Teraz źle nagrane kawałki można analizować, gdzie są błędy, ale ogólnie brak elementów drażniących (u mnie to były mody basu) 

Tak....  tylko że my (Ja i @Melo-man), nie rozmawialismy o modach i dudnieniach tylko o różnicowaniu płyt (dynamika nagrań a nie dynamika/jakość basu).

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

45 minut temu, Chyba Miro 84 napisał:

Tak....  tylko że my (Ja i @Melo-man), nie rozmawialismy o modach i dudnieniach tylko o różnicowaniu płyt (dynamika nagrań a nie dynamika/jakość basu).

A ja mówię o wpływie jakości sprzętu (wyrównanego pasma) na odbiór różnych płyt. Mam dość szczegółowy i precyzyjny system, mimo to nie mam płyt czy rodzaju muzyki którego nie da się słuchać... i to bez względu na niski czy wysoki DR

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

12 godzin temu, marcinmarcin napisał:

Mam dość szczegółowy i precyzyjny system, mimo to nie mam płyt czy rodzaju muzyki którego nie da się słuchać... i to bez względu na niski czy wysoki DR

Dokładnie to! Oczywiście każda płyta brzmi inaczej nie tylko w zakresie aranżacji, ale i jakości brzmienia. To normalne. Wyzwaniem dla systemu nie są proste aranżacje jakich jest pełno na YT, ale np. muzyka klasyczna (symfoniczna) czy też właśnie muzyka rockowa.

Miałem wiele systemów. Pierwszy praktycznie w ogóle nie grał. Kolejny grał tylko wybrane kawałki na płytach dobrze. Jeszcze kolejny wyróżniał już płyty. Aż udało się złożyć system, na którym praktycznie każdej płyty da się słuchać w sposób akceptowalny. Nie oznacza to, że każda płyta zabrzmi REFERENCYJNIE, CUDOWNIE, ale na tyle dobrze, że nie ma problemu z jej odsłuchem. W konsekwencji nie ma jakieś przepaści pomiędzy płytami bardzo dobrze nagranymi, a tymi innymi, które kiedyś grały tak sobie lub wręcz słabo (patrz poniżej wpis o Jeziorze łabędzim).

Kompletując ostatnie systemy zmieniłem nastawienie, nie zrzucając wszystkiego na płyty, ale szukając przyczyn w systemie.

Dodam, że pierwsze moje systemy ogólnie miały problem z odtwarzaniem muzyki klasycznej. Do dzisiaj pamiętam, jak na systemie Technicsa (koniec lat 90-tych) tragicznie płasko bez przestrzeni brzmiało Jezioro łabędzie Czajkowskiego (wyd. EMI). Tą płytę mam do dziś i wiem jak potrafi brzmieć. To jest przepaść.

Czy mając Technicsa poprawnym byłoby stwierdzenie - ale tragicznie nagrana jest ta płyta?

Poza tym nie tylko DR decyduje o końcowej jakości brzmienia...

 

Edytowano przez Melo-man
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wkleiłeś treść z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Only 75 emoji are allowed.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Poprzedni post został zachowany.   Wyczyść edytor.

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Utwórz nowe...