Skocz do zawartości
Zaloguj się, aby obserwować  
wpszoniak

KLASYKA ROCKA

Recommended Posts

Powroty do klasycznych pozycji rocka i ballady rockowej jest zjawiskiem i normalnym, i pożądanym, i miłym naszym (melomanów) uszom:

Legendarny już- „American Pie” stał się drugim hymnem narodowym Stanów Zjednoczonych. „American Pie”, 26-letniego Don McLean’a, to prawdziwie amerykańska płyta od początkowych akordów tytułowego utworu po ostatnie takty. Dziś łatwiej zrozumieć wpływ, jaki ta wspaniała płyta miała na muzykę popularną.
Wydany w 1971 roku przez United Artists Records, natychmiast zajął pierwsze miejsce listy przebojów, czyniąc nazwisko- McLean powszechnie znanym. „American Pie”. Tekst piosenki, pełen aluzji opowiada o katastrofie lotniczej z 1959 r., która zabiła Buddy’ego Holly’ego, Ritchie Valensa i The Big Bopper’a (Jiles Perry Richardson), a także o następstwach tego wydarzenia. Wydarzenie to znane jest pod określeniem „The Day the Music Died” (Dzień, w którym umarła muzyka)– zwrot, który został rozpowszechniony dzięki tej piosence. Dzieło od czasu swej premiery utrzymuje wysoką popularność do dziś.

mc-lean_mini.jpg.24b36c1cb957de4eb214db2cabdcb0cf.jpg

Inne utwory mają charakter autobiograficzny, nawiązujący do młodości McLeana kiedy pracował jako gazeciarz. Mimo że wiele tekstów piosenek potrzebuje interpretacji, jasne jest, że autor koncentruje się przede wszystkim na ogromnych zmianach w kulturze popularnej w latach 60. XX wieku, są metaforą powszechnych wówczas wstrząsów społecznych. Muzycznie- nagrania zgromadzone na płycie, zawierają akustyczną grę gitarową McLeana z towarzyszeniem niewielkiej części smyczków, dla ożywienia muzyki. Ciepły, łagodny ton współgra z poetyckimi tekstami McLeana. Wszystkie wokale i części instrumentalne są nienagannie wykonane, są również samą przyjemnością przy słuchaniu albumu „American Pie”.

J.J. Cale napisał „After Midnight” i „Cocaine”, a Eric Clapton później przerobił na wielkie hity… J.J. Cale nie tylko pisał świetne piosenki, ale i wspaniale je wykonywał- jego wyczucie rytmu, bluesa czy boogie było wielce inspirujące dla Erica Claptona i Marka Knopflera. Mimo, że jego sztuka była w cieniu tych, którzy go podglądali, udało mu się zbudować kult poświęcony jego sporadycznie wydanym nagraniom.
„After Midnight” (nagrany przez Erica Claptona już w 1970 roku) pojawił się na debiutanckim albumie o tytule- „Naturally”. Płytę w 1972 roku wydał Shelter Records.

jjcale_mini.jpg.a9b81bfea049209c632d7f9aad5eced7.jpg

Album prezentował charakterystyczny, dyskretny styl Cale’a, który nie przeszkodził by utwory: „Crazy Mama”, „After Midnight” (ponownie), „Bringing it Back”, „Call Me the Breeze” i „Clyde”, stały się hitami. J.J. Cale leniwie toczył swoje boogie, który był w sprzeczności z tym co wówczas było komercyjne- tam, gdzie jemu współcześni budowali bogate solówki gitarowe, on dopracowywał puls utworu. W rezultacie powstał wciągający album, miły, ale niewytyczający nowych dróg w muzyce. Ale czy wszyscy muszą przewodzić? Są artyści skromni, którzy chcą jedynie tworzyć dobrą muzykę i nic ponad to… W przypadku J.J.Cale’a wystarczyło by zapisać się złotymi literami w historii rocka.

„Tapestry”- album zyskał status super-płyty, a wokalistka i autorka piosenek Carole King– supergwiazdy, jako jednej z najbardziej utalentowanych i odnoszących sukcesy kompozytorek muzyki pop, z utworami zarejestrowanymi chyba przez wszystkich znaczących wokalistów epoki lat 70. ubiegłego stulecia.

carole_king_1-mini.jpg.f827561241928f07944e5bf96fb4a762.jpg

Na okładce Carole King rozluźniona w porozciąganym swetrze, a  obok kot zwinięty w kłębek- obraz domowego bezproblemowego szycia. Na rewersie okładki umieszczono tytuły piosenek i teksty. Całość kojarzy się z trwałością, solidnością i… Niezależnością. „Tapestry” jest drugim albumem z katalogu Carole King, a wydany został w 1971 roku przez Ode Records. To jeden z najlepiej sprzedających się albumów wszechczasów, z ponad 25. milionami sprzedanymi egzemplarzami na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych certyfikat diamentowy został przyznany przez RIAA gdy sprzedano ponad 10 milionów egzemplarzy. W 1972 roku otrzymał cztery nagrody Grammy, w tym Album Roku. Carole King była już wystarczająco sławna, w poprzedniej dekadzie, ale po „Tapestry” jej kariera gwałtownie urosła. Wszyscy fani mieli egzemplarz przebojowej płyty na początku lat siedemdziesiątych… Lata późniejsze pokazywały jaki wielki wpływ miały utwory z tej płyty i ich wpływ jest nadal słyszalny. Dwie najbardziej znane piosenki z albumu: „Will You Love Me Tomorrow” i „(You Make Me Feel Like) A Natural Woman” zostały spopularyzowane wcześniej- pierwsza z nich przez The Shirelles (w 1961 roku), a druga przez Arethę Franklin (w 1968 roku). Ale to trzy pierwsze piosenki z „Tapestry”: „I Feel the Earth Move”, „So Far Away” i „It’s Too Late”, sprawiają, że jest to jeden z najbardziej udanych albumów z lat 70. W nagraniach King łączy pop, soft rock, folk, countr, gospel, soul, rhythm and blues z elementami  jazzu z odrobiną. To zbiór dwunastu pełnych wdzięku i elegancji perełek piosenkarskich odznaczających się ciepłem i intymnością, wykonanych z uczuciowym zaangażowaniem. Carole King nie jest największą z wielkich piosenkarek, ale na pewno odznacza się głęboką wrażliwością i bezpretensjonalnym autentyzmem. „Tapestry” to nie tylko jeden z najlepszych kobiecych albumów wszech czasów, ale i ponadczasowy kamień milowy muzyki pop, bo świetne piosenki nigdy nie wychodzą z mody.

The Byrds byli nie mniej ważni niż The Beatles, The Rolling Stones czy The Beach Boys. A dziś widać to lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, bo jak się okazało byli bardzo wpływowym zespołem na całe późniejsze pokolenia muzyków. The Byrds obok Boba Dylana zdefiniowała brzmienie folk rocka dając podstawy pod przyszły rozwój tego gatunku. Ich przebojowy „Turn! Turn! Turn!” stał się jednym ze sztandarowych hymnów ruchu Flower Power. Uwielbiali ich hipisi. Odegrali także istotną rolę w tworzącym się nurcie rocka psychedelicznego gdy zespajali wokalne harmonie z niespokojnym eklektyzmem. Na początku reprezentowali nurt folk-rockowy, a debiutancki „Mr. Tambourine Man” (Columbia Records, z 1965 roku) jest tego koronnym przykładem.

byrds_tambourine_mini.jpg.41655e60558fff812268e95a3a88ea49.jpg

Krytycy muzyczni wymyślili termin „folk-rock” właśnie wtedy gdy należało opisać brzmienie zespołu, którego singiel „Mr. Tambourine Man” dotarł na szczyt listy przebojów. W The Byrds ceniono najbardziej wyrafinowane harmonie wokalne dodane do ich folkow-rock’owego brzmienia. Za sukcesem tej płyty stoi przede wszystkim Bob Dylan, bo przecież napisał trzy utwory, w tym utwór tytułowy, ale i inni folkowi wykonawcy: Pete Seeger („The Bells of Rhymney”) i Jackie DeShannon („Don’t Doubt Yourself, Babe”). Muzycy The Byrd skomponowali materiał, który był dość znaczący sam w sobie: „I’ll Feel a Whole Lot Better”, autorstwa Gene Clarka (rytmiczna gitara), jest doskonałym przykładem na rozeznanie zespołu co może się rzeszy fanów podobać. Z powodu fantastycznych popisów wokalnych Gene Clarka, Jima McGuinna (gitara prowadząca, wokal) i Davida Crosby’ego (rytmiczna gitara, wokal) płytę należy uznać za rzeczywiście prekursorską.

W okresie gdy psychodelia zaznaczała swoją obecność na scenie rockowej The Byrds stworzyli dwa dzieła- „Fifth Dimension” i „Younger Than Yesterday”. Duży wpływ na atrakcyjność materiału muzycznego z płyty „Younger Than Yesterday” miało pojawienie się w zespole basisty Chrisa Hillmana, jako utalentowanego autora piosenek i wokalisty. Płytę wydała Columbia Records w 1967 roku.

birds_mini.jpg.050bef2e07879c0e9be496e2526405a5.jpg

Sesje dla czwartego albumu The Byrds rozpoczęły się 28 lipca 1966 r. Producentem został Gary Usher[*]. Usher pomógł zrównoważyć eskalację napięcia wewnątrz zespołu, jednocześnie przynosząc blask muzyce. Czas pokazał, że „Younger Than Yesterday” świetnie wytrzymuje próbę czasu, podobnie jak debiutancki- „Mr. Tambourine Man”. David Crosby , Roger McGuinn, a szczególnie Chris Hillman, wcielają się w autorów atrakcyjnych piosenek łączącym folk-rock i psychedelię. Sardoniczny „So You Want to Be a Rock ‚n’ Roll Star” był wspaniałym singlem, „My Back Pages”- także był hitem i był ostatnim z ich klasycznych coverów Dylana. „Thoughts and Words”, „Renaissance Fair”, „Have You Seen her face” i zabarwione bluegrass’em „Time Between” są jednymi z najlepszych ich piosenek.
Album otrzymał pozytywne recenzje od krytyków muzycznych: Pete Johnson z Los Angeles Times ostrożnie zauważał, że „album jest dobry, ale byłby smutny, gdyby służył jako pomnik, oznaczający koniec rozwoju The Byrds, niewiele bowiem można odróżnić od ich poprzednich płyt z punktu widzenia kreatywności.”, pozytywną recenzje napisał Peter Reilly z Hi-Fi / Stereo Review, który określił płytę jako „przyjemny i dobrze wykonany album, który, jeśli zostanie uważnie wysłuchany, wyjaśni wiele z tego, co dzieje się wokół nas „, recenzent Melody Maker entuzjastycznie nastawiony do tego albumu komentował: „jeśli zignorujesz ten album, jesteś nie tylko głupi – ale i głuchy!”

 

The Hollies– jeden z najlepszych zespołów pop-rock brytyjskiej „Invasion”, rozpoczął swoją działalność artystyczną w 1963 roku, grając głównie covery rhythm and bluesowe i wczesnego rock & rolla, które zresztą stanowiły podstawę dla niezliczonych brytyjskich zespołów tamtego czasu. Jednak szybko dopracowali się bardziej charakterystycznego stylu z wokalnymi harmoniami (inspirowani przez Everly Brothers) i materiałem o pozytywnym wydźwięku. Najlepsze płyty wczesnych The Hollies wywołują do dziś akceptację wśród melomanów. Próbowali też bardziej wyrafinowanego brzmienia folk-rocka i łagodnych brzmień psychodelicznych, te próby również można uznać za udane. „For Certain Because…” był piątym brytyjskim albumem The Hollies, wydanym w 1966 roku dla Starline Records. To był pierwszy album The Hollies, w którym wszystkie utwory zostały napisane przez członków zespołu: Allana Clarke’a (wokal, harmonijka) , Grahama Nasha (wokal, rytmiczna gitara) i Tony’ego Hicksa (wokal, gitara, banjo). Skład uzupełniali: Bobby Elliott (perkusja), Bernie Calvert (gitara basowa, piano) i Eric Haydock (gitara basowa w „Don’t Even Think About Changing”).

hollies_2_mini.jpg.fee5f5882651dc848dc151fc9841d99f.jpg

To album, który był bardziej wyrafinowany muzycznie dzięki bogatszym aranżacjom i bardziej osobistym, a tym samym bardziej szczerym folk-rockowym kompozycjom. Na pewno jest godnym podziwu wydawnictwem, który może uznany został przez krytyków najlepszym albumem grupy. Instrumenty dęte, banjo, dzwony i rozwibrowane pianino ubarwiające podstawowe instrumenty rockowe, a gdy dołączy się do tego świetne wokalne harmonie to jedynie przyjemna kompozycja może być naprawdę bardzo atrakcyjną. Takie kompozycje jak: „Pay You Back with Interest”, „Tell Me to My Face”, “Clown” czy przebojowy „Stop! Stop! Stop!” musiały uczynić album niezapomnianym.

Artwoods przewodzili wraz z The Animals i The Spencer Davis Group brytyjskiemu rhythm and blues’owi, ale nigdy nie doznali sukcesu nagraniowego, choć na to na pewno zasługiwali. Ich zwolennicy oklaskiwali ich w klubach, w których grali. Art Wood, starszy brat Rona Wooda, był zaangażowany w londyńską scenę bluesową niemal od samego początku, jako członek Blues Incorporated, pionierskiego zespołu bluesowego i rhythm & bluesowego, założonego przez Alexisa Kornera i Cyrila Daviesa. W Artwoods grali znakomici muzycy, którzy później odgrywali znaczące role w innych znanych zespołach: Jon Lord (organy) w Deep Purple, Keef Hartley (perkusja) w Bluebreakers i w The Keef Hartley Band. Ich brzmienie było przesiąknięte soulem i funkiem co odróżniało ich od wielu innych podobnych grup i byli w tym bardzo dobrzy, z naturalnym wyczuciem stylu. Organista Jon Lord i gitarzysta Derek Griffiths  byli bardzo błyskotliwi, a Keef Hartley był zarówno żywiołowy, jak i o potężnym uderzeniu. Wszystkie te cechy sprawiły, że Artwood był atrakcją koncertową na najwyższym poziomie. Klubowa publiczność zawsze mogła liczyć na świetne show. Rzeczywiście nie mieli problemu z graniem setek koncertów rocznie.

artwoods_mini.jpg.2b8ff2ad51348e0187be7cec82146029.jpg

Jedyny album zespołu The Artwoods- „Art. Gallery”, wydany przez Decca Records w 1966 roku, był mieszanką rhythm & bluesa i jazzu, rockowo przyprawioną. Żaden z utworów nie był stworzony przez członków grupy, jednak umiejętności wokalne i interpretacyjne były wystarczające by później te utwory utożsamiać z Artwoods. Ta rzadko wznawiana płyta została ponownie wydana na płycie CD przez niemiecki Repertoire z dodatkiem 14 bonusowych utworów, w tym singli i wszystkich czterech piosenek z ich rzadkiego krążka pierwotnie wydanego jako EP- „Jazz in Jeans”. Ta EP’ka i ich dwie inne piosenki z listy bonusowej (z 1967 roku) nie zostały ponownie wydane w innym miejscu. To rarytasy dla fanów zespołu, ale niestety niektóre z nich nie przedstawiają wielkiej wartości artystycznej. Nie jest to kompletne dzieło tego brytyjskiego zespołu rhythm & blues’owego, bo brakuje czterech piosenek, które pojawiły się tylko w singlach. w tym ich najlepszego- „Oh My Love” z 1965 roku. Jeśli ktoś spośród melomanów, szczególnie rozmiłowanych w rhythm & bluesie, pominął tę grupę to błąd popełnił.

The Troggs wydali w 1966 roku swój debiutancki longplay w Anglii pod tytułem „From Nowhere”, a w USA użyto tytułu takiego jak ich przebojowy singiel „Wild Things”. Osiem utworów pojawiło się na obu płytach.

troggs_wild_mini.jpg.cc83831117e1d84b5d9310bca8033f87.jpg

Tylko w brytyjskim wydaniu pojawily się covery: „Ride Your Pony” i „The Kitty Cat Song”, „Louie Louie” i „The Jaguar and The Thunderbird”. Oczywiście na obu płytach jest „Wild Thing”- główna atrakcja płyty oraz inne świetne przeboje: „From Home”, „I Just Sing”, „Jingle Jangle”, „Hi Hi Hazel”, czy „Lost Girl”. Nie ma: „With a Girl Like You” ani „I Want You”, co sprawiło, że US Wild Thing jest lepszym wyborem. Wszystkie dobre utwory pojawiają w 2003 roku ze zmienioną listą utworów i pięcioma dodatkowymi utworami w reedycji wydanej  przez niemiecki Repertoire Records. Spojrzenie wstecz powoduje, że ich mocne riff’owe, ale i bardzo proste, granie mogło być uznane za proto-metal, a nawet proto-punk. Przeszli do historii rocka jako uzdolnieni twórcy przebojów singlowych z lat sześćdziesiątych, z szeregiem klasyków. Nigdy nie osiągnęli takiego samego poziomu sukcesu wydając albumy. Debiut- „From Nowhere” był ich największym sukcesem.

Najbardziej znany zespół brytyjskiej sceny glamrockowej z lat 70., T. Rex Marca Bolana, zaczynał jako przedstawiciel psychedelii i folk-rocka, dopóki nie zmienił się w rock & roll’owego potwora „zagryzającego” konkurencję na listach przebojów. Przez kilka lat T. Rex był najpopularniejszym zespołem w Anglii i z silną pozycją kultową w Stanach Zjednoczonych. Właściwie wystarczył tylko jeden album- „The Slider” (EMI i Reprise, z 1972 roku) żeby być na długie lata jednym z najbardziej wpływowych zespołów brytyjskiej sceny rockowej.

t-rex_mini.jpg.a4db45789513d3e2c99b91c19cbe0fac.jpg

Dla promocji albumu wydano dwa single: „Telegram Sam” i „Metal Guru”… „The Slider” został nagrany pod Paryżem w Château d’Hérouville. Produkcja rozpoczęła się w marcu 1972 roku, a podstawowe nagrania zostały ukończone w Strawberry Studios w pięć dni. Producent Tony Visconti mimo niewielkiego podstawowego składu personalnego uczestniczącego w nagraniach potrafił nadać płycie bardzo pełne i głębokie brzmienie (zapewne dzięki użyciu sekcji smyczków). Obok Marca Bolana (wokal, gitara) grali i śpiewali: Steve Currie (basowa gitara), Mickey Finn (instrumenty perkusyjne, wokal), Bill Legend (perkusja)i wokaliści- Mark Volman („Flo”) Howard Kaylan („Eddie”). „The Slider” replikuje wszystkie zalety „Electric Warrior”, wcześniejszej płyty z 1971. roku, która wydaje się teraz „nieśmiałą, ale równie ładną starszą siostrą”.

t_rex_warrior_mini.jpg.8525abe542d744c19e63b39e25116e9b.jpg

Twórczość Bolana w obu przypadkach jest równie mistyczna jak plebejska, ubrana w pop’ową formę krótkiej piosenki. Główną różnicą jest to, że „Electric Warrior” zastąpiony został pełniejszą i lepiej brzmiącą produkcją. Gitara ma twardszy dźwięk, chórki są umiejscowione bliżej słuchacza, instrumenty masywniejsze, a dzięki wprowadzeniu sekcję smyczków przestrzenność wzrosła. T.Rex brzmi ciężko niczym grupy hard-rock’owe, natomiast linie melodyczne wskazują na aspiracje pop’owe, a rytm- jako stale powtarzający się wzór, podpowiada- „tańczcie!”.  miłość Liryka Bolana skłania się ku absurdalnym treściom… Chyba należy traktować jako zabawę słowem. „The Slider”, nawet jeśli porusza się na tym samym podłożu co „Electric Warrior”, należy uznać jako pozycję klasyczną (jak jego poprzednik) dla sfery rock’owej, bo jest bezbłędnie wykonany i nadal atrakcyjny.

 

Jeśli pożądacie większej ilości obrazów przedstawiających omówione płyty to zapraszam do obejrzenia: logo_blog_wp_2.jpg.f734d3f57cd913ec229543deefd57d9c.jpg

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

×