Pierwszego marca właściciel firmy zmarł. Został znaleziony w swoim mieszkaniu i niestety nieskutecznie reanimowany przez pracowników.
Tego samego dnia rodzina właściciela zamknęła firmę na głucho i uniemożliwiła pracownikom wysłanie zrealizowanych zamówień i poinformowanie klientów. Pracownicy, na prośbę, aby mogli jeszcze przez tydzień pracować i pozamykać rozpoczęte tematy, uslyszeli od brata właściciela, że mają się odciąć od tego i pretensje mieć do "tego co leży w kostnicy".