Jestem po pierwszych odsłuchach Marantza SA12. Mogę być nieobiektywny w ocenie ale spróbuję coś powiedzieć.
Bardzo wyraźny dźwięk. Dużo detali, bardzo dobrze zaakcentowane skraje pasma. Muzykalne brzmienie, scena blisko (ustawienie kolumn) wokale bardzo namacalne. Trochę brak głębi ale może to wina reszty toru nie wiem nie mam sprzętu z górnej półki. Największą zaletą jak dla mnie jest to że nic się nie zlewa, wszystko na swoim miejscu co bardzo fajnie słychać przy muzyce klasycznej której często słucham. Instrumenty są bardzo dobrze odseparowane, brzmią naturalnie. Bas jak to w Goldach, dla mnie jest przyjemny w odbiorze i taki lubię ma po prostu jakość nie dudni, jest nie dominujący ale fajnie zaznaczony. Średnica mogłaby mieć większą głębię ale i tak jest bardzo dobrze. Dźwięk z głośnika wstęgowego po prostu potwierdził to że wybór Goldów do tego pokoju był prawidłowy. Niektórzy wolą kopułki ja wstęgę. Jedynym wyjątkiem są SCM40 moje marzenie...ale może kiedyś może niebawem
Czego słuchałem: Mozart, Strauss, De Mono, soundtrack Top Gun, Scorpions. SACD Maanam z ostatniego wypustu rewelacja. Porównanie z tym co mam czyli streamer Onkyo 6170 który pomimo relatywnie niskiej ceny ale podwójnej kości AK i na prawdę dobrego analogowego charakteru brzmienia wypadło tak że odtwarzacz Marantza zjadł streamer w całości. Kwestie typu czas wczytywania cd, sacd, jakość pilota czy czytelność wyświetlacza pomijam. Chodziło mi o dźwięk. Wiem że niektórzy też na to patrzą. O jeszcze wykonanie jest całkiem dobre, takie porządne powiedziałbym.
Czego mi zabrakło? Spodziewałem się większej holografii. Nie jestem rozczarowany wręcz przeciwnie to świetny odtwarzacz. Wejść cyfrowych jeszcze nie sprawdzałem.
Dla świętego spokoju jeszcze muszę odsłuchać jak gra cd Caspian. Decyzja nie jest podjęta.