BlaBla Napisano 12 godzin temu Napisano 12 godzin temu (edytowany) Otrzymałem właśnie słuchawki Grado SR325X. Żeby nie tworzyć dwukilometrowych wpisów, tu opiszę pierwsze wrażenie dotyczące estetyki, posłucham dopiero popołudniu i wtedy wyprodukuję drugi wpis. Będą wiec dwa wpisy kilometrowe 😇... Nigdy nie miałem do czynienia z tą marką, chociaż od lat czytam właściwie wyłącznie pochlebne opinie o tych słuchawkach. Przewinęło się na mojej głowie może niezbyt wiele ale dość różnistych konstrukcji otwartych od Audeze LCD-X po Koss UR 40 (żeby zobrazować rozpiętość budżetową) więc z grubsza wiem czego mi trzeba i na pewno nie oceniam jakosci brzmienia po cenie, szukam tego co zagra pode mnie. A w dodatku wiem z czym, bo wzmacniaczy nie zamierzam zmieniać. Nie ukrywam, że estetyka jest bardzo ważna zwlaszcza w przypadku słuchawek, więc od razu napiszę wprost - Grado to najbrzydsze słuchawki jakie miałem w rękach, po prostu wyglądają fatalnie, a z dwukrotnie droższymi Meze jakie miałem ostatnio na próbę łączy je na pewno jedno - na żywo prezentują się o wiele gorzej niż w necie...😂. No wręcz rozpaczliwie to wygląda. Jedyne co budzi w ich wyglądzie zaufanie, a nawet szacunek to metalowe muszle. To element bardzo starannie wykonany, chyba niezniszczalny oraz ciekawy dizajnersko. Reszta to hmmm.... Nauszniki z gąbki - mają strukturę jakiejś przypadkowej gąbki do mycia naczyń, są chropowate, nieprzyjemne w dotyku, płytkie i małe (tu chyba jest możliwy firmowy upgrade). Widoczne centralnie przetworniki, zasłonięte kawałkiem pończochy (🤔) prawie dotykają małżowiny. Co najważniejsze - TO SŁUCHAWKI NAUSZNE!!!! Nie tylko nie obejmują małżowiny ale nawet jej nie zakrywają w całości. To było dla mnie zawsze problemem, bo lubię sluchawki duże, wokółuszne - są bardziej audiofilskie z wyglądu, przecież wiadomo, szpan....😎. Dla odsłuchu to natomiast bez znaczenia, bo nawet gdy muszla obejmuje ucho, to i tak wszystko słychać - sluchawki otwarte przecież. Ale jakoś tak wolę te duże... łeb lepiej wygląda.... Pasek na głowę jest ze skóry chyba, raczej niezniszczalny. Niepokój budzi sposób regulacji, podobny jak np w Audeze, tylko te druty (nie pręty, nie wsporniki - po prostu druty z budowy!) nie mają wgłębień, są gładkie i nie wiem jakim cudem to się nie przesuwa - a nie przesuwa się o dziwo! W Audeze ciągle się przesuwało...ale tam waga była superciężka... Tu waga raczej lekko półśrednia 🤣, cięższe od ATH, bo od nich wszystko jest cięższe, lżejsze od Audeze, bo od nich wszystko jest lżejsze. Kabel bardzo fajny. Dość miękki i w fajnym oplocie więc na pewno nie mikrofonuje. Wtyk mały jack + przejściówka 6,3mm. Kabel na szczęście niewymienny 😉. Mozna dokupić przejściówkę firmową na XLR 4-pinowy. Tyle tytułem wstępu. Poniżej kilka fotek Skromne opakowanie.... ...jeszcze skromniejsza zawartość.... Stereotyp mówi, że Japończycy wszystko zmniejszają, a Amerykanie to gigantomaniacy. Tu role się odwróciły. Po lewej ATH AD900X po prawej Grado SR325X. Oczywiście było już ciut posluchane...😁 i raczej nie szykuję przesyłki zwrotnej! Edytowano 12 godzin temu przez BlaBla 2 1 Odpisz, cytując
BlaBla Napisano 5 godzin temu Autor Napisano 5 godzin temu Grado SR325X to słuchawki, które nie tylko dziwnie wyglądają ale też dość charakterystycznie grają. Zdecydowanie nie dla każdego. Raczej dla tych, którzy lubią się zagłębić w nagranie. Co do ich charakteru najbardziej nasuwają mi się określenia - brutalność i bezkompromisowość. To co ma grać - gra, to co nie ma grać - też gra 🤣. Gra wszystko, bardzo, dosłownie, na wprost, bez wyjątków. Gdy w katedrze stoi chór, to słychać jak on tam jest obecny, jeszcze nikt nie śpiewa, nic się nie dzieje ale już w uszach coś faluje, coś po prostu jest. Gdy stopa gra subtelnie, to nie usłyszymy tylko raczej poczujemy drżenie naciągu bębna basowego. Uderzenie palcem w korpus instrumentu, oddech muzyków, skrzypienie podłogi czy krzesła, słychać nawet jak dyrygent bierze gwałtownie zamach nim orkiestra zacznie grać. Gdy grają organy jest wręcz wrażenie drżenia murów katedry. Ale słychać też dźwięki muzyki, które wczesniej były niewyraźne lub uwiklane w jakimś gąszczu, niezdefiniowane, bas, stopa? Wszystko zostaje wydobyte - jak napisalem, to co ma grać i to co nie ma.... Brzmienie w duzym stopniu implikuje ich dziwaczna budowa, zwlaszcza jedno - ekstremalna bliskość przetwornikow do uszu. Stąd bierze się dosłownie granie z bliska, bardzo wyraźnie, dla nas, a nie gdzieś tam w tle... To narzuca styl słuchania - Grado żądają uwagi, skupienia, po to grają blisko, dokladnie, dosłownie, żeby tego słuchać. To jest też wskazówka dla kogo lub do czego te słuchawki. Tu rządzi dźwięk, detal, realizm, dosłowność. W tych słuchawkach mamy świadomie słuchać muzyki. Jak ktoś chce muzyki do czytania książki, czy do pracy, to raczej nie ten kierunek. Grado SR325X za bardzo skupiają uwagę na muzyce. Basu jest wiecej na pewno niż w ATH a mniej niż w Meze czy LCD-X, jest on bardzo dobrze ułożony. Ani razu nie slyszalem jakiegoś zamulenia, udawania niskich tonów, pomruku. Nie ma trudności z rozróżnieniem źródła, czy to organy, syntezator, bas czy kontrabas albo stopa, zawsze wiemy co gra. Jeśli idzie o tony średnie i wysokie tu dla wielu pojawi się problem. SR325X nie cofają się o krok od dołu do góry pasma, więc od wyzszych wokali (Plant, Lennon, Jagger) przez wysokie rejestry gitar i smyczków, po najwyższe dźwięki syntezatora czy talerzy, wielu może uznać, że jest za dużo, czy za jaskrawo. Ale za to jak stalowa miotełka muśnie talerz perkusji, to właśnie to usłyszymy - nie jakiś nieokreślony szelest, szmer, tylko wlasnie to, co zagrane! Scena jest klopotliwa do opisania, jest dość wąska (tu ATH nie ma konkurencji) i może niezbyt głęboka (tu Audeze nie ma konkurencji) ale to jest logiczne następstwo tego, że dźwięki grają blisko nas. Grado nie są mistrzami szerokości i głębokości ale pozycjonowania, przestrzeni pomiędzy, realizmu sceny, która nie bije rekordów. Jest po prostu tuż przed nosem, prawdziwa. My tu jesteśmy w pierwszym rzędzie - to czasem niedobrze dla wrażenia ogólnego ale dobrze dla detali! Możemy w dowolnym momencie każdej plyty skierować wzrok i słuch na konkretny instrument i gotowe. Żeby jednak była jasność, to nie wiąże się z brakiem spójności czy coś w tym stylu. Dodam, bo to istotne - Grado grają przed, a nie obok, czy nie daj Boże gdzies za głową. Wybitnie slucha się na nich jazzu, symfoniki, muzyki kameralnej czy organowej, także wokalnej - soul itp. Realizm nagrań jest czasem wstrząsający, a zarazem dla tych gatunków pożądany, instrumenty brzmią bardzo naturalnie, fizjologicznie czasem. Teraz slucham Zeppelinów i nie mogę przestać, bo brzmi to zarazem naturalnie i spektakularnie.... Co jeszcze ...? Sluchawki nie są wygodne. A w okularach po prostu bolą małżowiny już po godzinie. Ogólnie dziwne te Grado. Małe, brzydkie, niezbyt wygodne, granie dość specyficzne. Chyba je pokocham 😁 Myślę, że wyższe modele, tzn te z serii RS utrzymują to co dobre i łagodzą pewne mankamenty SR325X. A co wyżej tam gra, to już nie wyobrażam sobie. 2 Odpisz, cytując
sonique Napisano 3 godziny temu Napisano 3 godziny temu Nie słuchałem Twoich słuchawek, ale widzę sporo podobieństw do moich RS1e. Pamiętam, że to co rzuciło mi się w uszy przy pierwszych odsłuchach to perfekcyjne pozycjonowanie, realizm i namacalność. Dźwięki sprężyste, żywe, dynamiczne, aż chce się je dotknąć. Grado to słuchawki stawiające opór. Średnio wygodne, spartańsko wykonane, nie najpiękniejsze. Ale mają to „coś” co nie pozwala ich rzucić. Zapomnieć. Zamienić na inne. Fatal impact? Chyba tak…;) Nie poznałem jeszcze człowieka, na żywo czy na forum, który lubiłby jednocześnie granie Sennheiser i Grado. 1 Odpisz, cytując
BlaBla Napisano 1 godzinę temu Autor Napisano 1 godzinę temu @sonique pisałeś, że co jakiś czas wymieniasz pady. Gdzie kupujesz, jak wygląda dystrybucja Grado w EU, bo stamtąd nie ma wysyłki do nas, a ja widzę tu tylko jakieś zamienniki, a nie oryginalne pady. Czy jest w PL jakiś przedstawiciel marki? Odpisz, cytując
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.