Skocz do zawartości

Melo-man

Uczestnik
  • Zawartość

    11
  • Dołączył

  • Ostatnio

O Melo-man

  • Ranga
    Debiutant

Informacje osobiste

  • Lokalizacja
    Kato

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. @Boguś Zacznij proszę w końcu słuchać muzyki, a nie sprzętu. Ponad rok eksperymentów??? Szkoda życia.
  2. Skąd w ogóle pomysł, aby kolumny ustawiać na sprężynach? Podstawą jest stabilne ustawienie kolumny, aby jej konstrukcja podczas drgania nie wpadała w drgania. Sprężyna - na pewno tego nie zapewnia (wręcz przeciwnie). Jedynie co ratuje ten "pomysł", to, że kolumny są na szczęście za ciężkie na te sprężyny, co powoduje, że te podczas grania sprężyny w podstawkach nie sprężynują lub wchodzą w mikrodrgania, które nie mają wpływu na brzmienie. O ustawianiu sprężyn pod źródłu nawet nie będę pisał...
  3. Ale z całym szacunkiem dla Bogusia - dlaczego nikt nie zwrócił uwagę na zdjęcie i warunki odsłuchu. Proszę mój post odebrać jako dobrą radę, ale to w takich warunkach nie ma prawa grać: 1. ustawienie kolumn w sensie lokalizacji. 2. ustawienie kolumn - brak podstawki antywibracyjnej, nie widzę nawet kolców. 3. zdjęcie nie pokazuje całego pomieszczenia - ale ma się wrażenie, że jest puste, np. goła podłoga, gołe ściany. Dla mnie to kiepsko wygląda.
  4. Przecież monitory zajmują ze standami tyle samo miejsca co standardowe podłogówki. Do takiego pomieszczenia monitory to bardzo zły pomysł.
  5. Nie rozumie czemu nagle rezygnujesz. Masz niezły sprzęt, troszkę kosztujący. Nie powinieneś w mojej ocenie iść na kompromis, jeżeli to Tobie przeszkadza. I przecież nie ma znaczenia, że inny by na to nie zwrócił uwagi. To nie inny słucha, tylko Ty. Ja niedawno zmieniając sprzęt w końcu uznałem, że lepiej przekroczyć założony budżet i w końcu kupić system marzeń, niż znowu zadowolić się półśrodkami. High-end to przecież w końcu high-end. Gdzieś na innym forum czytałem gościa, który mając sprzęt za jak policzyłem coś ok. 150k zł nadal jest świadomy jego braków. Tego kompletnie nie kumam. Przy tej kwocie czegoś takiego nie powinno w ogóle być. Więc albo gościu dobrał system nie do swoich preferencji, albo ma zwyczajnie go źle dobrany. Trochę smutne...
  6. Ależ tak - chodzi o to w jaki sposób system reprodukuje końcówki wokali. W tym pies jest pogrzebany. A co do talerzy itp. to chyba nie do końca mnie zrozumiałeś. Więc może jeszcze raz. Na moim obecnym systemie reprodukcja wysokich jest dużo bardziej dosadna - mocniejsza, ostrzejsza. W końcu talerze brzmią metalicznie, gitara i fortepian w górnych rejestrach tak jak powinno. Ale co ważniejsze - nic nie jest przesadzone. Wysokie są dokładnie takie jak lubię. Dobitne, ale nie jazgotliwe. A skoro na poprzednim systemie wysokie nie były tak ostre, a pojawiały się na nim czasami sybilanty, to teraz, skoro jest na górze "ostrzej" to tych sybilantów powinno być teraz więcej. A właśnie jest na odwrót. Wokal się zmaterializował (jest bardziej wyraźny), ale sybilantów poza 2 w/w płytami nie słyszę. Może to zasługa, że właśnie teraz wszystko stało się krystaliczne, bez cienia nerwowości? Aha - używam także okablowania AQ. Do głośników Rocket 88 w bi-wiringu, a pomiędzy źródłem i integrą mam Earth zbalansowany. Na jakich popularnych utworach Cię to drażni? Może zrobimy jakąś krótką ankietę i się użytkownicy wypowiedzą? W sumie jak widzę masz jak hybrydę, więc z sybilantami tym bardziej nie powinno być aż takiego problemu, że Ci to przeszkadza. Osobiście stawiam na głośniki. Całkowicie się zgadzam.
  7. Zapewniam Cię, że z moim systemem jest wszystko w porządku. I mówi o nagraniach, gdzie tego efektu być nie powinno.
  8. Z tymi sybilantami to nie do końca tak jak piszecie. Oczywiście, ze towarzyszą ludzkiemu językowi i mogą się pojawić w nagraniach, ale powinno to być sporadycznie. U mnie na obecnym systemie w kolekcji (ponad 300 płyt) mam tylko 2 takie płyty - Bic Runga "Birds" i bardzo delikatnie na "Ave" Mirosława Czyżykiewicza. Wcześniej, na niższej klasy sprzęcie było to bardziej odczuwalne. Czasami (choć dość rzadko) kłuło to w oczy, ale też sobie wmawiałem, że tak musi być. Nie jest to prawdą, bo np. teraz wysokie tony brzmią u mnie mocniej, dźwięczniej (np. talerze, fortepian, gitara) i wydawałoby się, że pójdzie za tym wokal - dźwięk będzie bardziej natarczywy i pojawi się więcej sybilantów. A stało się właśnie odwrotnie. I co dziwniejsze - sam wokal stał się bardzie materialny, lepiej artykułowany, ale sybilanty zniknęły. Dobrym testem systemu jest odsłuch płyt Kate Bush, która ma charakterystyczny ostry głos czy np. Lizy Gerard z Dead Can Dance. Jeżeli ktoś zwraca uwagę na sybilanty podczas odsłuchu, to znaczy że coś jest nie tak. A ja w końcu natrafiłem na system moich marzeń. Gdzie dynamikę, świetną reprodukcję wysokich i średnich tonów połączyłem właśnie ze świetnym odwzorowaniem wokali. Tego zawsze mi brakowało. I przyznam - nie było łatwo. ps. Bogusław - nie daj sobie wmówić, że tak ma być.
  9. Sprzęt masz fajny, ale mojemu też nic nie brakuje. Rozumiem, że wolisz słuchawki. Ja po prostu nie lubię, jak muzyka gra mi "w głowie". Oczywiście z "Japończykami" też trzeba uważać. Jak to normalnie w życiu. Są wyjątki. Ale generalizując - płyty wydane na tamten rynek brzmią ogólnie lepiej.
  10. Oczywistym jest, że nie wszystko brzmi rewelacyjnie nawet na wysokiej jakości sprzęcie, ale jak słusznie zauważyłeś - nie powinno to przeszkadzać w samym odbiorze muzyki. Nie powinno się też słuchać dla samej jakości brzmienia. Wtedy to już zwichrowanie - patologia. Nie mogę jednak się zgodzić, że na słuchawkach słychać więcej. Słychać dokładnie to samo, przy czym dla mnie nie ma porównania i bezsprzecznie wolę scenę budowaną przez głośniki niż przez słuchawki. Wydań płyt CD tak mniej więcej do roku 2003-2005 można w ogóle nie sprawdzać i kupować w ciemno. Prawie pewne, że są to wydanie niekompresowane. Oczywiście czasami warto poszukać, czy dana płyta nie ma wydania japońskiego. Wtedy lepiej wybrać "Japończyka".
  11. Problemem jest, że nowe wznowienia płyt nie są w żaden sposób oznaczone, że dokonano w nich zmian. A skoro producenci chełpią się terminami typu "remaster", to tym bardziej powinni oznaczać nowe wydanie płyt CD poddane kompresji (czyli jakość w dół, a nie w górę). Mamy termin "high quality" to trzeba też stosować "low quality". To nie powinno działać tylko w jedną stronę. Całe szczęście - większość mojej płytoteki oparta jest na wydaniach z lat 80-tych i 90-tych i troszkę z początku wieku. Wtedy jeszcze nagrywano w miarę poprawnie płyty. Dzisiaj wszystko nastawione jest pod mobilny sprzęt (srajfony). To tam ma grać fajnie. Przy czym przez fajnie młodzi ludzie nie uważają, tego co choćby moje pokolenie. Dla nich często jakość nie jest aż tak istotna i na pewno przegrywa z wygodą użytkowania. Ot - takie (niestety?) czasy nastały.
×
×
  • Utwórz nowe...