Skocz do zawartości

Melo-man

Uczestnik
  • Zawartość

    32
  • Dołączył

  • Ostatnio

Informacje osobiste

  • Lokalizacja
    Kato

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Raczej trudno mówić o kompromisie, a wręcz przeciwnie. Wiadomo - każdy system ma wady. Chodzi tylko o to, żeby je zminimalizować. Im poziom wyżej tym wady są mniejsze. Rzecz w tym, aby złożyć system tak, aby płyty, które kiedyś grały słabo zaczęły brzmieć. Dzisiaj po latach doświadczeń stawiam tezę, że im lepszy system tym rzeczywiście zrównuje poziom nagrań, ale do góry. W uproszczeniu - jeżeli poprzedni system grał jakieś płyty na poziomie dajmy na to 5 9 8 10 4, to obecny daje 7 9 9 10 7.
  2. Poprzedni mój system był mocno wyczulony na płyty "loudness war". Nie każde potrafił zagrać akceptowalnie. Wiem, że to trudne, zwłaszcza w muzyce nazwijmy to rockowej lub podobnej. W końcu jednak pi płyty Coldplay zaczęły fajnie grać. Jak pisałem - płyt z niskim DR nie mam na szczęście za dużo. Ale dwie o dziwo brzmieniem wyróżniają się na plus. Jest to Santana "Supernatural" i Sade "Soldier of love" które brzmią bardzo dobrze, by nie napisać świetnie.
  3. Rzeczywiście od pewnego poziomu bardzo trudno jest o jakieś spektakularne zmiany. Często już nie jest poziom wyżej, ale po prostu inne granie. Albo jakość brzmienia jest lepsza, ale na tyle mała, że można się zastanawiać czy warta zmiany. Ale to raczej poziom dzielonego transportu, przedwzmacniacza i monobloków. Systemu za co najmniej 200-300 tyś. zł dodając kolumny.
  4. DR=20 to bardzo dobry wynik, podobnie jak DR=17. Co do SACD czy tzw. złotych nosników mam mieszane uczucia. Płyty SACD, które mam w kolekcji po pierwsze brzmią ciut mniej dynamicznie od CD. Po drugie - jak dla mnie brzmią już za sterylnie, klinicznie. Te niby wyższe parametry płyty SACD nie robią na mnie wrażenia. Dźwięk z nich jest dla mnie akceptowalny, ale wcale nie lepszy. Z kolei potrafi zrobić wrażenie np. seria Living stereo - praktycznie przedstawiająca pierwsze próby z muzyką dwukanałową. Np. takie "Obrazki z wystawy" brzmią wręcz rewelacyjnie. Zapomniałbym - świetnie nagrana płyta SACD to znowu seria Living stereo z 5 i 6 symfonią Beethovena. Ale że tak brzmi to w mojej ocenie wynika z dobrej tasmy matki i remastera. Na płycie CD zagrałoby podobnie. Wiem też, że mamy tutaj różne gusta. Ty optujesz w wydaniach made in Japan, do których ja osobiście mam wręcz krytyczny stosunek, zwłaszcza wydań po roku 2000 r., gdzie tworzy się efekciarskie brzmienie przez majstrowanie tonalnością (zwłaszcza w zakresie tonów średnich). To nie ma nic wspólnego z dobrym brzmieniem np. płyt CD nagrywanych w latach 80-tych. Co do muzyki klasycznej to oprócz Living stereo świetnia brzmią praktycznie wszystkie realizacje z lat 60-tych czy 70-tych niezależnie czy to EMI, Sony czy Decca. Mam takie wydanie "Carmen" z Callas (bodajże Decca, ale mogę się mylić), które wgniata w fotel.
  5. Mam odmienną opinię. Można, a raczej nawet powinno złożyć się system, którego brzmienie będzie dla nas na tyle satysfakcjonujące, że zostanie tylko najważniejsze - słuchanie muzyki. Nie wiem czy nie szukasz na siłę wyższości systemu słuchawkowego na głośnikowym. Każdy ma swoje zalety i wady. Jeden będzie wolał ten pierwszy, inny ten drugi, jednak w mojej ocenie prawdziwy high-end to tylko oparty na głośnikach.
  6. Ja też 25 lat temu po szmatławym jak teraz na to patrzę systemie opartym na elementach Technichsa kupiłem Creeka 4330 to grał mi lata i było git. Tyle tylko, że z latami przychodzi doświadczenie, za nimi zmiany i pewnie tego Creeka nie mógłbym dzisiaj słuchać... Generalnie audio to sprawa subiektywna. Jeden zadowoli się budżetowym systemem, drugi porządnym hi-fi, a innego dopiero mając high-end będzie usatysfakcjonowany. Mamy po prostu różne kryteria oceny jakości dźwięku. To normalne...
  7. Niestety nie do końca masz rację, bo loudness war zaczął się de facto na początku lat 90-tych, gdzie o komórkach czy streamingu jeszcze nie było mowy. Założeniem nagrywania głośnego muzyki, a więc z niskim DR było to, aby ta muza głośnością wyróżniała się wtedy w radio w stosunku do innych. Jak jednak już pisałem - nie to decyduje, że ludzie potem taką muzykę kupują. Ale trend niestety pozostał. Dlatego dziękuję bogu, że wychowałem się na muzyce lat 80-tych i w mojej kolekcji ona głównie u mnie dominuje w formie oryginałów, a nie wznowień, które mają już niski DR. Mam sporo muzyki klasycznej, trochę jazzu. W sumie płyt z niskim DR mam procentowo mało, a nawet bardzo mało. Bardzo proszę, abyśmy cytowali poważnych recenzentów. Najważniejsze nie są wcale bity i herce, ale dobrze zrealizowana taśma matka i dobry mastering. Taki materiał umieszczony na zwykłej płycie CD zagra tak samo dobrze, jak na UHQCD. Z kolei UHQCD nie pomoże, jeżeli taśma matka lub remaster są źle zrealizowane. DL czy DR (dynamic range)?
  8. Jeżeli słyszało się systemy droższe, to żadnego efektu wow nie będzie. Z kolei jeżeli wcześniej słuchało się na jakieś np. wieży z hipermarketu, to przechodząc na budżetowy system hi-fi efek wow na pewno będzie. System budżetowe nie mogą grać idealnie, bo jak wtedy miałby grać systemy ze średniej półki, nie mówiąc o high-endzie? Poza tym - lepsze wrogiem dobrego i dopóki człowiek nie usłyszy lepszego systemu, uważa, że ten co posiada gra idealnie. Przerabiałem to nie raz... Poza tym Grado to przecież dobre słuchawki, a w swym przedziale cenowym nawet bardzo dobre. Ich porównanie do w sumie budżetowych kolumn jest nie do końca właściwe.
  9. Przecież to jest czysty marketing, nic więcej. Zwykły potencjalny kupiec nawet nie słyszał o loudness war, ale wie, że w telewizorach było FullHD, jest teraz 2K i 4K, a już się mówi o 8K. Przenosi to (może nawet podświadomie) więc na audio, uważając, że hi-res musi być lepszy od CD, choć oczywiście to błędne rozumowanie. Sprzedawcy w audio po prostu stosują podobne hasła, jak sprzedawcy telewizorów czy telefonów. Im większa liczba czegoś (np. pikseli w aparacie) tym "musi" być lepiej. Szkoda, że rynek nagrań audio nie jest regulowany jeżeli chodzi o jakość. Życzyłbym sobie, aby na nośniku była informacja o DR wszystkich utworów. Żeby było ciekawej - podobno robiono badania, które wykazały, że loudness war wcale nie wpływa na poprawę sprzedaży, ale i tak mamy cały czas co mamy. Dodam może wywołując teraz małą burzę, że podobnie marketingowo odbieram całe ten made in japan, zwłaszcza współczesne wynalazki typu UHQCD. Jeżeli gra to dobrze, to nie z powodu "nowego" formatu, ale zwyczajnie z powodu dobrego remastera. Niestety nie mogę się zgodzić: https://dr.loudness-war.info/album/view/63972 I to słychać... Choć sam jej wokal nagrany jest dobrze, nawet bardzo dobrze.
  10. Dokładnie tak. Od pewnego poziomu cenowego systemu - wręcz sprawa obowiązkowa. Niezależnie - akustyka to absolutna podstawa. Kolega chyba zapomniał o źródle. Jeżeli to będzie słabe, to już dalej dźwięku nic nie poprawi. Kolumny generalnie narzucają najwięcej, jeżeli chodzi o charakter brzmienia, ale tak naprawdę wszystko jest ważne w systemie. Ten będzie grał tak dobrze, jak jego najgorszy element. Kiedyś uznawałem, że CD player to przecież tylko laser i same bity, i nie ma co się pchać w wyższe modele. Ale to było 20 lat temu...
  11. Rozumiem, że to aluzja do mojego systemu... Spoko. U mnie akurat sprawują się dobrze. Ale uwaga - po poważnej zmianie systemu okazało się, że aby uzyskać jeszcze lepsze brzmienie tak naprawdę musiałem go całkowicie przebudować.
  12. Prawda jest taka, że dobry system oparty na słuchawkach da się łatwiej (czytaj taniej) skompletować. Drugi aspekt - słuchawki dają zupełnie inne wrażenia słuchowe. Głośniki masz niejako nałożone na uszy, więc dźwięk wydaje się bardziej bezpośredni. Niezależnie od poziomu cenowego nie można jednak w mojej ocenie bezpośrednio porównywać systemu opartego na słuchawkach z systemem opartym na kolumnach. Dla mnie od pewnego poziomu (to moja osobista opinia) system oparty na kolumnach daje więcej frajdy. Ale to myślę bardziej kwestia osobistych preferencji. To że wydaje Ci się, że znany Ci system słuchawkowy gra lepiej niż wymienione wyżej raczej mnie nie dziwi. Zastanawia mnie już jednak bardziej ten ostatni wspomniany zestaw z Naimem. Nie jest to co prawda moja ulubiona marka, ale już jakiś efekt "wow" powinien być. W porównaniu do Twojego systemu opartego na Grado - wręcz zdziwiłbym się jakby tamte systemy zagrały lepiej. Za całym szacunkiem, ale to bardzo budżetowe systemy. To takie niskie hi-fi.
  13. Nie! Bez urazy - wręcz przeciwnie. McIntosh to nie do końca moje brzmienie. Już lepsze jest dla mnie Accu. Ale bardziej chodziło mi, że taki choćby E-600 to jednak inna półka cenowa. Tu dostajesz dodatkową jakość, której w żaden sposób nie uzyskasz kablami. Naprawdę szczerze kibicuję Ci praktycznie od początku założenia tego wątku, czyli prawie 2 lata, ale nie wiem czy żonglowanie kablami da efekt, którego cały czas szukasz...
  14. Czyli nie zmieniasz MAA252 na Accuphase E-650 (600)? Szkoda...
  15. Jeżeli nie lepiej, to w audio przynajmniej zawsze może być inaczej. Nie należy jednak zapominać, że w tym wszystkim najważniejsza pzostaje muzyka. Oczywiście - jeżeli jej prezentacja oparta jest na doskonałej czy przynajmniej dobrej prezentacji, to mamy spełnienie marzeń. Przynajmniej takie mam zdanie. Bawić się w wymiany elementów można jak pisałem zawsze, ale czy naprawdę warto? Znam też ludzi mający systemy za grubo ponad 100-200 tyś. zł, którzy cały czas ich brzmienie analizują na czynniki pierwsze, w konsekwencji - cały czas satysfakcja ze słuchania nie jest najlepsza. Czy na pewno w audio o to chodzi? Można więc sobie zadać pytanie. Kto jest w lepszej sytuacji. Tacy ludzie czy może ktoś mający tańszy sprzęt, dla którego brzmienie jest przynajmniej dobre, który nie analizuje, sprawdza, weryfikuje, ale po prostu słucha muzyki? Nie patrząc ile systemu kosztował - ważne jest, aby spełniał nasze oczekiwania. Dla jednego będzie to system za kilkadziesiąt tysięcy, dla drugiego kilkakrotnie droższy. Oczywiście - w rzeczywistości nie złoży się systemu, który od razu będzie dla nas ideałem. To wymaga prób, zmian, czasu. Ale da się, tak, aby zapomnieć o zmianach i cieszyć się tylko muzyką. Na innym forum kiedyś pisałem, że nie istnieje najlepszy system i nie ma systemu idealnego, który wszystko zagra najlepiej. Bo zawsze znajdzie się jakiś utwór czy płyta, który będzie dla nas lepiej brzmiał na innym systemie. Ale na pewno ważne jest, aby złożyć system pod swojego preferencje. Nie oszukiwać i nie zwalać wszystkiego na jakość płyt - nie tędy droga. Można zbudować system, choć trochę to kosztuje, który zagra wszystko przynajmniej poprawnie. Druga kwestia - chodzi o właściwy dobór elementów w systemie, tak, aby pojawiła się synergia. To, że lubimy np. "ciepłe" brzmienie nie oznacza, że od razu wszystkie elementy toru muszą tak brzmieć. Wręcz przeciwnie, bo co za dużo to niezdrowo. Jeżeli mamy gęsto, melodyjnie grający wzmacniacz to należy podpiąć do niego neutralne, przejrzyste źródło. Być może nawet z lekką nutką kliniczności czy chłodu. Kolumny wtedy też powinny mieć bardziej pazur, werwę.
×
×
  • Utwórz nowe...