Miles

Uczestnik
  • Zawartość

    377
  • Dołączył

  • Ostatnio

O Miles

  • Ranga
    Sympatyk
  • Urodziny 30.07.1981
  1. Zatem zaczynam realizować plan zakupu kabli od M&B. Po krótkich dywagacjach nt. "co by tu mogło dobrze u mnie zagrać" doszliśmy z panem Markiem do jedynego słusznego wniosku - trza słuchać. Kryteria wstępne troszkę się zmieniły, albowiem mój aktualny system gra dość żywo, jasno i rzekłbym bezlitośnie dla kiepskich nagrań. Wobec tego troszkę zacząłem miarkować się, by nie przesadzić z prawdomównością toru. To znaczy waham się, bo w klasyce czy jazzie jest kapitalnie, tylko w rocku płytoteka jest ostro weryfikowana pod względem jakości nagrań. Pytanie czy równać do najlepszych realizacji, a słabe niech...sobie pójdą, czy jednak lekki kompromis dopuścić, żeby rocka też posłuchać z przyjemnością. Bo w sumie w rocku nie jest źle, tylko gitara elektryczna czasem brzmi ostro. Choć i tu po tygodniu słuchania oceniam to raczej jako wyrazistość niż ostrość... No więc chcę mieć u siebie na raz trzy "topowe" modele: miedziany Aurora 2, srebrny ze złotem Diamond, no i mieszaniec - Hybrid. Wszystko razy dwa, bo testy odbędą się na odcinku pre - 2 x mono. Bagatela sześć par interkonektów. Diamond w tej stawce ponoć najbardziej rozdzielczy, ale i bezlitosny. Boję się go i pragnę równocześnie. Aurory po prostu jestem ciekaw, zwłaszcza, że to tańsza opcja. No i Hybrid - polecany w tym wątku... Hmm, będzie ciekawie. Nie wiem tylko czy pan Marek da radę przysłać mi to wszystko przed majówką, podczas której miałbym więcej czasu na słuchanie. Jak nie to trudno, trzeba będzie znaleźć czas kiedy indziej.
  2. Panowie Lebenowcy! Jakie są Wasze doświadczenia z kolumnami Harbeth np.z serii Domestic? Co rusz to czytając w sieci o tych kolumnach spotykam się z opiniami, że Leben do Harbethów to jest to - choćby pan Pacuła w Highfidelity głosi takie opinie. Zapewne o tym wiecie, pewnie też braliście pod uwagę te kolumny. Jednak chyba każdy z Was dokonał innego wyboru. Możecie napisać kilka słów o swoim poglądzie na "Herbatniki"?
  3. Zatem Hybrid albo Diamond. Chyba trza będzie odłożyć kasę i wziąć na próbę jednocześnie dwa takie i dwa takie. Bo inaczej to się będę zastanawiał, czy nie trzeba było zamówić tego drugiego... Zacznę od ustalenia z panem Markiem ile mnie będzie kosztowała ta zabawa. Ale to jeszcze chwila, trzeba najpierw sprzedać coś z kolekcji gratów. Bo niestety - mieszkam w m2. Ciasno się robi.
  4. Majtek2013, jeżeli chodzi o przeróbki sprzętu, to nie znam się na tym, a i zasadniczo odnoszę się do tych spraw z nieufnością. Po pierwsze bałbym się - co oczywiste - oddać sprzęt do przeróbek komuś komu na 100% nie ufam, bo po prostu taki ktoś może nachrzanić, po drugie, nawet świetny elektronik może nie mieć pojęcia o dobrym brzmieniu. Często spotykam się z tym, że elektronicy myślą parametrami, a to co innego niż dobre granie. Zamiana elementów na łapu capu, na elementy droższe, posiadające lepsze parametry wcale nie musi oznaczać sukcesu. Tu jednak sytuacja wyglądała inaczej, bo skorzystałem z życzliwości kolegów, którym ufam całkowicie, i to zarówno ich uszom jak i wiedzy stricte elektronicznej. Zatem ideowo cel ulepszenia to zrobienie urządzenia "bardziejszym" bez ingerencji w jego zasadniczy charakter brzmienia. Nie chodzi o to, żeby z Rotela zrobić Krella, a z Denona - Accuphase. Czytujesz czasem wątem Sansujowy? Tam Szef Szefów często opowiada o modyfikacjach wzmacniaczy które przeprowadził. U niego zawsze Sansui pozostaje Sansui. Wszelkie ingerencje są głęboko przemyślane i zaplanowane w zgodzie z filozofią inżynierów oryginalnie tworzących dany projekt. Często wspomina się tam, że danie teoretycznie lepszych elementów w jakimś miejscu wcale nie było by wskazane. Bo nie grają pojedyncze części, a cały schemat. Zatem po co w ogóle przerabiać? Ano konstruktor w fabryce czy manufakturze zawsze będzie ograniczony budżetem. Bo albo stoi za nim księgowy, albo sam sobie zdaje sprawę, że jak produkt będzie zbyt drogi to ludzie nie będą kupować. A więc szuka się kompromisów. Dlatego ktoś, kto bierze się za modyfikację oryginału to dla mnie osoba, która umie ocenić, gdzie konstruktor sam dałby lepsze części, gdyby mógł. Tu nie tyle chodzi o poprawianie po twórcach urządzenia, co o dopełnienie ich zamierzeń poprzez rezygnację z kompromisów wymuszonych twardą ekonomią. Tak, że gdybyś siadł z naszym wyimaginowanym inżynierem do stołu to uścisnął by ci grabę i powiedział: -Dobra robota, o to właśnie mi chodziło! Uff, ale się rozpisałem w ramach wstępu. Konkretnie: Paganini wg chłopaków jest wymarzonym cedekiem do modyfikacji, bo ma bardzo solidną budowę, a przede wszystkim PCB, czy jak to tam zwą ten cały druk. Ja jednak byłem nieśmiały, bo to mój pierwszy raz, a do tego przeznaczyłem skromne środki. Dziś już wiem, że warto zapłacić jak kochasz muzykę...ech. A więc zostały wymienione...takie różne, małe prostokąciki. Jedna garść. To już wiesz tyle co ja. Mam je w pudełeczku, zawsze mogę wrócić do oryginału. Co się zmieniło? No jest bardziejszy! Hi hi hi. Tak na serio to zawsze obawiam się szafować publicznie opiniami o brzmieniu, bo nie mam w zwyczaju prowadzić solidnych, przemyślanych metodologicznie testów mających za zadanie wykazać wpływ określonych elementów na dźwięk. Ja po prostu uruchamiam płytę i albo muzyka mnie cieszy, albo nie. W tym przypadku cieszy. Jedna rzecz po wykonanych pracach szczególnie zwróciła moją uwagę. Przestrzeń. Jednak nie przestrzeń sama w sobie, ale przestrzeń w której dokładnie zogniskowane są źródła dźwięku. Znaczy się - przestrzeń wzorowo rozplanowana i zagospodarowana. Przed pracami jakoś nigdy na to nie zwróciłem uwagi, więc może to właśnie efekt przeróbek? Poza tym wszystko musi się wygrzać, brzmienie dojrzewa z czasem i część zmian następuje płynnie. Tak że taki amator jak ja może je przeoczyć. Możliwe że zauważył bym pewne aspekty - jak to na ogół u mnie bywa - w momencie powrotu do tego, co było wcześniej. To najlepsza metoda. Bo do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja i przestaje to doceniać, do czasu, aż tego dobrego zabraknie. Wiem, zbyt dużo Ci nie rozjaśniłem. Ostatnio tak dużo dzieje się u mnie z brzmieniem, że normalnie nie nadążam, więc staram się po prostu słuchać muzyki, a z AA to jest bardzo ekscytujące. Poza tym, czy poczuł byś się lepiej gdybym tu wkleił standardowe formułki w rodzaju: "bas stał się głębszy i lepiej kontrolowany" tudzież "wysokie bardziej rozdzielcze, ale nie natarczywe" czy "średnica nasycona ale nie zamulona"? Pewnie jak każdy, znasz już te formułki na pamięć. Co zaś się tyczy samych Chario, to wczoraj przeżyłem zaskakujące rzeczy. Kolumny grają czasowo ze wzmacniaczem Sansui AU-710, cedekiem AA Paganini MK1, interkonektem Acrolink 6N-A2400II oraz głośnikowym Qed Genesis Silver Spiral. Konfiguracja ma zaledwie kilka dni. Jest bosko. Głównie za sprawą tego, że po moim wysłużonym wzmacniaczu niczego nowego się już nie spodziewałem. Wszak to rocznik 1978! Lubię go, ale rozdzielczość i dźwięczność wysokich tonów to nigdy w mojej ocenie nie były jego największe walory. No jest to miś. Sympatyczny, dobrotliwy, gdy trzeba silny, ale...jednak miś. Gdy pojawił się u mnie Acrolink Angela, to zaznałem wstrząsu światopoglądowego, bo okazało się, że podpięcie do systemu kabla droższego niż wzmacniacz nie jest pozbawione sensu. Ba! Teraz, w tym systemie, to już dla mnie konieczność! Bo ten oto wzmacniacz czekał kilka lat, żebym dał mu możliwość pokazać,na przykład, jak pięknie dźwięczy odtworzony przezeń trójkąt, jak wybrzmiewają talerze! Ja w tym wzmacniaczu nie szukałem tych dźwięków, bo myślałem, że ich tam nie ma, że zginęły gdzieś w przepastnych bebechach zacnego urządzenia. Znacie brzmienie metalowych perkusjonaliów na żywo. Potrafią wybrzmiewać w nieskończoność. Po wpięciu lepszych kabli do mojego systemu okazało się, że wybrzmienia czuć...nawet w szkliwie zębów, czyli prawidłowo! Tak pławiłem się w tym zadowoleniu, a tu wczoraj urwawszy się na dwie godzinki z pracy odpalam koncertowy Marillion i co słyszę: gitara basowa wylewa się ze sceny. Jest zbyt obszerna, bas skapuje i rozlewa się po pokoju, na pograniczu buczenia, brumienia, dudnienia. No nie! Niby każdy marzy, aby mieć ciut więcej niskich w swoim systeme, ale to było niesmaczne! W sumie to tych nagrań słuchałem wcześniej raz, a to koncertówka, więc pewnie to wina kiepskiej realizacji. Chociaż to nie żaden bootleg a pełnoprawne wydawnictwo z Madfish. No to dawaj Marka Knopflera, Privateering. Kurcze, dawno nie słuchałem tej płyty. Nie pamiętałem, że ona tak ciemno brzmi! O, jest gitara basowa i niby nie ma tragedii...ale zaraz niskie dźwięki gra gitara akustyczna i... no jest przebasowiona!, cholera jasna, co zepsułem? Wiem! To kabel Qed jest winny! Bo moje Delphinusy mają mnóstwo basu, ale mam je rok i wiem, że nie przekraczają granicy dobrego smaku. Paganini? Uosobienie nienagannych manier i wyrafinowania. On nigdy by nie epatował przesadnie niskimi tonami, nigdy. To gentelman. Acrolink? Wniósł tyle dźwięczności, soczystości, piękna, ale gdy się pojawił jakiejś nadmiernej ekspansji basu nie dostrzegłem. To musi być ten cwaniak Qed. On mnie zwiódł, on mi się za bardzo na starcie podobał. On mnie zrobił na tanie sztuczki z podbiciem skrajów pasma, a ja dałem się oszukać. Ale teraz to słyszę. Bas w nadmiarze, smakuje jak trzecia porcja budyniu - rośnie w ustach. Normalnie dałem się nabrać na loudnessowy charakter grania (dokładnie taka myśl przeszłą mi przez głowę)! O to skurczybyk Monstero - podobny! Niby Anglik, a gra jak Amerykaniec! Trudno, zobaczymy w docelowej konfiguracji. Tymczasem nadeszła noc i trza iść spać. Włączam muzykę do spania, pokrętło głośności na pół ząbka żeby nie obudzić sąsiadów (ten Sansui tak się zbiera, że jeden ząbek od zera to już na noc zbyt głośno), no i nic nie słyszę. Ta nowa płyta co wczoraj przyjechała z odległej Europy zaczyna się cicho, wiem bo już raz jej słuchałem, ale tu coś nie gra. Muszę zrobić głośniej, żeby coś usłyszeć. Wzmacniacz się sypnął, czy co? Coś padło? Noc, późno, ciemno, a tu coś nie ten teges. Zaraz zaraz, może ktoś niechcący włączył muting? Zapalam lampkę: wszystkie hebelkowe przełączniki przewędrowały nie wiedzieć kiedy z góry (off) na dół (on). Taaa, to mi siedmioletni syn (no chyba że kot albo żona) psikusa zrobił. Włączone: muting, filtr subsoniczny, odcięcie góry, sekcja regulatorów barwy i ... loudness!! Mutingu w dzień nie zauważyłem, pewnie po prostu wystarczyło dać pokrętło dwa ząbki dalej i tyle. Za to o loudnessie nie pomyślałem. Syn się wychowuje wśród sprzętu (jak niegdyś ja), więc wie, żeby nic nie ruszać. Dodatkowo konfiguracja toru świeża, więc zrazu nie wpadłem na to, że podbicie mam włączone. Szukałem przyczyn w nowych elementach. Zwłaszcza, że cały czas mam w podświadomości, że przy Chario to z niskimi trzeba ostrożnie, by nie przesadzić. Jednak tak na wszelki wypadek i z ciekawości jak wrócę z pracy sprawdzę jeszcze raz te same płyty...
  5. Obiecałem że napiszę, jakie miałem wrażenia podczas wyżej zaanonsowanego koncertu ( Koncert skrzypcowy D-dur op. 77 Johannesa Brahmsa w wykonaniu Gyehee Kim). Cóż, nic odkrywczego nie wymyślę. Dla mnie wysłuchanie tak świetnego utworu w wykonaniu bardzo dobrej orkiestry i utalentowanej solistki to zawsze duże święto. Może partie solowe jakie można było usłyszeć podczas tego wydarzenia nie przejdą do historii, ale przyjemność ze słuchania dla mnie była bardzo duża. Tym bardziej zasmucały mnie zauważalne puste miejsca na widowni. Co ludzie mają ciekawszego w Wałbrzychu w piątek wieczorem? No ja wiem, że klasyka nie jest najpopularniejszym muzycznym gatunkiem. Nie jest, nie była, i nie będzie. Żeby Ci ludzie chociaż w kinie siedzieli i jakieś amerykańskie gnioty łubudu oglądali. Niestety. Błąkanie się po galerii handlowej - oto najciekawsza łykendowa rozrywka. Zrzędzę jak stary dziadek. No ale na taki koncert żeby się komplet nie uzbierał?
  6. Oferta pana Marka Brożka wróciła na znany portal, zatem można sobie pooglądać niektóre wyroby M&B, a także poczytać skromne opisy. http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=39696839&order=m Mnie zaciekawiło, jaka jest różnica pomiędzy RCA Diamond a Crystal. Gdy na początku roku korespondowałem z panem Markiem, to szczytem moich marzeń i możliwości finansowych był tańszy z wymienionych kabli. Jednakże ostatnio radykalnie przewartościowałem swoje poglądy na to, ile mogę wydać na kable. Najpierw sam kupiłem głośnikowego Qeda ze średniego pułapu cenowego, a ostatnio kolega Angel był uprzejmy pożyczyć mi swojego Acrolinka (RCA) abym posłuchał co wnoszą (lub czego nie zabierają) lepsze druty, no i to było jak ...przepraszam... strzał gołą d... w pysk! Po tym jak okazało się, że pojęcia nie miałem o swojej elektronice i kolumnach, gotów jestem stanąć na głowie, żeby kupić porządne okablowanie. Zatem pewnie napiszę do producenta i zapytam o różnice między Diamondem a Crystalem (cenowo to przepaść), ale może Wy wiecie? Ponadto mam prośbę do autora wątku: Audiowicie, szukałem ostatnio Twoich opisów kabli M&B i lekko nie było. Ciekawe, że wyszukiwarka na hasło "Crystal" nie pokazuje wątku "Kable dla zaawansowanych". Może znajdziesz czas żeby to co napisałeś o omawianych kablach przekopiować i uporządkować w tym wątku? Nie ukrywam, że myślę samolubnie o swojej wygodzie.
  7. Jak kupiłem Paganiniego to miał być stan igła, a po godzinie grania, jak się nagrzał (a dodatkowo stał na wzmacniaczu, co jest oczywiście złe dla jednego i drugiego, więc już tak nie robię), przestawał czytać. Sprzedawca pisał mi, że to sprzęt kolegi, więc zdegustowany proponował zwrot. Jednak ja nie chciałem go oddawać, bo już go polubiłem. Nie chciałem by wziął mnie za naciągacza, zaproponowałem jednak, że jak odda mi parę dyszek za czyszczenie, to biorę na siebie ryzyko (wszak mogło być padnięte coś poważniejszego niż laser). Jednak wystarczyło czyszczenie optyki i hula. Wiesz, usterki mogą być różne. Może cedek ma problemy z odczytem, a może i Twój Densen ma defekt. Jest minimalistycznie zbudowany, ale wystarczy jakiś zimny lut i załatwione. To typowa usterka, która również może objawiać się pod wpływem drgań. U mnie jak pojawiły się zimne luty to pewien wzmacniacz trzeszczał jak się chodziło po pokoju. Mówiąc po chłopsku, cyna puszcza, nie trzyma jakiegoś elementu. Wszystko styka,jak się nie rusza, a jak pojawiają się wstrząsy to dany styk odrywa się powodując nieprawidłowości w przepływie prądu. Przydał by się drugi cedek albo drugi wzmacniacz to byś szybko wytestował co nawala. Weź pod uwagę, że nawet interkonekt może powodować przerwy w dźwięku. Tam czasem są bardzo delikatne luty. Przerwie się taki, i jak rozbujasz muzykę...hi hi, ale Ci "rozjaśniłem". Ja też nie wiedziałem, że masz AA, choć śledzę Twoje wpisy. Świetny sprzęt, pięknie gra. Zajrzyj tu:
  8. Majtek2013, to pewne że dźwięk zanika w źródle? Jak to stwierdziłeś? Skoro głośność ma wpływ na występowanie usterki, i jednocześnie jesteś pewien, że to odtwarzacz przestaje grać, to na prawdę tylko drgania wchodzą w grę, bo przecież gdyby pominąć aspekt wibracji to Twój odtwarzacz "nie wie" czy muzyka gra głośno czy cicho, bo to domena wzmacniacza. Mam tego cedeka i pewnie korekcja błędów odczytu to nie jest jego mocna strona, choć mi w żaden sposób nie doskwiera. Generalnie panuje obiegowa opinia, że im lepszy odtwarzacz, tym gorsza korekcja. Może to Cię pocieszy, hi hi.
  9. Czy to oznacza, że chcesz przyoszczędzić kupując kabel na którym będzie "wisiał" cały Twój życiowy dorobek audio? Cała elektronika, kolumny, Verictumy i inne ustrojstwa? Te wszystkie wyszukane komponenty nie wydadzą z siebie nawet jednego tchnienia bez kabla zasilającego listwę... Lata budowania systemu... cała Twoja miłość do muzyki... BEZWSTYDNIKU!!!! No a tak całkiem poważnie, to od kiedy przeczytałem dziś o świcie Twój post, Wpszoniaku, jedna odpowiedź kołacze mi się po głowie: -A zrób se kabel! Zastanówmy się na spokojnie. Założenie jest takie, że cała filtracja prądu odbędzie się za pomocą Cogitari, Cogitara i Demiurga. Zatem skoro nie wymagasz, aby kabel zasilający listwę jeszcze coś od siebie wnosił, bo Verictumowe komponenty zrobią co należy, to wystarczy, że ów element nie będzie gorszy od tego, co masz w ścianie. Filtracja nastąpi na dalszych odcinkach toru. No chyba że jednak chcesz, aby choć minimalnie uszlachetnić prąd nim trafi do listwy. Ale czy tego potrzebujesz? Zrób to sam, a będziesz miał satysfakcję, iż wszystko w Twoim systemie zaczyna się od Twego rękodzieła. A jak jesteś leń, to nawet gotów jestem wysłać Ci najzwyklejszy (choć zrobiony przez fachowca) kabel DIY, który na pewno nie pogorszy tego, co z gniazdka ściennego do listwy chcesz przesłać. Gdzieś musi przebiegać granica, gdzie zaczyna się tor audio. W tym przypadku była by nią listwa Cogitari...
  10. U mnie tymczasowo Delphinusy grają z integrą Sansui Au-x901 oraz z AA Paganinim w roli źródła. Kable głośnikowe Qed które opisywałem jako zakupione do tych kolumn są chwilowo bezrobotne, bo mój wzmacniacz Sansui zasadniczo nie akceptuje bananów. To znaczy można je umieścić w konektorach wtykając banany jak gołe kable, następnie dokręcając delikatnie zaciski, aby nie pozgniatać wtyków. Jednak z tą delikatnością to u mnie...nie za zbytnio. Sęk w tym, że gniazda mają otwory pod takim kątem, że jak się w ogóle nie użyje nakrętek, to zakończenia kabli wysuną się. Wobec tego jak w moich starszych kablach - Audionova Euphoria - starałem się lekko złapać konfekcję to zrobiłem placki z wtyków. Więc teraz te Audionovy pracują u mnie na stałe z tym wzmacniaczem, bo już gorzej ich nie zniszczę, a innych kabli szkoda. W tym chwilowym ustawieniu za interkonekt robiły z kolei przewody Audionova Galatea mk2 - nie żebym szukał jakiejś specjalnej firmowej synergii. Mam kilka budżetowych IC: Monster, Nordost, Linn. W tym towarzystwie Audionova najmniej mnie wnerwia, ot co. Zatem słucham sobie w takim zestawieniu, i co tu dużo mówić: jest dobrze, ale nie beznadziejnie! Lubię tego Sansuja, ma on taki, jakby to ująć, szlachetnie wstrzemięźliwy sposób grania. Jednakże czuć, że ten niezły bądź co bądź wzmacniacz znajduje się średnio w tej przypadkowo dobranej, tymczasowej konfiguracji. Jednak zamiast zastanawiać się co tu poprawić, wspominam brzmienie klocków Audio Analogue, czekając na ich rychły powrót do macierzy. Skoro posmakowałem brzmienia, które powodowało u mnie takie emocje - zwłaszcza w kameralistyce czy też w akustycznym jazzie - to nie chce mi się już zanadto pracować nad innymi zestawieniami. Po prostu na klockach zastępczych słucham znacznie mniej muzyki kameralnej, za to więcej rocka. W rocku x-901 potrafi czarować. Z resztą nie od dziś obserwuję u siebie, że to na jakim systemie słucham muzyki mocno wpływa na moje wybory przy regale z płytami. Włączając lampę przeistaczam się w fana jazzu, przy Sansui najlepsza na świecie jest dla mnie rockowa progresja, a przy klockach Audio Analogue zastanawiam się, po co mi płyty inne niż te z klasyczną muzyką kameralną - przecież ta jest najpiękniejsza na świecie... Jednak coś się wydarzyło. Wzmacniaczy AA w domu nie ma, ale dzięki uprzejmości kolegi Jarka trafił do mnie interkonekt Acrolink 6N-A2400II. Tak żebym sobie posłuchał jak w torze audio pracuje porządny kabel. Długo brakowało mi czasu, ale wreszcie ostatnio udało mi się wpiąć go między Paganiniego a Sansui. Przesłuchałem do tej pory może kilkanaście płyt. Do tego nie były to odsłuchy krytyczne, mające rzetelnie ocenić wpływ tego kabla na poszczególne aspekty brzmienia. Po prostu słucham sobie muzyki, a emocje niech się rodzą niezależnie od rozumu... Cóż mogę napisać na temat pierwszego wrażenia? Że ekscytacja dźwiękiem wróciła? Tak właśnie się stało. Wypełnienie, dźwięczność, wielobarwność. No i na słowo którego Jarek lubi używać w odniesieniu do tej łączówki: soczystość. Skomplikowane to wszystko. Mam kolumny Chario, niby wiem jak grają, ale okazuje się, że zawsze to będzie tylko wypadkowa całości toru. Wiem, to banał. Jednak trzeba go sobie ciągle uświadamiać. Często ludzie wydają opinie po kilkunastominutowym odsłuchu, śmiało wypowiadając się, że dany element systemu gra albo nie gra. Przypomina mi się, jak sprzedawałem kiedyś kolumny. Odsłuch z klientem i jego kolegą trwał jakieś pięć razy po pół utworu, po czym rzeczeni panowie wiedzieli już o tych kolumnach wszystko, a nawet doszło do transakcji. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że odsłuch przed zakupem nie jest kluczowy. Jednak tyle rzeczy ma wpływ na to co słyszymy, że dla mnie przy zakupie moich Chario decydujące były opinie i opisy kolegów z tego Forum. Trochę zaufania do cudzych uszu, trochę intuicji, a do dobrego brzmienia to się z czasem dojdzie... Tak więc jak trafią się jakieś flagowce, jak wyżej wspominane Millenium 2, to kto wie, może się skuszę. Jednak jeżeli nie, to spokojnie mogę inwestować w potencjał "Delfinów". Z Acrolinkiem pokazały one koleje umiejętności. Słuchając płyty Grzegorza Tomczaka "Miłość to za mało" zwróciłem uwagę na fantastyczną dźwięczność gitary akustycznej w drugim planie. To było dla mnie coś nowego, choć płytę znam dobrze. Po kilku utworach zadałem sobie pytanie, czy to nie aby moja aberracja, a płyta gra jak gra. Odpaliłem drugi, całkiem inny system. Włączam tą samą płytę. Gra. Nie trzeszczy, nie charczy, nie szumi - gra. Jednak podskórnie czuję narastający niepokój. Wiercę się na sofie. Gdzie ta gitara? No niby jest, nie zniknęła, ale teraz to tylko dalekie tło bez znaczenia. Wokale? Co jest? Jakieś takie...jakby straciły gładkość. Co ten Tomczak tak się drze? Wytrzymałem cztery utwory. Nie no. Przepadłem. Nadchodzą zmiany. Księgowa nie będzie zachwycona...
  11. Nareszcie udało mi się dostać kompaktowe wydanie mało znanej płyty Breakoutu sprzed 20 lat - "Ballady". To w zasadzie kompilacja (jak sam tytuł wskazuje) plus coś nowego dla wiernych fanów. Musiałem to mieć, choć sam album znałem dobrze, gdyż nabyłem go przed 20 laty, tyle że na jedynym słusznym dla mnie w owym czasie nośniku - na kasecie. Stare ballady z Mirą Kubasińską chwytają za serce bardzo mocno, ale nowsze z Grażyną Dramowicz są równie piękne. Kiedy wraca się do takich nagrań kalejdoskop wspomnień jest nieunikniony...
  12. Jutro we Wrocławiu w Narodowym Forum Muzyki wystąpią wszyscy laureaci. Nie mam biletów, ale tak sobie myślę, że ceny wysokie a muzycy zmęczeni. Ciekawie by było posłuchać i zobaczyć, ale rwać włosów z głowy nie będę. Zwłaszcza że 10.grudnia dzięki koledze Wpszoniakowi będę siedział kilka metrów od grającej Bomsori! To się nazywa fart! Zaczynam podejrzewać, że nasz forumowy kolega ma bardzo poważne koneksje, skoro to akurat Bomsori Kim przyjedzie do Katowic. Są dwa wyjścia: 1.przypadek, 2.pewien forumowicz ze Śląska zatelefonował gdzie trzeba i załatwił najlepszego wykonawcę. Hmm... Teraz trzymam kciuki by wszystko się udało!
  13. Galowy występ Bomsori uczynił mnie jej dozgonnym wielbicielem. Taka muzyka i taka kobieta spotkały się. Ucieleśnienie marzeń melomana. Kwintesencja piękna. Totalne estetyczne spełnienie. LOVE BOMSORI.
  14. Co za emocje! Cieszę się że zwyciężyła totalna prezentacja Veriko Tchumburidze. Nie ukrywam, że w muzyce zawsze szukam zatracenia, a z Veriko można osiągnąć to z łatwością. Precz z perfekcją, niech żyje szaleństwo! No dobra. Jedna rzecz jednak dryluje spokój mej duszy. Bomsori Kim jest perfekcyjna pod każdym względem, więc moją radość ze zwycięstwa Veriko zakłuca smutek z dopiero drugiej nagrody Bomsori. Ona nie zasługuje na nie-wygranie... Ot taka moja schizofrenia...
  15. Drugiego dnia finałowych przesłuchań nie dane mi było śledzić. Jednak udało się złowić małą, ale jakże piękną perełkę - za pośrednictwem samochodowego radioodbiornika nastawionego na odbiór PR2 odsłuchałem powtórkę fragmentu występu Bomsori Kim. Chodzi o kadencję z koncertu Szostakowicza. Ciemno i głucho dookoła, ja sam w aucie (żona ze zrozumieniem pozwoliła mi pozostać w samochodzie gdy sama oddaliła się), skrzypce Guarneriego i Bomsori Kim. Mistyczne tete-a-tete. Wspaniale!