Miles

Uczestnik
  • Zawartość

    368
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

11

O Miles

  • Ranga
    Sympatyk
  • Urodziny 30.07.1981
  1. U mnie tymczasowo Delphinusy grają z integrą Sansui Au-x901 oraz z AA Paganinim w roli źródła. Kable głośnikowe Qed które opisywałem jako zakupione do tych kolumn są chwilowo bezrobotne, bo mój wzmacniacz Sansui zasadniczo nie akceptuje bananów. To znaczy można je umieścić w konektorach wtykając banany jak gołe kable, następnie dokręcając delikatnie zaciski, aby nie pozgniatać wtyków. Jednak z tą delikatnością to u mnie...nie za zbytnio. Sęk w tym, że gniazda mają otwory pod takim kątem, że jak się w ogóle nie użyje nakrętek, to zakończenia kabli wysuną się. Wobec tego jak w moich starszych kablach - Audionova Euphoria - starałem się lekko złapać konfekcję to zrobiłem placki z wtyków. Więc teraz te Audionovy pracują u mnie na stałe z tym wzmacniaczem, bo już gorzej ich nie zniszczę, a innych kabli szkoda. W tym chwilowym ustawieniu za interkonekt robiły z kolei przewody Audionova Galatea mk2 - nie żebym szukał jakiejś specjalnej firmowej synergii. Mam kilka budżetowych IC: Monster, Nordost, Linn. W tym towarzystwie Audionova najmniej mnie wnerwia, ot co. Zatem słucham sobie w takim zestawieniu, i co tu dużo mówić: jest dobrze, ale nie beznadziejnie! Lubię tego Sansuja, ma on taki, jakby to ująć, szlachetnie wstrzemięźliwy sposób grania. Jednakże czuć, że ten niezły bądź co bądź wzmacniacz znajduje się średnio w tej przypadkowo dobranej, tymczasowej konfiguracji. Jednak zamiast zastanawiać się co tu poprawić, wspominam brzmienie klocków Audio Analogue, czekając na ich rychły powrót do macierzy. Skoro posmakowałem brzmienia, które powodowało u mnie takie emocje - zwłaszcza w kameralistyce czy też w akustycznym jazzie - to nie chce mi się już zanadto pracować nad innymi zestawieniami. Po prostu na klockach zastępczych słucham znacznie mniej muzyki kameralnej, za to więcej rocka. W rocku x-901 potrafi czarować. Z resztą nie od dziś obserwuję u siebie, że to na jakim systemie słucham muzyki mocno wpływa na moje wybory przy regale z płytami. Włączając lampę przeistaczam się w fana jazzu, przy Sansui najlepsza na świecie jest dla mnie rockowa progresja, a przy klockach Audio Analogue zastanawiam się, po co mi płyty inne niż te z klasyczną muzyką kameralną - przecież ta jest najpiękniejsza na świecie... Jednak coś się wydarzyło. Wzmacniaczy AA w domu nie ma, ale dzięki uprzejmości kolegi Jarka trafił do mnie interkonekt Acrolink 6N-A2400II. Tak żebym sobie posłuchał jak w torze audio pracuje porządny kabel. Długo brakowało mi czasu, ale wreszcie ostatnio udało mi się wpiąć go między Paganiniego a Sansui. Przesłuchałem do tej pory może kilkanaście płyt. Do tego nie były to odsłuchy krytyczne, mające rzetelnie ocenić wpływ tego kabla na poszczególne aspekty brzmienia. Po prostu słucham sobie muzyki, a emocje niech się rodzą niezależnie od rozumu... Cóż mogę napisać na temat pierwszego wrażenia? Że ekscytacja dźwiękiem wróciła? Tak właśnie się stało. Wypełnienie, dźwięczność, wielobarwność. No i na słowo którego Jarek lubi używać w odniesieniu do tej łączówki: soczystość. Skomplikowane to wszystko. Mam kolumny Chario, niby wiem jak grają, ale okazuje się, że zawsze to będzie tylko wypadkowa całości toru. Wiem, to banał. Jednak trzeba go sobie ciągle uświadamiać. Często ludzie wydają opinie po kilkunastominutowym odsłuchu, śmiało wypowiadając się, że dany element systemu gra albo nie gra. Przypomina mi się, jak sprzedawałem kiedyś kolumny. Odsłuch z klientem i jego kolegą trwał jakieś pięć razy po pół utworu, po czym rzeczeni panowie wiedzieli już o tych kolumnach wszystko, a nawet doszło do transakcji. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że odsłuch przed zakupem nie jest kluczowy. Jednak tyle rzeczy ma wpływ na to co słyszymy, że dla mnie przy zakupie moich Chario decydujące były opinie i opisy kolegów z tego Forum. Trochę zaufania do cudzych uszu, trochę intuicji, a do dobrego brzmienia to się z czasem dojdzie... Tak więc jak trafią się jakieś flagowce, jak wyżej wspominane Millenium 2, to kto wie, może się skuszę. Jednak jeżeli nie, to spokojnie mogę inwestować w potencjał "Delfinów". Z Acrolinkiem pokazały one koleje umiejętności. Słuchając płyty Grzegorza Tomczaka "Miłość to za mało" zwróciłem uwagę na fantastyczną dźwięczność gitary akustycznej w drugim planie. To było dla mnie coś nowego, choć płytę znam dobrze. Po kilku utworach zadałem sobie pytanie, czy to nie aby moja aberracja, a płyta gra jak gra. Odpaliłem drugi, całkiem inny system. Włączam tą samą płytę. Gra. Nie trzeszczy, nie charczy, nie szumi - gra. Jednak podskórnie czuję narastający niepokój. Wiercę się na sofie. Gdzie ta gitara? No niby jest, nie zniknęła, ale teraz to tylko dalekie tło bez znaczenia. Wokale? Co jest? Jakieś takie...jakby straciły gładkość. Co ten Tomczak tak się drze? Wytrzymałem cztery utwory. Nie no. Przepadłem. Nadchodzą zmiany. Księgowa nie będzie zachwycona...
  2. Nareszcie udało mi się dostać kompaktowe wydanie mało znanej płyty Breakoutu sprzed 20 lat - "Ballady". To w zasadzie kompilacja (jak sam tytuł wskazuje) plus coś nowego dla wiernych fanów. Musiałem to mieć, choć sam album znałem dobrze, gdyż nabyłem go przed 20 laty, tyle że na jedynym słusznym dla mnie w owym czasie nośniku - na kasecie. Stare ballady z Mirą Kubasińską chwytają za serce bardzo mocno, ale nowsze z Grażyną Dramowicz są równie piękne. Kiedy wraca się do takich nagrań kalejdoskop wspomnień jest nieunikniony...
  3. Jutro we Wrocławiu w Narodowym Forum Muzyki wystąpią wszyscy laureaci. Nie mam biletów, ale tak sobie myślę, że ceny wysokie a muzycy zmęczeni. Ciekawie by było posłuchać i zobaczyć, ale rwać włosów z głowy nie będę. Zwłaszcza że 10.grudnia dzięki koledze Wpszoniakowi będę siedział kilka metrów od grającej Bomsori! To się nazywa fart! Zaczynam podejrzewać, że nasz forumowy kolega ma bardzo poważne koneksje, skoro to akurat Bomsori Kim przyjedzie do Katowic. Są dwa wyjścia: 1.przypadek, 2.pewien forumowicz ze Śląska zatelefonował gdzie trzeba i załatwił najlepszego wykonawcę. Hmm... Teraz trzymam kciuki by wszystko się udało!
  4. Galowy występ Bomsori uczynił mnie jej dozgonnym wielbicielem. Taka muzyka i taka kobieta spotkały się. Ucieleśnienie marzeń melomana. Kwintesencja piękna. Totalne estetyczne spełnienie. LOVE BOMSORI.
  5. Co za emocje! Cieszę się że zwyciężyła totalna prezentacja Veriko Tchumburidze. Nie ukrywam, że w muzyce zawsze szukam zatracenia, a z Veriko można osiągnąć to z łatwością. Precz z perfekcją, niech żyje szaleństwo! No dobra. Jedna rzecz jednak dryluje spokój mej duszy. Bomsori Kim jest perfekcyjna pod każdym względem, więc moją radość ze zwycięstwa Veriko zakłuca smutek z dopiero drugiej nagrody Bomsori. Ona nie zasługuje na nie-wygranie... Ot taka moja schizofrenia...
  6. Drugiego dnia finałowych przesłuchań nie dane mi było śledzić. Jednak udało się złowić małą, ale jakże piękną perełkę - za pośrednictwem samochodowego radioodbiornika nastawionego na odbiór PR2 odsłuchałem powtórkę fragmentu występu Bomsori Kim. Chodzi o kadencję z koncertu Szostakowicza. Ciemno i głucho dookoła, ja sam w aucie (żona ze zrozumieniem pozwoliła mi pozostać w samochodzie gdy sama oddaliła się), skrzypce Guarneriego i Bomsori Kim. Mistyczne tete-a-tete. Wspaniale!
  7. Wpszoniaku, Veriko tak zagrała, że niemal spadła mi szlafmyca! Energia rockowego koncertu to przy jej grze spacerek po parku! Fantastyczne przeżycie. Posłuchać jej na żywo - marzenie. Oby ziściło się za te kilka tygodni.
  8. Obecność Marii Włoszczowskiej w kolejnym etapie jest dla mnie bardzo miłą wiadomością a zarazem niespodzianką. Na tle mistrzowskich popisów skrzypków o azjatyckich korzeniach można było odnieść wrażenie, że pani Maria to skromna nieśmiała osoba, grająca po prostu swoją ukochaną muzykę. Dlatego liczyłem się z tym, że jury może nie puścić jej dalej. Jednak choć polska skrzypaczka nie "rozbiła banku" jak choćby Seiji Okamoto, to gdzieś tam musiała dotknąć swoim smyczkiem którejś z czułych strun w mojej duszy, bo jej muzyka siedzi w mojej głowie i nie daje mi spokoju. Ciekawe że pani Maria w swojej wypowiedzi którą usłyszałem dziś w radiu tak się właśnie do tego odniosła, że po prostu kocha muzykę i będzie szczęśliwa jeśli jej występ sprawił, że choć kilku osobom zrobiło się cieplej (tak to chyba ujęła). No więc Pani Mario - co najmniej jedną duszę już Pani złowiła.
  9. Dotarła do mnie kilka dni temu płyta o której wspominałem w poście nr 240. W ferworze codziennym, przy braku czasu musiała chwilę zaczekać. Właściwie to ja czekałem, nie chcąc jej słuchać na łapu-capu. Okazało się,że była to dobra decyzja, gdyż po uruchomieniu jej w sobotni wieczór wszystko przestało się liczyć - inne płyty, sprzęt na którym to wszystko gra, oraz ta cała dookolna rzeczywistość... Album Magdy Umer i Bogdana Hołowni "Bezsenna Noc" to zbiór najpiękniejszych piosenek świata. Tak,Magda Umer nie jest "wyczynową" wokalistką. Jest za to niezrównaną interpretatorką. Co to znaczy rozumieć dogłębnie o czym się śpiewa! Bogdan Hołownia? Jak zawsze pokazuje pełnię swej muzycznej wrażliwości która czyni z niego tak świetnego akompaniatora. Przepiękna płyta. Odżałujcie te kilkadziesiąt złotych, bo taka muzyka i taka poezja nie mają ceny!
  10. Uff, po występie Celiny Kotz pójdę spać w dobrym humorze. Pani Celina przypomniała mi, że uwielbiam muzykę Mozarta pod jednym warunkiem: musi być zagrana lekko i subtelnie. Słuchało się tego występu po prostu bardzo przyjemnie, beż analizowania. Muzyka na pierwszym miejscu, konkurs na dalszym planie.
  11. To jak to jest z tym konkursowym ocenianiem, że do 3.etapu nie przeszedł choćby taki Vasyl Zatsikha, a jego krajanka Hanna Asieieva "pokazała" się chyba tylko po to, by zrobić dobry kontrast innym uczestnikom, którzy na jej tle wypadać będą o wiele lepiej? No ja nie jestem kimś, kto może dyskutować z jury, ale opinie ludzi związanych z muzyką i skrzypcami na temat gry Ukrainki są jednoznacznie na nie. To o co tu chodzi?
  12. Choć teraz mówienie o urodzie kobiet bywa - o zgrozo! - niepoprawne politycznie i o seksizm posądzonym można zostać, jak już wspominałem w innym wątku dla mnie piękno muzyki i piękno kobiece to najwyższe wartości estetyczne jakie znam. Zatem gdy idą w parze to - nie czarujmy się - gra pięknej skrzypaczki lepszą mi się może wydawać niż jest w rzeczywistości, ale nie widzę w tym nic złego - bo po co być w tym przypadku obiektywnym? Żeby sobie przyjemność ze słuchania muzyki umniejszyć? Na przykład niedawno II Koncert skrzypcowy Paganiniego w wykonaniu Katarzyny Dudy spowodował u mnie ogromne emocje. Gdyby wykonywał go mężczyzna, choćby był to sam ............ (wstawcie sobie dowolne nazwisko), to nie wiem czy nadrobił by swą wirtuozerią braki estetyczne. P.S. No po takiej wypowiedzi to na jurora mnie już na pewno nie wezmą.Przynajmniej jeśli chodzi o konkursy skrzypcowe.Pozostaje miejsce na widowni...
  13. Niewiele udaje mi się obejrzeć wystąpień konkursowych. Zatem nie mogę zrobić - nawet na swój użytek - żadnych zestawień,porównań itp. Wczoraj będąc przez chwilę w domu "załapałem się" na grę Alexandra Kuznetsova oraz Vasyla Zatsikhy. Co do pierwszego z wyżej wymienionych - dłuższą chwilę siedziałem i wsłuchiwałem się i ... i nic nie poczułem. Doszedłem do wniosku, że najwidoczniej tak na biegu nie jestem w stanie wejść w świat tej muzyki i dlatego nie czuję granych utworów. Przecież na tym etapie to już sami mistrzowie! Chwilę później w studiu telewizyjnym komentujący skrzypkowie i profesorowie wyrazili jednak zdanie zbieżne z moimi odczuciami, zarzucając grającemu kompletny obiektywizm tam, gdzie oczekuje się emocji. Uff,a już myślałem,że ze mną coś nie tak. Wychodzi jednak na to, że w kontakcie ze sztuką moje dyletanckie serce jest w stanie od czasu do czasu (choć zapewne przez pryzmat gustu) odróżnić sztukę przez duże "SZ". Czyli czuciem laik może dojść do takich samych wniosków, jak znawca szkiełkiem i okiem? Na występ Vasyla czekałem niecierpliwie po rekomendacji szanownego Wpszoniaka wyrażonej po pierwszym etapie. Cóż - to jest granie takie jak lubię! Każdy dźwięk zagrany z pasją, ale też z należytym wyczuciem,aby nie przesadzić,nie przesłodzić. Tam gdzie ma być lekko i zwiewnie grający nie próbował dzielić zapałki na czworo! Nie wiem czy gra Ukraińca będzie wysoko oceniona przez jurorów,choć jak słyszałem w radiu jest on laureatem około dwudziestu konkursów! Nie wiem też co powiedziano o grze pana Zatsikhy w telewizyjnym studiu - musiałem gnać z powrotem do pracy. Jednak dla mnie czysta przyjemność. P.S. Jak wypadły dziewczyny z Polski?
  14. To i ja nie wytrzymałem i zamówiłem dwie płyty tej skrzypaczki : oprócz wymienionych Sonat na skrzypce solo Eugene Ysaye naturalnie wziąłem Bacha. Wiadoma sprawa,no nie? Jak to się ma do Konkursu? Ano im więcej słucham konkursowych skrzypiec ( niestety słucham mało!) tym więcej chcę słuchać ... skrzypiec. Sonaty Ysaye są często wykonywane w bieżącym etapie, natomiast Bach będzie zapewne później.
  15. Wpszoniaku, dziękuję Ci serdecznie. Uczyniłeś właśnie dwoje ludzi szczęśliwszymi. Jak wszystko się dobrze ułoży stawimy się z małżonką na Śląsku o czasie pod wskazanym adresem.