Skocz do zawartości
Zaloguj się, aby obserwować  
mejson

Wybieranie rodzynków

Recommended Posts

Mało chyba jest takich płyt, których cała zawartość jest doskonała.
Z reguły genialna płyta zawiera genialne i słabsze utwory i czasami podczas słuchania ma się sporą ochotę, by któryś przeskoczyć...

Na przykład w dyskografii mojego ulubionego Led Zeppelin było jeszcze gorzej - genialne utwory z reguły bywały w mniejszości i otoczone średniakami.
Ale mimo to rzadko "skipnę" jakieś nagranie - płyta ma klimat jako całość, a wybieranie z niej rodzynków trąci mi łatwizną a nawet pewnego rodzaju profanacją...

Pewnie dlatego kupiona kiedyś remasterowana, oficjalna, dwupłytowa składanka Led Zeppelin "Remasters" rzadko gości u mnie w odtwarzaczu.
Już wolę zaszumione, czasami denerwujące nagrania ale na całych, oryginalnych płytach.

A Wam zdarza się wyciągać rodzynki i robić brrrr... "składanki"? icon_wink.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
mejson
kiedyś to chyba była taka moda nawet..własne the best...of..
icon_smile.gif

obecnie już bardzo dawno nie robiłem składanek - ale w obecnej sytuacji mam radio obsługujące pendrajwy - wiec nie ukrywam,ze potrafie wrzucić na pendrajwa kilkaset utworów zgranych do mp3 i słuchac dla przyjemności w samochodzie - stałem sie do tego stopnia leniwy,ze nie woże nawet płyty nagranej z mp3 tylko i wyłącznie pendrajw

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

płyta ma klimat jako całość, a wybieranie z niej rodzynków trąci mi łatwizną a nawet pewnego rodzaju profanacją...


Za czasów Mozarta i Bethovena nikt nie uważał za profanację wykonywanie na koncertach pojedynczych części z wieloczęściowyh utworów tupu symfonii lub sonaty. Czy mamy padać na kolana przed płytowymi składankami współczesnej muzyki rozrywkowej? Bethoven by się nie pogniewał na takie wyrywkowe odtwarzanie, Led Zeppelin chyba też by się nie obrazili.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

Cytat

płyta ma klimat jako całość, a wybieranie z niej rodzynków trąci mi łatwizną a nawet pewnego rodzaju profanacją...


Za czasów Mozarta i Bethovena nikt nie uważał za profanację wykonywanie na koncertach pojedynczych części z wieloczęściowyh utworów tupu symfonii lub sonaty. Czy mamy padać na kolana przed płytowymi składankami współczesnej muzyki rozrywkowej? Bethoven by się nie pogniewał na takie wyrywkowe odtwarzanie, Led Zeppelin chyba też by się nie obrazili.


Pewnie, że nie!
Szczególnie, że często na posłuchanie w "godziwych" warunkach całych płyt nie ma czasu.
I człowiek wkłada do odtwarzacza boski krążek, włącza ulubiony utwór a po nim ... słuchawki albo ... przeprasza i ścisza icon_wink.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Analizowałem kiedyś, czy wydawanie składanek jest to naciąganie słuchaczy przez wydających takie kompilacje, przecież wszystkie hity można usłyszeć na antenie radiowej, jeśli kupujesz album jednego wybranego artysty na pewno nie uslyszysz jego wszystkich hitów ,chyba,że na koncercie, lub 4 single. Mozna trafić na wielkie perełki.

Od razu ten tekst kojarzy mi się z wielkim artystą Marcinem Rodzynkiem, ten artysta ma taką wrażliwą dusz,e potrafi śpiewać pięknie o uczcuciach, bliskości, emocjach towarzyszących dwojgu ludzi, teraz wydaje nową płyte i daje nam tyle szczęścia.
Edytowano przez RoRo
Nie "nabijaj" liczby postów!!! Proszę używaj opcji "EDYTUJ" zamiast dodawać kolejny post jeden pod drugim...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja nie cierpię słuchać pojedynczych kawałków. Porównuje to do czytania książek. Książki powinno się czytać całe, a nie rozdziałami, tak sam wg mnie jest z płytami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jak kupuję nową płytę, to lubię najpierw przesłuchać utwory, które już znam. Potem, gdy już się nimi nacieszę przesłuchuję całą płytę. Zazwyczaj po kilkukrotnym odsłuchaniu całego krążka odkrywam zupełnie nowe utwory, które podobają mi się jeszcze bardziej niż te, dla których nabyłam płytę.. icon_smile.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja często jako zbiory rodzynków traktuję płyty koncertowe danego wykonawcy. Od zawsze lubiłem słuchać płyt live, chyba od "Made In Japan" Purpli. Oczywiście też słuchając takich albumów skipnę sobie mniej lubiane kawałki. Raczej nie kolekcjonuję składanek typu the best of, choć uważam je za dobry początek przy poznawaniu twórczości danego wykonawcy. Jeśli mnie przeraża mnogość płyt danego twórcy, zwykle zaczynam od The Best Of, aby potem wgłębiać się w poszczególne wydawnictwa

Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
W niektórych krajach, technologicznie bardziej zaawansowanych, zespoły dawno już powydawały wszystkie swoje płyty w postaci składanki MP3 (160-192kb/s)po kilka-kilkanaście albumów na jednej płycie. No to jest z czego wybierać!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja tworzę składanki bardzo rzadko, wolę słuchać całych albumów. Składankę dostałam za to jakiś czas temu od kolegów z pracy, którzy doszli do wniosku, że słucham ponurej muzyki. I tak na dwóch płytach otrzymałam m.in. "A ja mam psa" i "Don`t worry, be happy" icon_smile.gif Odwdzięczyłam się za to swoją składanką, co tylko utwierdziło ich w przekonaniu, że lubię smęty...W każdym razie nawiązując do płyt-rodzynek. Jest jedna, faktycznie nie za skoczna, która nie nudzi mi się od lat, bo od początku do końca, jest jak dla mnie świetna - "Dummy" Portishead. Jakie są Wasze płyty-rodzynki?

Pozdrawiam
Ola

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przyznaję - płyt rodzynków nie mam. Nawet te naj muszą prędzej czy później ustąpić miejsca innym.

Hm..utwory rodzynki?


"Don't go changing" Diany Krall oraz "Time after Time" - koncertowa wersja w wykonaniu Milesa Davisa,
Ten pierwszy jest też z płyty koncertowej, ale jako bonus.

replay, ale ile razy nie policzę icon_smile.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
To zależy. Oczywiście, powinno się słuchać płyt w całości, to najlepszy sposób na odbiór muzyki, album jest pewną całością, pewną historią, którą trzeba poznać od początku do końca.
Jednak nie widzę niczego złego w tworzeniu "składanek" z pojedynczych lubianych utworów... Jeśli np. twórczość danego artysty nam nie odpowiada, za to umiłowaliśmy sobie jeden z jego kawałków icon_wink.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wicie, tego....
Słuchanie płyt "w całości" to relikt czasów winylowych. Kładło się naleśnik na gramofonie, brało do ręki szklankę z ulubioną trucizną, siadało w fotelu i odlatywało w kosmos...
W czasach CD i pilotów zawsze korci, żeby przeskoczyć do "fajnych momentów".

Kilka płyt, w których omijanie kawałków powinno być karalne:

Dark Side of the Moon
Friends of Mr. Cairo (Jon & Vangelis)
The Lamb Lies Down on Broadway (Genesis)

To moje typy. Oczywiście każdy będzie miał swoje. O muzyce klasycznej nie mówię, bo z reguły lubię wysłuchać całego utworu (niekoniecznie całej płyty, jeśli na płycie jest kilka utworów).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się

Zaloguj się, aby obserwować  

×