Skocz do zawartości

j23

Uczestnik
  • Zawartość

    91
  • Dołączył

  • Ostatnio

O j23

  • Ranga
    (Nie)stały bywalec

Informacje osobiste

  • Lokalizacja
    Glasgow

Ostatnio na profilu byli

655 wyświetleń profilu
  1. A coś merytorycznie w sprawie brzmienia tego kabla sieciowego? Prawdę recenzent napisał? Bo to może jego trzeba pozwać za wprowadzanie w błąd.
  2. Mówisz i masz Jestem po odsłuchach. Jako, że mam opowiadać o kablach zasilających to wspomnę o elektryce budynku. Świeży dom jednorodzinny zasilany ziemnym przyłączem kablowym, licznik w złączu na zewnątrz, instalacja 3-fazowa, rozdzielona na poszczególne fazy z głową, bez przeciążenia żadnej z nich. Instalacja nowa, przewody YDY 3x1,5 oświetlenie oraz YDY 3x2,5 - gniazda. Zabezpieczenia obwodów poprzez różnicówki + wyłączniki samoczynne. Ochrona przed przepięciami I i II stopnia, główna szyna wyrównania potencjału w kotłowni. Napięcie w gniazdach zmierzyłem – równe 231V. Po wpięciu do w/w gniazda sieciówki zmierzyłem ponownie na końcu tejże, żeby się przekonać czy kabel nic nie „zabiera” - nadal 231V. Testy przeprowadzone z użyciem pozbieranych na szybko sieciówek (ceny w zaokrągleniu): Furutech 3TS20 (1700 pln), Cardas Parsec (1800 pln) oraz Gigawatt LC1 (700 pln) Podpięte do zestawu jaki wczoraj podałem: Dynaudio Contour, Docet Lektor i pre+ monobloki Mcintosha. Interkonekty i przewody głośnikowe Audioquest (charakterystyczny wzorzysty oplot) jednak modelu nie znam. Pokój odsłuchowy ponad 40m2, zaadaptowany akustycznie. Dla spójności testu podłączono końcówki i pre 3 szt. Futurecha i dla porównania Cardasem. Gigawatt zasilał blok zasilacza Lectora. Kable wpięte bezpośrednio w gniazda w ścianie. Tak więc przybliżony koszt okablowania zestawu tylko w sieciówki mógłby wynieść jakieś 8 tys. Ze względu na oczywistą konieczność odłączania i niemożność porównywania kabli zasilających w „locie” skupiłem się na bliższym poznaniu brzmienia zestawu i zapamiętania najbardziej charakterystycznych cech. Przesłuchałem Dead Can Dance, Marcusa Millera, Camel, Alana Parsona, Annę Marię Jopek, Tori Amos, trochę elektroniki, trochę jazzu, Colemana, Davisa, a na koniec Maanam, co było niestety dość bolesne dla uszu. Co jakieś 40 minut robiłem krótką przerwę. Podobno to maksymalny czas na utrzymanie skupienia. Łącznie spędziłem 5,5 godziny. Spokojnie czekałem momentu aż kable sieciowe „narzucą swój charakter reszcie systemu”. Niestety albo stety po wymianie kabli sieciowych lokalizacja instrumentów, wokalistów czy wokalistek, przestrzeni, tej całej „sceny” czy jakichkolwiek innych składowych nagrania nie zmieniła się ani o milimetr. Czy to jedne czy drugie kable czy wreszcie, te które były oryginalnie dołączane do sprzętu – absolutnie zero zmian. Bez względu na rodzaj zastosowanego przewodu końcówki mocy Mcintosha, niczym Putin opozycję, tak samo trzymały za mordę głośniki Dynaudio, które ani pisknęły bez pozwolenia. Nic się nie ściszało, nic nie luzowało, po scenie nikt nie spacerował. Koncert Duka Ellingtona miał niepowtarzalny klimat i przestrzeń, Marcus Miller nie zmienił basu, kotły i bębny na Dead Can Dance utrzymały naciąg, Lisa Gerrard jak była smutna tak została, Andy Latimer grał na gitarze w swoim stylu, Vangelis nie schował klawiszy do piwnicy itd. itd. Nie mam żadnych złudzeń. Kable sieciowe niczego nie zmieniają. /z innego forum/
  3. Na prawidłowo skonstruowany nie ma żadnego wpływu, wystarczą tzw. komputerowe. No ale jak ktoś słyszy "piegi Harmoniksa", to może i kabel sieciowy Hi-End kupi - to jest business. A że nieuczciwy, no cóż... kwestia moralności.
  4. Ze słyszeniem jest podobnie jak z widzeniem, "Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę." Cytowania to poważna sprawa, można się przez nieuwagę habilitować
  5. I spoko A teraz wyobraź sobie, że masz np. wzmacniacz lampowy z przydźwiękiem sieciowym - a jest kilka modeli z ładnym dźwiękiem i przydźwiękiem. Co wtedy? Bo ja, po zdiagnozowaniu że np. winny jest transformator sieciowy, przeniosę go na zewnątrz i jeżeli pomogło, to tak zostaje aby nie grzebać niepotrzebnie. Jeżeli przyczyna jest inna, to trzeba kombinować dalej, jak np. tu http://www.highfidelity.pl/@main-816&lang= a nie bawić się kablami, bo one wady konstrukcyjnej wzmacniacza nie zlikwidują. Oczywiście jeżeli właściciel przydźwięku nie słyszy, to i problemu nie ma
  6. Ja mam np. taki problem, iż nie potrafię udowodnić, że "nie słyszę" - co mnie umieszcza w grupie "słyszącej" ;(
  7. Ale czy ktoś neguje, że Twój stary kabel psuł dźwięk? Lub że Twój sprzęt jest tak skonstruowany, że jest wrażliwy na kable?
  8. Panowie, bez wycieczek personalnych, proszę. Ad rem. Jak z poniższego tekstu wynika, jak najbardziej... niestety A wystarczy wiedzieć co to takiego EMC i ładnych kilkadziesiąt tysięcy PLN w kieszeni. Verictum czerpie z tych oraz innych technologii, opracowuje jednak głównie swoje rozwiązania i z sukcesem przenosi je na grunt audio w swoich produktach. Nazwa marketingowa stosowanych w produktach Verictum rozwiązań to Technologia X. Połączenie wieloletnich badań i doświadczeń z wielu gałęzi przemysłu oraz ich praktycznej implementacji na grunt sprzętu i akcesoriów związanych z audio, pozwala produktom sygnowanym marką Verictum, w pełni korzystać z najnowszej dostępnej technologii i stosować rozwiązania dotychczas nie stosowane w dziedzinie audio, a w szczególności dźwięku high – end. Produkty Verictum stanowią odzwierciedlenie wieloletniej pasji audiofilskiej właścicieli spółki i jej współpracowników, co w efekcie zaowocowało przeniesieniem uzyskanych doświadczeń i rozwiązań do sektora audio, z użyciem najlepszych metod projektowych, szerokich analiz laboratoryjnych oraz pomiarowych, z wykorzystaniem jednakże w decydującym stopniu ocen dokonanych w trakcie bezpośrednich odsłuchów w zróżnicowanych systemach i warunkach dokonywanych przez doświadczonych audiofili. Technologia X. Technologia X, to najnowsza dostępna technologia w zakresie ograniczania degradującego wpływu zakłóceń EMI/RFI, na którą składa się szereg procesów i materiałów, jakie powstały w wyniku wieloletnich autorskich badań prowadzonych przez spółkę, a której skład i proces technologiczny ulega cały czas modyfikacjom, w zależności od pożądanego efektu synergii dla konkretnego jej zastosowania. Warto wskazać, że w związku z nieustannym rozwojem i upowszechnianiem się nowych technologii we wszystkich praktycznie dziedzinach życia np. w zakresie bezprzewodowego przesyłu sygnałów, ich poziom podlega ciągłemu wzrostowi, a zatem ich niekorzystne oddziaływanie EMI również w sferze sprzętu audio jest coraz większe. Działalność marki Verictum ma między innymi na celu zniwelować negatywne skutki tychże zakłóceń na dźwięk naszych domowych systemów audio. W większości nasze produkty są wykonywane ręcznie ponieważ część zastosowanych technik produkcji nie może być wykonywana maszynowo. Stosujemy głównie materiały pochodzenia naturalnego, w tym szlachetne gatunki drewna jak merbau, które poddajemy naturalnym, rzemieślniczym metodom obróbki. Spektakularna poprawa reprodukowanego przez system dźwięku, jego realizm, trójwymiarowość oraz materializacja sceny i zjawisk przestrzennych przy zachowaniu prawidłowej, pełnej barwy, to krótka charakterystyka efektów jakie uzyskuje się w oparciu o zastosowane produkty Verictum.
  9. Skąd wiesz co bym kupił dostając takie rabaty [emoji14] A w Twojej konfiguracji, skupiłbym się raczej na kolumnach.
  10. Patrząc na ceny, konfigurację sprzętu i nawiązując dokładnie do tytułu wątku, to wątroba by mi nie wytrzymała
  11. Jak deseczka, to to zdjęcie musi być. I aby było w temacie wątku, to nawet kabel jest... podłączony do pieńka Jaki toto ma wpływ i na co, to zielonego pojęcia nie mam. Ale podobno jest lekarz inżynier na sali
  12. Autor: David Messinger Źródło: HiFi Aktiv, Austria Oryginalny artykuł: "Realistische Betrachtungen Verbindungskabel" Tłumaczenie: HiFi Admin "Trzeźwe spojrzenie - okablowanie sprzętu HiFi" "Jak uzyskać efekt placebo za pomocą czasopisma HiFi? Jeszcze 15 lat temu mało kto zwracał uwagę na okablowanie sprzętu HiFi. Większość z nas korzystało z pospolitych gniazd CINCH i taniego kabla miedzianego (skrętki), które zwyczajowo były dołączane do zakupionego sprzętu. Stare dobre czasy (kiedy nie było jeszcze HiFi Voodoo) bylo oczywiste to, iż każdy najzwyklejszy kabel posiada opór elektryczny - co z punktu widzenia zastosowań HiFi - nie było wystarczajacym powodem do prowadzenia dalszych rozważań na ten temat. Nikt dokładnie dziś już nie wie, skąd pojawił się impuls, za sprawą którego zaczęto zmieniać poglądy na ten temat, za czym ostatecznie poszła również cała scena HiFi. Nagle stało się jasne jak słońce, że każdy przewód w zestawie HiFi powinien być traktowany jako niezależny jego komponent, który również ma swój znaczący wpływ na charakter brzmienia i z tego też powodu powinien być dobierany z należytą starannością. Możliwość indywidualnego tuningu brzmienia (chociażby poprzez wymianę przewodów połączeniowych), została przyjęta z dużym entuzjazmem. Możliwość testowania przeróżnych przewodów, które miało na celu zbliżenie się do swojego wymarzonego brzmienia - było traktowane przez nie jednego pacjonata jako ekscytujące wyzwanie. Z perspektywy czasu można stwierdzic, iż odkrycie to było i nadal jest niewyczerpaną kopalnią złota dla tych którzy zdali sobie sprawę (i zdają po dziś dzień) jak na tym dobrze zarobić. Dla wielu doradców HiFi temat ten stał się niejako ulubionym "konikiem". Od niektórych z nich płynie nawet przesłanie, iż cały zestaw HiFi może brzmieć wyłącznie na tyle dobrze, na ile pozwalają na to jego przewody! Niezorientowany laik ufa, wierzy i kupuje. Jego decyzja poparta jest przecież testami zakrojonymi na szeroką skalę i różnego rodzaju rankingami w magazynach HiFi. Temat "okablowanie" rozwinął się niesłychanie i szybko stał się niejako osobną dziedziną. Powstało wiele nowych firm, które specjalizowały się w produkcji przewodów i połączeń o zastosowaniu HiFi. Poprzez zastosowanie nowoczesnych materiałów oraz korzystniejszych rozwiązań technicznie - straty powstające podczas przesyłania sygnału (!!!) miały być zminimalizowane, dzięki czemu jakość brzmienia miała ulec znacznej poprawie. Nie poprzestano jednak na "zwykłych" połączeniach takich jak CINCH czy przewodach kolumnowych. Polowanie na czarownice w postaci kolejnych słabych ogniw łańcucha HiFi, znalazło wkrótce kolejne przełożenie na możliwości zarobkowe. W ten oto sposób również przewody zasilające posiadają decydujący wpływ na brzmienie komponentów HiFi. Enigmatyczne wyjasnienie, z którym ani fachowiec, ani laik nie są w stanie polemizować... -"końcowe 1,5 metra przewodu zasilającego uważane jest za niezwykle istotne". Idąc za ciosem, "udalo się" również zdiagnozować różnice w brzmieniu pomiędzy przewodami cyfrowymi (a tak swoją drogą jeśli już coś rzeczywiście jest niemożliwe to właśnie to!). Czasopisma HiFi, w ciągłym poszukiwaniu sensacji, sięgają po te tematy wyjątkowo chętnie. Interesujący wydaje się fakt, że mają one całkowicie inne wyjaśnienie na to, dlaczego określony przewód posiada specyficzny charakter brzmienia - i co istotne - wyjaśnienie to różni się od tego które prezentuje sam producent! Cały ten gwar i zgiełk wokół tematu "okablowania" jest sztucznie podkręcany przez rynek i media. O co więc w tym wszystkim chodzi? Niestety standardowo o duże pieniądze. Stare powiedzenie mówi: "każde kłamstwo stałe powtarzane w końcu zostanie uznane za stwierdznie prawdziwe"... Tak też jest w tym przypadku. Tak długo jak będzie przyzwolenie na bombardowanie konsumenta tymi sloganami stworzonymi na potzrebę stron zainteresowanych, tak długo będziemy manipulowani. Czy rzeczywiście za pomocą przewodów możemy uzyskać zjawiskową, dynamiczną poprawę jakości? Wszyscy ci, którzy sprzedają (aby zarobić), maja wszelkie prawa ku temu aby tak twierdzić. Koszt produkcji większości z przewodów, o których mowa - jest minimalny. Lwia część ogromnych pieniędzy, które przychodzi nam za nie płacić to koszt opakowanie, reklamy czy artykułów sponsorowanych. Kilka wskazówek z technicznego punktu widzenia: Przeciętnie wzmacniacz przy normalnej głośności pokojowej oddaje 1 W mocy głośnikom. Przy głośnikach ze słabą sprawnością ta wartość może się nawet podwoić. Najniższa impedancja większości kolumn to ok. 3,5 Ohm. Przy napięciu pracy niecałym 2V daje to prąd ok. 0,6 Ampera. Przy takim natężeniu prądu teoretycznie wystarcza przewód o przekroju 0,05mm (przy założeniu długości 10). Dla przewodu NF-Cinch wystarczyłby zatem przewód o przekroju ludzkiego włosa! W rzeczywistości sygnał akustyczny przepływa w obwodach odtwarzaczy CD (czy wzmacniaczy), pomiędzy licznymi elementami przez wcale nie większe przekroje.Tylko w końcówce mocy wzmacniacza średnice dostosowane są do rzeczywistych natężeń prądu. Ale i tu z powodu niekończącego się "show" jest spora przesada. W tranzystorach mocy (kilka z nich nawet rozpiłowaliśmy), gdzie właśnie cały prąd płynie w kierunku głośników, stosuje się drut (głównie ze złota) o maksymalnym przekroju 0,2mm. Tutaj zatem znajduje się najsłabszy punkt całego łańcuszka HiFi! Dla lepszego zobrazowania jakie średnice przewodów rzeczywiście są potrzebne, przytoczę trzy przykłady z gospodarstwa domowego: Grzejnik elektryczny z wentylatorem ze stałym poborem mocy 2.200 Wat jest zasilany przewodem o średnicy 1,5 mm i długości przewodu powyżej 10m ze względów bezpieczeństwa. Przy napięciu 230V i oporze 20-25 Ohm spirali grzewczej płynie w przewodzie prąd ok 10 Amperów. Suszarka do włosów o mocy 1300 Wat ciągnie energię poprzez kabel 0,75mm. Więcej przykładów chyba już nie potrzeba. W tym przypadku płynie prąd ok 5,6 A. Przewodem o średnicy 5mm przyłączona jest kuchenka elektryczna. Przy włączeniu wszystkich palników i piekarnika dochodzi do zużycia ok. 12.000W i płynie prąd ok. 52A. Całkowity opór przewodu grzejnego odpowiada wtedy impedancji kolumny głośnikowej. Powtórzmy raz jeszcze: aby uzyskać głośność pokojową potrzeba średnio maksymalnie 1 W mocy - płynie wtedy prąd ok. 0,6A. Pomimo tego, wielu producentów przewodów głośnikowych oferuje produkty, których średnica wystarczyłaby do zasilania całego budynku. Wiele z nich ma rzeczywiście średnicę węża ogrodowego. W tym miejscu nie powinno ujść naszej uwadze, że do podwojenia siły głośności potrzeba około 10 krotnego zwiększenia mocy. Przy tych samych głośnikach - wzmacniacz musi wytworzyć napięcie ok. 6V, a natężenie prądu zwiększa się do ok. 1,7A. Przy następnym podwojeniu głośności wzmacniacz musi wytworzyć już napięcie ok. 19V co daje prąd 5,3A. Teraz przekrój kabla zaczyna mieć znaczenie (4 krotność normalnej głośności pokojowej!). Ze średnicą 2,5mm przy długości 10m nasze postępowanie jest wciąż zasadne. Dopiero przy większych długościach przewodu i/lub głośnościach (jeśli rzeczywiście są wykorzystywane) jest konieczne użycie kabla o średnicy 4mm. Jednak co jest dalej po kablu głośnikowym - tzn. co się dzieje dalej w kolumnie? W zwrotnicy każdej pasywnej kolumny głośnikowej przed głośnikiem basowym zostaje włączony filtr basowy w postaci cewki (do odfiltrowania wyższych częstotliwości). Ta cewka wykonana jest z emaliowanego przewodu miedzianego o przekroju 1mm, a więc o średnicy 0,75mm. W zależności od potrzebnej indukcyjności użyte jest do tego celu ok. 20 do 50 metrów drutu. Bardzo dobre cewki w drogich kolumnach (albo tych z niską indukcyjnością) osiągają opór ok. 0,3 Ohm. Gorsze (lub takie z wyższą indukcyjnością) osiągają od 0,7 do 1 Ohm. Ten opór powoduje, że również najlepszy współczynnik tłumienia High-Endowego wzmacniacza w dużej mierze pozostaje bezskuteczny i tylko w znikomym stopniu może coś wskórać w przypadku głośnika basowego. Nawet najdroższe kable nie mogą tu nic polepszyć. Do tego prosty przykład rachunkowy - załóżmy więc: średnio "okazały" wzmacniacz tranzystorowy posiada współczynnik tłumienia 100 przy 8 Ohm (to odpowiada oporowi wewnętrznemu 0,08 Ohm). W przypadku kolumny 4 Ohm spada współczynnik tłumienia do wartości 50. Gdy przyjmiemy założenie, że cewka wraz z kablem głośnikowym wspólnie wykazują oporność 0,8 Ohm, daje to w rezultacie przy głośniku basowym 8 Ohm'owej kolumny (8 podzielone przez 0,8) wartość współczynnika tłumienia 10 oraz wartość 5 przy kolumnie 4 Ohm. W klasycznych kolumnach 3-drożnych również przed głośnikiem średniotonowym zostaje włączona cewka, jednak z mniejszą indukcyjnością a zatem z krótszym ale jeszcze cieńszym drutem. Prawie zawsze zwrotnice montowane są na płytkach drukowanych. Znajdujące się na nich ścieżki przewodzące posiadają bardzo małe przekroje i wykonane są standardowo z miedzi. Nie inaczej jest przy sztywno montowanych końcówkach kondensatorów i rezystorów. W kolumnach połączenia pomiędzy zwrotnicami i obudową głośnika wykonane są zwykle za pomocą relatywnie cienkiego kabla plecionki. Tylko nieliczni producenci używają do produkcji bardzo drogich kolumn "lepsze" przewody ze sceny HiFi (ale nie z przekonania, a jedynie aby uniknąć ewentualnych dyskusji). Ponieważ w spektrum muzycznym wyższe częstotliwości (od ok. 1kHz) zwykle występują z istotnie mniejszą intensywnością niż niższe, to okablowanie do głośnika średnio i wysokotonowego wykonuje się z jeszcze cieńszego przewodu niż w kanale niskotonowym i to również jest w pełni wystarczające. Ustosunkowując się do sprawy "cewki" zainteresowani argumentują, że problem ten dotyczy przede wszystkim głośnika basowego - głośniki średnio i wysokotonowe mają krótsze drogi sygnału. To zgadzałoby się tylko w części, ponieważ szczególnie w przypadku głośnika średniotonowego, który potrzebuje filtra nisko i wysokotonowego, jest sytuacja jeszcze gorsza (cewka i kondensator na drodze sygnału). W przypadku głośnika wysokotonwego droga sygnału jest rzeczywiście krótsza ("tylko" jeden kondensator na drodze). W zwrotnicy każdej pasywnej kolumny głośnikowej przed głośnikiem średnio i wysokotonowym zostają umieszczone jako filtry wysokotonowe kondensatory (do odcięcia niskich częstotliwości). Kondensator składa się z dwóch pasków foli metalowej odizolowanych od siebie i zwiniętych w cylinder z wyprowadzonymi końcówkami. W zależności od odstępu i powierzchni folii powstaje mierzalna wartość elektryczna, pojemność (jednostk jest Farad). Kondensator posiada nieskończenie wysoką oporność dla prądu stałego, czyli w ogóle nie istnieje żaden bezpośredni kontakt, w przeciwnym wypadku byłby uszkodzony. Ale to nie zmienia faktu, że kondensatory w zwrotnicach pasywnych kolumn są niezbędne. Posiadają one rosnący opór dla prąd zmiennego w przypadku niskich częstotliwości i malejący opór dla wysokich częstotliwości. Są one z elektronicznego punktu widzenia przeciwieństwem cewki. Ponieważ głośnik średnio i wysokotonowy kolumny głośnikowej posiadają wyższa sprawność niż głośnik niskotonowy to ich poziom musi być osłabiony w zwrotnicy za pomocą rezystorów. Używane są w tym celu seryjnie produkowane rezystory o oporności ok. 2-5 Ohm. Jak mały jest w porównaniu z tym opór standardowego kabla głośnikowego! Przy średnicy 2,5mm i długości 10m dodaje się do tego wartość ok. 0,1 Ohm. Czy elektryczne właściwości kabla mają jakieś oddziaływanie w zakresie niskich częstotliwości? W różnych testach magazynów HiFi wciąż są testowane i porównywane przewody pod katem ich elektrycznych właściwości. W zależności od tego jak wykonany jest kabel, pojawiają się różne wartości oporu, pojemności i indukcyjności. Wszystkie te wartości mają jednak rzędy wartości, które w zakresie niskich częstotliwości nie odgrywają żadnej roli. W praktyce HiFi wartości te nigdy nie zbliżają się do wartości mających jakiekolwiek zastosowanie. Nawet jeśli te zmierzone wartości pomnożyć przez 100, a nawet przez 1000 to i tak nie będą one miały słyszalnych następstw. Ponieważ niskoomowe impedancje wyjściowe nowoczesnych urządzeń HiFi (10-100 Ohm w przypadku wysokoprądowych urządzeń wejściowych i wzmacniaczy) i powszechne wartości impedancji kolumn głośnikowych (3-25 Ohm) powodują, że w słyszalnych zakresach częstotliwości nie może pojawić się żaden wpływ tychże wartości. Właściwie dyskutowanie o tym jest nawet zabawne, ponieważ czysto teoretycznie jakiekolwiek następstwa najwcześniej mogą się pojawić z zakresie kilkuset kHz. Nawet w przypadku urządzeń z lampowym stopniem końcowym, które w większości przypadków mają nieco wyższe impedancje wyjściowe, nie można oczekiwać najmniejszej utraty brzmienia. Na dodatek stopnie lampowe używają na wyjściu transformatora, który już w sobie posiada wysoki opór wewnętrzny, zatem impedancja kabla odgrywa tu jeszcze mniejszą rolę. Oczywiście w HiFi chodzi o jak najlepszą jakość odtwarzanego dźwięku. W związku z tym kable połączeniowe nie powinny powodować żadnej utraty jakości. Ale właściwie to skąd powinny się one pojawić? Rzeczowo podchodząc do sprawy, przewód połączeniowy nie jest niczym innym, niż tylko nieznacznie wyciągniętym na długość kawałkiem metalu. Jest również faktem, że "rozkaz marszu" elektronów rozchodzi się w metalu z prędkością zbliżoną do prędkości światła. To odpowiada czasowi jednej sekundy na drodze z Ziemi do Księżyca! Jakie znaczenie ma tu kilka metrów? Są do tego rzeczywiście potrzebne koszmarnie drogie kable? Czy rzeczywiście jest zasadne inwestowanie jednej trzeciej ceny zestawu w kable? Żaden rozsądnie myślący człowiek nie może tego potwierdzić. Kablom połączeniowym przypisuje się taką uwagę, jakby musiały przenosić sygnały wysokich częstotliwości na kilometrowych odcinkach. Dla specjalisty od wysokich częstotliwości śmieszne 20kHz, którymi się tutaj zajmujemy, nie jest warte rozmowy, które żartobliwie uważane byłoby za prąd stały. Niektórzy z ezoteryków HiFi (którzy widocznie są w stanie usłyszeć jak "trawa rośnie") potwierdzają, że potrafią nawet usłyszeć różnice we wtyczkach - czy lutowana czy skręcana! Również użycie różnego rodzaju lutu czy jeszcze inne niedorzeczne pomysły. Tych ludzi powinno się chociażby raz poddać testowi z zawiązanymi oczami, żeby wyrośli ze swojego "transu". Takie jeżących włos na głowie wypowiedzi można na bieżąco odnaleźć w rozmaitych magazynach HiFi. Jeżeli pokusimy się o graficznie przedstawienie całkowitej długości obwodu HiFi, to zobaczymy wówczas, że udział jaki w nim mają kable połączeniowe wyniósłby od 3 do 5 procent. Nawet jeśli te kable są "najlepsze" nie zmienia to faktu, że sygnał akustyczny prowadzony jest poprzez (w znacznym stopniu) dłuższe odcinki i relatywnie niskowartościowe i cienkie materiały (wewnętrzne okablowanie urządzeń i kolumn, ścieżki drukowane, końcówki przyłączeniowe elementów montażowych, luty itp.). Są jednak jeszcze inne słabe punkty! Przykładowo w prawie każdym wzmacniaczu stosowany jest przed gniazdami wyjściowymi przekaźnik, który dopiero po kilku sekundach po włączeniu wzmacniacza przyłącza kolumny. Poprzez to kolumny są chronione przed przepięciem i załączeniowym impulsem. Powierzchnie styku takiego przekaźnika mają wielkość głowki od szpilki a mimo to przesyłają całą moc wzmacniacza! Co więc to oznacza? Najsłabszy element łańcucha HiFi decyduje o jego łącznej jakości. Z pewnością nie będą to jednak kable. Właściwie to są one jednak (już przy zastosowaniu całkiem standardowych) - najsilniejszymi elementami łańcucha HiFi! Niniejszym jeszcze ostatnia próba podkreślenia bezsensowności grubych i drogich kabli. W miejsce prądu elektrycznego weźmy wodę a kabli - rury. W "urządzeniu" wytwarzane jest ciśnienie wody (co ilustruje wzmacniacz) które na jego końcu płynie przez ekstremalnie cienki punkt (przekaźnik wyjściowy), następnie płynie przez bardzo grubą ale krótką rurę (kabel połączeniowy) a potem przez liczne ułożone jeden za drugim sitka, filtry i reduktory ciśnienia (odpowiadające elementom konstrukcyjnym pasywnej zwrotnicy), stąd z kolei płynie przez 2 (kolumna dwudrożna) lub 3 (trójdrożna) relatywnie cienkie rury (przewody łączące głośniki) i ostatecznie dochodzi do użytkownika końcowego (głośnik), gdzie wykonuje swoją prace w setkach cieniutkich zwojach rur (cewki głośników). Nie trzeba być fizykiem żeby rozpoznać, że krótkie i bardzo grube rury (kable głośnikowe) nie mają żadnego wpływu na łączną zdolność przesyłu całego łańcucha. I ponieważ to również dobrze pasuje do tematu okablowania: dziś jest już powszechne wypalanie płyt CD przy użyciu komputera. Z technicznego punktu widzenia, jak i brzmienia, nie można temu nic zarzucić. Ale czy ktoś choćby raz pomyślał o tym przez jaki "kable", microchipy i twarde dyski to wszystko płynie??!! O tym magazyny HiFi nie zmarnowały ani słowa, ale za to są liczne testy o różnicach w brzmieniu przewodów cyfrowych! To samo dotyczy "lepszych" kabli zasilających, co niektóre kosztujące prawie jak dobry wzmacniacz. Jak jest możliwe tak zmanipulować mnóstwo ludzi do wydania na te cele takich sum? Brakuje słów ... I jeszcze coś: wysokiej klasy słuchawkom przypisuje się (i słusznie) wyjątkowo precyzyjne oddawanie dźwięku, które nie jest w stanie zrealizować żadna kolumna głośnikowa. Kabel połączeniowy takich słuchawek jest wszystkim innym ale nie wysokowartościowym. Jest zwykle 3m długi i składa się z cienkiej standardowej plecionej linki. Znajdujące za nim gniazda i wtyczki we wzmacniaczu również nie można w żadnym wypadku uznać za wysokogatunkowe. Jak wyjaśnią ten fakt guru od kabli i wtyczek? Ale teraz rzeczywiście do ostatniego punktu: w prawie każdym (w oryginale: "w prawie każdym niemieckim") magazynie HiFi (które zresztą i tak odpisują od siebie nawzajem) zwraca się uwagę na to, jak ważne jest zastąpienie mostków metalowych na zaciskach głośnikowych poprzez odpowiedni kabel. Dźwięk powinien poprzez to w istotny sposób zyskać na jakości. Co za absurd! Przed (w elementach elektroniki) i po (w zwrotnicach kolumn) tych masywnych blaszkach metalu znajdują się setki innych (o wiele mniejszych) w formie ścieżek przewodzących na płytkach montażowych. I tutaj wymiana 2 grubych 5 centymetrowych blaszek na kabel nie może niczego poprawić! Zdaniem niektórych różnice nawet robi, czy kabel jest przyłączony na dolnych czy górnych zaciskach. Jak można w coś takiego wierzyć? Wszyscy którzy twierdzą, że istnieją różnice w brzmieniu pomiędzy licznymi kablami znajdującymi sie obecnie na rynku (importerzy, testerzy, handlowcy i użytkownicy końcowi), powinni choć raz przeprowadzić test z zamkniętymi oczami. Nikt nie musi się wstydzić, kiedy nagle nie stwierdzi żadnej różnicy, o której był święcie przekonany. Ten efekt placebo jest naturalny, jednak podchodzi pod kategorię "pobożne życzenia". Na koniec tego tematu dobra rada: lepiej zamiast drogich kabli kupić lepsze kolumny, to przyniesie nieporównywalny zysk na jakości lub też zainwestuj te same pieniądze w akustykę pomieszczenia. Potwierdzamy: metr kwadratowy materiału wytłumiającego we właściwym miejscu pomieszczenia odsłuchowego, da o wiele więcej niż wymiana standardowych kabli na kosmicznie drogie super kable! " Riposta..?
  13. j23

    Jaki sens używać DAC-a

    To teraz tę płytę zripuj sam przy pomocy EAC, sam zrób FLAC, puść to przez ten sam DAC i dopiero wtedy porównaj.
  14. j23

    klasy wzmacniaczy

    Nie za ma co Czyli Marantz PM6006, tak dla potwierdzenia tylko pytam.
×