-
Zawartość
1 328 -
Dołączył
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez sonique
-
Problem nie jest aż tak prosty. Psycholog powiedziałby raczej, że w ten sposób rekompensujemy sobie to, co w procesie rozwoju psychoemocjonalnego nigdy nie zostało nam dostarczone. Człowiek emocjonalnie spełniony nie szuka pocieszeń na zewnątrz w sposób nieracjonalny i często niekontrolowany. Rzeczy materialne czy używki nigdy nie zaspokoją naszego głodu wynikającego z deprywacji emocjonalnej lub społecznej. Ten czas bezpowrotnie minął w okolicach 3-5 roku życia. Co zrobimy z tymi emocjami zależy już tylko od nas. Niewiedza i marketing są jedynie pożywką dla naszych mechanizmów obronnych pomagających nam uciekać od prawdziwego problemu. Zabrzmiało może zbyt poważnie, ale raczej tak to widzę w skrócie. Zatem należy sobie zadać pytanie co rekompensujemy sobie kupowaniem „niepotrzebnych zabawek”. Jest to faktycznie tylko „guilty pkeasure”? Czywiście większość z nas kupuje i używa. I „nerwozie” się nie ima…:)
-
Więc albo wydałeś za mało, albo… za dużo.;) Z drugiej strony, po to zarabiamy pieniądze, aby je wydawać. Mnie cieszy nawet Tiramisu i kawa za 50zł w kafejce, ale każdy ma te „pocieszacze” albo droższe albo tańsze. Dobre jest to, że sprzęt audio jest długowieczny. Raz wydasz i po sprawie. Gorzej, jak główną przyjemność sprawia wydawanie i gonienie „niedoganialnego” a nie posiadanie i używanie.;)
-
W takim razie jeżeli na cokolwiek się w życiu nawrócę, to jedynie na pliki DSD…;)
-
Najlepszy DAC, który obecnie mam pod dachem akceptuje pliki do jakości DSD64, więc tej Shirley póki co nie sprawdzę. DSD64 to już i tak jakiś plikowy „potwór”, bo oferuje sześćdziesiąt cztery razy wyższą rozdzielczość od płyty CD a co dopiero DSD256.;) Pamiętam jestem jednak wyniki ślepego testu z rozróżnianiem próbek utworów, który przeprowadziłem na sobie używając słuchawek wysokiej klasy, gdzie odgadłem (z wielkim trudem) sześć bezstratnych realizacji z dziesięciu, gdy porównywane były do plików 320bps. Świadomy jestem po tym teście faktu, że ludzki słuch ma ograniczenia… a przynajmniej mój.;) Czy usłyszałbym różnicę między DSD64 a DSD256? I czy te DSD wygenerowałyby szerszy uśmiech na mojej twarzy niż ten jakże częsty występujący podczas słuchania płyt CD? Tego nie wiem. Ale może za nie tak długo będę miał w domu DACa przyjmującego pliki DSD256 to sprawdzę.:)
-
Ja się jakoś nie mogę przekonać do plików, choć świadomy jestem pewnych ewidentnych plusów. Czyli głównie streaming, a wybranych artystów i płyty premiuję zakupem CD. Kontakt z fizycznym nośnikiem jest dla mnie jednak zupełnie osobnym doświadczeniem. Nawet dzisiaj zabrałem ze sobą do samochodu poniższą płytę (skąd inąd świetną), choć mogłem via TIDAL. Mój pięcioletni model załapał się na szczęście jeszcze na odtwarzacz, więc korzystam, bo następny już z pewnością mieć go nie będzie. https://tidal.com/album/13468202/u
-
The way with no return…;)
-
Pieniądze nie zrekompensują mi wartości nostalgicznej. Chyba, że takie, za które kupię streamer Moona…
-
Piękna rzecz. Zazdro.;) Ja też mam jeden… wydany dokładnie 20 lat przed Twoim, w 30-te urodziny wytwórni… jednak nie jubileuszowy.;) Dostałem od miłego pana, właściciela sklepu płytowego w Szczecinie, który zauważył, że pewien młodzieniec co wizyta dopytuje o różne tytuły z katalogu ECM…:) Na okładce front płyty Johna Abercrombie… minęło sporo czasu zanim ów muzyk został moim ulubionym szarpidrutem…:)
-
Co to za publikacja?
-
Znamy i lubimy.;) Utwór pierwszy zjawiskowo piękny. Skusił mnie kilka lat temu do zakupu CD. Moja wersja, pierwsze wydanie, ma inną okładkę…
-
Proszę…:) https://tidal.com/album/490068600/u
-
Mi podpowiedział TIDAL, co prawda inną płytę, ale po przesłuchaniu wszystkich pozostałych ta wydaje mi się najlepsza, dlatego zdecydowałem, że tę zaprezentuję.
-
“Angular Blues” jest piękna… Odwdzięczę się czymś równie pięknym, choć innym. Zapoznane dwa dni temu. Cudownie jest tak lewitować po zaułkach wyobraźni. Wsiąkłem… Szwed, Björn Meyer w projekcie “Convergence”. Znany chociażby z tego, że pogrywa czasem z dwoma całkiem sławnymi muzykami: Anouarem Brahemem i Nikiem Bärtschem.
-
Szczerze współczuję Ci, że Marilyn Ci się spodobała… skolekcjonowanie jej płyt to wydatek około tysiaka…:P
-
A jeszcze niemal przed chwilą widziałem ją, zjawiskową, na koncercie we Wrocławiu razem z fenomenalnym Jakobem Bro i Arve Henriksenem… Cieszmy się zatem rewelacyjną, świeżo wydaną, nową płytą Marilyn Mazur:
-
Oczy Twe pewnie niemłode, jak na rasowego audiofila przystało, ale wciąż całkiem spostrzegawcze, nie powiem…:) Tak, coś tam powstaje. Zawsze pojawia się pytanie: po co?, jak już przecież jeden nienajgorszy system stoi, ale pytanie to w świecie audiofila mało waży a jeszcze mniej na nie odpowiedź. I rzeczy dzieją się i tak, swoim torem, niepostrzeżenie i jakby od niechcenia, spontanicznie. Ani się człowiek spostrzeże a tu nowe sprzęty dookoła… Najważniejsze, że serce się na to raduje. Moje połączone dwupasmową autostradą z… uszami.:)
-
QR7 czy nawet QR7SE niekoniecznie zabrzmią lepiej i może się zdarzyć, że i tak zostaniesz przy QR5. Właściwie głównie one spośród całej serii cieszą się niesłabnącą estymą. Jedynie właśnie 7-mek nie słuchałem. A u mnie teraz „Objawienie” Skrzeka z ww. płyty prosto w me uszy z Audio Physic Tempo 25. Też biedy nie ma. Cztery niskotonowe osiemnastki swoje robią…:)
-
Bardzo ciekawe kolumny, jak i cała seria QR, gratuluję. Choć QR5 zdecydowanie najlepsze. I chyba właśnie muzyka elektroniczna różnej maści pasuje do nich najlepiej. Czy się mylę?;)
-
CA CXC -> CA CXN 2 v2 -> miniDSP z Dirac Live -> Advance Acoustic X-i120 -> Audio Physic Tempo 25. Salon 28m (plus kuchnia i hall to 44m) do pewnego stopnia zaadaptowany akustycznie (7 absorberów PRO z MegaAcoustic 120x60x10, grube zasłony). Obecnie gra dość dobrze (ale dla mnie to jeszcze nie to!), choć muszę popracować tu nad pogłosem (sufit, tylna ściana). Od czterech lat “under construction”, ale z wyraźnym postępem. Czyli powolutku do celu…;) Ale powoli powstaje drugi system w oddzielnym pomieszczeniu. Bo możliwości salonu, który służy każdemu, jest duży i nieregularny skończą się szybko i wciąż zapewne pozostanie u mnie niedosyt…;)
-
@BlaBla, jak cenisz Gong tak bardzo jak i ja cenię, to z pewnością lubisz (lub polubisz) tę panią: Marilyn Mazur. Dla mnie rewelacja!
-
Moim zdaniem seria CX Cambridge Audio jest obecnie dobrze wyceniona. Relatywnie potaniała vs średnia płaca krajowa na przestrzeni kilku lat. Kolejne wersje sprzętu (MK2 lub 100 w przypadku CXN) też się bronią, gdy spojrzymy na nieznaczną korektę ceny w porównaniu do wersji poprzednich. Za stosunkowo małe pieniądze (w świecie Audio), postawisz całkiem zacny system, który służył Ci będzie lata. Oczywiście, jak nie dopadnie Cię niczym nie uzasadniona chęć zmiany, na którą „choruje” znaczna część audiofilów...;) Sam używam część tego zestawu (mam tylko inny wzmacniacz), i sobie chwalę (początkowo CXC miał problem z szufladą ale załatwiłem na gwarancji). Szczególnie CXN za te pieniądze to obecnie moim zdaniem petarda! Na opony do samochodu wydałem niedawno podobną kwotę a w streamerze masz chociaż jakiś high-tec w przeciwieństwie do mieszanki gumy w kształcie koła…:) I zestaw wygląda moim zdaniem wyjątkowo schludnie.
-
Chyba lepiej bezpośrednio niż i tak do Stanów przez Koreę… Grałeś kiedyś w „głuchy telefon”? 🙂
-
Bo pewnie nim nie pracujesz. A bezpieczeństwo bankowości elektronicznej też może nie być dla Ciebie ważne…;) Na iPhone nie złapiesz też wirusa… bo jak mawiają, jak wszystko od Apple są płatne…:)
-
No jeżeli używasz iPhone’a od zawsze to z pewnością wiesz w czym produkty Apple i ich system były lepsze od smartfonów na Androidzie. Ten kto miał i używał smartfony Apple w czasach iPhone 4, 4s, 5 itp. wie, że reszta świata produkowała wtedy “zabawki” a nie smartfony. Dzisiaj Android moźe już bez kompleksów podjąć równoprawną walkę z iOSem. Wtedy absolutnie nie. Niektóre smartfony na Androidzie nie są tańsze. A czasem droższe. I nawet lepsze. Czasy się zmieniają. Hello…;)
-
Fascynuje mnie muzyczna wyobraźnia tego niespełna trzydziestoletniego wówczas muzyka. Ale i oryginalność oraz nie oglądanie się na innych. Co więcej, rzadko spotyka się ludzi o aż tak szerokiej rozpiętości umysłowej między tym to skrajnie ścisłe a tym co skrajnie humanistyczne. Ten unikalny blend tego co matematyczne z tym co eteryczne, pociąga mnie najbardziej. U Jarretta to powszechne zjawisko. Nie zapominajmy też, że zagranie, a w zasadzie skomponowanie takiego koncertu na żywo, to nie lada zadanie, któremu sprostać mogą tylko ci, którzy aż kipią muzyką i nie muszą natchnienia szukać na zewnątrz.