Skocz do zawartości

sonique

Uczestnik
  • Zawartość

    1 282
  • Dołączył

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez sonique

  1. W sztuce, a o niej rozmawiamy, długość ma znaczenie.;) Ekspozycja na nią powinna być na tyle długa, aby pozwolić na spokojną kontemplację i zrozumienie dzieła, z drugiej zaś strony tak krótka aby nie znużyć i dodatkowo pozostawić odbiorcę w stanie wciąż lekkiego głodu i nienasycenia, które to spowodują, że do dzieła wróci.
  2. Czasy takie, że płyty coraz dłuższe. Kiedyś trzymano się 45 minut, co poza ówczesnym ograniczeniem nośnika jako powodem głównym, było zupełnie spontanicznie trafione w ludzkie możliwości utrzymania na muzyce wzmożonego skupienia, wynoszące w przybliżeniu właśnie trzy kwadranse. Maksymalna pojemność płyty CD, czyli ponad 70 minut, w ogóle mi nie odpowiada i płyty takie już pod koniec mnie męczą lub/i nudzą. Kamasi jest przykładem człowieka, któremu nawet ta pojemność nie wystarcza i aby poczuł się spełniony jako artysta, publikuje jeszcze dłuższe wypowiedzi muzyczne, które zajmują płyt kilka. Może ja jestem z innego pokolenia, ale dzisiejsze czasy są dla mnie zbyt „przegadane” w szerokim ujęciu. Dlatego dla równowagi czytam haiku…;) No, ale wszystko poza tym u Washingtona już się zgadza…:)
  3. Ta płyta ma jakiś magnes i też mam jej wydanie trzypłytowe. Nie jest to, trzeba przyznać, ani muzyka specjalnie odkrywcza ani też wybitnie zagrana czy zrealizowana - ale jej nieco komercyjna „nieziemskość”, rozmarzenie i rozmach może się niejednej osobie spodobać. Kolejne jego płyty już nie tak znane i popularne, a niesłusznie, bo też dobre. Warto więc Kamasi znać i jego poczynania śledzić. I zachęciłeś mnie do przesłuchania tej pozycji, bo rzadko mam czas aż na trzy płyty pod rząd. I będzie z CD pomimo, iż w samochodzie i spokojnie mógłbym via CarPlay. Trzeba korzystać skoro w te nieliczne już modele wciąż montują odtwarzacze…:)
  4. Jak się zachowuje u Was bas w innym utworze z tej płyty „Way Down Deep”? Też sprawia wrażenie nieco przesadzonego względem reszty instrumentów?
  5. Zawsze masz kilka zmiennych jak budżet, preferencje co do konstrukcji, wielkości… nie mówiąc już o dźwięku. Nie odbieraj sobie przyjemności wybierania…;) Ja interesuję się ich modelami od dawna i raczej tymi z wysokiej półki - na spacer nie polecam. Ale znana mi osoba dobrze osłuchana w słuchawkach komplementowała mocno niedostępne już (i tanie) PRO900i. Z pewnością mają swojego następcę o zapewne innym już numerze. Good luck!:)
  6. Jeżeli założymy, że muzyka/podcast podczas spaceru jest jedynie dodatkiem to słuchawki otwarte na łonie przyrody (las, pole) zdadzą egzamin. W mieście oczywiście nie. Też mam AirPods i w lesie stukanie dzięcioła świetnie dopełnia wygibasy jazzmenów…;) Dbanie o zdrowie w kontekście słuchawek to nie tylko odpowiedni poziom natężenia dźwięku, brak bluetooth, czy rezygnacja ze słuchawek dokanałowych - szczególnie przy długim słuchaniu, jak u Ciebie. Oszczędzaj też swój mózg i układ nerwowy. Dlatego sprawdziłbym słuchawki firmy Ultrasone z systemem ULE (Ultra Low Emission) - zmniejszającego działanie promieniowania elektromagnetycznego do ok. 2%. Poza tym to świetna firma.
  7. Wczesne płyty A-ha mają rewelacyjnie dobre i pomysłowe aranże. O wiele za dobre jak na średni poziom umuzykalnienia ich najgorliwszych słuchaczy (bo to wszak muzyka popularna, w owym czasie mainstreamowa). Większość z nich nigdy tego nie doceniła a nawet nigdy nie wychwyciła. Moim zdaniem zespół wyróżnia się spośród innych kapel grających w tamtym okresie muzykę pop tą właśnie cechą. Wisienką na torcie jest oczywiście głos i skala Mortena Harketa. 5 oktaw (!!!) i falset uznany za jeden z najlepszych w historii muzyki popularnej. Zawsze zazdrościłem mu głosu. Może robić z nim wszystko. Nie to co ja ze swoimi nieco ponad dwiema oktawami. Niech to dunder świśnie…;) Więc po Mortenie słucham chętnie Cohena, Cave’a, czy Waitsa, bo mi od razu lepiej, gdy skala wreszcie w zasięgu…;)
  8. Wspaniała płyta! Zaznaczyłem do przesłuchania dawno temu ale dopiero wczoraj znalazłem dla niej czas. Dzięki za polecenie. Chyba nawet ciekawsza od tej jednej jedynej Steve Tibbetts’a, którą posiadam. I tę też polecę, bo na to zasługuje: (Przy okazji można uświadomić sobie jak wąskie z przodu są Audio Physic Tempo ).
  9. Za dwa lata z lekkim okładem minie 10 lat jak go z nami nie ma. W tym przypadku zupełnie nie działa ludowe porzekadło, że „czas leczy rany”… nawet, pomimo tego, że jego ostatnie płyty były nadzwyczajniej słabe. Na koncertach jednak wypadał zjawiskowo… bez względu na repertuar.
  10. Grali jakiś materiał zwiastujący nową płytę? Przydałoby się, bo mi jakoś mało…;)
  11. Bardzo ciekawa płyta. Dzięki za podrzucenie. Całkiem mocny debiut. Sprawdzę kolejne ich płyty…:)
  12. @BlaBla, szukaj takiej płyty: Koncert był długi. Na płytę “At the Dear Head Inn” wydaną w 1994 trafiła jego pierwsza część (powyżej). Druga część znalazła się na wydanej w 2024 “The Old Country”, prezentowanej przez Ciebie powyżej . Szczegóły tutaj: https://ecmrecords.com/product/at-the-deer-head-inn-keith-jarrett-gary-peacock-paul-motian/ I tutaj: https://ecmrecords.com/product/the-old-country-keith-jarrett-paul-motian-gary-peacock/ @Highlander_now zaprezentował wydanie na 4 płytach winylowych, które zawiera wszystkie numery zagrane na tym koncercie. Good luck!
  13. Świetna muza! Dzięki, nie znałem…
  14. Znając twórczość Maxa Richtera, można powiedzieć, że to cover doskonały. Muzyka brzmi niezwykle spójnie ze stylistyką, którą uprawia jako kompozytor. Niestety cover takiego dzieła, jaki by nie był, zawsze utonie w oceanie kontrowersji i sprzecznych ocen. Mi się słucha tego dość ciężko. No i pojawia się pytanie „po co to wszystko”. Do jego stylistyki bardziej pasowałby cover „Trenu Ofiarom Hiroshimy” Pendereckiego;)
  15. Jeszcze dodam, że gdy byłem dzieckiem to słuchało się tylko to co można było kupić na pirackich kasetach. Niektóre płyty nie były przez piratów kradzione a tym samym trzeba było je wiele lat później kupić jako legalne wydawnictwa. O ile pamiętam „Rapsodies”, o tyle „Odes” chyba nigdy nie wyszła na pirackiej kasecie…
  16. No widzisz. Tak to jest jak się pisze z pamięci bez zerkania na półkę czy… do Wikipedii…;) Oczywiście „Odes” ale i „Rapsodies” również. Te też mam na CD (cieszę się bo nie są dziś tanie). Poznałem je już jednak jako pełnoletni człowiek w moich latach dwudziestych. A to nie to samo co gdy jesteś dzieckiem i świat wydaje się taki magiczny i enigmatyczny… czarodziejski. Obie płyty nagrane jeszcze w Londynie w legendarnym studiu. Ten okres artysty lubię szczególnie. Zakończył się bodaj wraz z nagraniem „Direct”.
  17. Miał facet styl. Dobrze „się nosił”. Ja to lubię i doceniam.
  18. Jak Szkot ze szwajcarskim obywatelstwem. Lepiej?:)
  19. Sam w domu. Niemy salon z niedostatkiem światła. Impuls przyszedł z najgłębszych zakamarków pamięci. Dlaczego właśnie dzisiaj, po tylu latach? Wahałem się tylko chwilę (z natury jestem ciekawy). Podróż do przeszłości? Nie zawsze dobrej? Podstarzałe demony - przybywajcie! Prąd wspomnień zaczął płynąć przez ciało - moja skóra je niestety dobrze przewodzi. A muzyka unieruchomiła mnie w miejscu. Tak, to jest to! Rewelacja… To dzieło się nigdy nie zestarzeje! A jaka w nim siła! Trzeba odpowiednio wybrać moment, bo gdyś słaby, ta muzyka zawładnie, sponiewiera, pozostawi w uczuciu osamotnienia, alienacji, otoczonego stadem złowrogich egzystencjalnych pytań, na które nie ma odpowiedzi. I nigdy nie będzie.
  20. A po świętach nie będzie taniej? Kawę piję jak Skandynaw ale do kieszeni sięgam jak Szkot…;)
  21. Pewnie! Vangelis na chwilę „pożyczył” Andersona koledze po fachu;) Kompletnie inny Kitaro. Bardziej oldfieldowy momentami…
  22. Ten utwór JMJ z koncertu China jest absolutnie wybitny. Pełna zgoda. W ogóle brzmienie wykreowane na koncertach w Chinach bardzo mi odpowiada: sprężyste, soczyste, lepkie. Spiral lubię, tak, w zasadzie mógłbym wymienić więcej płyt niż te powyżej. Zdecydowanie całościowo wyżej cenię Albedo 0.39 ale to właśnie na Spiral znajduje się jeden z moich ulubionych utworów artysty: To the Unknown Man, a w innym (Ballad) śpiewa, a raczej próbuje, sam Vangelis.;) Poza tym, że To the Unknown Man jest moim zdaniem naprawdę świetny, to jeszcze mam z nim osobiste wspomnienie. Jako właśnie ten 12-13 letni „bąbel” poszedłem do kuchni, w której moja mama przygotowywała obiad i spytałem się jej co to znaczy „unknown man”. Był to pierwszy rozszyfrowany przeze mnie tytuł Greka, z tych nieoczywistych (jak np. tytułowy Spiral.;) ). Blade Runner… hańba, że Vangelis nie wrócił z Oscarem… Uwielbiam tę płytę. Pominąłem bo… chyba dlatego, że tak długo… za długo (kilkanaście lat!!!) pozostawała niewydana i… dzieciństwo już minęło a z nim umiejętność chłonięcia muzyki jako fenomenu, bez rozbierania na składowe, bez włączania myślenia, porównywania, analizowania. Ale tak, obiektywnie ta płyta to arcydzieło. Mam trzypłytowy album i go bardzo cenię. Płyty Vangelisa dzielę na trzy grupy: ścieżki dźwiękowe (nieprzewidywalne), artystyczne zabawy (te lubię najbardziej), oraz typowo programową muzykę elektroniczną, jak Direct, The City, Spiral (spore fragmenty), Oceanic - te lubię odrobinę mniej.
  23. Po dziecięcej fascynacji bardzo wybiórczo słuchanej twórczości Stevie Wondera, Grechuty, ABBA, the Beatles i Deep Purple oraz ówczesnych ejtisowych radiowych hitów, w wieku ok. 12-13 lat wpadłem na ponad dekadę w muzykę elektroniczną. Zacząłem, oczywiście, od JMJ i szczególnie polubiłem Equinox i Magnetic Fields. Dość szybko zdradziłem Francuza dla Greka. Vangelisa cenię do dzisiaj. Z tamtych lat został mi już tylko on i Isao Tomita. I bardzo wybiórczo Klaus Schulze. Niestety, dla Niemca jak i Tangerine Dream, nie cenię wysoko muzyki generowanej przez arpeggiatory bo jest to moim zdaniem dość łatwe i nie wymaga takich zdolności jak np. komponowanie muzyki zaawansowanej harmonicznie z przeplatającymi się liniami melodycznymi. Mniej więcej w wieku właśnie lat 12-13 wszedłem w posiadanie absolutnie unikalnego jak na tamte czasy instrumentu - Yamahy DX11, który moje zainteresowanie muzyką elektroniczną rozkręcił do niebagatelnego poziomu: spędzałem każdą chwilę przy klawiaturze i chłonąłem mistrzów. Jedynie Vangelis był poza moim zasięgiem, żaden to wstyd bo był (jest) poza zasięgiem chyba większości muzyków. Tę Yamahę kupiłem zresztą po latach ponownie, z sentymentu, taka jest dobra (chociaż DX7 lepsza). Obok Korga N1 (którego używam do dziś) i Korga M1 (którego kiedyś kupiłem zafascynowany brzmieniem Closterkeller - zresztą wpakowałem się na scenę i sam go przetestowałem gdy zespół poszedł się bawić po koncercie…;) ) - to najlepsze synthy jake dotykałem. Yamaha DX7 (nieco bardziej rozbudowana DX11) jest ulubionym instrumentem Briana Eno. W późniejszych latach Korgi cenił Vangelis. A jak Vangelis, to jakie płyty dokładnie? Kiedyś L’Apocalypse des Animaux, Heaven and Hell, Opera Sauvage, Soil Festivities. Dzisiaj dodatkowo Beaubourg, Invisible Connections, El Greco. Żaden artysta nie jest ze mną aż tak długo jak Grek. Niedużo wszak brakuje Brianowi Eno, Peterowi Gabrielowi, czy Davidowi Bowie. Soil Festivities https://tidal.com/album/1610036/u
  24. Sztuka czy profanacja?;)
×
×
  • Utwórz nowe...