Skocz do zawartości
Belfer54

Jazz i okolice - płyty, koncerty, wydarzenia

Recommended Posts

Cytat

Cytat

... Zapytam u żródła, i na priva napiszę, ok??


Nie trzeba, nie jestem kontrabasistą... Tylko ciekawość moja miała być zaspokojona, więc nie warto dopytywać. Jednak podziękuję, że chciałeś tę moją ciekawość zaspokoić.




No tak, gdybyś był, wiedziałbyś ile...kosztuje. Ja wiedzialem że dużo, ale ...Oj sporo

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ile jeszcze taśm czeka na swoje "odkrycie"? Najpierw Sony rozszerza "Concert by the Sea" (1955) o dodatkowe utwory, które nie znalazły się w pierwszych edycjach, by rozpędem uraczyć nas niepublikowanymi dotychczas studyjnymi nagraniami z lat 1967, 1969 i 1971. Tę następną kompilację nazwano- "Ready Take One". Wiecie o kim piszę? O tym "nieuku" co to nut nie nauczył się nigdy- Errollu Garnerze.

PS. Nie wiedziałem gdzie wsadzić tę wiadomość- tu czy do wątku "Płyty roku 2016?? Zdecydowałem się tu umieścić, bo to klasyka jazzu, mniej mająca z nowościami roku 2016 wspólnego.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Klasyką bee bopu są płyty Charlie Parkera oczywiście. Nie powinienem nawet ich tu wymieniać, bo znają je wszyscy! Ale, do diabła, przecież nagrania z piątą lub dziewiątą symfonią Beethovena też wszyscy znają, a jednak wielu je na forum omówiło....
Ograniczę się do bodaj najlepszych edycji pięciu podstawowych albumów Birda. Mam nadzieję, że Ci, którzy jeszcze tych płyt nie mają na półce to skorzystają z linków, bo wbrew pozorom wcale nie są drogie. Wszystkie pozycje to najnowsze remastery w formie mini LP. To też japońskie SHM-CD.

Kolejno jak na fotografiach:

CHARLIE PARKER WITH STRINGS UCCV9467 (już prawdopodobnie niedostępne)
CHARLIE PARKER WITH STRINGS NO.2 UCCV9468
http://www.ebay.pl/itm/CHARLIE-PARKE...QAAOxyWt5SVPJR
CHARLIE PARKER QUARTET UCCV9478.
http://www.ebay.pl/itm/CHARLIE-PARKE...oAAOxyzi9SgzUK
CHARLIE PARKER-BIRD AND DIZ UCCV9466.
http://www.ebay.pl/itm/CHARLIE-PARKE...QAAOxy79JSVPH4
CHARLIE PARKER-SOUTH OF THE BORDER UCCV-9479
http://www.ebay.pl/itm/CHARLIE-PARKE...UAAOSwh-1W5m3t

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Koncertowo...W Krakowie:


W najbliższą sobotę - 4.02.2017 zapraszam bardzo serdecznie do Harris Piano Jazz Bar na koncert poświęcony pamięci Janusza Muniaka.

Zagrają:

Marcin Ślusarczyk - saksofon altowy
Tomasz Grzegorski - saksofon tenorowy
Bartek Noszka - saksofon tenorowy
Jakub Płużek - piano
Marian Pawlik - kontrabas
Michał Heller - perkusja


Harris Piano Jazz Bar, godz. 21.30

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przyznam się że słuchałem albumu Johnnego Hartmana "I Just Dropped By to Say Hello" w ciągu ostatniego tygodnia wielokrotnie. Muzycznie odpowiada mi ta króciutka bo 33 minutowa płyta, zawierająca 11 utworów. "Charade" wszedł do mojej życiowej playlisty. Słucham i słucham i nie mogę się nadziwić, jak to brzmi. Boleję że mój dostawca muzyki on line, choć ma 29 albumów tego wykonawcy, to tylko ten jeden wydany przez Impulse! A tu jak donosi autor postu #331 są jeszcze dwa. Chyba się na nie gdzieś zasadzę. Ciekawi mnie zwłaszcza ten z Johnem Coltrane, bo powiem Wam, że saksofonista Illinios Jacquet na "I Just Dropped By to Say Hello" brzmi i gra wystrzałowo.

p.s.
Z tymi 29. trochę przesadziłem, są wśród nich powtórki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Tak, są tylko trzy albumy wydane przez Impuls. " Johnny Hartman and John Coltrane", "The Voice That Is!" oraz ta, którą wymieniasz jako jedną z Twoich ulubionych. Pierwsza to uznane przez krytyków arcydzieło jazzu. Coltrane wtóruje Hartmanowi w bardzo wyrafinowany sposób. Nie wysuwa się na plan pierwszy (choć jako gwiazda pierwszej wielkości miałby do tego prawo), ale to w jaki sposób uzupełnia wokalistę może być jedynie wzorcem, a przy tym wykazuje się inwencją twórczą jaką możemy spotkać na płytach najważniejszych, na przykład "Kind of Blue" Davisa. Tę płytę kupić można w ciemno, a że to arcydzieło którego słucha się bez znudzenia to (uważam) nie należy oszczędzać- od razu kupić edycję najlepszą (japoński mini lp http://www.ebay.pl/itm/JOHN-COLTRANE-JOHNN...WsAAOSwrklU65AM lub tańszą bo w tradycyjnym opakowaniu- http://www.ebay.pl/itm/JOHN-COLTRANE-JOHN-...8AAOSw9IpXw7aQ)
Druga płyta z wymienionych to zestaw bardzo urozmaicony z cudownymi kompozycjami, których słucha się zawsze z wielką przyjemnością. Niestety trudno ją dostać (ja kupiłem wersje i tradycyjną i mini LP, ale to było parę miesięcy temu, dziś przeszukując eBay nie znalazłem ani pół egzemplarza)

PS. Pboczku drogi, wcale mnie nie dziwi, że Hartmann podoba Ci się coraz bardziej. Nigdy się nie znudzi, bo to klasyka.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Tradycyjną z linku? To ważne, bo mogę gwarantować jej wysoką jakość. Natomiast za inne edycje, na przykład europejskie, głowy nie oddam!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Lester Willis Young, nazywany "Pres" lub "Prez", amerykański jazzowy tenorowy saksofonista lub okazjonalny klarnecista (w 1939 roku skradzono Yangowi ten instrument, dopiero w 1957 ponownie zagrał na klarnecie), który wyniósł saksofon do rangi instrumentu solowego (wiodącego). Był jednym z najbardziej wpływowych muzyków na swoim instrumencie. Grał ciepłym tonem, najczęściej bez vibrata, używając wyrafinowanych harmonii. Na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych towarzyszył muzycznie Billie Holiday w kilku sesjach studyjnych (to On nazwał wielką wokalistkę Lady Day), a także stworzył niewielki (ale bardzo istotny dla historii jazzu) zbiór nagrań z Nat "King" Cole'a (jako pianistą). Lubił grywać w zespołach Counta Basie'go. Wzmocnił popularność grając przez 12 lat w Norman Granz?s Jazz at the Philharmonic (rekrutowano do tej inicjatywy tylko wyjątkowych muzyków). Grał z pianistąTeddy Wilsonem, trębaczem Royem Eldridgem, puzonistą Vic Dickensonem, basistą Gene Rameyem i perkusistą Jo Jonesem. W ostatnie lata jego życia alkoholizm mocno go nadwyrężył- jadł znacznie mniej, pił coraz więcej i wciąż chorował. Mocno osłabiony Young w dwóch ostatnich latach życia grał gorzej, nagrania nie ekscytują. Zmarł 15 marca 1959 roku, w wieku 49. lat.
Lester Young był nie tylko oryginalnym muzykiem, ale i postacią "inną" w życiu codziennym. Używał własnego języka, na przykład spopularyzował termin- "cool", który oznaczał coś modnego, albo przy pomocy określenia- "chleb"(pieniądze) pytał jaki dochód przyniósł koncert, w te słowa: "Jak pachnie chleb?"..... Pianista Jimmy Rowles powiedział, że kiedy grał z Prez w Los Angeles w 1942 roku, zajęło mu tydzień zanim zrozumał co do niego mówił. Ze zrozumieniem jego muzyki problemów nie będziemy mieli żadnych.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ciągnę dalej serial o klasykach jazzu (wiem, że znacue. Wiem, że lubicie... Jednak i tak napiszę)
Jeden z najznakomitszych i najbardziej tragicznych postaci jazzu był Bud Powell. Jego największe osiągnięcia przypadają na lata sprzed 1954 roku, nagrania dla Blue Note Records i Normana Granza (wytwórnie: Clef Records, Norgran Records). Pierwsza sesja nagraniowa dla Blue Note odbyła się w sierpniu 1949 i wzięli w niej udział Fats Navarro, Sonny Rollins, Powell, Tommy Potter i Roy Haynes. Kolejna sesja dla Blue Note, w 1951, nagrana została z Russellem i Roachem. Sesje dla Granza nagrane zostały solo lub w triach, z takimi muzykami jak- Max Roach, Buddy Rich, Ray Brown, Art Blakey i Kenny Clarke i jeszcze paru. W latach 50. Powell nagrywał dla Blue Note i Verve, z przerwą na pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Gra Powella po opuszczeniu szpitala nie była już tak błyskotliwa, chyba w wyniku stosowanych leków, mających go wydobyć ze schizofrenii. Żeby nirszczęść było więcej w roku 1956 w wypadku samochodowym zginął jego brat, Richie (wtedy też zginął fantastyczny trębacz- Clifford Brown, o jego płytach innym razem napiszę). W 1959 roku przeniósł się do Paryża. Grał tam razem z Pierre'em Michelotem i Kennym Clarkiem. Powell zmarł w 1966.
Parę słów o niektórych płytach CD z jego katalogu:
1. Nagrane dla Normana Granza: "Piano Solos" i "Piano Solos 2", wytw. Norgan/Verve (wydanie japońskie mini LP z 2013 roku oceniam jako wybitnie zremasterowane z płyt analogowych, mimo szumów i delikatnych trzasków)
2. Seria dla Blue Note:
"The Amazing Bud Powell, Vol.1".... Ocenię pod kątem jakości technicznej na *** (niezależnie od wydania, a miałem europejskie też)
"The Amazing Bud Powell, Vol.2 i 3", audiofilsko oceniam na **** (niezależnie od wydania)
"Time Waits: The Amazing Bud Powell" (Vol. 4)..... oceniam na *****
"The Scene Changes: The Amazing Bud Powell" (Vol. 5)... oceniam na *****.

Uwaga: post podobnej treści ukazał się na stronie innego portalu audio.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dziś polecę Wam płytę, której być może kupić nie zamierzacie, więc po dwakroć muszę o niej napisać!
Skąd takie przypuszczenie? Ano chodzi o Mietka Szcześniaka. Być może dla niejednego, tak jak niegdyś dla mnie, "Miecz" kojarzy się nieco...
obciachowo? Jakoś tak nie wiedzieć kiedy przykleiłem temu wokaliście etykietkę takiego jakby ... "kościelnego", gospelowego pieśniarza. Trochę zweryfikowałem swój pogląd, gdy przed laty usłyszałem przepiękną bossa novę "Spoza nas" w wykonaniu tego artysty. W minionym roku zaś światło dzienne ujrzała płyta "Nierówni". Poniżej kopiuję opis ze strony PR:

"Płyta “Nierówni” prezentuje utwory oparte na tekstach księdza Jana Twardowskiego. Jej powstanie było marzeniem Mietka od wielu lat. Zamierzenie artysty było proste: podzielić się wierszami ks. Twardowskiego.

Forma płyty ma w swoim zamierzeniu dodać lekkości i podkreślić to, co ważne dla poety i kompozytora - ciepłą nadzieję, afirmację poetyckiej prostoduszności, zdystansowanej a niewymuszonej mądrości codziennej i zupełnie niecodziennej. Dlatego opracowane przez Szcześniaka wiersze opowiedziane są językiem kompozycji nawiązujących do akustycznej, lekkiej i pełnej słońca muzyki brazylijskiej, jej wyraźnych rodzajów: bossanovy, samby, chorinjo, sao.

Płyta jest w całości nagrana akustycznie, ma szlachetne, organiczne brzmienie. Żeby do treści dodać niezłą formę - została nagrana przez brazylijskich muzyków w USA. Użyte na niej instrumentarium to gitara, bas, fortepian, trzech perkusjonistów, chórki oraz kwartet smyczkowy.

Kompozycje:
Mietek Szcześniak

Wykonawcy:
gitara, bas - Paulinho GarciA
perkusja i przeszkadzajki - Alex Acuna
piano - Leandro Lopez
perkusjonalia - Geraldo de Oliveira, Heitor Garcia
Aranżacje na kwartet smyczkowy: Krzysztof Herdzin

Realizacja dźwięku - Rob Hoffman i Steve Rashid

Studia - Woodside Avenue Studios ( Chicago), Longhouse (L.A.)

Produkcja muzyczna:
Marcin Pospieszalski, Wendy Waldman, Mietek Szcześniak"

Od siebie dodam, że to kapitalna muzyka, wspaniała poezja i bardzo dobra realizacja dźwięku.
Jeden z moich lepszych zakupów A.D.2016!

A kupowałem tą płytę dla żony...hi hi hi!

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Miles Twoja rekomendacja wymyła obciach z Mietka. Teraz jest czyściutki i nadaje się do słuchania. Czego by nie mówić na jego temat, to wokalistą nie jest przeciętnym. Płyta bardzo mi się podoba, bo bardzo lubię kiedy dobra muzyka idzie w parze z mądrym słowem.

Ale skoro ta płyta zachwyciła Cię w 2016 r., i wtedy też została wydana, to jak to się stało że nie zarekomendowałeś jej do Naszych płyt roku 2016? Dobrze że ten brak został uzupełniony i mądre słowo ubrane w piękną nutę przemówiło.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Parę postów wstecz, dokładniej #352, krótko opisałem nowość wytwórni Sony- "Ready Take One" Errolla Garnera. Dziś tę płytę odebrałem od kuriera. Już pierwsze takty mówiły- "Ocho! To jest coś szczególnego!"...
Nie chcę znowu pisać o tej samej płycie, ale jestem tak nią zachwycony, że wymyśliłem wybieg-
"The Concert by the Sea"..... Nagroda Grammy, NAACP Image Award, najlepiej sprzedający się album jazzowy....
W 2016 roku minęło 60 lat od nagrania koncertu. Właśnie w tę rocznicę ukazał się pięknie wydany „The Complete Concert By the Sea” w pełnej wersji trzech płyt CD obejmującej wszystkie nagrania koncertowe wraz z zapowiedziami i z jedenastoma dodatkowymi utworami . Trzecia płyta to kopia oryginału wydania z 1957 roku. Cały materiał został zremasterowany z oryginalnych analogowych materiałów i w takiej formie ukazał się po raz pierwszy.
Erroll Garner nagrał wiele interesujących utworów, wśród nich chwytliwe tematy, jak „Misty” czy "Caravan". W grze Garnera można znaleźć echa pianistyki Earla „Fatha” Hinesa, i stylu stride, ale jego gra była tak indywidualna i oryginalna, że stawała się niezwykle charakterystyczna, łatwo rozpoznawalna. Polegała na partii lewej ręki podkreślającej puls mocnymi akordami, a na to nakładały się melodyjne (często żartobliwe) figury prawej ręki złożone z pojedynczych dźwięków lub akordów. Środki wyrazu jakie potrafił wyczarować z fortepianu były bogate w barwy i emocje. W środowisku nazywano go „The Elf”, chyba z uwagi na skromną posturę. Nie wiem czy Erroll Garner był fenomenem dlatego , że nie był wykształconym muzykiem... Nigdy się nie dowiemy! Do związku muzyków przyjęto go dopiero w 1956 roku. Został tylko honorowym jego członkiem.
Zestaw jest wart każdych pieniędzy! Jeśli nie kupiliście wczoraj to nie zapomnijcie kupić jutro.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
A wiesz... Użyłem wyszukiwarki, w którą wpisałem "Erroll Garner". Wyszukiwarka chyba jest leniwa bardzo bo wolała wykryć od razu "0" niż się męczyć. Jak jej wierzyć skoro ja sam już o nim pisałem i to w tym wątku?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Moja znalazła. Tylko ona tak szuka, że znajduje jedynie wątek w którym zadane hasło występuje. A w tym wątku trzeba przelecieć każdą stronę ręcznie, by odkryć gdzie pojawia się znalezione hasło, w czym pomaga jego podświetlenie na żółto. Takie schody.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dziś znów polecę Wam płytę, którą ominąć możecie, więc ja zachęcić Was spróbuję.

Rzecz o nowiutkim wydawnictwie Anny Marii Jopek i Gonzalo Rubalcaby - płycie "Minione".

Gonzalo Rubalcabę uwielbiam za wspaniały dźwięk fortepianu. Jego płyta nagrana w duecie z Charlie Hadenem - "Tokio Adagio" to jedna z moich najulubieńszych.
Co zaś się tyczy pani Anny Marii - cenię ją ogromnie, szanuję, ale jej ostatnie wcielenia "luzofońskie" nie trafiały do mnie. Paradoksalnie bardzo lubię jej lekkie, popowe nagrania z odległej przeszłości (płyta "Nienasycenie"). Jednak gdy pani Anna wraz ze swoim mężem Marcinem Kydryńskim przepadli w świecie Fado i pokrewnych gatunków, to ani audycje radiowe pana Marcina mnie już tak nie cieszyły, ani muzyka AMJ nie przynosiła mi takiej satysfakcji. Fado w nadmiarze nie służy mi. Kwestia gustu.

Nasze drogi czasowo się rozeszły, ale nie na zawsze.
Najpierw AMJ opowiadała pięknie o tej nowej sesji w radiu, u Marka Niedźwiedzkiego. Między innymi przytoczyła ciekawą historię, jak to fortepian Gonzalo Rubalcaby - Bosendorfer - dotarł z Austrii do Miami, do legendarnego studia nagraniowego. Stroiciel, który przybył na miejsce przed wszystkimi by przygotować instrument, z płaczem próbował później wybłagać, by ten piękny instrument nie wrócił do Europy, bo to najwspanialszy fortepian z jakim pracował... Może przytaczam niewiernie, podaję link do strony radia. Znajduje się tam po lewej stronie przycisk do nagrania audio z rzeczoną rozmową:

http://www.polskieradio.pl/9/1364/Artykul/...oja-specjalnosc

Zatem nową płytę AMJ kupiłem i jest cudownie. To piękna muzyka. Maniera naszej wokalistki jest charakterystyczna, nie wszyscy ją akceptują. Ja jednak w tym przypadku zapewniam Was, że piękno broni się w tych nagraniach, unosi się ponad gusty i guściki. Ciemna, przepiękna barwa instrumentu, wspaniałe bliskie nam Polakom melodie, akuratna sekcja rytmiczna no i znakomita Anna Maria. Tu nie ma co kręcić nosem. Tego trzeba posłuchać. U mnie płyta zagrała cztery razy z rzędu, a jeszcze mi mało...siedząc w pracy tęsknię za tą muzyką.

Wklejam dodatkowo akapity pochodzące z sieciowych materiałów promocyjnych (dla leniwych):

"Płyta „Minione”(...) to wskrzeszenie najpiękniejszych przedwojennych tang polskich.
AMJ śpiewa je z kubańskim trio jednego z największych pianistów improwizujących naszych czasów – fenomenalnym Gonzalo Rubalcabą. Spośród setek starych tang i boler artyści wybrali te, które inspirują ich najbardziej (m.in. „To ostatnia niedziela”, „Rebeka”, „Twe usta kłamią”) i mogły stać się pomostem między tym co minione, światem lat 30-tych ubiegłego stulecia a współczesną muzyką wokalną. Pomostem między kulturami – polską, kubańską, żydowską, argentyńską i amerykańską.

„Kiedy pracuję z muzykami z różnych od mojej tradycji muzycznych, zawsze zachwyca mnie ich inność. To co wnoszą w nagrania staje się moim duchowym bogactwem. Zdumiewa ogrom piękną i prawdy na skrzyżowaniu kultur i ludzkich wrażliwości. Muzyka jest językiem jedności”- mówi AMJ. „Praca nad starymi tangami była magiczna. Rzadko zdarza się materiał takiej urody, nasycony i melancholią i tajemnicą i erotyką. Nagrywanie z Gonzalo to czysta mistyka. Obecność jaźni w każdej nucie uczy uważności i pokory”.

„Minione” produkuje i aranżuje Gonzalo Rubalcaba. Album w najwyższym standardzie audiofilskim zrealizował wielokrotny laureat nagrody Grammy Carlos Alvarez w legendarnym studio nagraniowym The Hit Factory w Miami na Florydzie."

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cytat

Rzecz o nowiutkim wydawnictwie Anny Marii Jopek i Gonzalo Rubalcaby - płycie "Minione".


Drogi Milesie, żeby nie wyglądało tak ino sielankowo na naszym forum, i że ino się po pleckach klupiemy z koleżeństwa wielkiego to napiszę tak- nawet Rubalcaba nie pomoże pani Jopek w pokonaniu Joni Mitchell na polu sztuki wokalnej, zwłaszcza gdy płytę "Travelogue" się posłucha.
Szesnaście razy nominowana do nagród Grammy, wygrywała dziewięć razy. W roku wydania "Travelogue" została uhonorowana nagrodą szczególną- Grammy za całokształt twórczości. Dwie płyty z zestawu "Travelogue" są spojrzeniem Joni Mitchell w przeszłość, ale i patrzy w przyszłość. Znane nam kompozycje z poprzednich lat inaczej zaaranżowała. Producent Larry Klein wyjaśnia: "Naszym celem w nagraniu to zbiór piosenek Joni w orkiestrowym kontekście nie było stworzeniem czegoś na kształt Greatest Hits z orkiestrą ". Utwory na tych płytach są spójne, mimo że komponowane w różnych latach i o różnym pierwotnym stylu, chyba właśnie dzięki zabiegowi użycia dużej jazzowej orkiestry (nawet nie będę wymieniał znakomitości, którzy w niej grali... Zaciekawieni odszukają łatwo).
Wspaniale jest usłyszeć te muzyczne opowieści wyśpiewane dojrzałym jazzowym głosem.

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Na zdjęciu nr1 przedstawiam płytę podwójną "Joni Mitchell Travelogue Deluxe Edition" z 2002 roku. Wspaniałe wydawnictwo w formie książki w sztywnej i grubej obwalucie. Nagrane jak przystało na wyjątkowe wydawnictwo- cudownie!

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

DSC01446.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Szczególny mam sentyment do płyty Both Sides Now (jeśli chodzi o panią Mitchell), choć niepotrzebnie sobie o niej przypomniałem, gdyż aktualnie w zbiorach swych nie posiadam tego albumu... a dziś przysięgałem żonie, że na miesiąc z zakupami płytowymi się wstrzymuję. Miałem w tym miesiącu kilka ciężkich ataków zakupowych, wydałem majątek na płyty. Dziś już tylko domówiłem kilka pozycji w pewnym poznańskim sklepie z "klasyką", gdy znany Ci zapewne Wpszoniaku pan Konrad zadzwonił doprecyzować szczegóły zamówienia i tak żeśmy precyzowali, że wartość zamówienia trzykrotnie wzrosła stawiając mnie (w mej własnej ocenie) w roli niezbyt odpowiedzialnego męża i ojca. A przecież ja te wszystkie płyty kierowany wyższą koniecznością kupuję... Przepraszam że nie na temat jazzowy tu się rozpisałem, ale ambiwalentne emocje mną targają, bo skoro poczucie winy mnie drąży, to ja już chyba nałogowcem płytowym jestem. Mam nadzieję że czytający te słowa nie poczuli się jak na mitingu anonimowym, hi hi hi...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wkleiłeś treść z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Only 75 emoji are allowed.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Poprzedni post został zachowany.   Wyczyść edytor.

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Utwórz nowe...