-
Zawartość
5 092 -
Dołączył
Wszystko napisane przez Rafał S
-
A oglądaliście może na Netfliksie "Echo in the Canyon"? Bardzo ciekawy dokument o the Byrds i innych zespołach rezydujących wtedy w Laurel Canyon i okolicach.
-
Właściwie to już jest kabaret, a ja wyłamuję się z konwencji zadając pytania na serio. Ale jednak zapytam. Naprawdę w to wierzysz? Że ci wszyscy audiofile (z forum i nie tylko), ci, którzy przez dekady przewalili tony sprzętu - że oni wszyscy są... jacy właściwie? Głusi? Głupi? Zmanipulowani? Również ci goście, którzy (wbrew systemowi) odrestaurowują stary sprzęt? A może ktoś im wszystkim za te opinie płaci? Kto? Tylko Ty jeden, po przeczytaniu tekstów zmarłego 91-latka, dostąpiłeś prawdy i masz odwagę ją głosić? Naprawdę wspaniale się Ciebie czytało, dopóki pisałeś o tym, czego sam doświadczyłeś. Było to subiektywne, obarczone wpływem reszty toru, ale unikatowe i - po prostu Twoje. I mam wielką nadzieję, że jeszcze wrócisz do pisania o swoich odsłuchach i subiektywnych wrażeniach, a nie o tym, co przeczytałeś i obejrzałeś w necie i co rzekomo jest jedyną słuszną wersją.
-
A czy mógłbyś dla odmiany podać trochę wzmacniaczy poprawnie skonstruowanych (czyli nie wpływających na brzmienie)? Najlepiej jadąc od dołu wg. cen. Jestem ciekaw ile co najmniej trzeba wydać na taki dobrze skonstruowany. Czy przypadkiem nie zaczynają się od kilkudziesięciu tysięcy? Bo jeśli tak, to dla większości forumowiczów jest to już dyskusja teoretyczna.
-
The Audio Critic - krytyka współczesnego rynku audio
topic odpisał Rafał S na Kraft w Audiofile dyskutują
Pytasz, kto chciałby mieć żonę pracującą w Nordost? -
A jesteś pewien, że chcesz pozostać przy tym wzmacniaczu i budować system wokół niego? Bo jeśli kupisz kolumny pod wzmak, a on Ci się odwidzi, to będziesz miał dwa razy więcej do sprzedania. Nie wiem, jakiej muzyki słuchasz i czy masz perspektywy powiększenia budżetu na audio. W każdym razie ja z tym wzmacniaczem długo nie wytrzymałem. I potem miałem problem z upłynnieniem dokupionych do niego głośników. Nawiasem mówiąc, były to Pylon Opal Monitor, polecone mi przez sprzedawcę. Nie wiem, jak by się zgrały z AXA35 ich podłogowe odpowiedniki, ale z monitorami grało to nawet ładnie. Dość ciemna, dojrzała barwa. Tylko basu brakowało jak diabli i ogólnie dźwięk był delikatny. Na pewno nie do hardrocka - nie z tym piecem. Ale jazz, jakieś łagodne plumkanie i śpiewające kobietki - ok.
-
Nieżyjący już wielki Danny Moss - król brytyjskich tenorzystów. Saksofoniści ze starej gwardii mieli ton... Nagranie z 1998 r., wydane w r. 2000 I jeszcze jedna płyta z mojej ulubionej wytwórni Nagel Heyer (2000 r.). Warren Vache, a w składzie sami mistrzowie współczesnego swingu i swingującego bebopu / hardbopu.
-
Była zrozumiała. Uśmiechnąłem się i pewnie nie tylko ja.
-
Powyżej pewnego poziomu być może już faktycznie nie ma. Ale jeśli system gra mocno średnicą, to przy cichym odsłuchu traci się bardzo na przestrzeni. Dlatego V-ka bywa atrakcyjna dla osób słuchających cicho.
-
Wręcz nie wolno. Czyżbyś przyznawał, że może być co wyrównywać?
-
Wielkie twierdzenie Fermata czekało na dowód ponad 350 lat. Więcej cierpliwości i wiary w ludzkość.
-
Zależy, co rozumiesz przez mocniejszy. Słuchałem na swoich 18m^2 tych samych głośników z trzema wzmacniaczami CA: AXA35, CXA61 i CXA81. AXA35 nie dawał sobie rady ilościowo - bas był mizerny. CXA61 - już bardzo fajnie, ale przy cięższym rocku wciąż lekki niedosyt mocy. Dopiero przy CXA81 poczułem, że jest ok i naprawdę nie potrzebuję więcej (masa już była i zacząłem myśleć o rzeźbie ). Podsumowując: doświadczyłem bardzo dużego przyrostu jakości między 35 i 60 watów, potem znacząco mniejszego, ale wciąż zauważalnego między 60 a 80. Teraz mam 50 watów, ale częściowo w klasie A i mam wrażenie, że słyszę dźwięk, który "masowo" jest porównywalny z 80 watami w klasie AB. (Może skomentuje to ktoś, kto lepiej zna się na rzeczy.) Bazując na swoich skromnych doświadczeniach nie zdecydowałbym się na mniej niż 60 watów w klasie AB do pokoju 20m^2. Z drugiej strony, nie dokładałbym do wzmacniacza mocniejszego niż 80 watów dla samego wzrostu mocy. Na tym pułapie myślałbym już o lepszych kolumnach i lepszym, ale niekoniecznie mocniejszym wzmacniaczu (np. Naim Nait XS3 ma tylko 70 watów, a jego nabywcy się nie skarżą ).
-
Klasyka. A przy okazji świetni muzycy, szczególnie Jorma i Jack. Że nie wspomnę o gościnnym udziale jednego z moich ulubieńców.
-
Niestety wątek "Czego słuchasz" jest niezbyt wygodny pod tym względem. Wolałbym jakiś tematyczny, tylko, że one wymarły. Nawet myślałem, czy któregoś nie wskrzesić, ale co się będę wychylał...
-
A rano nie kąpią się, tylko wstają z łóżka i zakładają ubranie z poprzedniego dnia.
-
To ja rozpocząłem tamtą nieszczęsną dyskusję i bardzo tego żałuję. Jak widać, skutecznie skłóciłem ze sobą dwu forumowiczów, których lubię. Brawo ja. A swoją drogą, skoro wszyscy trzej cenimy King Crimson, to może nie warto się aż tak sprzeczać? Jak porównuję to, co mnie dobiega zza okna z tym, czego słuchają forumowicze, to jest dla mnie oczywiste, że forum jest enklawą kultury muzycznej otoczoną przez barbarzyńców. Uwierzcie mi, że nasi prawdziwi przeciwnicy są nie tutaj, tylko tam na zewnątrz. Wiem coś o tym, bo mieszkam na pierwszym piętrze w bloku i dociera do mnie tzw. "muzyka" z samochodów na parkingu.
-
Koniecznie daj nam znać, jak zagra u Ciebie to połączenie. Mój kolega ma podobny metraż i namawiam go na rozważenie właśnie takiego zestawu: Silvery 200 lub 300 + Atessa w wersji ze streamerem. Mgliście pamiętam, że ktoś z forum już kupił Atessę do Silverów i zdaje się, że był zadowolony.
-
Jeśli chodzi o Toto "Live in Amsterdam", to mam DVD i jakoś nie wracam do niego. Kupując liczyłem na więcej. Instrumentalnie - wiadomo wysoka półka. Ja zresztą jestem trochę fanem Luke'a jako gitarzysty i mam parę jego solowych płyt. Ale sam dźwięk tego DVD mógłby być lepszy, nie sądzisz?
-
Mam taką nadzieję i gorąco Cię do tego namawiam. PS. Jeśli nie udało Ci się dostać "Jeźdźców północy", to mogę Ci pożyczyć wysyłkowo swój egzemplarz. Tylko prześlij mi adres na priva. Czasem lepiej poczytać książkę niż Forum.
-
Też gratuluję. Myślę, że to dobry wybór w tej sytuacji. Oczywiście myślę tak, bo sam bym tak wybrał. A wzmacniacz jaki? Może nie jestem tak radykalny jak prezes naszego klubu MA ( ) , ale jednak celowałbym w większą moc niż ma Audiolab 6000a.
-
Szczerze mówiąc, powyższe pachnie satysfakcją z samokrytyki składanej przez kogoś na zebraniu partii. Naprawdę tylko o to tu chodzi?
-
Ja tam nie ufam. Pozwolę sobie skopiować fragment z Wikipedii (bez sprawdzania faktów) https://en.wikipedia.org/wiki/Statistical_significance "In 2019, over 800 statisticians and scientists signed a message calling for the abandonment of the term "statistical significance" in science,[64] and the American Statistical Association published a further official statement [65] declaring (page 2): We conclude, based on our review of the articles in this special issue and the broader literature, that it is time to stop using the term "statistically significant" entirely. Nor should variants such as "significantly different," " p ≤ 0.05 " and "nonsignificant" survive, whether expressed in words, by asterisks in a table, or in some other way." A streszczając cały wpis na WIkipedii: ogólnie odchodzi się od stosowania poziomu istotności statystycznej do weryfikacji hipotez naukowych. Jeden z problemów polegał na doborze wartości progowej. Często przyjmowano próg 5% bez specjalnego uzasadnienia. I robiono tak przez lata, byle tylko wykazać się rzekomym odkryciem i upchnąć artykuł w branżowym czasopiśmie. Wracając do naszych liczb. Przypomnę, że co najmniej 8/10 to około 5.5% szansy przy "głuchym" zgadywaniu. Co najmniej 15/20 to już tylko 2%. 66/100 to szansa mniejsza niż 0.1%. 600/1000 - znikome 0.0001%. https://stattrek.com/online-calculator/binomial.aspx (ustawiamy prawdopodobieństwo na 0.5 i odczytujemy wynik z ostatniego pola) Nie potrzeba więc wcale dużego odsetka trafień, żeby zredukować niemal do zera szansę przypadkowego zaliczenia testu. Wystarczy duża próbka wiarygodnych wyników. Tylko jak ją uzyskać? Dopóki ograniczamy się do małej próbki (nie do uniknięcia przy pojedynczej testowanej osobie) pozostaje problem arbitralnego wyboru progu zaliczenia z jednej strony i ułomności czynnika ludzkiego z drugiej. Prywatnie jestem bardzo nakręcony na ten test, ale umówmy się - nie damy rady zrobić tego na serio w kategoriach eksperymentu naukowego.