Skocz do zawartości

Rafał S

Uczestnik
  • Zawartość

    5 177
  • Dołączył

Wszystko napisane przez Rafał S

  1. Kłania się poniższa książka. A przecież Brytyjczycy nie byli jeszcze najgorsi z kolonizatorskich nacji... Caroline Elkins - "Dziedzictwo przemocy. Historia imperium brytyjskiego."
  2. Tak, ale zobacz, jak daleko od widowni są bębny i talerze. Fortepian - owszem, potrafi uderzyć, ale raz, że tego fortissimo nie ma aż tak dużo, a dwa, że to nie są ostre i przeszywające dźwięki. Puzon. Koncert na puzon i orkiestrę, tym razem jakieś 4-5 metrów od solisty. Myślimy o puzonie jako grającym dość nisko, bo taką funkcję najczęściej pełni w orkiestrze czy składach jazzowych, gdzie jest uzupełnieniem instrumentów wychodzących wyżej. Ale puzon solowy w rękach wirtuoza to jest potęga. Nie sięga tam, gdzie trąbka, ale ma nieprawdopodobnie dobitne niższe soprany, na które nasz słuch jest przecież mocno wyczulony. A w parze z nimi idzie równie ofensywna wyższa średnica. Więc jak gość nabrał powietrza i dał z siebie wszystko w popisowych fragmentach, to naprawdę kuliliśmy się w fotelach.
  3. Skrzypce to pikuś. Nawet z bliska nie są aż tak głośne. Bardziej daje po uszach trąbka - siedziałem raz jakieś 3 metry od trębacza - solisty, który musiał się przebić przez orkiestrę. Ale to wciąż nie był najbardziej agresywny sonicznie z instrumentów akustycznych. I nie było to tylko moje wrażenie - identycznie odebrała to moja żona i córka. Ktoś chce zgadywać, co naprawdę przekroczyło próg bólu przy akustycznym graniu na żywo, z bliska i bez żadnego nagłośnienia?
  4. Tak, nagrywał też z nim i Edgarem Meyerem. Jedyny problem z Chrisem jest taki, że jak nam się jakiś jego album wyjątkowo spodoba, to może być ciężko znaleźć drugi podobny, bo on lubi przeskakiwać między różnymi gatunkami. Powtarzalność jest tylko w ramach jego bluegrassowej bazy, skoki na boki już bardziej unikatowe.
  5. @KrólKiczu Seba, oba chętnie zobaczę, jeśli kiedyś się trafią na Netfliksie albo HBO Max. Albo może kiedyś zmienię czasowo abonament Netfliksa na Amazon Prime? O pierwszym z nich już słyszałem sporo dobrego, a drugi wart zainteresowania choćby ze względu an Jeremy Rennera, którego zawsze lubiłem, szczególnie od czasu "Miasta Złodziei" (The Town) z 2010 r.
  6. "Leave no trace" ("Zatrzyj ślady") - bardzo solidne kino niezależne z 2018 r., a zarazem film, którymprzebiła się młodziutka wówczas Thomasin McKenzie. @BlaBla, @sonique - jeśli nie widzieliście, to polecam - dostępne na Netfliksie do końca kwietnia. @kaczadupa Adam - Tobie też mogłoby przypaść do gustu, bo nie dość, że historia poruszająca, to jeszcze w większości dzieje się w pięknych lasach. Jedyne, co budziło moje wątpliwości, to fakt, że praktycznie wszyscy bohaterowie (również poboczni) są dobrymi, życzliwymi ludźmi. Jakby na świecie nie było zła i przemocy - szczególnie w rzeczywistości, w której funkcjonuje dwójka głównych postaci...
  7. Ciekawe, czy poza mną są na forum jeszcze jacyś fani Chrisa Thile. Lubię praktycznie wszystko, co nagrywa - od Nickel Creek i progresywnego bluegrassu z Punch Brothers, przez płyty typu singer & songwriter (znakomita "Thanks for listening"), aż po nagrania Bacha i poniższy ponadgatunkowy duet z Bradem Mehldau. Naprawdę ciężko mi sklasyfikować tę muzykę, ale powiedziałbym, że coś dla siebie znajdą zarówno fani jam bandów typu Phish, jak i miłośnicy Bruce'a Hornsby z wczesnych alt 90-tych. No i jak miło posłuchać Brada w bardziej wyluzowanym wydaniu. Natomiast nagrać można było to trochę lepiej. Szczególnie pod względem samej rejestracji dźwięku, bo mastering nie jest chyba taki zły. Chris Thile & Brad Mehldau (Nonesuch, 2017 r.) @sonique, @Grzesiek202, @maxredaktor, @soberowy - znacie / co sądzicie? Pytam o muzykę, bo oczywiście nie jest to album audiofilski.
  8. Sebastian, Ty masz suba, więc zmagasz się z zagadnieniami dla mnie obcymi. Tak, jak piszesz - w tej sytuacji chyba się nie da bez ingerencji na poziomie cyfrowym, o ile ktoś nie dysponuje naprawdę dużym budżetem, pomocą fachowego akustyka i dedykowanym pomieszczeniem.
  9. Mariusz, jasna sprawa, ja też szybko zniechęciłem się do DSP i teraz idę (a raczej czołgam się z mozołem) drogą pasywnych ustrojów. Ale myślę, że autor wątku ma jeszcze na to czas, a póki co może się bawić korektorem w Luxmanie. Tym bardziej, że został tam fachowo zaimplementowany (dosyć drobny wpływ na SNR) i tak miło się dotyka tych gałeczek! Jak miałem przez kilka dni w domu wypożyczonego Accu, to też nie oparłem się pokusie i trochę sobie pokręciłem z ciekawości. Wielkiego pożytku dla dźwięku z tego nie było, ale zawsze to okazja, żeby podejść bliżej i nacieszyć oko i palce japońskim cacuszkiem.
  10. A wracając do tematu wątku: @Minerael zawsze można lepiej, natomiast widać, że kilka kwestii już nieźle ogarnąłeś. Kolumny masz przyzwoitej klasy i sensownych rozmiarów. Wzmacniacz też rasowy. A czy się dobrze zgrywają ze sobą i pomieszczeniem - nikt tego nie oceni bez odsłuchu u Ciebie, a nawet wtedy pozostaje to kwestią gustu. Dałeś paczkom trochę wolnego miejsca, postawiłeś na podkładkach - dobrze to rokuje. W przyszłości możesz pomyśleć o jakichś ustrojach akustycznych - na miarę chęci, możliwości i akceptacji swojej lepszej połowy. A na razie cieszyć się z bogatego brzmienia Spendorów w połączeniu z urodą i kulturą pracy Luxmana. Pozdrawiam.
  11. To prawda, której doświadczyłem w ciągu ostatnich miesięcy, gdy wznowiłem (po latach przerwy) chodzenie do filharmonii (o czym już Tobie i kilku innym osobom opowiadałem). Z jednej strony, przyjemność z obcowania z muzyką poważną na żywo jest ogromna, a z drugiej, akustyka sali PFB (mieszczącej się w niegdysiejszym budynku elektrociepłowni) jest, jaka jest. Przetestowałem bardzo różne miejsca, wszystkie w ramach teoretycznie najlepszego (a przynajmniej najdroższego) sektora - na wprost orkiestry. Ogółem oceniam, że z blisko tysiąc miejsc na sali, tzw. "dobry dźwięk" () mamy tylko na kilkudziesięciu i ten nie sięga on wyimaginowanej perfekcji. Przechodząc do szczegółów: kiedyś mówiło się, że kapitalizm to nierówny podział dostatków, a socjalizm - równy podział niedostatków. I to dobrze obrazuje dźwięk, którego doświadczałem. W dalszych rzędach - gdy odległość od orkiestry jest większa od odległości pomiędzy muzykami - dostajemy brzmienie dość wyrównane i "demokratyczne" tzn. wszystkie instrumenty słychać na podobnym poziomie i w odpowiednich proporcjach (na moje ucho). Niestety, radość mniejsza, bo pod względem barwy jest to osuszone i nijakie. Szczególnie tracą na tym smyczki. Skrzypce solo - bieda i nawet wirtuozerskie popisy cieszą mniej. Znacznie większe wrażenie robią partie zbiorowe. Natomiast koncerty słuchane z bliska (czasem nawet ze środka pierwszego rzędu) to prawdziwa magia. Solista, skrzypce i wiolonczele 3-7 metrów ode mnie. Kontrabasy może z 8 metrów. Każde pociągniecie struny, puknięcie w pudło, skrzypienie butów, pizzicato - ojej. Natomiast tutti jest już trochę zbyt głośne, a instrumenty dęte zostają wtedy lekko przykryte smyczkami (które są znacznie bliżej mnie). Nie ma mowy o równowadze, ale jest życie, energia, bogactwo alikwotów w partiach solowych itd. Do czego zmierzam: gdyby to był mój domowy system, to bez względu na miejsce na sali, wciąż bym przy tym dźwięku dłubał, żeby go poprawić. Bo "Live" też nie jest idealne, a przecież mówię o filharmonii, gdzie brzmienie mamy i tak o klasę wyższej próby niż na niektórych koncertach z nagłośnieniem (tam czasem bywa pod tym względem naprawdę tragicznie).
  12. Mariusz, gdyby Ci brakowało na ważniejsze potrzeby, to byś sobie przecież tej zabawki nie sprawił. Odnoszę wrażenie, że masz nadzwyczaj rozwinięte poczucie odpowiedzialności, co oczywiście wspaniale o Tobie świadczy, ale życia łatwiejszym nie czyni. Ciesz się tym drugim subem od Zająca, bo Ci się on należy - choćby za to, ile czasu poświęcasz nam na tym forum (tak w przestrzeni publicznej, jak i na boku).
  13. Jednak wypadałoby je czymś podpiąć do naszej elektroniki, a byle sznurówkami nie warto. Choćby patrząc na ich wysoką rezystancję, która podbije nam impedancję wyjściową pieca.
  14. Jasne, ale i tak wielkie dzięki.
  15. Będzie jeszcze większa, jeśli Iga kiedyś oderwie od siebie tę blond pijawkę...
  16. Jeśli dźwięk Ci się podoba i słuchasz regularnie, to się nie marnują. Im mniejsze kolumny, tym głośniej muszą grać, żeby wypełnić dźwiękiem pomieszczenie. Duże robią to łatwiej. Rzecz w tym, żeby się nie dusiły w pokoju i żeby przekroczyć próg głośności, przy którym ich dźwięk się otwiera (zależny od konkretnego modelu kolumn i wzmacniacza). Ale rozumiem, że nie masz z tym problemu. Kolegi nie ma co słuchać - chyba, że zechce zafundować Ci nowy zestaw stereo. Dużo radości z muzyki, Wesołych Świąt i dobranoc.
  17. A pamiętasz, czym Cię rozczarował?
  18. @pairtick Dzięki za przypomnienie Witoldowych komentarzy do zdjęcia wnętrza. Świetne.
  19. Żeby potem wzdychać do 300-tki? Chyba jednak odpuszczę. Choć - nie powiem - kusiło mnie to tej zimy.
  20. W ciemno z tych 3 wziąłbym Tucanę. A co do napowietrzenia góry, to przyznaj się: pewnie słuchałeś jej z tymi feralnymi kablami Cardasa za 18k? Audiofile...
  21. Spokojniejsza Leema Tucana 2 Ann. czy też bardziej wyrafinowana wersja Twojego ulubionego Cyrusa?
  22. Potrafimy! Więcej wiary w Adama i... Quady.
  23. Ale jak pięknie siedzą w gniazdach po dokręceniu.
  24. A mnie się skojarzyło z Jastrunem: "Są świerki, dzieci, sanek dzwoneczki, śnieg nocą świeci jaśniej od świeczki. Piękna jest zima w Polsce."
  25. @muda44 Mam za mało doświadczenia, jeśli chodzi o drogie kable, żeby cokolwiek polecać. Poza tym, słynę z tego, że u mnie nic nigdy dobrze nie brzmi. Ale podobały mi się dosyć Skyline od p. Marka Brożka (M&B Audio Cable). Jednak to znów masywne brzmienie, trochę jaśniejsze od Cardasów, ale raczej za sprawą innej barwy średnicy. Fajne wtyki po stronie kolumn - banany FURUTECH FP 202R. Zachwyciłem się wtedy tym patentem. Można wypożyczyć za rozsądną kaucją.
×
×
  • Utwórz nowe...