Skocz do zawartości

Recommended Posts

Napisano
10 minut temu, Rafał S napisał:

Spokojniejsza Leema Tucana 2 Ann. czy też bardziej wyrafinowana wersja Twojego ulubionego Cyrusa?

Cyrusa 8.2 DAC z PSX R2 zapamiętałem jako mocniejszy na basie i jeszcze bardziej  ofensywny od Quada, jeszcze żywszy, bardziej energetyczny przez ten mocniej kopiący i zwyczajnie mocniejszy dół pasma. Quad to cywilizowana :) wersja starego Cyrusa w połączeniu z zewnętrznym zasilaczem. Tucana 2 to wyraźnie większy dźwięk jak z Cyrusa czy Quada (tak duuuuży, że jak to mówią moje koleżanki w pracy cyt.: jak dołem wejdzie to górą wyjdzie :) ). Tucana nie ma tak otwartej i napowietrzonej góry jak Quad. To tak z pamięci więc ręki nie dam sobie uciąć. 

Napisano
48 minut temu, kaczadupa napisał:

Tucana 2 to wyraźnie większy dźwięk jak z Cyrusa czy Quada (...) nie ma tak otwartej i napowietrzonej góry jak Quad. 

W ciemno z tych 3 wziąłbym Tucanę. A co do napowietrzenia góry, to przyznaj się: pewnie słuchałeś jej z tymi feralnymi kablami Cardasa za 18k? Audiofile... ;) 

Napisano
10 godzin temu, misiekx napisał:

Raczej powinieneś,skoro tak bardzo różnią się od siebie i tak poetycko potrafisz napisać o różnicach je dzielących ?

To tak jak ze wzmacniaczami, jeden twierdzi, że wszystkie grają tak samo, jeśli są poprawnie skonstruowane. A drugi poetycko opisuje brzmienie wzmacniaczy niczym Ryka z Pacułą razem wzięci.

 

Napisano
Dnia 2.04.2026 o 10:33, muda44 napisał:

Nie masz wpływu na wygrzewanie. Czy to kolumny czy elektronika zjawisko występuje więc jak oceniać sprzęt to moim zdaniem po pewnym okresie jego pracy. Np kondensatory Jantzen Silver które niedawno miałem w torze tweetera swoich kolumn, nowe przez 1h grały poprawnie a później góra siadła na jakieś 70h. Było jej mało, fatalnej jakości. I tak około 300h i dopiero wtedy zaczęły normalnie pracować.

Wygrzewanie akcesorii vs przyzwyczajenie się do dzwięku rodzi mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Czy aby napewno?

Jeśli posiadamy regulacje barwy w sprzęcie, można pokusić się o małe doświadczenie, które zrodzi pytania "te" w tym temacie.

Spróbujmy zatem lekko zdjąć sopran np. Na "minus 1". Od razu da się wysłyszeć osłabienie w pewnym zakresie wyższych czestotliwości. Jeśli jednak zmusimy się pozostawić takie ustawienie na dłuższy czas (niech będzie te ok 300h odsłuchów) możemy "odkryć" że w sumie to ten dzwięk jest "naturalny/poprawny". Po tym czasie powrót do ustawień poprzednich "pokazuje" lekkie przerysowanie mimo iż to właśnie to ustawienie ok 300h temu, było poprawne🤔 pytanie... wygrzanie czy przyzwyczajenie? 

Pamiętam jak kiedyś jako "nowicjusz" lata świetlne temu, przechodziłem z v-ki na flat, odbierałem to jako niepoprawne i zbyt "wyrafinowane" jak pierwsza kawa bez dodatku cukru. Dziś jednak nie wyobrażam sobie pić kawę z cukrem jak i słuchać inaczej niż "flat". Wygrzewanie czy przyzwyczajenie? Jeśli wygrzewanie, to raczej mając na myśli aparat słuchowy czyt. przyzwyczajenie, tak naprawdę. Tak wynika z moich obserwacji i tak to pojmuję. Staram się jednak zrozumieć że ktoś może to postrzegać inaczej i mieć inne doświadczenia. 

Pozdrawiam i bez "spiny" miłego wieczoru.

Napisano
8 godzin temu, Rafał S napisał:

A pamiętasz, czym Cię rozczarował?

To trudne pytanie , ale w określeniu dźwięku systemów łatwych nie ma :) Po prostu to nie moja prezentacja. Zachwyciłem się Gryphonem jak miałem w chałupie starego NAD-a z małymi B&W , ten dźwięk który wówczas usłyszałem zawierał mnóstwo informacji, których nie mogłem usłyszeć u siebie. Potem jak przesłuchałem  już trochę więcej systemów i wyrobiłem sobie zdanie co mi najlepiej pasuje to Gryphon, niestety nie jest tym. Słuchałem go z Wilsonami i kolumnami Gryphona. Za każdym razem było na wskroś poprawnie, ale ten dźwięk nie budzi we mnie emocji. To co pisze to czysty subiektywizm, a nie recenzja Gryphona , aby było jasne. Tak dla porównania Mcintosh z Rocportami i słyszę od razu precyzję i klasę dźwięku , oddanie klimatu utworów , Tenor z Wilsonami i jest magia , jak ma być klimat zadymionej knajpy, to nawet czuje ten dym :). Nawet średnio przeze mnie lubiany Dan De'Agostino z Wilsonami ma jakiś taki pazur , ba choćby moje lampy z Altecami prezentowały w utworach muzyki klasycznej lub filmowej, monument i rozmach czyli coś się działo :) Gruphon mimo tych milionów złociszy, co to tam stały na AVS mnie nie rusza , Nie przeżywam dźwięków, tylko je odbieram. Po prostu czegoś mi brakuje w emocjach związanych z utworami. Słuchałem z systemu Gryphona muzyki klasycznej , było super, jako częsty bywalec opery mam jako takie pojęcie. Super było, ale nie wiem czemu czułem , że to co słyszę to jakieś takie sztuczne. Brakowało mi oddania całościowego , tego co skłania się na klimat , bardziej czułem się jak w studio lub w reżyserce, niż w fotelu na widowni. To Rafał tyle z tego co zapamiętałem :) 

Napisano
13 minut temu, kaczadupa napisał:

To jednak dobrze, że ostatecznie odesłałem Diablo 120 bez słuchania.

Tak Adam , w końcu pozycja zobowiązuje , nie schodzimy poniżej pewnego poziomu :) 

15 minut temu, kaczadupa napisał:

Już na Quadach słyszę więcej wybrzmień i detalu niż na słuchawkach ( i to w nocy ). 

Żona mówi , że czytała o takich przypadkach w prasie medycznej :) 

Napisano
1 godzinę temu, tomek4446 napisał:

To trudne pytanie , ale w określeniu dźwięku systemów łatwych nie ma :) Po prostu to nie moja prezentacja. Zachwyciłem się Gryphonem jak miałem w chałupie starego NAD-a z małymi B&W , ten dźwięk który wówczas usłyszałem zawierał mnóstwo informacji, których nie mogłem usłyszeć u siebie. Potem jak przesłuchałem  już trochę więcej systemów i wyrobiłem sobie zdanie co mi najlepiej pasuje to Gryphon, niestety nie jest tym. Słuchałem go z Wilsonami i kolumnami Gryphona. Za każdym razem było na wskroś poprawnie, ale ten dźwięk nie budzi we mnie emocji. To co pisze to czysty subiektywizm, a nie recenzja Gryphona , aby było jasne. Tak dla porównania Mcintosh z Rocportami i słyszę od razu precyzję i klasę dźwięku , oddanie klimatu utworów , Tenor z Wilsonami i jest magia , jak ma być klimat zadymionej knajpy, to nawet czuje ten dym :). Nawet średnio przeze mnie lubiany Dan De'Agostino z Wilsonami ma jakiś taki pazur , ba choćby moje lampy z Altecami prezentowały w utworach muzyki klasycznej lub filmowej, monument i rozmach czyli coś się działo :) Gruphon mimo tych milionów złociszy, co to tam stały na AVS mnie nie rusza , Nie przeżywam dźwięków, tylko je odbieram. Po prostu czegoś mi brakuje w emocjach związanych z utworami. Słuchałem z systemu Gryphona muzyki klasycznej , było super, jako częsty bywalec opery mam jako takie pojęcie. Super było, ale nie wiem czemu czułem , że to co słyszę to jakieś takie sztuczne. Brakowało mi oddania całościowego , tego co skłania się na klimat , bardziej czułem się jak w studio lub w reżyserce, niż w fotelu na widowni. To Rafał tyle z tego co zapamiętałem :) 

Tomek no ale czy na podstawie dźwięku z AS można wyciągać jakieś wnioski? ;)

Pamiętam te różne zestawienia o których piszesz i mogę się z Tobą zgodzić. Mcintosh z Rockportami grał „bogaciej” niż Gryphon z dużymi Wilsonami, choć z gorszym uderzeniem.

Kompletny zestaw Gryphona, ten za dwie bańki czy ileś tam - trochę surowy i techniczny, powściągliwy w ukazywaniu swojego potencjału.

Mi najbardziej podobało się zestawienie integry Grypha z „małymi” Sabrinami w średniej wielkości pokoju - tam był dźwięk i bogaty i dynamiczny i bardzo przestrzenny.

 

Napisano (edytowany)
12 godzin temu, Chyba Miro 84 napisał:

Wygrzewanie czy przyzwyczajenie?

Tych czynników jest więcej i ładnie to opisałeś. Ile to razy pisałem , że z Diraciem jest cudownie , a następnie zmieniałem zdanie. Było cudownie gdy w dźwięku bez filtrów coś mnie uwierało i pisałem , że odkryłem panaceum na wszystkie bolączki. Przyzwyczaiłem się do takiej prezentacji , gdy jednak przy okazji dołożenia DBX-a pominąłem w torze Diraca, to ta poprzednia nirvana jakoś przestała mi się podobać. Dlaczego jestem sceptyczny wobec zmian jakie oferuje okablowanie ? Prosty przykład , mój organizm, a ściślej układ nerwowy. Włączyłem dzisiaj rano muzykę i zachwyciłem się dźwiękiem. Wszystkim , detalami , sceną , spójnością pasma , klimatem bluesowych utworów , tembrem wokalu. Wczoraj wieczorem gdy słuchałem po całym długim , trudnym dniu w robocie , ciężkim treningu, muzyka brzmiała jak by zgaszona , bez wybrzmienia , jak z przysłowiowego kuchennego radia. I tak sobie myślę , jak tak duży wpływ na to co słyszę ma moje samopoczucie ,tak w jakim stopniu cokolwiek może zmienić kawałek przewodnika.  

18 minut temu, majkel74 napisał:

Tomek no ale czy na podstawie dźwięku z AS można wyciągać jakieś wnioski?

Jasne , że nie. Pisałem już , że nigdy nie miałem okazji posłuchać Gryphona w warunkach domowych. opieram się wyłącznie na brzmieniu z AVS różnych systemów grających w podobnych warunkach metrażowych , bez adaptacji akustycznej.

Edytowano przez tomek4446
Napisano
6 minut temu, tomek4446 napisał:

Jasne , że nie. Pisałem już , że nigdy nie miałem okazji posłuchać Gryphona w warunkach domowych. opieram się wyłącznie na brzmieniu z AVS różnych systemów grających w podobnych warunkach metrażowych , bez adaptacji akustycznej.

Słuchałem tego wielkiego A-klasowego Gryphona z topowymi Gauderami w warunkach domowych i muszę powiedzieć że to był jeden z najlepszych dźwięków jakie słyszałem w życiu. 
U siebie miałem Atillę, czyli takiego baby-Gryphona. Fajny wzmacniacz, dużo bardziej dynamiczny i barwny niż Accu 260, którego zastąpił.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wkleiłeś treść z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Only 75 emoji are allowed.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Poprzedni post został zachowany.   Wyczyść edytor.

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Utwórz nowe...