Skocz do zawartości

nowy78

Uczestnik
  • Zawartość

    2 408
  • Dołączył

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez nowy78

  1. Na pierwsze pytanie w zasadzie muszę odpowiedzieć negatywnie. Nie miałem okazji przetestować/porównać takich konstrukcji w warunkach komfortowych, pozwalających dobrze skupić się na słuchaniu. Jakichś przelotnych odsłuchów z przeszłości z wielu względów nie biorę pod uwagę, gdyż uważam, że takie porównanie nie miałoby sensu. Po prostu nie miałem wtedy wiedzy, którą mam dzisiaj i czemu innemu się w dźwięku przyglądałem. A w ogóle to od dawna nie bardzo interesuję mnie poznawanie nowego sprzętu. Ciekawsze jest ulepszanie Co do sposobów zarządzania drganiami, wydaje mi się, że trzeba jednak rozróżnić metody polegające na izolowaniu głośników od obudowy, od konstrukcji zawierających elementy stratne, w których głośnik nadal przykręcony jest sztywno do dużych i masywnych elementów skrzyni. W drugim przypadku, mamy styczność głośnika z twardym podłożem o dużej impedancji falowej. Drgania, które wytwarza nie mogą swobodnie i natychmiast odpłynąć w eter. Częściowo pobudzają obudowę, a częściowo są odbijane przez obudowę z powrotem do głośnika (jak już wspomniałem, uważam, że to także ważny czynnik, mocno wpływający na efekt końcowy). Tak, czy inaczej mamy kumulowanie energii w obrębie skrzyni. Drgania samej skrzyni zapewne są szybciej wygaszane w przypadku obudów o konstrukcji kanapkowej, ale zanim zostaną wygaszone... Widziałem gdzieś (zdaje się, że na lubianym przez wszystkich ASR ) porównanie akcelerometrem klasycznej konstrukcji przerobionej na kanapkę. Wprawdzie działania w całości przeprowadzone były w sferze DIY, niemniej jednak wyniki wyglądały dość logicznie. Znaczne zwiększenie masy, przy jednoczesnym mniejszym zwiększeniu sztywności spowodowało obniżenie częstotliwości rezonansowych ścian. Element stratny zapewne obniżył też dobroć rezonansu, ale to już mój wniosek, bo nie do końca pamiętam co tam pisali Odnośnie satysfakcjonującego rozwiązania, w przypadku izolacji porównywałem dwa o różnej skuteczności, opisane wyżej. To teoretycznie gorsze (ale niewiele), tj. o nieco wyższej częstotliwości rezonansowej, było wystarczająco skuteczne, aby zrobić dużo dobrego dla słuchania muzyki. Zresztą wydaje mi się, że nie odczułem różnicy pomiędzy nimi. Nie testowałem natomiast niczego pomiędzy, np. rozwiązań typu cienkie gumowe podkładki itp., żeby móc ocenić, gdzie leży granica i jak bardzo trzeba ingerować w kolumny, żeby uzyskać dobry efekt.
  2. Minęło pół roku, czas na podsumowanie i wnioski. Dałem sobie więcej czasu, żeby nie było podejrzeń o pisanie pod wpływem emocji . Czy zatem było warto się trudzić i co ważniejsze, demolować kolumny? Bez namysłu odpowiem – tak, jak najbardziej. Myślę, że to jedne z najlepszych modyfikacji, jakie w moim systemie audio kiedykolwiek zrobiłem. Jestem wręcz przekonany, że trudno byłoby mi teraz znaleźć (o ile jest to w ogóle jest możliwe ) kolumny zbudowane w oparciu o przetworniki dynamiczne, zadowalające mnie brzmieniem tak, jak moje Ushery w obecnym stanie. Jeszcze bynajmniej z takimi się nie spotkałem. Oczywiście biorę też pod uwagę, że nie jestem szczególnie chętny przerzucaniu ton sprzętu w poszukiwaniu wymarzonego dźwięku i być może zbyt mało słyszałem . Z drugiej jednak strony, zawsze… Tu chwila zastanowienia, ale tak, zawsze mniej lub bardziej, obecne były w przesłuchanych kolumnach pewne powtarzające się cechy, które mnie od dawna uwierają, a których w końcu w dużym stopniu udało mi się pozbyć. Zacznijmy więc tradycyjnie, rozkładając dźwięk wzdłuż osi częstotliwości, od analizy tych najniższych. Pierwsze co natychmiast można zauważyć to zmniejszenie ilości basu, szczególnie w jego wyższym zakresie. Wiele osób w tym momencie zapewne pomyśli: „W takim razie to nie dla mnie”. Tyle, że w tym wypadku to zmniejszenie jest mocno związane z poprawą jego jakości. Co ciekawe uważałem, że akurat bas było słychać u mnie bardzo dobrze. Przy nisko schodzących kolumnach (katalogowo -3dB dla 28Hz), nie najgorszej akustyce pomieszczenia i wysiłku włożonym w optymalne (oczywiście w miarę możliwości) ustawienie, tak kreska na wykresie z pomiarów, jak i wrażenia odsłuchowe były całkiem przyzwoite. Okazało się jednak, że może być o wiele lepiej. Co więc konkretnie się stało? Otóż znacznie zmniejszyła się nadwyżka powodująca, że przy zamkniętych oczach od razu wiadomo z jakim źródłem dźwięku mamy do czynienia. To właśnie jedna z wyraźnych cech muzyki odtwarzanej względem dźwięku słyszanego na żywo, za którą nie przepadam. Określiłbym ją jako „bas głośnikowy” – taki nadmiernie wyeksponowany, nieco ciągnący, ale i utwardzony wyższy jego zakres, dominujący nad pozostałą częścią pasma, szczególnie przy większej głośności. Nie wiem jak to lepiej opisać, ale przypuszczam, że większość z szanownych czytelników już skojarzyła co mam na myśli. Zjawisko zwykle wyraźniejsze jest w podłogówkach, szczególnie budżetowych. Od strony technicznej widzę to tak, że skrzynki pobudzane przez przetworniki kumulują w sobie energię i rozpraszają ją z opóźnieniem w niekontrolowany sposób. W efekcie powstają zniekształcenia - podkolorowanie, czy też podbicie basu, czyniące go nienaturalnym. Powiedziałbym, że przed modyfikacją było słychać bas aktualnie występujący w utworze, plus ten, który był w nim milisekundy wcześniej, jak również ten, który był tam jeszcze wcześniej. Zresztą podobnie rzecz się ma w pomieszczeniach, gdzie odbicia wydłużają przebywanie w przestrzeni energii, która zamiast się rozproszyć, dodawana jest do dźwięku bezpośredniego jeszcze przez kilkaset ms. Dzieje się to w każdej chwili odsłuchu. Rezonanse jeszcze bardziej pogarszają sytuację. Te wszystkie zjawiska mamy także w obrębie samej skrzynki kolumny. Jej ściany pobudzane głośnikiem, trzeba dodać głównie w sposób bezpośredni, gdyż drgające wewnątrz powietrze o małej impedancji falowej nie jest w stanie przekazać wiele energii sztywnym ścianom kolumny o znacznie większej impedancji falowej, drżą jako całe elementy posiadające masę i sprężystość, ale również przenoszą te drgania w strukturze materiału, z którego są zbudowane. A trzeba pamiętać, że ciała stałe o wiele lepiej transmitują drgania niż powietrze. Energia ta, oprócz tego, że zostaje rozproszona w niewłaściwym czasie, oddziałuje także na same przetworniki, co też uważam za ważny czynnik. Już wcześniejsze doświadczenia potwierdziły, że np. odseparowanie głośnika wysokotonowego od skrzynki wyraźnie poprawiło wrażenie jakości odtwarzania wysokich tonów. Sądzę, że jedną z przyczyn (o innych później), był właśnie wpływ niskich częstotliwości z głośników niskotonowych, wędrujących do tweetera przez obudowę. Tak więc ogólne wrażenie mniejszej ilości basu jest zdecydowanie pozytywne. Teraz kolumna emituje tylko (zapewne bardziej „prawie tylko” ) to, co jest zawarte w nagraniu, bez zamazywania obrazu muzycznego echem z przeszłości. Słychać to szczególnie dobrze przy dostarczaniu do przetworników większej ilości watów. Jest szybciej, selektywniej, mniej zwaliście i kluchowato. Bas stał się miękki i czysty. W niektórych nagraniach wręcz niepokojący. Zapewne dlatego, że lepiej słyszalne są najniższe składowe, nie zamazywane przez wyższe dźwięki pochodzące od drgających skrzynek. Co najlepsze, odsłuch w miejscach gdzie wyraźnie dają o sobie znać mody pomieszczenia, także określiłbym jako zdecydowanie przyjemniejszy. Oczywiście nadal jest poczucie nadmiaru basu, ale jest wrażenie mocnego przesunięcia punktu ciężkości w stronę najniższych częstotliwości, co przy niektórych podgatunkach muzyki elektronicznej daje niezły efekt niepokojąco wibrującego powietrza, bez uczucia przytłoczenia dźwiękiem. Na koniec moich przydługich deliberacji o basie wstawię trochę wykresów z badań przeprowadzonych (niestety nie przeze mnie) akcelerometrem, przytaczanych już wprawdzie wcześniej w wątku „Wibracje i drgania”, ale dla wygody czytania załączę i tu. Na wykresach 6 i 8, obrazujących drgania ścianki odpowiednio tylnej i bocznej, dla sytuacji gdy głośnik jest przykręcony sztywno do obudowy oraz izolowany gumowymi podkładkami, wyraźnie widać bardzo duże obniżenie drgań w drugim z wymienionych przypadków, dochodzące nawet do 30dB. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że miejscami (szczególnie tam gdzie występują rezonanse obudowy) przyspieszenia mierzone na ścianach są oddalone od tych mierzonych na membranie mniej niż 30 dB. Co ciekawe zakres częstotliwościowy, w którym występuje duża poprawa, czyli mniej więcej pomiędzy 100 a 500 Hz, pokrywa się z moimi spostrzeżeniami poczynionymi na podstawie odsłuchów. Zapewne u mnie rozciąga się on o wiele dalej w stronę niskich częstotliwości, jak również obniżenie amplitudy drgań jest większe, ze względu na zdecydowanie lepsze odsprzęgnięcie głośników. Przejrzałem też wiele wykresów z badań akcelerometrem, zamieszczanych w testach kolumn robionych przez Stereophile. Tam także wyraźnie widać, że ściany kolumn najchętniej drgają w zakresie niskich częstotliwości, z rezonansami w okolicach kilkuset Hz – ogólnie w zakresie nisko-średniotonowym. Niestety nie posiadam przyrządów pomiarowych pozwalających to zobrazować w moim przypadku. Mogę jedynie potwierdzić bardzo duże wyciszenie ścian kolumny po ocenie organoleptycznej - za pomocą stetoskopu, nasłuchu bezpośredniego (przykładanie ucha), oraz badań palpacyjnych . Tu dodam, że całkiem wyraźne efekty osiągałem już wcześniej, poprzez skuteczne mechaniczne odizolowanie kolumn od podłoża za pomocą sprężyn. Przy czym wydaje się, że nie chodzi o samą izolację, a bardziej o pozbawienie skrzynek styku z twardymi masywnymi przedmiotami (np. podłogą), które odbijają drgania wędrujące w kolumnie z powrotem do jej wnętrza (w sensie struktury konstrukcyjnej skrzynki), powodując wspomniane wcześniej kumulowanie energii i dalsze towarzyszące temu zjawiska. C.D.N. Driver Decoupling (1).doc
  3. Do gitary klasycznej są nieco inne (zdjęcie poniżej), bardziej imitujące paznokieć. Nie widziałem jednak jeszcze, żeby ktoś tego używał. Zastanawiałem się nawet czy nie spróbować, ale gdzieś mi się trafiła zniechęcająca opinia i zrezygnowałem. Są też sztuczne paznokcie naklejane na naturalny (o ile pamiętam, np Łukasz Kuropaczewski takich używa). Te są niezdejmowalne, więc tak samo przeszkadzają w życiu jak własne - bez znaczenia czy z żelem, czy bez. Jeszcze dodam, wydaje mi się, że użycie czegoś takiego jak wyżej raczej w ogóle się nie sprawdzi przy technikach gry flamenco, takich jak np rosgueado, które też trochę ćwiczę.
  4. Niestety tak właśnie jest. Idąc wzdłuż paznokcia, jego poprzeczna krzywizna wypłaszcza się na szczycie. Na końcu jest już na tyle płasko, że paznokieć zawija się w stronę opuszki przy większej długości. Widziałem jakieś sposoby prostowania podgrzewaną łyżeczką, ale działa to tylko na chwilę. Mniej zachodu z żelem. Poza tym zyskuję utwardzenie, a tym samym mniejsze zużywanie się paznokci. Minusem jest natomiast taki dzwoniący dodatkowy dźwięk, powstający w momencie zetknięcia się paznokcia ze struną. Coraz mniejszy, bo mocno z tym walczę. Dołączam z wątpliwościami do kolegów, którzy już się na ten temat wypowiedzieli. Ja stąd widzę, że struny ewidentnie są nylonowe Wystarczy zerknąć na mostek i sposób ich mocowania.
  5. I dużo i mało. Gdy odnieść do innych rozrywek, z których nie korzystam, jak choćby oglądanie filmów, wydarzeń sportowych... A zapewne zawodowy muzyk (taki z pasją) pomyślałby: "Ale leniuch" No ba! Aktualny zestaw utensyliów do paznokci składa się w dużej części z narzędzi nabytych w sklepie z narzędziami - iglaki, papier ścierny. Pilniki papierowe dostępne w drogerii słabo się sprawdzały, i w ogóle są marnej jakości. Ja mam taki zrobiony własnoręcznie: aluminiowy kształtownik oklejony papierem ściernym o różnej gradacji (240 - 2500). Do tego miękka kostka do polerowania o gradacji 1000/7000. Im lepiej dopracowany kształt i gładsza krawędź, tym przyjemniejszy, cieplejszy (mniejsza ilość wysokich harmonicznych) dźwięk. Żel utwardzany UV załatwił problem z zawijaniem się końców paznokci przy większej długości (akurat ja taki miałem) i łamaniem podczas codziennych zajęć. Niestety, gdy teraz o coś mocniej zawadzę, to nadrywam całą płytkę 😐 Jak widać audio nie jest jedyną dziedziną, w której ludzie przykładają nadmierną uwagę, do rzeczy z pozoru mało istotnych 🤣 Moje doświadczenie jest takie, że gitar i płyt CD się nie sprzedaje. Zawsze gdy to zrobiłem, po czasie wracała nieodparta potrzeba używania tych przedmiotów i musiałem powtórnie kupować Słuch absolutny to możliwość określenia nuty bez żadnego odniesienia. Bardzo niewiele ludzi/muzyków ma taką umiejętność i nie jest to potrzebne do gry na instrumencie. Słuch muzyczny natomiast wyrabia się z czasem, w trakcie nauki gry i jak wszystko można sobie go dodatkowo ćwiczyć.
  6. Mnie się spodobała gitara klasyczna, m.in. ze względu na solowość tego instrumentu. Dzięki temu nigdzie mi się nie spieszy (żeby np zdążyć nauczyć się czegoś na próbę) i mogę podejść do nauki zupełnie inaczej. Wszystko robię spokojniej, ćwiczę bardziej świadomie, a przez to efektywniej. Kiedyś oglądałem wywiad z Marcinem Dylą (gitarzysta klasyczny), który stwierdził w nim, że dla opanowania instrumentu potrzeba bardzo dużo czasu i jeżeli ktoś myśli, że zrobi to w chwilę będzie zawiedziony. Jakoś utkwiły mi te słowa (sens wypowiedzi) i tak właśnie czynię. Powoli i do przodu. Dziennie poświęcam gitarze średnio ok 2h, ale przy weekendzie, jak tylko mam czas, potrafię przez cały dzień siedzieć w sumie i 5h
  7. Hmm... Tommy Emmanuel rzeczywiście wymiata techniką fingerpicking, ale raczej na gitarach akustycznych. Wprawdzie gitara klasyczna to też akustyczna, ale przyjęło sie, że te z metalowymi strunami określa się jako akustyczne, a te z nylonami - klasyczne. Ja zdecydowanie preferuję klasyczną i granie jak niżej. Zresztą już nawet udało mi się opanować (powiedzmy) pierwszą, molową część tego utworu (F. Chopin, walc op. 64 nr 2, oryginalnie cis-moll), do mniej więcej min 1.12.
  8. Poza HiFi? Niech pomyślę... Wiem, lubię też, może nawet bardziej, słuchać muzyki O rowerze wspominał nie będę, bo już było w innym wątku, a poza tym w ostatnich latach większość wolnego czasu zabiera mi inne hobby. Poniżej moja piękna, wszystkomająca i cudownie brzmiąca gitarra klasyczna - Francisco Esteve 9c/b z cedrowym topem. A zaczęło się niewinnie. Kilka lat temu od niechcenia odkupiłem od brata budżetową, tzw studencką gitarę Admira Juanita. Swoją drogą mogę z czystym sumieniem polecić. Dobry stosunek jakości do ceny. Niemniej jednak, jako metalowiec rzężący od lat (z mniejszymi lub większymi przerwami) na elektryku, początkowo podchodziłem do niej z dezaprobatą, brzdękając z rzadka. Z czasem, w miarę rozruszania nieco palców prawej ręki (na gitarze klasycznej struny szarpie/uderza się palcami, gdyby ktoś nie wiedział) odkryłem, że wydobywające się z niej dźwięki są coraz ładniejsze i większą przyjemność podczas gry czuje słysząc właśnie ten instrument. Poza tym przy grze solowej potencjalny repertuar także wydawał się ciekawszy. I tak elektryk poszedł całkowicie w odstawkę (już chyba nie bardzo bym umiał na nim grać), a ja zakupiłem piękną hiszpańską gitarę widoczną poniżej. Ta pochłonęła mnie na dobre. Dodam jeszcze, że instrument ten ma w sumie dużo wspólnego z audio. Ponieważ jako w jednym z nielicznych dźwięk generuje się w nim przy bezpośrednim użyciu części ciała, wymaga sporo pracy, aby brzmiał ładnie (że o doborze instrumentu, czy strun do własnych preferencji nie wspomnę). Zresztą nie tylko pracy związanej z poprawą techniki uderzania struny, ale także z dopracowaniem narzędzia uderzającego. I tak oto, jako osoba o poglądach raczej konserwatywnych, od kilku lat chodzę po ulicach ze zrobionymi pazami (na szczęście tylko czterema) 🤣 To jest poświęcenie! Pomijając aspekt wizualny, na początku nie szło funkcjonować z czymś takim. Obcinałem wiele razy (złamania, irytacja) zanim się jakoś przyzwyczaiłem. Teraz jeszcze bardziej podziwiam panie noszące kilkucentymetrowe szpony.
  9. Ale, że jak to łomotu? Tegoroczne Wrapped ze Spotify na pierwszym miejscu moich ulubionych gatunków umieściło death metal (a na kolejnych: neoklasycyzm, smooth jazz, ścieżka dźwiękowa, elektroniczna - spory rozrzut 🤣). A jak widać po cyferkach w nicku, jestem tylko troszkę nowszym Nowym Pierwszą kasetę kupiłem za kieszonkowe w drugiej klasie podstawówki i był to czarny album by Metallica (wydawnictwo "takt" ). Szybko rozszerzyłem upodobania i w mojej kolekcji zagościły takie tuzy ówczesnego rzeźnictwa jak Death, Cannibal Corpse, czy Morbid Angel. Oczywiście nie zabrakło też naszego produktu eksportowego pod przewodnictwem Piotra Wiwczarka (Vader). Tak mi zostało do dziś. Tyle, że przez te blisko 40 lat metal wg mnie bardzo się rozwinął. Różnorodność podgatunków, brzmień, poziom kompozycji jak również możliwości prezentowane przez muzyków - czasem aż trudno się zdecydować, czego posłuchać. Wracając jednak do tematu, długo nie musiałem się zastanawiać, który utwór ciągnie się za mną od (powiedzmy) dzieciństwa. Jest to Toccata i Fuga d-moll J.S. Bacha (BWV 565). Nie sądzę, żeby kiedykolwiek mi się znudził. Słuchałem chyba z milion razy, w różnych wykonaniach, nie tylko na organach. Kiedyś nawet sam próbowałem nauczyć się go grać na gitarze elektrycznej, ale była to dość okrojona wersja (możliwości instrumentu) i nie bardzo mi się podobała. Teraz "męczę" od wielu miesięcy o wiele lepsze opracowanie (Edson Lopes - poniżej) na gitarze klasycznej i jestem z siebie dumny, że doszedłem już do ok 6 min. A tu wersja na gitarze 11-strunowej w rewelacyjnym wykonaniu. Sprawia wrażenie, jakby utwór był napisany na gitarę.
  10. Tym razem czadu dają Kolumbijczycy. Coś dla fanów Fleshgod Apocalypse i gitarowej wirtuozerii.
  11. Jeżeli do wejścia wzmacniacza nic nie będzie podłączone, w większości przypadków nie usłyszysz żadnej różnicy. Po prostu większość szumu generuje część mocowa wzmacniacza, która ma stałe wzmocnienie. Często bardzo niewielkie (napięciowe), a nawet równe 1, gdy pracuje w układzie wtórnika emiterowego (źródłowego w przypadku tranzystorów polowych) . Mocą sygnału wyjściowego sterujesz poprzez tłumienie sygnału wejściowego, a nie zmianę wzmocnienia wzmacniacza.
  12. Nielogiczne. Dlaczego sygnał użyteczny miałby zwiększać szum własny (słowo klucz) wzmacniacza?
  13. W odpowiedzi dam Kraftowi 💙 do posta powyżej Choć z drugiej strony, myślę że ujął bym to jednak nieco mniej ogólnie. Przy mocno szumiącym wzmacniaczu zapewne lepsze będą kolumny mniej skuteczne, ale przy cichym będziemy już mieli w temacie wyboru kolumn większą dowolność, bo nawet przy skuteczniejszych szum będzie niesłyszalny.
  14. Nadal nie. Przed zmianą kolumn (tzn. gdy grały te "gorsze") także było stereo. A więc jednak 2 dB A tak w ogóle... Przy dzisiejszych możliwościach wzmacniaczy, w warunkach domowych skuteczność kolumn nie ma wielkiego znaczenia. Może przy jakichś cherlawych kilkuwatowych SE, przy założeniu, że ktoś mieszka na odludziu i lubi sobie pograć z wypiardem
  15. Nie. Dla stereo też będzie wzrost o 2 dB.
  16. Tak wygląda z bliska 😁:
  17. Niedawno musiałem zrobić podobną renowację w moich starych (jeszcze austriackch) AKG K701. Chcąc zachować ich charakter, zamówiłem jednak oryginalne pady na thomann'ie. Cóż, trochę mi głupio teraz. Z przesyłką wyszło ok 200 zł 😁
  18. A taki? Dodam, że jest to kompletny schemat jednego kanału (bez zasilania). Przepiękna prostota - cudeńko, które gra dla mnie. W żadnym razie nie zamieniłbym na SE .
  19. To jest schemat wzmacniacza.
  20. Bez młota, nie robota.
  21. Abra kadabra... Aura mniej sprzyjająca przemieszczaniu się pojazdem bez daszka - dobry czas na załatwienie serwisu. W tym roku zdecydowałem (jak zresztą co roku od przynajmniej dekady 🤣 ), że jeszcze trochę pojeżdżę na moim wysłużonym mustangu. Gruntowny remont, włącznie z wymianą łożyskowania ramy był, jak się okazało po rozkręceniu, koniecznością. Wymieniłem też cały napęd i przy okazji stery na nowocześniejsze, lepiej uszczelnione. Rower już złożony. Jeździ teraz tak, że z chęcią zrywam się z łóżka o poranku z myślą, że zaraz na niego wskoczę, żeby pojechać do roboty 🤣
  22. Przecudne 🤩
×
×
  • Utwórz nowe...