-
Zawartość
1 275 -
Dołączył
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez sonique
-
Też tak mam. Misplaced Childhood i Clutching at Straws to moja onegdaj jazda obowiązkowa na piesze powroty z imprez przez nocne miasto. Kocham te płyty. Czasem taki powrót trwał nawet 2-3h. Taże tego… jedna kaseta na taką wyprawę to za mało… w plecaku zawsze miałem kilka dobrych centymetrów mojej półki audio…;)
-
MA Silver 500 6G mają bardzo mocny bas i jest go dość dużo. Na oko Twoje pomieszczenie to ok. 20m2 (popraw mnie) a więc 500-tki już moim zdaniem są do niego nieco za duże (ja gram na nich w ok. 30m2 a nawet raczej 45m2 jeżeli dodam otwarte przestrzenie przylegające do salonu). Teraz basu masz dużo i chcesz go zdusić. Mam nadzieję, że SUBa używasz tylko do kina... Po pierwsze dlaczego zacząłeś myśleć o ustrojach akustycznych? Co jest Twoim zdaniem nie tak w graniu zestawu (mówimy o muzyce - a nie kinie)? Piszesz, że basu masz za dużo (nie dziwi mnie to). Ale co z tonami wysokimi? Są precyzyjne? Czy zlewają się już przy średnio-głośnym słuchaniu? Ustroje akustyczne to świetny kierunek. Warto jednak sprawdzić co na chwilę obecną możesz zrobić. A możesz. Po pierwsze, kolumny są zdecydowanie za blisko ściany. Spróbuj czy możesz sobie pozwolić na 70-80cm licząc od przedniej ściany kolumn - to takie minimum, lepiej więcej. Spróbuj zamknąć gąbkami wyloty bass reflex - masz dwa na każdą kolumnę - i sprawdzić różne kombinacje. Może te kroki już coś pomogą. Potem zdefiniuj co Ci wciąż nie pasuje.
-
Byłem na tym w kinie. Tata mnie zabrał ze sobą. Przez wiele lat pozostawał w mojej pamięci jako obraz wręcz legendarny. Z ciekawości obejrzałem drugi raz jako dorosły. Niestety spadł z hukiem kilka pięter w dół w hierarchii. Czasem lepiej nie dorastać…;)
-
Tak, ja to rozumiem. I zdaję sobie sprawę, że zazwyczaj grają w pomieszczeniach im odpowiadającym poziomem i blichtrem, który to jest znacząco odległy od klimatu IKEA. U mnie jednak, że tak to ujmę eufemistycznie, gryzłyby się z meblami…;)
-
Ale reszta chyba zbyt bizantyjska…;)
-
Ociekają luksusem… muszę chwilę z nimi pobyć (raczej z ich zdjęciem) aby zdecydować czy nie przedobrzyli…
-
Migracje są wpisane w dzieje ludzkości. Nasza polska współczesna nie jest ani duża ani mała. Kanadyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy, Meksykanie, Chińczycy...itp. Tutaj są ogromne migracje. I bardzo rozciągnięte na przestrzeni dziesiątek lat. Ciekawe jak oni sobie rozwiązali płacenie za straty ojczyzny związane z migracją tym bardziej, że większość z tych ludzi nigdy nie wróci bo bodźcem do relokacji często nie jest za niski standard życia (jak w przypadku migracji polskiej) a inne czynniki, które w ich ojczyznach nigdy nie zaistnieją (prawa człowieka, ekonomia). Wielu Polaków po latach wraca. A z nimi pieniądze. A więc te wywiezione dyplomy nie zawsze na marne. Czytałem, że w 2019r ilość Polaków w UK spadła o ok. 12%. Sam mam kilku takich znajomych jak zresztą myślę każdy. Temat złożony. Tylko dlaczego w wątku ***** ***?...;)
-
Nie znam, nie podoba mi się, nie poznam 😛 Ale za pamięć jak zwykle jestem wdzięczny 🙂
-
Streaming nie jest w stanie zastąpić nośnika. Ani nośnik streamingu. Oba rozwiązania nie wykluczają się a - przeciwnie - wzajemnie dopełniają. Dlatego nie zwracam aż takiej uwagi na jakość tego pierwszego. Nigdy też nie była ona dla mnie problemem. Streaming jak biblioteka publiczna. Niektóre książki w słabszym stanie… lub w słabszych tłumaczeniach… nie nasze to i w dodatku (niemal) za darmo więc marudzić nie wypada. Dlatego każda z obecnie funkcjonujących „wypożyczalni nagrań” będzie OK. Jeżeli Qobuz czy jakikolwiek inny bezstratny zaistnieje w Polsce i jego cena nie będzie podobna do ceny TIDALa to pozostanę przy obecnym serwisie. Zostanie więcej pieniędzy na płyty…;) Mam konto na trzech serwisach (z czego tylko jedno płatne) i nie widzę żadnych większych między nimi różnic. Najbardziej „leży” mi co prawda aplikacja Deezer ale to w sumie nieistotny (dla mnie) szczegół.
-
Tak zazwyczaj zaczynam. Lubię wejść w klimat. Niektóre znam na pamięć. A z odciąganiem bym nie przesadzał. Książeczki wydawnictw jazzowych osiągają w porywach objętość dwóch kartek papieru zszytych w środku, czyli czterech stron - z czego połowa to zdjęcia…;) Innych gatunków nie kupuję. W ich przypadku w sukurs przychodzi właśnie streaming. Streaming jest super gdy chcemy poznać twórczość artysty. Jest to dzisiaj tak tanie, że możemy niemal uznać, że jest to za darmo. Pamiętam jak kiedyś bardzo chciałem poznać twórczość Petera Gabriela. Nikt ze znajomych nie miał aby pożyczyć. Musiałem kupić jego dyskografię na CD. I to niemal w ciemno. Nie był to odosobniony przypadek.
-
Bardzo ciekawy temat. Kwestia dostępności. Nie wszyskie płyty są dostępne w streamingu. Niektóre po prostu trzeba kupić. Jak znajdę trochę czasu to w odpowiedniej rubryce na forum niedługo jedną taką bedę polecał bo mam to już w planach od dawna... Takich płyt wciąż jest sporo. Może nie w ogólnie pojętym mainstreamie, ale jak ktoś trochę "grzebie" w muzyce i poszukuje na własną rękę, to prędzej czy później natrafi na dość poważne braki w ogólnie dostępnych bibliotekach internetowych. Kwestia jakości. Pisałem na forum niegdyś o swoim teście CD vs Tidal HiFi, z którego mi wyszło, że różnicy nie usłyszałem. Dla przypomnienia tor słuchawkowy, wzmacniacz z wajchą przełączającą źródła pomiędzy 1 i 2, identycznie wyglądające kable RCA więc jak poproszę kogoś aby je podłączył do wzmacniacza poza moim wzrokiem, to na dobrą sprawę mogę sobie sam robić ślepy test. Zapomniałem jednak w swoim egoiźmie napisać, że sprawdzałem to jedynie na muzyce jazzowej (a konkretnie na jednej płycie). Inni forumowicze donoszą jednak, że różnica w jakości pomiędzy CD a Tidalem HiFi w innych gatunkach muzycznych potrafi być znaczna. Pozostaje mi jedynie uwierzyć bo nie testowałem. Przyznam, że płyty, które cenię, kupuję bez względu czy sie w streamingu znajdują czy nie. Lubię mieć nośnik. Przedstawia dla mnie wartość. Subiektywnie, lepiej mi się słucha z nośnika. Bo muzyka to nie tylko nuty. Ale te cała otoczka. Książeczka, zdjęcia, wygląd samej płyty. Wertując poligrafię podczas słuchania często wspominam... Np. ostatnio.... Początek 1982r. Eberhard Weber siedzi w studio w Ludwigsburgu i nagrywa świętną "Later That Evening". A przed moim przedszkolem kupa śniegu a w tym śniegu SKOT a w jego włazie żołnierz z karabinem... Tak sobie słucham i podróżuję w czasie...;)
-
Lepiej bym tego nie opisał. Konkludując, jeden z tych rzadkich przykładów gdzie pion sprawia, że nagranie wciąż trzyma poziom…;)
-
Przesłuchałem cztery razy w całości i kilka razy we fragmentach. Faktycznie bardzo dobre i dojrzałe granie. Nudy nie ma. Wiele kawałków robi wrażenie (Solar, Giant Steps, Hve You Met Miss Johnes) ale rzeczywiście Nardis się wyróżnia. Gitara i bas pierwszorzędne. Jedyny niewielki zarzut mogę mieć do samego nagrania. Na kolumnach daje jeszcze radę, ale przez słuchawki muzycy siedzą sobie na głowie. A przy trio aż się prosi o przestrzeń między instrumentami. Dodatkowo czuć studio i jego małą salkę. Jest trochę duszno i głucho. Choć może się to podobać - kwestia gustu. Ja preferuję nieco więcej magii w sposobie nagrania. Ogólnie jednak jest „w dechę”. Będę śledził poczynania Marcina Wądołowskiego. Dzięki Rafale za ciekawą rekomendację!
-
Dziękuję Ci za rekomendację tej płyty. Cieszy mnie ona w dwójnasób: raz, że artysta z Polski (a to lubię), a dwa, że wreszcie ktoś mnie wyrwie z otoczenia dźwięków, które znam i dzięki temu poznam coś nowego… C.D.N.
-
A propos ciekawej elektroniki, właśnie wylicytowałem taką płytę. Bardzo się z tego cieszę bo rzadko bywa sprzedawana. A jak bywa to osiąga niemiłą dla oka i portfela sumę ok. €50 wzwyż. Ja ją farciarsko wyrwałem za ułamek tej kwoty. Określana jako mieszanka dark wave, ambient, gothic rock. Pieter Nooten and Michael Brook - Sleeps with the Fishes. Pieter znany z Clan of Xymox a Michael ze współpracy chociażby z Eno, Sylvianem, Frippem (oraz swoich własnych świetnych projektów). Kiedyś już tę płytę tu poleciłem ale spotkała się z zerową reakcją. A więc powtarzam. I będę tak do skutku aż ktoś wreszcie zareaguje…;)
-
Niezwykle obiecujące...
-
Relax! Kto nie ryzykuje ten nie ma;) Obecnie grzebię w muzyce akustycznej i jakoś jazz i poważna są mi najbliższe. Muzyką elektroniczną przestałem się fascynować jakieś 20 lat temu. Po prostu przestała mi wystarczać. Ma dużo uboższy repertuar środków wyrazu i zdecydowanie łatwiej dotrzeć tu do najgłębszych warstw niż w akustyce, gdzie te warstwy jawią się nieskończone. To sprawia, że „elektronika” szybciej mi się nudzi. To co poznałem i mną niegdyś wstrząsnęło - wciąż cenię i do tego wracam. Ale nowych rzeczy już raczej nie eksploruję. Tym niemniej pochylę się nad Twoimi propozycjami, co zresztą zawsze czynię;) Dzięki! Wczoraj, po krótkiej wymianie postów w niniejszym wątku, nabrałem ochoty na pewną płytę, której dawno nie słuchałem, a którą kiedyś bardzo lubiłem. Okazało się, że pomimo iż inaczej już ją dzisiaj odbieram (jako dość prostą i przewidywalną - a przez to miejscami nieco nudnawą) - to jednak dostarczyła mi mnóstwo radości a nawet zachwytów. Jedna z dwóch, trzech ulubionych tego artysty. Kitaro - Kojiki
-
Nie zapomniałem ale nigdy nie pojąłem ich fenomenu, więc po angielsku ominąłem. A tu masz! Pierwszy post i już! 😛
-
Żeby nie było, że z elektroniki to tylko Vangelis, podzielę się poniżej płytą, którą dzisiaj odgrzebałem po latach zapomnienia (choć paradoksalnie tak znana, że niemal komercyjna). A co do samego określenia „muzyka elektroniczna” czy bardziej trójkowo-kordowiczowo: „el muzyka”, to od zawsze mam z nim problem. Bo dla mnie to jednak dość wąski zbiór wykonawców, do których zaliczam Vangelisa, Schulze’a, Vollenweidera, Kitaro, Tomita…, z polskich Komendarka, Plucińskiego, Bilińskiego, Hertla… itp. Pozostali wykonawcy, w tym poniżsi Atoms for Piece to dla mnie jedynie muzyka grana na instrumentach elektronicznych i z właściwą muzyką elektroniczną niewiele mająca wspólnego. Co nie znaczy, że nie jest wartościowa.
-
Bardzo dobry towar. Nieco psychodeliczny, co w takiej muzyce lubię. Nie znałem. Dzięki! Z niektórymi płytami CD jest problem aby je dostać w dobrej cenie. Sam poluję na kilka ale póki co oferowane są w kwotach trudnych dla mnie do zaakceptowania: ponad 300zł za używane CD to jednak ceny do których (jeszcze) nie przywykłem;)
-
Każde słuchawki zyskują podpięte pod dobry wzmacniacz słuchawkowy - ujmując sprawę ogólnie. Niektóre bez wzmacniacza nie zagrają wcale lub zagrają słabo - a inne w pewnych warunkach spokojnie mogą się bez niego obyć. Meze 99 należy właśnie do tej drugiej grupy. Nie zapomnij podzielić się wrażeniami po zakupie tychże.
-
Nie znam Twoich słuchawek. Nie wiem też czego słuchasz. Z pewnością usłyszysz różnicę w samym charakterze grania. Tym większą im dłużej będziesz z nimi obcował. Ale też uzależnioną od słuchanego repertuaru. Jeżeli słuchasz techno to różnice będą mniejsze, gdy dobrze zrealizowanego jazzu czy klasyki - większe. Kontrabas nie będzie już zawsze taki sam ale inny, w zależności od utworu, artysty. Szerokość i głębokość sceny powinny się poprawić. Pamiętam, że w Meze 99 Neo głębokość jest wcale niezła. Itd… Wysterowanie słuchawek Ciebie raczej nie dotyczy. A przynajmniej nie na początku. Jeżeli dobrze pamiętam to Meze są 40 Ohmowe a więc grają ze wszystkiego - ze smartfona również. Jak się z nimi bardzo dobrze zapoznasz (po np. 100h „nasłuchu”) to możesz je podłączyć do jakiegoś wzmacniacza słuchawkowego i sprawdzić czy jest lepiej. Różnice mogą być od niemal żadnych do subtelnych. Na ogromne raczej nie licz.
-
Cenię również i Twoje podpowiedzi i wszystkie sprawdzam (jeżeli nie znam). Tę płytę sprawdzę. Dzięki!
-
Cieszę się, że ten wątek ma choć jednego aktywnie pisującego ambasadora bluesowego brzmienia. Z dużym entuzjazmem przyjmuję Twoje opisy pełne ciekawych nowinek i smaczków pochodzącego ze świata przeze mnie lubianego lecz słabiej znanego. A Gov’t Mule „sprzedałem” teściowi - staremu bluesmanowi. Mówi, że zacne;)
-
Smartfony osiągnęły już taki poziom doskonałości, że nawet kupując bardzo niski model z Androidem mamy więcej niż większości ludzi potrzeba. Chyba w zbyt dużym dobrobycie żyjemy, że pojawiają się takie wątki. Nasuwa się również analogia do audio. Tutaj moim zdaniem poza rozwiązaniami elektroniczno-softwarowymi również nic więcej przełomowego wymyślić się już nie da. Jest już wszystko co trzeba. Do wyboru do koloru.