Skocz do zawartości

sonique

Uczestnik
  • Zawartość

    1 275
  • Dołączył

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez sonique

  1. @Rafał S, a nawiązując do tematu, nie masz czasem Rafale jakiejś „perełki” na półce, którą chciałbyś szerszej gawiedzi pokazać? Wyczuwam podskórnie, że jesteś absolutnie idealnym adresatem dla takowego pytania;)
  2. Napiszę o poprzednim odtwarzaczu CD czyli Denon DCD 1550ar bo CA CXC mam dopiero drugi miesiąc i tutaj na kilkadziesiąt przesłuchanych płyt nie wczytał jednej (włożona ponownie i testowo kilka kolejnych razy poszła bez problemu) a na kolejnej jednej przeskoczył (wada płyty: głęboka rysa na ostatnim utworze). Na Denonie zaś (który pod koniec życia był kapryśny), zdarzyło mi się (i to wiele razy), że nowe płyty (mniej niż 20-to letnie) nie odtwarzały się poprawnie i przeskakiwały (czasami tak często, że kompletnie uniemożliwiało to jakikolwiek odsłuch) a stare (z lat 80-tych) chodziły bez większych problemów… A więc zaobserwowałem coś odwrotnego…:)
  3. Pierwsze wydania CD „odziedziczyły” po płycie winylowej dwie dla mnie bardzo istotne cechy: długość nagrania oraz „winylowy” dźwięk. Kiedyś CD trwały 30-45 minut (w praktyce najczęściej 37-42 minuty) i miały dźwięk „analogowy” (oczywiście zapisany w formie cyfrowej (AAD)). Przykłady: Zbigniew Seifert - Man of The Light, Tomasz Stańko & Adam Makowicz -Unit itp. Płyta CD umożliwia prawie 75-minutowy zapis co bez względu na to jak bardzo muzyka nas zachwyca („attention span” większości słuchaczy to około 45-50 minut skupionego słuchania), to po przekroczeniu pewnego czasu najczęściej zaczynamy tracić skupienie, kręcić się, niecierpliwić i uciekać myślami. To miedzy innymi dlatego w filharmoniach robi się przerwy gdy „set” trwa dłużej niż 45-50 minut (są oczywiście nieczęste wyjątki, jak np. Requiem Verdiego, którego przerwać nie można). Płyty CD mają często jeszcze jedną wadę wynikającą paradoksalnie z ich „przewagi” nad LP: materiał jest wpychany na siłę aby wykorzystać stosunkowo dużą pojemność płyty i najczęściej kilka kawałków jest po prostu wyraźnie słabszych (podczas selekcji na 45-minutowy analog wylądowałyby w koszu jako odrzuty z sesji). Nie trzeba odtwarzać z winyli aby mieć dźwięk przyjemny dla ucha. A co do dynamiki, to akurat LP wypada od CD dużo gorzej (ograniczenia techniczne). Oczywiście gdy nagranie na CD nie zepsute nieudanym remasterem…;)
  4. 25 lat temu kupiłem gramofon bo… używane analogi były dużo tańsze od używanych CD. Na giełdach wyłapywałem perełki w dobrym stanie nawet poniżej 10zł. Potem wszystko się zaczęło zmieniać aż doszło do sytuacji, którą obserwujemy od jakiegoś czasu gdy winyle są średnio dwukrotnie droższe od płyty CD. Jakiś czas temu dałem Teściowi gramofon i wszystkie płyty bo utrzymywanie dwóch systemów, LP i CD, uznałem za ekonomicznie bezzasadne. Nigdy nie byłem też freakiem winylowego brzmienia więc przyszło mi to z pewną łatwością. Ale… wpisy takie jak powyżej kolegi @Highlander_now przypominają mi brutalną prawdę: gro wybitnych pozycji w dalszym ciągu dostępnych jest jedynie na winylach. Oczywiście jest też odwrotnie. Czyżby znowu bodziec do powrotu do płyt analogowych i dwóch systemów jednocześnie? Sam nie wiem…
  5. Z jednej strony dzień jak codzień. Z drugiej jednak czas na nostalgiczne podsumowania. Zatopienie się w myślach. Zwolnienie. Pauzę. Voo Voo - 7
  6. Prawie każdy meloman je ma: płyty rzadkie, trudno dostępne a przez to najczęściej drogie. Słowem - z punktu widzenia kolekcjonera - niezwykle wartościowe. Na dobry początek płyta, o której w innej rubryce już przy jakiejś okazji krótko wspominałem, a która dumnie zdobi moją półkę i do tematu idealnie pasuje: Barre Phillips - Three Day Moon Płyta CD rzadka (na tym nośniku wydana oficjalnie tylko raz). Na LP do kupienia bez problemu, choć też drogawa. W dniu dzisiejszym, za pośrednictwem globalnych kanałów sprzedaży, wydanie na CD oferuje na świecie tylko jeden sprzedawca za kwotę około £63 z transportem. A muzyka? To niezła dawka psychodelicznego jazzu, którego akcja dzieje się w przestrzeni o nieograniczonym horyzoncie zdarzeń. Uważny i skupiony na muzycznym przekazie słuchacz zaczyna lewitować w wykreowanym przez muzyków świecie czasem popadając w stan podobny do płytkiej hipnozy: po zakończeniu płyty dobrze jest powoli otworzyć oczy i przez chwilę pozostać na miejscu aby w tym czasie zorientować się w domowej przestrzeni i na nowo wejść w fizyczną relację z realnym ziemskim światem. Format: CD Label: ECM Records Data nagrania: Marzec, 1978r. Studio: Talent Studio, Oslo Wszystkie utwory skomponowane przez Barre Phillips Lista utworów: "A-i-a" - 9:41 "Ms. P." - 4:59 "La Folle" - 5:18 "Brd" - 8:38 "Ingul-Buz" - 3:58 "S. C. & W." - 9:27 Skład: Barre Phillips - bass Terje Rypdal - gitara, syntezator gitarowy, organy Dieter Feichtner - syntezator Trilok Gurtu - tabla, instrumenty perkusyjne
  7. Jaki dokładnie? Headonic? Mocno go rozważałem ale finalnie zdecydowałem się na inny…
  8. Pamiętam, pamiętam, że lubisz „planary”…;) Porównywanie słuchawek planarnych z dynamicznymi zawsze ujawnia pewne niezmienne cechy jednych i drugich. Obie „szkoły” mają swoich zwolenników. A słabiej poukładana scena nie znaczy, że jest źle poukładana. I jest jedynie jedną z wielu składowych oceny.
  9. Wybierając z tych dwóch modeli też zdecydowanie bardziej zainteresowałbym się AKG bo są na swój sposób unikalne. Żadne inne słuchawki nie mają dokładnie tego „czegoś” (niektóre mają inne „coś” ale nie takie same) i jeżeli to „coś” nam odpowiada to trafiliśmy w dychę. Co do HiFiMan - to bardzo dobre słuchawki ale do bólu przewidywalne i bez wyraźnych cech, za które możemy je pamiętać. Takich słuchawek jak sądzę jest wiele.
  10. Czasami energia i wysiłek podjęty na zmianę jakiejś drobnostki wart jest lepszej idei.
  11. Moje, ale jestem pewien, że Wasze również, poszukiwania muzyczne to podążanie za pewnymi nazwiskami, nazwami, stylami, otwieranie kolejnych drzwi, rozświetlanie płomieniem poznania kolejnych nieznanych wcześniej komnat w tej bezkresnej Świątyni Muzyki. Nigdy nie wiesz co znajdziesz za drzwiami… Tak było i tym razem. ”Poznałem” go w kinie. Właściwie zobaczyłem w autorskim, biograficznym filmie Nicka Cave’a „20000 dni na Ziemi” gdzie grał… siebie: Warren Ellis (po rozstaniu Nicka z Blixa Bargeldem a tym samym z The Bad Seeds, Warren stał się „prawą ręką” mistrza). Oboje są geniuszami. Oboje są Australijczykami. Oboje daleko od ojczyzny. Oboje w brytyjskim Brighton (w czasie gdy kręcono film). To musiało się tak skończyć… Potem przesłuchałem „Skleton Tree” z przepięknym „Jesus Alone” czy przejmującym „I need you”. I się w Warrenie zakochałem. Wyraźnie słychać bowiem co jest jego, a co Cave’a. Szczególnie jest to zauważalne dla kogoś kto śledzi karierę Nicka od dawna. Wyobraźnia muzyczna Ellisa jest spójna z tym jak ja rozumiem muzykę. Jest jednym z tych nielicznych, którzy posłużą mi kiedyś jako źródło natchnienia, gdy kiedykolwiek uda mi się zrealizować projekt własnego mini-studia na poddaszu, gdy wrócę do komponowania. A raczej zacznę od nowa, bo w zmierzchłych czasach były to jedynie nieśmiałe próby. Warren Ellis, wraz z dwoma innymi Australijczykami, zaangażowany jest również w projekt Dirty Three. I do niego właśnie zaprowadził mnie film, który w 2014r obejrzałem w kinie. Poniżej polecam płytę Ocean Songs, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Muzykę na niej zawartą określiłbym jako psychodeliczny progresywny folk rock. Mnie zahipnotyzowała… no i znowu wyraźnie słychać to co Ellisa… Dirty Three - Ocean Songs
  12. @J4Z, bardzo dokładnie Cię przebadali. Ja po badaniu dostałem tylko jeden wykres dla R i L…
  13. Eeee, to Ty możesz szaleć z „ostrymi” kolumnami bo i tak Cię nie zakłują w ucho… ludzie wydają kupę kasy na akustykę a Ty masz DSP w uchu…:)
  14. Język to zbiór znaków. Dopóki nadawca i odbiorca dekodują je tak samo, to funkcja przekazu jest spełniona i możemy mówić o udanej komunikacji. Zarówno termin „muzyka poważna” jak „muzyka klasyczna” wabi do tego wątku ludzi o podobnych zamiłowaniach muzycznych. A więc terminy działają prawidłowo. Ulepszajmy raczej to co nie działa…
  15. Tu jest kilka słów o takich wzmacniaczach, dość jeszcze aktualnych: https://www.audiocircle.com/index.php?topic=150854.0 Ta funkcjonalność to jednak stara sprawa. Wygląda na to, że w audio, poza ciągłym ulepszaniem elektronicznej korekty akustyki pomieszczenia, wymyślono już chyba wszystko. I to dawno temu: „[…] to np. możliwość zmiany prądu podkładu tranzystorów na wyższy, pozwalający im pracować przez kilka watów w klasie A (rzecz stosowana niegdyś we wzmacniaczach Marantz). https://highfidelity.pl/@main-2807&lang=
  16. Też korzystam z trzech serwisów. Nie wiem jednak dlaczego o tym piszesz skoro gdy płyta znika w TIDALu to znika też w pozostałych dwóch. Gdy znikają poszczególne utwory - w pozostałych też. Te same prawa autorskie działają na wszystkie podmioty w branży bez wyjątku. Znikanie dotyka także zawartości off-line. Nie przeczę jednak, że streaming ma ogromną zaletę. Tę samą zresztą jak biblioteka książek: wybór jest niewspółmiernie większy (i zawsze będzie) niż ten w domu na półce. Dla mnie jednak zawsze istniała diametralna różnica między książką własną a tą pożyczoną. Dotyczy to też płyt, samochodów (tak, tak, ponoć nie będziemy ich już posiadać w przyszłości a tylko pożyczać) itd, itp… Księgowi obliczyli, że pożyczanie opłaca się bardziej.
  17. Mam nadzieję, że to jednostkowy incydent. Wcześniej nie zdarzyło mi się słyszeć o niczym takim chociaż każdy użytkownik stramerów ma z pewnością świadomość, że technicznie jest to możliwe i łatwe do zrealizowania. Wiesz a się pytasz…;) Pierwsze ograniczenie to takie, że pewnego dnia możesz wszystko stracić. Drugie - dostawcy zastępują starsze wydania płyt nowszymi, zremasterowanymi (nierzadko gorzej brzmiącymi - vide David Bowie). Trzecie - pewne płyty znikają lub niedostępne są niektóre utwory (vide Vangelis). To tak na szybko. Użytkownicy korzystający ze streamingu częściej niż ja pewnie coś jeszcze by dopisali.
  18. Ponoć mój wzmacniacz też oddaje pierwsze 30W w klasie A po czym przełącza się na AB. „Wzmacniacz pracuje w klasie AB, ale może również oddawać swoje kilka pierwszych watów (30 W) w czystej klasie A. Specjalnym przełącznikiem z tyłu urządzenia " high / low bias " zmieniamy punkt pracy tranzystorów końcowych z AB przy niemal całej mocy na A/AB, z kilkoma pierwszymi watami w klasie A.” https://bestaudio.pl/nowosci/advance-acoustic-x-i120
  19. Zaraz zaraz. Jak wyłączyli? Przecież to jest całkiem niestary sprzęt! Niespełna dwa lata temu sam jego zakup rozważałem… Tłumaczą to jakoś? Myślę, że to jest przyszłość. Niestety… bo ja lubię fizyczne nośniki i obcowanie z nimi w dość istotnym stopniu przyczynia się do mojego zadowolenia z uprawiania tego hobby. A streaming to taka wypożyczalnia. Dzisiaj oferują taką jakość i cenę, jutro inną, a pojutrze znikają.
  20. To jest ważne. Jak już się wydaje pieniądze i istnieją wydania z lepszym DR to z pewnością warto w nie celować. Właśnie DR miałem na myśli podając przykład „Bitches Brew”.
  21. Pewnie w obrębie każdej wytwórni, artysty, czy nawet gatunku to wyszukiwanie wygląda inaczej. Ja od niemal dwóch lat jestem bardzo monotematyczny: 95% moich płytowych zakupów to jeden gatunek, z jednej wytwórni, na jednym rodzaju nośnika, nagranych głównie w latach 1969-1985. I muszę przyznać, że już dzisiaj to wyszukiwanie mam doprowadzone do perfekcji a sam stałem się specjalistą jeżeli chodzi o zakupy płyt pasujących do powyższego profilu moich „Most Wanted”. Wytwórnia ta jednak rozpieszcza i daje komfort bo nie uznaje kompromisów: bez względu na rok wydania czy reedycji jakość nagrania jest zawsze ta sama. Kupowanie przeze mnie głównie wczesnych wydań ma dla mnie jedynie wartość „klimatyczną” - bo aspekt zróżnicowania jakościowego w obrębie jednego numeru katalogowego nie istnieje. Poluję jednak, dość niekonsekwentne przyznam, na Milesa Davisa „Bitches Brew” oraz Herbie Hancocka tzw. „Trylogię” z tego samego mniej więcej okresu - i tutaj niestety liczą się wyłącznie pewne wydania opatrzone specyficznymi kodami EAN bo wszystkie pozostałe to większe lub mniejsze „barachło”. Ta więc, jak kolega wcześniej doradził: na słuch najbezpieczniej
  22. Rozmawialiśmy już wcześniej o zbieraniu dla zbierania (bo wartość, bo sentyment) oraz o zbieraniu pod swój gust (bo lubię słuchać). Myślałem, że zaliczam się w pełni do drugiej grupy lecz po zastanowieniu się widzę, że nie zawsze a wszystko jest płynne i bez wyraźnej granicy. Od czasu do czasu zdarza mi się bowiem kupić płytę głównie „na półkę do późniejszej analizy” - bo wiem, że jest wartościowa choć ja jeszcze nie jestem na tym etapie aby to w pełni wysłyszeć. Np poniższa, którą kupiłem wczoraj w niezłej cenie w pierwszym wydaniu na CD: Oczywiście nigdy nie są to płyty, które są w ogóle nie w moim klimacie: zawsze musi być jakiś punkt zaczepienia. Słowem: płyta musi rokować. Mam mnóstwo sytuacji ze swojego podwórka, gdzie płyta, za którą nie przepadałem (choć wszyscy mówili, że jest wielka), nagle zawładnęła mną bez reszty. Gdybym jej nie kupił mógłbym jej nie odkryć. Tak stało się chociażby z poniższą: A więc jak kupować? Chyba sercem i podążając za intuicją
  23. Bardzo zacna płyta… rzadko przypominana.
×
×
  • Utwórz nowe...