-
Zawartość
1 328 -
Dołączył
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez sonique
-
Byłem mu to winien. Dostałem od niego więcej niż on ode mnie. Nawet, jeżeli najprzód uiściłem za tę rozkosz drobną, z puntu widzenia tej ogromnej porcji radości, opłatę.;)
-
Niedawno napisałem i zdania nie zmieniam, że to co John Surman dał światu najlepsze, powstało zanim związał się z ECM. Nagrywając dla Edition of Contemporary Music też zareprezentował absolutnie wysoki poziom, ale wcześniej nieco wyższy.;) Polecam szczególnie “How Many Clouds Can You See” oraz “Morning Glory” (na obu tęga obsada!). “The Amazing Adventures of Simon Simon” zapoczątkowała “elektroniczny” okres w jego twórczości charakteryzujący się także tym, że Surman częściej nagrywał solo lub w mini składach, samodzielnie wykonując poszczególne partie używając różnych instrumentów. Okres ze wszech miar ciekawy i warto go poznać. Na dłuższą metę jednak nie tak bogaty, odważny i odkrywczy - nie mówiąc brawurowy - jak płyty nagrane wcześniej. Te wczesne wymagają. Obnażają nasze nieosłuchanie. Lubość do fraz łatwych i chwytliwych - nawet jeżeli wciąż jazzowymi będących. Mają te nagrania głębię tak bezkresną jak ocean. Słuchacz zawsze znajdzie w tym muzycznym akwenie coś fascynującego do eksploracji. Nawet jak zanurza się w nim po raz kolejny, kolejny, i kolejny…
-
Ja stosunkowo niedawno dostałem fajny egzemplarz. Nie omieszkałem też o tym napisać. Lubię i wracam.
-
Fenomenalna płyta! Nawet posiadam na nośniku (nieco biednie wydana…). Pozostałe też ciekawe lecz moim zdaniem już nie genialne a momentami nawet nudnawe… Nie wiedziałem tego… 👍
-
Tak, szanuję człowieka. Za najbardziej interesujące uważam jego wpisy rozsiane tu i ówdzie po licznych forach audio i muzycznych, choć warto też czasem zajrzeć na wspomnianego przez Ciebie autorskiego bloga: https://astralnaodysejamuzyczna.blogspot.com/?m=1 Możemy się umówić na wrzesień 2026. 😎 W tym roku już się nie wybiorę. Napisz coś po.
-
Drugi i trzeci album miałem w ulubionych. Pierwszego na TIDALu znaleźć nie potrafię… Dzięki za rekomendacje! U siebie znalazłem jeszcze taką „perłę”: Poszperałem też na RYM i znalazłem ciekawy ranking mogący być przydatną wskazówką w wyszukiwaniu wartościowych płyt z szuflady „Japanese Jazz”: https://rateyourmusic.com/list/mahavishnuu/japanese_jazz___top_100/ Na liście pojawia się sporo z tego co do tej pory wymieniliśmy. Powyższa płyta Hiromasa Suzuki na miejscu ósmym.
-
Widzę, że wydeptujemy te same azjatyckie ścieżki. Wymienieni przez Ciebie artyści są prawdziwymi geniuszami. A powyższa płyta to chyba nawet opus magnum Masabumi Kikuchi’ego, zdecydowanie moja ulubiona. Japoński jazz jest niezwykle ciekawy! Polecę artystę, którego nie wymieniłeś, a który do ścisłego panteonu jazzmenów japońskich bez wątpienia należy: Isao Suzuki. Dla mnie zdecydowanie w top 10 tego artysty, co jest świetnym wynikiem biorąc pod uwagę fakt, iż nagrywano go czy w studio czy na estradzie ponad 100 razy. Dziękuję za przypomnienie! Trafi na talerz całkiem rychło…
-
Wzmacniacze nigdy nie były w kręgu moich zainteresowań. Nie znam A12 Classic, posiadam X-i120. Działa, wzmacnia. Więc jestem zadowolony. Powoli rozglądam się za kolejnym do drugiego systemu. Te, którymi się interesuję rzekomo posiadają inną sygnaturę brzmienia niż rzekomo ta, którą reprezentuje X-i120. Kupię, sprawdzę. Ale nie liczę na zmianę inną niż marginalna. Czy to zdanie ma sens? Hmmm… w audio nic mnie już nie zaskoczy!:)
-
Zgadzam się. “Icefire” to zdecydowanie mój top 10 Pata. Cała płyta zdecydowanie się wyróżnia. Kto wie? Może nawet jego #1? Póki co chyba “Bright Size Life” z Jaco Pastoriusem na basie lubię “o włos” bardziej. Ale gusta, jak wiadomo, nie są stałe w czasie. Ciekawostką “Watercolors” jest to, że jest to absolutnie jedyna płyta Pata na której na basie zagrał Eberhard Weber - wirtuoz instrumentu, który sam skonstruował, bo te zastane, już istniejące, nie pozwalały mu na osiągnięcie zamierzonego efektu. Pat i Eberhard spotkali się w studio jeszcze tylko dwa razy, podczas nagrywania absolutnie wspaniałych płyt Gary Burtona: “Ring” oraz “Passengers”: https://tidal.com/browse/album/13388367?u https://tidal.com/browse/album/13265838?u
-
@Grzesiek202 Grzesiek, myślę, że ma szansę się Tobie spodobać. Oraz wszystkim innym gustującym w tego typu muzyce.
-
Jest między nimi jakaś różnica?
-
Elektronikę trzeba umieć stosować i odpowiednio dozować. Utwory z jej nadmiarem szybciej się starzeją i szybko zaczynają brzmieć groteskowo. Posłuchaj Pat Metheny, Secret Story, utwór #12: “The Truth Will Always Be” od 5m 50s. Kwintesencja odpowiedniego wykorzystania przystawki Rolanda. Na klawiszach tego tak nie zagrasz nawet będąc wirtuozem i mega wprawionym w obsłudze manipulatora “Pitch Bend”. Wydaje mi się dzisiaj - choć pewności nie mam - że taką przystawkę używał Robert Smith w swojej gitarze basowej podczas koncertu “Orange” (pewnie gdzieś można to zweryfikować). Barwa jego basu była tam świetna, ale wzmocniona i lekko syntetyczna. Nie zdziwiłabym się gdybym miał rację. Jeżeli mam, to podałem dwa przykłady moim zdaniem świadczące o sporej wartości dodanej płynącej z poprawnego użycia tego “efektu”.
-
Przystawka GR firmy Roland (różne wersje). Usłyszałem ją po raz pierwszy na żywo w latach 90-tych (wywarła piorunujące wrażenie) ale powstała z dekadę wcześniej. Z pewnością isnieją też wersje do gitary basowej.
-
Regulowana sztyca się przydała? Czy ta trasa nie jest aż tak wymagająca?
-
AI jest jak najbardziej OK. To zwykłe narzędzie. Znak naszych wirtualnych czasów. W niektórych obszarach AI z pewnością pomaga. W innych nie ma zastosowania bądź jej użycie może być nieetyczne lub co najmniej groteskowe (np. w sztuce). A jak sytuacja wymknie się spod kontroli to wyłączymy na Ziemii prąd i wszyscy spotkany się w lesie w poszukiwaniu pożywienia, czy podczas kąpieli w rzece. A co do audio hobby, to nie ten się będzie prężył kto ma drogie kable, lecz ten kto potrafi dobrze śpiewać i rytmicznie uderzać kijem o kij.
-
Na spokojnie… Niektóre obiektywnie epokowe płyty niekoniecznie muszą zgrać się z naszym gustem. Ja na przykład nigdy nie ceniłem jakoś szczególnie wysoko takich jazzowych kamieni milowych jak „Kind of Blue” czy „In a silent Way” Davisa, choć je oczywiście lubię.
-
Z Surmanem mam ten problem, że wszystko co u niego najlepsze, pierwszoligowe, nagrał poza ECM. Więc na ten top trafić nie mógł, ale na ogólny jak najbardziej. Od „Gnu High” wolę i bardziej cenię tę, sorry;)
-
Mam i cenię bardzo wysoko:) Jak nie lubisz tego Steva to się do mnie nie odzywaj:) Micusa mam dwie, ale nie „Implosions” - sprawdzę.
-
1. To nie ECM. Płyta „Playing” i owszem - tę znam, ale nie ta, którą proponujesz;) 2. Znam tę okładkę. Pewnie kiedyś słuchałem. Sprawdzę. 3. Nigdy nie widziałem tej okładki. Zaciekawiło mnie to… sprawdzę.
-
No wspólny zbiór Wasz @Adi777, @fp74 i mój mógłby wypaść ciekawie - całkiem sporo się pokrywa - co jednak o czymś świadczy;) Ktoś się dołączy? Zdecydowanie! Niestety tej płyty nie posiadam a więc nie zauważyłem, że nie uwzględniłem. Ale do top 10 raczej by nie wpadła… Nie zaprzyjaźniłem się z tą płytą za bardzo, chociaż wiem, że jest jedną z ważniejszych.
-
Fajna lista, tak to widzę: Eberhard Weber - "The Colours of Chloë" - trochę za mało dynamiczna/jazzowa dla mnie ale też bardzo lubię. Dave Holland - "The Conference of Birds" - wiadomo:) Manfred Schoof Quintet - "Scales" - no raczej:) Keith Jarrett - "The Survivors' Suite" - ależ oczywiście:) Barre Phillips - "Mountainscapes" - super!:) Old and New Dreams - "Old and New Dreams" - nie znam! Julian Priester Pepo Mtoto - "Love, Love" - petarda!:) Circle - "Paris Concert" - nie znam! Nils Petter Molvær - "Khmer" - jedyna z „nowej ery” ECM, zdecydowana większość naszych tutaj wyborów to przecież lata 70-te, także szacun dla Nilsa!!! Robin Kenyatta - "Girl From Martinique" - nie znam! — W mojej poczekalni kilka postów powyżej znajduje się kilka tytułów nieoczywistych. Szczerze je polecam! (W Top 10 nie dało się za bardzo poszaleć…)
-
Zdecydowanie! Stąd główny problem z wyborem. Ja jednak poszedłem za sercem…, które dość mocno jak widzę pokrywa się z tzw. listą obiektywną. A mnie kopnęło mocno. Pierwszy raz słuchałem z TIDALa przez słuchawki nocą, zanim jeszcze kupiłem płytę. Najbardziej w życiu kopnął mnie jednak Davis ze swoim Bitches Brew - schodząc z ECM na moment. Jechałem wtedy samochodem zimą o zmroku na prom do Skandynawii i przygotowałem sobie odpowiedni zestaw na drogę. Dość powiedzieć, że straciłem kontakt z rzeczywistością i musiałem się mocno rozejrzeć i zejść na ziemię aby się zorientować gdzie akurat jestem… Dodatkowo pamiętam ten moment do dzisiaj a było to już dość spory czas temu;) Z tych co „kopią” z ECM to dla mnie każda wymieniona w Top 10 płyta. Plus kilka innych, ale to temat na inny czas i pewnie inny wątek, a może też inne forum. Nie będziemy tu „przynudzać”.;)
-
Mam wszystkie płyty Webera. Chloë też bardzo lubię. Pewnie też jest blisko…
-
Oczywiście co dzień to zestawienie. Choć top 3 OBIEKTYWNIE raczej zawsze powinno być takie: 1. Dave Holland - The Conference of Birds 2. Keith Jarret - The Köln Concert 3. Steve Reich - Music for 18 Musicians. #3 się u mnie nie załapał do top 3 chyba tylko dlatego, że subiektywnie odrobinę wolę inne, choć wiem, że ta obiektywnie lepsza i bardziej dla muzyki doniosła.
-