-
Zawartość
5 325 -
Dołączył
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez Adi777
-
Trzeba posłuchać jakiejś dobrej muzyki w pracy, co by przyjemniej czas płynął 🙂
-
Nie, żebym się czapiał, ale... Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać 😁
-
"Meeting Laura" - Reinhold Heil, Johnny Klimek, Tom Tykwer, Simon Rattle & The Berlin Philharmonic – Perfume: The Story Of A Murderer. Także około 55% spokojnie wystarczy. Promenader - Ragnarök - Ragnarök (1976). Ta sama sytuacja. Swoją drogą, ciekawe, czy wzmocnienie wpływa jakoś na dźwięk. Bez wzmocnienia, żeby był zbliżony poziom głośności, trzeba podgłośnić do około 70. Porównałbym jacka do bluetooth, ale nie wiem, czy ma to sens. Pewnie byłby sens, gdyby dało się to zrobić w locie, a tak... "Easy Money" King Crimson - tutaj wręcz wskazane jest minimum 90
-
Kurde, sorry, zapomniałem 😱 Już sprawdzam. A więc tak. Słucham teraz utworu "La Petite Fille De La Mer" Vangelisa. Rip z płyty CD. Poziom wzmocnienia ustawiony w Shanlingu na high, głośność na 70%, i moim zdaniem spokojnie wystarczy. Może nawet ciutkę za głośno. "Hosanna" z płyty "Ceremony" Spooky Tooth & Pierre Henry, także rip z CD do wav. Tutaj już wystarczy 55% głośności. Utwór "Remember" z albumu "Desert Places" zespołu Satin Whale. Między 55 - 60% jest idealnie. PS Polecam album, niezły rockersik z lat 70.
-
Co w przypadku, gdy jesteśmy po płukaniu uszu, po badaniach, mamy dobre wyniki słuchu, i zmieniliśmy system, ale wciąż nie słychać kabli? PS Nie piszę o sobie. Trzeba tak długo zmieniać system, aż usłyszy się kable? Trzeba mieć odpowiednio dobry system, żeby usłyszeć kable? Przecież zdaniem wielu dźwięk jest subiektywny, i nie ma żadnego wzorca. Więc jakie warunki musi spełniać system, żeby usłyszeć kable?
-
Roy Harper - Stormcock (1971) 1. Hors d'œuvres 2. The Same Old Rock 3. One Man Rock and Roll Band 4. Me and My Woman Roya Harpera poznałem stosunkowo niedawno, właśnie za sprawą tego albumu, który jest najbardziej znanym dziełem tego wybitnego brytyjskiego gitarzysty akustycznego. Album składa się z czterech utworów, każdy z nich piękny, a jednocześnie utrzymany w jednym klimacie. Niesamowite, fantastyczne popisy gitarowe Harpera oraz Jimmy'ego Page'a - psudonim S. Flavius Mercurius - w kompozycji "The Same Old Rock". Album uwielbiam też za to, jak Roy Harper bawi się swoim głosem, właściwie w każdym utworze. Oprócz tego, w nagraniu wziął udział David Bedford odpowiedzialny za organy w Hors d'œuvres i orkiestrację w zamykającym dzieło, cudownym Me and My Woman. Właściwie, ciężko tutaj wybrać ulubiony utwór czy fragment, całość jest niesamowicie równa. Lepszego albumu folk-rockowego nie słyszałem, i raczej już nie usłyszę.
-
Komentarz zbędny. Cudo.
-
Niecałe 100 metrów od mojego obecnego miejsca zamieszkania znajduje się warsztat, może też salon/komis Porsche, ale takiego modelu tam nie widziałem 😁
-
Cytat z wikipedii: "Phish to amerykański zespół rockowy, który powstał w Burlington w stanie Vermont w 1983 roku. Zespół znany jest z muzycznej improwizacji, rozbudowanych jammów, mieszania gatunków i oddanych fanów." Nazwę zespołu kojarzyłem od jakiegoś czasu, ale po nic jeszcze nie sięgałem.