-
Zawartość
1 275 -
Dołączył
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez sonique
-
Magnetic Fields (1981) to taka wprawka do Zoolook (1984). W roli głównej protoplasta samplerów Fairlight CMI. Najambitniejszy okres w twórczości artysty. Warto nadmienić, że między obiema płytami, Jarre wydał bardzo dobry koncert w Chinach oraz hobbystyczną perłę, album Music For Supermarkets, wydany tylko w jednym egzemplarzu na płycie winylowej - wyraz sprzeciwu artysty wobec komercjalizacji muzyki. Taśma matka została celowo zniszczona a płyta za zgodą artysty została odtworzona tylko raz w Radio Luxembourg…
-
Jeżeli spojrzeć na same kompozycje, to nie trudno przyznać Ci rację Rafale. Sam często podchodzę do tego bardzo purystycznie i mam poczucie, że wszelkie dodatki w postaci efektów czy wyszukanego miksu mają na celu jedynie ukryć przeciętny materiał pod grubym make-upem dźwiękowych trików. Czasem jednak rozum jedno a serce drugie. Na tym chyba właśnie polega sztuka: aby poruszać. Efekt i miks też może stać się w umiejętnych rękach ważnym aktorem w tym teatrze emocji. Ja lubię Milesa zarówno wcześniejszego i elektrycznego. Nawet jeżeli mam świadomość, że to okres akustyczny sprawił, że jest legendą. Okres elektryczny zaś wyłącznie ugruntował jego pozycję jako wszechstronnego eksperymentatora i geniusza. A może nawet jazzowego świra;) A do Bitches Brew mam słabość. Przesłuchałem ją po raz pierwszy mknąc samochodem przez czerń nocy i gdyby nie pasy to spadłbym z fotela. Siła rażenia tego materiału jest duża. Nawet dzisiaj, po wielu przesłuchaniach tej płyty.
-
Łatwy, niełatwy, jazz, nie-jazz… Dla mnie niezwykłość tej płyty polega na tym, że nigdy się nie nudzi. Bo ma wiele twarzy. Odkrywamy nowe wraz z rozwojem naszej wrażliwości oraz możliwości przyswajania inności w muzyce. To trochę jak postmodernistyczne kino… Jeden powie: łał, fantastyczne… tyle różnych interpretacji! Drugi: słabe, obejrzałem dwa razy i wciąż nie wiem o co chodzi… Czy to łatwe? Trudne? Jazz? Nie-jazz? Nie! To po prostu Bitches Brew!;)
-
Zdecydowanie. I duży plus za teledysk do Don’t Stop The Dance
-
Szaleństwo i sztuka to dobrana para. Jedno nakręca drugie i na odwrót. Nierzadko oba te zjawiska odciskają swe piętno na wyglądzie i zachowaniu artystów. Dostało się też jednemu z moich ulubieńców. Każdy zna Dave Hollanda, Charlie Hadena... a kto zna Barre Phillipsa? Niewielu. Gdzieś przeczytałem o nim "najbardziej niedoceniony basista z wielkich". Chyba coś w tym jest. W 1979 Barre Phillips nagrywa Journal Violone II. Płytę z wokalizami niejakiej Ainy Kemanis (źródła na jej temat podają niewiele) oraz z towarzyszeniem saksofonu sławnego już wówczas Johna Surmana. Materiał dość awangardowy jak na Phillipsa z tamtych lat przystało. Obecnie na świecie w sprzedaży tylko sześć kopii.
-
Z deszczu pod rynnę. Jeden problem rozwiązany a już borykam się z kolejnym: potężną dziurą budżetową;) Mój sufit to 6.5 x 4.3m…
-
@Rega, cieszy specjalne miejsce na kuchenny system audio:) Prace wykończeniowe w zupełnie nowym lokum to jeszcze nic takiego ale przeróbki, szczególnie te związane z powstaniem brudu a co gorsza pyłu, w zamieszkanym już miejscu to już inna liga. Dlatego Was @Rega i @tomek4446 podziwiam. Sam muszę u siebie zmienić położenie trzech lamp sufitowych w salonie i zabieram się do tego jak pies do jeża. Kucie w betonowym stropie, brud, pył... prawdopodobnie wynoszenie wszystkiego z salonu, przykrywanie ścian... nie mogę nawet o tym myśleć! To dlatego uciekam w muzykę...;)
-
Nie filozuj tylko zabieraj się do lektury. Poszukiwałeś ostatnio czegoś w ten deseń. A deseń ten o wyjątkowo ciekawym usłojeniu...;)
-
O tym tytule tylko jedna...;)
-
Mając ostatnimi czasy nieodpartą potrzebę szperania wśród ciekawych płyt związanych z nurtem jazzowej pianistyki wysokich lotów, trafiłem na piękny okaz, który po kilkukrotnym przesłuchaniu zakupić się zdecydowałem. Nagranie dostępne jest w streamingu i warto rzucić nań uchem. Rzecz niebywałej urody ale i niestandardowego formatu. Spotkało się bowiem dwóch znakomitych pianistów i dało koncert na dwa fortepiany. Synergia obu panów jest wzorowa. Trudno w zasadzie odróżnić kto gra którą partię. Linie melodyczne przenikają się jak fale w oceanie tworząc koherentną muzyczną tkankę. Warsztat muzyków jest najwyższej próby. Każdy kto gra lub grał na fortepianie amatorsko złapie się za głowę jak to możliwe, że gra muzyków jest tak komplementarna, i że taki bogaty w emocje i techniczne triki dialog udaje im się prowadzić przez aż 70 minut trwania płyty! Słucha mi się tej maestrii pysznie ale pod jednym wszak warunkiem: mam po temu nastrój i słucham uważnie. W przeciwnym wypadku muzyka ta potrafi zmęczyć natłokiem informacji i zniechęcić bo łatwo się zgubić i przestać nadążać. Wybór utworów to kompozycje obu artystów ale przede wszystkim utwory innych kompozytorów jak Miles Davis czy Antônio Carlos Jobim - wymieniając tylko tych współcześnie znanych. Płyta łatwa i trudna zarazem. Ma melodyjne a nawet lekko komercyjne momenty (dla osłuchanego ucha) jak również te awangardowe, punktualistyczne, okraszone nawet takimi środkami wyrazu jak… stukanie w pudło rezonansowe instrumentu. Całokształt bardzo przypadł mi do gustu. Jak wspomniałem, płytę zakupiłem i ją gorąco polecam: Chick Corea, Stefano Bollani - Orvieto (2011)
-
Nie wiem czego słuchałeś. Jazz? Poważna? Może blend obu? Przesłuchaj to co już zostało polecone: koncerty Jarretta w Kolonii i Bremie/Lozannie. Tam jest wszystko. Nawet trochę free-jazzu. A tak w ogóle to spytaj Marcina Wasilewskiego a nie mnie. Choć on poleci Ci to samo;)
-
Słuszne skojarzenie! Anthony porządnie przedmuchał swój alt na tej płycie;) Równie świetny materiał. Zauważyłem, że z takimi płytami jest tak, że albo kompletnie nie mogę ich słuchać danego dnia, albo całkowicie w nie wpadam. ”For Alto”… warto nadmienić, że to album dwupłytowy, i że z roku 1969, czyli wydany niemal dekadę przed „Emarald Tears”. Odważnie. — Słuchałem dzisiaj audycji-wywiadu z Marcinem Wasilewskim: Keith Jarrett według Marcina Wasilewskiego. https://www.polskieradio.pl/8/8343/artykul/2777991,keith-jarrett-wedlug-marcina-wasilewskiego Prowadzący zapytał Marcina czy nagra koncert solo i on odpowiedział, że to bardzo trudne. Bez wsparcia sekcji. Że gra musi siłą rzeczy być wówczas zupełnie inna. Fortepian to najbardziej bodaj wszechstronny instrument dający muzykowi niemal nieskończone możliwości w kreowaniu muzycznego spektaklu. A mimo wszystko nagranie płyty / koncertu solo jest bardzo wymagające od pianisty. Nie wyobrażam sobie nawet jak trudne musi być nagranie całej płyty wyłącznie na saksofonie czy tym bardziej kontrabasie!
-
Jak preferujesz granie bardziej selektywne, to bardziej przejrzyście w jazzie chyba już się nie da bo to album solowy. W dodatku na mało solowym instrumencie (kontrabas). Płyta genialna, błyskotliwa, świeża choć leciwa. I nawet jak na świat jazzu - odważna. Nie słucham jej często ale lubię i cenię. Dave ukazał na niej bodaj wszystkie twarze swojego instrumentu. A jest ich wiele. Mam ten materiał na CD. Polecam. Dave Holland - Emerald Tears
-
Zdecydowanie pierwszą: tę płytę mieć trzeba. Tę drugą, choć też słynna, jedynie „powinno się”;) A tak na poważnie… Return To Forever jest odkrywcza. Świeża. A Crystal Silence mocno wtórna (na szybko naliczyłem trzy utwory publikowane już wcześniej). Ja mam obie;) Jak lubisz żywe granie to możesz też rozważyć poniższą:
-
Crystal Silence to tytuł utworu jak i płyty. Utwór pojawia się w wersji studyjnej na „Return to Forever” oraz eponimicznej „Crystal Silence”. O wiele bardziej podoba mi się pierwsza wersja. Szczególnie, że chwilami przywodzi na myśl utwór Vangelisa z mojego osobistego Top 3 tego muzyka - Revé. I pod tym względem faktycznie ma sporo z marzeniem sennym wspólnego;) Ta z Burtonem też warta poznania. @Adi777, on nie może być dla Ciebie za senny. Czyż to nie Ty uwielbiasz Eberharda Webera oniryczny „The Colours of Chloë”?;)
-
Zjawiska o nazwie Gong nie da się ogarnąć umysłem... można jedynie z zamkniętymi oczami pozwolić dźwiękom przenikać ciało. Dla mnie zespół zagadka. Ich istnienie, i w dodatku wieloletnie, z takim materiałem, i z taką popularnością przeczy regułom panującym w szołbiznesie. Gong potrafią niesamowicie zamieszać. Ale i wzbić się na liryczne wyżyny. Smakuję ich w drobnych porcjach. Inaczej nie potrafię. Przesłuchanie ich dyskografii ciurkiem może doprowadzić do szaleństwa nawet osobę osłuchaną z takimi dźwiękami. Granice? A co to takiego? Ta jest świetna: Gong - Zero To infinity
-
Przesłuchałem dwukrotnie. Piękne koncerty. Faktycznie dość podobny sposób muzycznej narracji jak podczas koncertu w Kolonii. Muszę upolować jakiś dobry egzemplarz. Właśnie się zorientowałem, że część zbioru, ta z Lozanny, ma już ponad 50 lat… Koncertowi z Bremen „pyknie” pół wieku dopiero za dwa miesiące… Niesamowite. Keith Jarrett jest wciąż wśród nas. Niestety nie może już koncertować, ale pewnie z przyjemnością łyka dobre wino podczas kolejnych okrągłych rocznic swoich nagranych dawno temu płyt.
-
Przede wszystkim perkusja na Batik jest wyjątkowo gęsta. A fiksacja Jacka na talerzu ride w tamtych czasach niemal definiowała jego brzmienie. W latach 80-tych grał już ostrzej i jeszcze bardziej dynamicznie, momentami niemal (jazz) rockowo.
-
Ta, to się zdarza. Najlepiej wpisać tytuł. Wtedy szansa na znalezienie większa. Nagrania ECM brzmią na TIDALu jak z CD. Ja na testowanej kiedyś płycie nie usłyszałem różnicy. Pod tym względem (i nie tylko) to wytwórnia idealna. Jej wydawnictwa zawsze brzmią tak samo (dobrze)…
-
Służę…:) https://tidal.com/album/13493693
-
Nasze samochody. Kącik miłośników motoryzacji.
topic odpisał sonique na audiowit w Rozmowy (nie)kontrolowane
Ostatnie z napędem na tylną oś. Nieco toporne w porównaniu do ówczesnej niemieckiej konkurencji i nieco w stosunku do niej opóźnione technologicznie ale można się w nim było zakochać. A czy ostatnie prawdziwe? Takie wtedy produkowano samochody. U konkurencji też wówczas było podobnie dobrze. A dzisiaj? Dzisiaj samochody Volvo również odzwierciedlają współczesne trendy w budowaniu samochodów. Myślę, że i tak chińskie Geely zostawia Szwedom o wiele więcej wolnej ręki i pozwala na zachowanie więcej „szwedzkości” niż poprzedni właściciele. Ford wyssał Volvo tak, że mało się nie przekręciło. To paradoksalnie Azjaci pomagają Szwedom odzyskać dumę i pewność siebie w świecie motoryzacji. Amerykanie zachowali się w tej roli jak barbarzyńcy. Niestety SAAB nie miał tego szczęścia i GM patrzył jak się wykrwawia jedna z największych legend motoryzacji. Zresztą sam zadał ostateczny cios nie zgadzając się na kontynuowanie produkcji zasłaniając się niechęcią do transferu patentów. -
Jak się płyty zbiera to czasem trudno uchronić się przed dublami. Pozbierałem te nieliczne powtórzone wydawnictwa i niniejszym na sprzedaż wystawiam: 1. Tomasz Stańko, Balladyna (ECM) - stan płyty idealny, stan tekturowego opakowania idealny minus. 2. Cæecilie Norby, Portraying (ACT) - stan płyty bardzo dobry, stan tekturowego opakowania idealny minus. 3. Jan Garbarek, Witchi-Tai-To ECM) - stan płyty idealny, stan tekturowego opakowania idealny minus. 4. Ralph Towner, Batik (ECM) - stan płyty idealny, stan tekturowego opakowania idealny minus. Cena jednego CD: 30zł Przy zakupie całości wysyłka gratis. Zapraszam do zakupów. Kontakt via PW.
-
@Highlander_now, nigdy tych koncertów nie słuchałem. Już zaznaczyłem w TIDALu na kolejną sesję. Jak się spodobają to zakupię nośnik. Płyty CD się pojawiają choć interesujące mnie wydania niezbyt liczne. Ciekaw jestem ogromnie co też ten Keith wówczas zagrał… jakby nie było to jedynie dwa lata przed The Köln Concert więc teoretycznie styl powinien być w pewnych aspektach podobny… A Ty jak oceniasz to wydawnictwo? PS. Zazdroszczę Ci tego analoga…;)
-
Na brak streamingu nie ma lekarstwa i nie da się go niczym zastąpić. Pozostaje zakup nośnika, lub mniej fajne czy legalne pożyczanie i przegrywanie lub kradzenie z Internetu. A z nagraniami dotkniętymi chorobą „loudness war” można sobie poradzić. Znalazłem w bazie danych losową płytę z tych mega komercyjnych. I widzę, że nawet tutaj jest możliwość posłuchania materiału w całkiem przyzwoitej jakości. Komu zależy pójdzie w winyl. Bo w streamingu najczęściej jakość CD, czyli w tym wypadku brak jakości…
-
A cóż to?