-
Zawartość
1 328 -
Dołączył
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez sonique
-
Na podstawie moich dotychczasowych doświadczeń byłem święcie przekonany, że sprzedawcy audio nie są dobrymi kompanami do szukania odpowiedzi na pytanie "co zrobić aby wyjść z dobrym dźwiękiem i zapłacić jak najmniej". I że jednak to my, finalni użytkownicy powinniśmy wyposażyć się w przysłowiowe "szkiełko i ucho" aby być w stanie zweryfikować jakże często powtarzane w tych miejscach audio-mity. A tu proszę. Jaka miła i niespodzianka... Wdepnąłem dzisiaj do HiFi Klubben - generalnie nie odwiedzam salonów ale ten był bezpośrednio przy sklepie z używanymi płytami więc się skusiłem. Sklep średnich rozmiarów, nie za szeroki wybór, sieciówka, można porównać do polskiego Top HiFi. Ze "zwykłych" kolumn głównie B&W i Dali oraz (tu zaskoczenie) mnóstwo aktywnych (przynajmniej 30% oferty sklepu). W związku z tym, że (bez pośpiechu) rozglądam się za nowymi paczkami, zdecydowałem wdać się w rozmowę z sympatycznym i uczynnym sprzedawcą. Spytałem się o B&W 704 (wizualnie mnie oczarowały) i z czym powinienem je sparować (ot, taki mały teścik na początek - czemu nie). Ku mojemu zdziwieniu, sprzedawca powiedział, że nie ma to znaczenia bo każdy wzmacniacz z tych sprzedawanych tutaj dam mi pełnię satysfakcji, po czym zaproponował wzmacniacz Denona. Początkowo myślałem, że to model 1700 (z tego co się orientuję według wielu w miarę odpowiedni partner do kolumn z tej półki) ale gdy podszedłem zobaczyłem, że to 900-ka. Zadałem podobne pytanie raz jeszcze bo zawsze można coś źle zrozumieć. Sprzedawca nie tylko powtórzył ale i rozwinął myśl: "Nie widzę sensu w kupowaniu droższego wzmacniacza bo ten świetnie się tutaj nada. Może Pan oczywiście kupić coś droższego i bardziej funkcjonalnego ale nie wpłynie to zasadniczo na Pana odbiór tych kolumn - wzmacniaczem bym się nie przejmował". Nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu... sprzedawca pewnie uznał, że podoba mi się dźwięk z B&W... ale jego słowa były dla mnie najpiękniejszą melodią jaką usłyszałem tego dnia. Pełną nadziei i optymizmu, że można inaczej. No dla mnie "WOW";) A na marginesie, chyba B&W rozkochały mnie w sobie na dobre... cudownie wykonane paczki! Prawdopodobnie również świetnie brzmiące (tam mieli fantastyczną wprost akustykę więc musiałbym jednak zweryfikować u siebie).
-
@MarcKrawczyk, wydajesz się jednym z większych fanów DM na forum. Takie słowa napisane przez Ciebie napawają smutkiem. Ja nigdy nie byłem fanem ale karierę ich śledzę z ciekawości i mocno „z doskoku”. Płytę przesłuchałem. Miejscami mocno infantylna choć coś tam by się na niej znalazło ciekawego. Jednak niewiele dobrych momentów…Zdecydowanie poniżej mojej ich ulubionej „Ultra”…
-
@MarcKrawczyk, a „Memento Mori” się podoba?
-
Myślę, że z punka dość wcześnie się wyrasta ale ogólnie fajnie mieć go w swoim muzycznym résumé bo potem na starsze lata miło się przy jego kakofonicznym akompaniamencie wspomina to co minione.
-
Carpe diem, kolego. Tylko nie wyrzucaj OBI…;)
-
Moim zdaniem jest to przede wszystkim wyraz pogardy do sztuki i twórców. Klient zawsze ma wybór i może bubla nie kupić… Podobnym brakiem szacunku do artystów jest moim zdaniem ucinanie utworów w radio lub przedwczesne ich wyciszanie. Jeszcze „pal sześć’ jak wchodzą wiadomości i realizator się takim zabiegiem ratuje, ale często niestety w końcówce utworu jakiś pseudo-prezenter wrzuca jakiś „inteligentny” żart swoim cyfrowo obniżonym „radiowym” głosem bo uważa, że jest to ważniejsze od tego aby dzieło artysty wybrzmiało do końca… brrrr… Wiele utworów jest w ten sposób pozbawiana momentu, w którym nagromadzenie emocji jest największe, po którym - niemal jak w Teatrze Greckim - następuje wyczekiwane katharsis… Jak bym był artystą i miał na to wpływ to szmatławe rozgłośnie typu RMF czy inne AntyRadia banowałbym aż by iskry leciały.
-
Jak obiektem zainteresowania melomana są lata siedemdziesiąte, tak jak obecnie moje, to faktycznie wiele najlepszych nagrań pod względem DR dostanie ten kto kupi winyl a nie CD. Można przestudiować Milesa Davisa, Herbiego Hancocka, aby wziąć kogoś z brzegu - poszczególne płyty w wydaniach winylowych najczęściej punktują z DR najwyżej. Ale jest tak jak napisał powyżej @Rafał S: to nie zasługa nośnika czy technologii ale pseudo specjalistów od masteringu, którzy klasycznie skopali późniejsze edycje. Przecież płyta CD to dopiero rok 1983/1984. Aż się nóż w kieszeni otwiera jak się spojrzy na wydania niektórych arcydzieł. Jako przykład podam wyświechtany już przypadek „Bitches Brew”… jak można wydawać takie arcydzieło na kopiach CD ze średnim DR równym 8(!) - wydania z 1999, 2004, 2010r - jak istnieją takie ze średnim DR o kilka punktów wyższym?
-
@Adi777, tak sobie myślę, że jeżeli faktycznie chcesz zainwestować w CD, to może warto abyś już zaczął? Może powinieneś się rozglądać i jak coś się trafi to brać… bez presji czasowej. Skolekcjonowanie nawet stu czy dwustu dobrych płyt to długotrwały proces. Sam poluję na kilka wcale nie tak egzotycznych pozycji i jak dotąd brak wydań w cenach wartych zakupu. Widziałem jedną niedawno z serii „wymarzone” ale poszła za €100 plus wysyłka a ja psychicznie nie byłem na to przygotowany i nie wykonałem ruchu… a czekanie w tej branży to droga do kompletnej klapy;)
-
Jirí Stivin - 5 Ran Do Čepice (5 Hits In A Row), Supraphon 1972 (GAD Records 2018). Co to były za czasy dla jazzu! Tyle nieodkrytych dróg… a jedną z nich gwałtownie rozwijający się wówczas free-jazz. Jednym z pionierów gatunku był wówczas Czech, Jirí Stivin - jeden z najwybitniejszych flecistów jazzowych wszechczasów. Wszechstronnie wykształcony muzyk totalny w późniejszych latach kojarzony głównie z muzyką poważną. Kogo zaprosił do studia? Ano, poza swoimi wybitnymi rodakami (Rudolf Dasek - gitara, Josef Vojvoda - perkusja, Milan Vitoch - perkusja), Barre Phillipsa (bas) i Zbigniewa Seiferta (skrzypce). Co z tego wyszło? Świetne free z domieszką innych wpływów (głównie ludowych i z muzyki poważnej - za sprawą Jiri Stivina). Płyta na nośniku CD ukazała się tylko raz: nakładem polskiego(!) wydawnictwa GAD Records w 2018r. Niewiele kopii w internecie na sprzedaż. Jeżeli nie będzie wznowień, to niedługo płyta będzie „białym krukiem”. Polecam.
-
-
Jeżeli masz fajną kolekcję CD (jest na to szansa) to ja bym się nie poddawał i kontynuował tę drogę z nowym odtwarzaczem. A streamer możesz kupić bez wodotrysków. Taki Wiim Mini działa świetnie a kosztuje grosze. Ale jak piszą koledzy, to kolumny i akustyka dadzą Ci brzmienie. Pozostałe elementy co najwyżej wygodę i święty spokój.
-
No ale w tym pułapie cenowym to już można poszaleć a i konkurencja spora. Problemem byłaby dla mnie natychmiastowa utrata wartości zaraz po zakupie. Podobnie było ze strojoną na modłę HighFidelity serią Emerald. Sam się kiedyś zastanawiałem czy ich nie kupić za 60% ceny wyjściowej w jednym z salonów… potem wciąż je widziałem ponad rok później… nie każdy chce płacić za tuning jakiejś tam redakcji audio…
-
Dla niepoznaki „No. 6” w tytule utworu w nowszej wersji zamienił na „#6” co oznacza to samo ale inaczej wygląda. Łudziłem się początkowo, że to jednak inna kompozycja. Z tym „recyclingiem” to możesz mieć rację. Na słynnej Return To Forever znajdują się dwa utwory, które można też znaleźć na płycie Garego Burtona i Chicka Corea, słynnej Crystal Silence: tytułowy Crystal Silence oraz What Game Shall We Play Today. Co więcej, na tej drugiej znajduje się utwór Children’s Song… pewnie pochodzący z prezentowanej przeze mnie w poprzednim poście płyty pod tym samym tytułem… (jutro to sprawdzę).
-
@Rafał S, tak sobie słucham tej Twojej płyty z tupeciarsko przemyconym banjo, i słyszę, że coś poznaję. Zaglądam do szuflady, włączam inna płytę i… tak… mam rację. Pomimo zupełnie innej aranżacji (Twoja na fortepian i banjo, moja na fortepian solo) - można po chwili wyłapać, że to ten sam utwór. Mowa o „Children’s Song No. 6”. Notabene widzę, że mam piękne, pierwsze wydanie tej płyty jeszcze z lat osiemdziesiątych. Teraz posłucham ich obu;)
-
Dobra, sprawdzę. Zostaje na tym, że prezentu póki co nie zwracam;)
-
Racja - to jest wręcz kluczowe. Nie pomyślałem o tym tak samo jak jakiś czas temu nie wziąłem pod uwagę, że nowy odtwarzacz CD może nie mieć funkcji „gapless”. Co za czasy…